stycznia 04, 2021

stycznia 04, 2021

Wybrańcy

Wybrańcy



Wiele lat minęło, odkąd przeczytałam trylogię Niezgodna, autorstwa Roth. I szczerze mówiąc, tamta wywarła na mnie mieszane uczucia. Bo zamysł był naprawdę świetny, tylko autorka miała jeszcze nie za bardzo dopracowany warsztat pisarski.

 Niemniej, kiedy ukazała się zapowiedź Wybrańców, doszłam do wniosku, że trzeba dać kolejną szansę autorce, bo minęło sporo czasu od poprzednich i z pewnością zaszła zmiana w Veronice Roth, jak i jej stylu pisania. Poza tym, opis fabuły niesamowicie intrygował. I z jednej strony bałam się, bo reklamy były fascynujące - co nie zawsze idzie w parze z jakością treści. Mimo to, książkę postanowiłam przeczytać. A czy było warto i jakie emocje towarzyszyły podczas czytania, napiszę poniżej. 




Wybrańcy zaczynają się od wywiadów i raportów, są to zapiski wydarzeń, które miały miejsce przed dziesięcioma laty. Wtedy,  Stany Zjednoczone zostały zaatakowane przez dziwnego i niebezpiecznego osobnika. Nazwano go Mrocznym, nikt i nic nie było wstanie powstrzymać zniszczenia, jakie niósł wraz ze swoim przybyciem. Ofiary były liczone w tysiącach, a ich śmierć była wręcz przerażająca. I oto, okazuje się, że w przepowiedni pojawili się Oni - Wybrańcy. Pięcioro nastolatków, a w sumie jeszcze dzieci.  Otrzymali zadanie by stawić czoła groźnemu przeciwnikowi. Na początku muszą zostać odpowiednio przygotowani do tej roli. 

Gdy ich misja  została wykonana, a życie wróciło do normy, powinni cieszyć się z wygranej i pławić w chwale bohaterstwa. Niestety, nie wszyscy potrafili uporać się z wydarzeniami, których byli częścią. Najbardziej pokiereszowana psychicznie wydaje się Sloan, to ona musiała bezpośrednio skonfrontować się z Mrocznym, została porwana i przetrzymywana. Nikt nie wie, co wydarzyło się w tamtym czasie i czego doświadczyła. Nigdy nie opowiedziała o tamtym zdarzeniu, nikomu. Nawet swojemu ukochanemu, z którym żyła przez wiele lat i  łagodził tkwiące wewnątrz niej demony. 

Sloan najbardziej czuła się zżyta z Albim, może dlatego, że on rozumiał jej słabość i roztrój emocjonalny. Może też, łączyło ich wspomnienie porwania, które razem musieli przeżyć. Jedno jest pewne. Ta dwójka najgorzej radziła sobie z traumą po stoczonej bitwie. A radość i powrót do normalnego życia wydał się nieosiągalny.
 Co innego można było powiedzieć o pozostałej trójce. Matt - dowódca i oaza spokoju. Wiedział jak panować nad emocjami i co zrobić, aby grupa działała wspólnie. Twierdził, że zna Sloan lepiej, niż ona sama, tylko czy aby na pewno? Easter przekuła swoją misję w interes, dzięki czemu istniała w mediach społecznościowych i mogła naprawdę cieszyć się ze swojej sławy. Nie wracała wspomnieniami do walki, martwiła się o chorą na raka matkę i to było jej problemem numer jeden.  Najmniej wiemy na temat Ines, która wydawała się wyciszona, mało kontaktowa. Jakby była tłem całej piątki. 

Fabuła głównie dotyczy Sloan oraz jej walki z przeszłością, od której nie potrafi się uwolnić. Niby jest dobrze, ma chłopaka, mieszkają razem, a jednak nie czuje spokoju. Gdy mija głośna i radosna dziesiąta rocznica ich wygranej, okazuje się, że nie ona jedna nie radzi sama ze sobą. Przełomowa chwila, która zatoczy krąg. 

Nie mogę napisać za wiele o fabule. Tutaj trzeba poznać samemu, ponieważ Veronica Roth, genialnie steruje czytelnikiem.  Mnie troszkę nużą opisy - akcja zaczyna się od końca.  No nie dokładnie tak jest. Ma swój początek, nieco inny i właśnie dlatego, tak intryguje. Bo zaczyna w momencie, którego się nie spodziewamy.  W dodatku całość, jest podzielona na trzy części, które oddzielają od siebie pewne wydarzenia.  Mnie bardzo ciekawił rozwój wypadków i tego, w jaki sposób potoczy się akcja.
 Podczas czytania, czułam ogromne zaciekawienie i taką niewiadomą. Nie spodziewałam się, że autorka tak dobrze skonstruuje nową historię fantasy, by naprawdę mogła jeszcze zaskoczyć. A jednak się udało. 
 Na uwagę zasługuje igła, która była dołączona do egzemplarza książki. Bardzo byłam ciekawa dlaczego? No i wyjaśnienie można znaleźć, czytając książkę. Jednak nie będzie ono, tak wiadome, jak się może wydawać.

Wybrańców naprawdę warto przeczytać i myślę, że z tej historii byłyby świetny film. Ten tytuł Roth, przebił trylogię Niezgodnej bez dwóch zdań. Mam nadzieję, że będę miała okazję przeczytać kolejne książki w tym klimacie. Bo kończąc, czułam smutek, że to już. 


PREMIERA - 13.01.2021r. 


grudnia 20, 2020

grudnia 20, 2020

Chirurg

Chirurg

 



Z kryminałami u mnie bywa różnie. Jak mnie złapie bakcyl, będę czytała jeden za drugim, aż zacznę śnić przerażające koszmary i wtedy zrobię przerwę na długi, długi czas. I kiedy dostałam "Chirurga", byłam w trakcie ciągu kryminalnego, ale doszło do przesytu, dlatego "Chirurg" musiał swoje odczekać. Z jednej strony źle – bo przecież miał swój termin premiery, z drugiej jednak strony uważam, że po wielkim boomie, dobrze jest odświeżyć książkę, która gdzieś tam mogła przepaść w czeluści nowo wydanych. A zatem przeczytałam po kilku miesiącach. I teraz przychodzę ze swoimi wrażeniami, gorącymi niczym ciepłe bułeczki prosto z piekarni.


Jest ciepły dzień, Martynka właśnie obchodzi swoje dwunaste urodziny. W prezencie otrzymała wymarzonego króliczka. Rodzina szykuje przyjęcie dla dziewczynki. Tort już czeka. Trzeba tylko nakarmić zwierzątko, w tym celu – bo po trawkę, wybiera się Martynka na pobliską łąkę. Nigdy już nie wraca. Zostaje zamordowana, a jej zwłoki okaleczone. Co najbardziej jest przerażające, ciało zostało pozbawione części intymnych. Jak można zrozumieć – morderstwo było na tle seksualnym.

Ważną kwestią jest, że wydarzenia dzieją się na początku lat 80. minionego wieku. Czyli jeszcze władzę sprawuje Milicja, a służby SB, działają prężnie. Czy aktualna sytuacja w kraju ma jakieś odniesienie do wydarzenia, do którego doszło tego feralnego popołudnia?

Do sprawy zostają przydzieleni najlepsi Poznańscy funkcjonariusze – których określenie, pamiętałam, ale zapomniałam w ferworze emocji. W każdym razie Dagmara zwana Zbójem, Freddy i Harry. To oni będą zajmowali się sprawą mordercy, któremu zostaje nadana nazwa – chirurg. Ponieważ z precyzją odcinał fragmenty ciała ofiar. Tropy wskazują na mężczyznę, który morduje, a później okalecza. Podejrzanych jest sporo – zadziwiające, jakie preferencje seksualne można było odkryć u dosyć sporej grupy mężczyzn. Nekrofilia wydaje się obrzydliwa, a jednak znaleźli się zafascynowani obcowaniem ze zwłokami – mnie już od samego pisania i wyobrażania tego robi się niedobrze.

 

Działania milicji idą dosyć topornie, bo za każdym razem kiedy już się wydaje, że złapany trop jest tym właściwym, okazuje się błędnym. I można by powiedzieć, on jest tak blisko, a nikt nie może dostrzec, że to ta osoba. Kluczymy więc razem z naszymi przedstawicielami władzy po Naramowicach a dokładniej okolicy cmentarza, jak i po samym cmentarzu. Atmosfera robi się lekko upiorna, ale naszego chirurga fanatyka nigdzie nie widać.

Akcja książki dzieje się, jak wspomniałam, mniej więcej po roku 82' (niech mnie ktoś poprawi, jeśli pomyliłam datę). W każdym razie możemy się idealnie wczuć w klimat minionego ustroju, który był nieco osobliwy. Mnie uderzyło tylko, że tutaj autor stworzył dosyć pozytywny obraz Milicji, która u większości, kojarzy się bardzo negatywnie. A tutaj proszę, poza dosyć rozwiązłym stylem życia, chlaniem wódki na ogarnięcie umysłu. Wydawało się, zupełnie w porządku. Mnie się ten klimat bardzo spodobał, a czy oddał rzeczywistość działania służb w tamtych czasach? Nie mam zielonego pojęcia.


Byłam zbyt zaaferowana poszukiwaniem mordercy z upodobaniami do krojenia zwłok, który to odczuwał przy tej czynności ogromne podniecenie. W pewnym momencie miałam wrażenie, że podejrzewam już każdego. Miałam kompletny mętlik w głowie. Autor wodzi czytelnika za nos, odsłania kawałek z układanki – bo co jakiś czas, mamy wgląd, w to, co dzieje się z naszym szaleńcem, jakie ma motywy i co się z nim dzieje podczas tej paranoicznej akcji polowania na ofiarę.

Dla mnie każdy był podejrzany, nie chcę zbyt wiele zdradzać, kim są ci ludzie, ponieważ układanka jest o wiele bardziej złożona, niż sobie z początku możemy wyobrazić. Mnie ta książka kompletnie pochłonęła, byłam w tej akcji całą sobą, No i właśnie, ogromne brawo za odwzorowanie tego charakterystycznego klimatu lat 80., ten brak nowoczesności, trudności ze zbieraniem dowodów i informacji. Kolejna sprawa to portret mordercy, tych wszystkich podejrzanych, którzy naprawdę byli dziwni i jak dla mnie, co druga osoba zaczynała pasować do tego, kogo szukaliśmy. Zakończenie, jest bardziej złożone niż z początku się wydaje. Autor bardzo sprytnie mami czytelnika, podsuwa wskazówki, by za chwilę udowodnić, że zostaliśmy wywiedzeni w pole. Dlatego na samym końcu, nic nie jest takie, jak może się wydawać. 

Książkę mogę szczerze i od serca polecić, chociaż nie należy do łatwych, bo tutaj nie samo morderstwo przeraża. I odkrywanie tych wszystkich złożonych wątków, które ukazują mroczne strony człowieka, chyba są najbardziej przerażające. Warto przeczytać.


Tekst stanowi oficjalną recenzje dla portalu Secretum

 







grudnia 13, 2020

grudnia 13, 2020

WRÓCIŁAM !! !! !!

WRÓCIŁAM !! !! !!

 



No dobrze kochani, powróciłam niczym Feniks z popiołu:) Potrzebowałam dosyć sporo czasu, żeby nabrać dystansu. Zastanowić się czy jeszcze chcę tutaj być? Blog przez jakiś czas, przestał mnie cieszyć, a pisanie sprawiało więcej rozdrażnienia niż radości. Dlatego uciekłam. Nie mogłam pisać z musu, nie umiałam robić coś, w co nie potrafiłam oddać swoje serce. Dawniej pisanie było moją pasją, każda zamieszczona tu opinia była mną, to były emocje przelane w tekst, który tak naprawdę pisał się sam. Ja go miałam w głowię, zanim usiadłam  nad klawiaturą. 
I nagle, poczułam opór, znużenie. Taką niechęć do wchodzenia i klepania tekstu. Miałam wrażenie, że to najnormalniej w świecie nie ma sensu. Pogubiłam się w idei prowadzenia tej strony, to co mnie  wcześniej motywowało, zaczęło doprowadzać do szału. Nawet czytanie książek nie sprawiało radości. Nie miałam wyjścia. Musiałam dać sobie czas i zobaczyć, czy będę chciała jeszcze wrócić? A może blog odejdzie w zapomnienie, zamknięty w szufladce - wspomnienia. 

No i kochani, kiedy tak dryfowałam pomiędzy instagramem, a Bóg wie czym, uświadomiłam sobie, jak wiele radości mnie tutaj spotkało. Jak kochałam pisać, publikować, zaglądać na inne blogi i dyskutować o wybranym tytule. Nie chcę z tego zrezygnować. Brakuje mi pisania, przelewania swoich emocji po zakończonej lekturze. Brakuje mi ludzi z blogów - instagram jest marnym zastępstwem. Nie odnajduje się tam w roli osoby piszącej opinie. Tam nie tworzy się recenzji - tylko zlepek zdań, które mają swój limit. Ja nie potrafię pisać w limicie:)))

Mam nadzieję, że od teraz posty będą pojawiały się regularnie - nie obiecuje, że często, ponieważ mam sporo spraw na głowie. Na pewno będę gdzieś pomiędzy opiniami, wrzucała teksty z prywaty, więc z pewnością się dowiecie. Najważniejsze, że wróciła tęsknota i chęć pisania. Reszta, jakoś się ułoży. Czy jeszcze o mnie pamiętacie? 

maja 28, 2020

maja 28, 2020

niedaleko pada trupo od denata

niedaleko pada trupo od denata

źródło



Twórczość Pani Iwony Banach, znam i doceniam już od wielu lat. Dlatego, kiedy widzę zapowiedź kolejnego tytułu, wyczekuje z zaciekawieniem, czym tym razem, uraczy mnie pisarka. Bo Pani Banach, ma bardzo ciekawy styl, potrafi wydobyć niemalże każde przywary człowieka i ukazać w swojej fabule w taki sposób, że nie można się nie roześmiać w głos. Taki czarny, czasem uszczypliwy humor. Czyli wszystko to, co bardzo lubię. Nie trzeba się więc dziwić, że Niedaleko pada trup od denata, musiałam przeczytać. Co też uczyniłam. I pozostaje postawić pytanie, czy i tym razem autorka trafiła w mój czytelniczy gust?

W pewnym dosyć małym miasteczku, mieszkańcy, a dokładniej mieszkanki ze zniecierpliwieniem oczekują przyjazdu znanego pisarza. Dla miejscowej biblioteki jest to wydarzenie na miarę złotych globów, chociaż nie jeden autor zaszczycił swoją obecnością, jednak akurat Ten, wzbudza ogromne emocje i zachwyty wśród fanów.

Tym większe zaskoczenie, gdy wśród publiczności zasiada jeden, jedyny przedstawiciel płci męskiej. Widać, że zachowuje się dosyć osobliwe, ale nie ważne, o to, wchodzi mężczyzna, który podbił serca czytelniczek w całym kraju. I teraz, one, mogą go zobaczyć, podziwiać i zapytać, o co będą chciały. Emocje sięgają zenitu, jest niemalże idealnie, gdy nagle, dochodzi do katastrofy. Otóż nie każdy darzy pisarza miłością.

Pan, który zasiadł w gronie czytelników, nie przybył z zamiarem otrzymania autografu. Jego planem było, ukarać nikczemnika, przez którego rozpadło się małżeństwo. Jak chciał, tak uczynił. Rzucił się na Bogu ducha winnego autora w celu pozbawienia życia. Na szczęście, zajście zostało spacyfikowane przez obecne kobiety. Ofiara w eskorcie wiernych czytelników, przewieziona do szpitala, sprawca ujęty i tylko panie bibliotekarki nie mogły uwierzyć w całe zajście.

I jeśli ktoś uważał, że w sennym miasteczku nic więcej wydarzyć się nie może, był w błędzie. Emilia, znana i powszechnie wyśmiewana ekscentryczka, okopująca siebie i swój dom na potencjalny koniec świata, odnajduje zwłoki. Co dziwne, nie bardzo rozumie, dlaczego w akurat jej kuchni, ktoś postanowił zabić i pozostawić trupa. Do akcji wkracza policja. Rozpoczyna się śledztwo i dochodzenie. Kto, kiedy i dlaczego mógł mieć motyw.

Wraz z Emilią zamieszkała jej siostrzenica, która postanowiła odpocząć od męczącej matki oraz natrętnego byłego chłopaka. Ciotkę lubiła, chociaż jej dziwactwa były czasem niepokojące, jednak nie doprowadzały do szału, jak zachowanie apodyktycznej matki, ślepo zapatrzonej w niedoszłego zięcia. A skoro o nim mowa, ten nie zamierzał tak szybko odpuścić, do miana byłego, również nie planował się przywiązywać, a dzięki zbrodni w domu ciotki ukochanej, mógł wiele zyskać...

Udaremnione morderstwo, trup w domu znanej dziwaczki. I w końcu wielkie poszukiwanie przestępny, potem kolejny nieboszczyk. Co się dzieje w miejscowości, która wcześniej żyła swoim sennym, wręcz nudnym życiem? Kto morduje, co ukrywa w piwnicy Emilia? W jaki sposób Paweł postanowi odzyskać byłą partnerkę i z jakim skutkiem i wreszcie, komu jeszcze grozi niebezpieczeństwo?

Dzieje się, ale to naprawdę mnóstwo wydarzeń zastajemy już na samym początku. Akcja rozpoczyna się szybko, z impetem. I jak to w tego typu książkach bywa, jest prześmiewczo i karykaturalnie. Większość z postaci ma przerysowany charakter, który albo będzie bawił do łez, albo irytował. Mnie już na samym wstępie drażnił Paweł - były chłopak, siostrzenicy Emilii. Taki typek, któremu się wydaje, że jest ponad innych, najmądrzejszy i najprzystojniejszy, tych naj.. było o wiele więcej rzecz jasna. Tylko wszystkie, w mniemaniu Pawełka, bo inni mieli o nim nieco odmienne zdanie. No, poza matką Magdy, która była równie nierozgarnięta, co jej były zięciu.

Kolejne postaci, Emilia i Magda, aż trudno było uwierzyć, że ta druga, nie jest córką pierwszej, ponieważ o wiele lepiej się dogadywały, co najciekawsze, miały podobne zdanie o Pawełku. Mocne charaktery i chęci robienia wszystkiego na własną rękę. Dlatego, nie można było się zdziwić, kiedy Magda, po wszystkich zdarzeniach w miasteczku zamieszkania ciotki, a wreszcie w jej własnym domu, postanowiła zrobić swoje własne śledztwo, które doprowadzi ją do zaskakujących odkryć.

Ja muszę przyznać, że mam niesamowicie mieszane uczucia. I po raz pierwszy, nie wiem, czy ta książka przypadła mi do gustu, czy też nie. Ogólnie, znam i wiem, jakie poczucie humoru serwuje w swoich książkach autorka. Żarty sytuacyjne, te przerysowania pewnych scen i zachowań. Mimo to nie umiałam się jakoś wczuć, denerwowało mnie wiele wątków. Miałam wrażenie, że czegoś jest za dużo, zbyt wiele się dzieje, co zamiast być w końcu śmieszne, odbierałam za wymuszone i sztuczne.

Książkę przeczytałam, ale nie będę ukrywała, że robiłam wiele przerw, ponieważ miałam poczucie znużenia i zmęczenia tymi wszystkim absurdalnymi zdarzeniami, które miały doprowadzić, nakierować nas i bohaterów do finału. Szczerze mówiąc, ja po pewnym czasie, miałam w nosie, kto zabił, bo tyle się po drodze wydarzyło, że zapomniałam o głównym wątku.

Nie chcę krytykować książki, tylko tym razem, muszę szczerze napisać, że nie zaskoczyłam z fabułą i z tym wszystkim, co postanowiła ukazać Pani Iwona Banach, myślę jednak, że fani powinni sięgnąć po ten tytuł, bardzo możliwe, że to ja, miałam problem z odbiorem, a moje poczucie humoru zawiodło.

Tekst stanowi oficjalną recenzje dla portalu DużeKa.

kwietnia 18, 2020

kwietnia 18, 2020

Mój ukochany wróg

Mój ukochany wróg


Podczas czytania opisu Wroga, byłam niezmiernie ciekawa, jaką postać wykreuje autorka, aby wywołała we mnie uczucia, o których mowa w zapowiedzianych fragmentach opisu. Podobno każda z kobiet, spotyka, albo spotka w swoim życiu psychopatę. Tylko skąd wiedzieć czy ten człowiek, to właśnie taka osoba? Chciałam się przekonać, jak mniej więcej według autorki, będzie wyglądała taka postać. No i jak zwykle bywa, z ciekawości podążyłam śladami nowych bohaterów. 



Często poznajemy mężczyzn, którzy na pierwszy rzut oka, nie wywierają praktycznie żadnego wrażenia. Po prostu jest, gdzieś tam sobie żyje, chodzi po świecie. No i nagle, pojawia się przed oczami, zaczyna się rozmowa i okazuje się, że ten nijaki odbiór wyglądu zewnętrznego, nie współgrał z zachowaniem. I oto, sylwetka bez wyrazu, zaczyna nabierać kolorów, emocji i nawet to, co wcześniej nie było widoczne, teraz zaczyna się zauważać i nawet podobać. Dlaczego tak się dzieje? Co ma wpływ na bodźce naszego umysłu? 

Nika, przez długi czas, nie wiedziała, dlaczego Jonasz wywołał w niej tyle uczuć. Przecież kiedy go zobaczyła na zebraniu, nie wywarł na niej piorunującego wrażenia. Ot, siedział sobie i o czymś rozmawiał. Fakt, jego pewna siebie postawa przykuwała uwagę, ale nie odznaczał się urodą, która powalała na kolana. Zatem, co dawało mu tyle odwagi? 

Jonasz zwrócił uwagę na Nikę, przywitał w nowym zespole - mimo, że pracowała w nim od jakiegoś czasu. Tylko teraz, gdy właśnie On, zrobił oficjalną prezentację, tej młodej dziewczyny, reszta załogi, zauważyła nową koleżankę.


Często możemy powiedzieć, że nasze życie dzieli się na etapy, od jakiegoś momentu, albo do jakiegoś wydarzenia. I tak było w przypadku Niki, zanim poznała Jonasza, jej codzienność była zwykła, bez wydarzeń, które wzbudzały emocje, a później już wszystko całkowicie się odmieniło. 



Trudno jest mi napisać czy książka byłą fascynująca, albo czy porwała mnie fabuła. Niemniej czytałam z pewną dozą ciekawości, chociaż nie powiem. Denerwowały mnie bardzo pewne sytuacje, zachowania bohaterek. 

Oczywiście próbowałam postawić się w sytuacji Niki, która po prostu dawała sobą wodzić za nos. Miałam chwilami wrażenie, jakby straciła zdolność samodzielnego oceniania faktów, które wyrastały jeden po drugim. W żaden sposób, nie umiała ze sobą połączyć zachowań i zdarzeń. Nie wiem, być może tak właśnie miała działać manipulacja. Jeśli tak, to rzeczywiście autorce bardzo się to udało odwzorować. 

Często podczas czytania, zastanawiałam się, jak kobiety mogą zwracać uwagę, na takich mężczyzn jak Jonasz. Ani jego opis wyglądu, ani cechy charakteru, którymi były zafascynowane kobiety, nie wzbudziły we mnie pozytywnych uczuć. I nie dlatego, bo wiedziałam jaki jest. Po prostu, dla mnie mężczyźni pokroju Jonasza, są drażniącymi dupkami. Dosłownie tak, w myślach ich nazywam. 
On bardzo dobrze wiedział, kiedy i co ma powiedzieć. W jaki sposób zachować, by zawsze jego była strona. Sprawnie lawirowałam między tematami, nawet jeśli, Nika miała odmienne zdanie, wątpliwości i tak później przyznawała rację, albo dawała za wygraną. 

Mam sporo mieszanych uczuć po zakończonej lekturze. Myślę, że warto przeczytać, choćby dlatego, by mniej więcej, uzyskać obraz człowieka o zachowaniu psychopatycznym. Czym się charakteryzują, dlaczego tak, trudno jest ich rozpoznać. No i przede wszystkim, jakie zagrożenie może spotkać ze strony kogoś takiego.  Książkę czyta się bardzo szybko, chociaż fabuła jest dosyć osobliwa i wywołuje przeróżne emocje. Na pewno nie znajdziecie nużących fragmentów. 




Książkę przeczytałam dzięki Grupie Wydawniczej FOKSAL.


kwietnia 13, 2020

kwietnia 13, 2020

Cynamon sekrety i ja

Cynamon sekrety i ja


Nadeszła pora, na zakończenie cynamonowych tajemnic. Rozwiązania zagadki, niewyjaśnionych przeskoków między światami Vicky. Na wszystkie zadane pytania, nareszcie otrzymamy odpowiedzi i później, pozostanie nam, pożegnać się z bohaterami.  
Długo zastanawiałam się w jaki sposób autorka poprowadzi fabułę, czy rozwiązanie od razu miała w głowie? Czy może postaci zaczęły żyć własnym życiem i finał nastąpił sam z siebie. Jedno jest pewne, sekrety ujrzą światło dzienne, a jakie wniosą zmiany w życiu głównych bohaterów? 


Tym razem, nasza Vicy trafia do świata pararealnej siebie, gdzie jej rodzina wygląda niemalże idealnie, tak, jak zawsze chciała, by zostało u niej w domu. Tylko, dlaczego jej drugie Ja, zachowuje się tak dziwnie, kiedy wracają na swoje miejsca? Za każdym razem, okazuje się, że dziewczyna, robi okropny bałagan w całym domu. Jakby chciała zrobić totalną demolkę. Co ją ku temu skłania? Dlaczego nie współpracuje, jak poprzednie wcielenia? Konstantin ma swoje teorie, a już niedługo okażą się one słuszne. 

W dodatku w prawdziwym życiu, między dwojgiem zakochanych, stanie na drodze, piękna sąsiadka i zupełnie nie przypadkiem, była dziewczyna Konstantina. Jak się okaże, wprowadzi sporo zamieszania w życiu tych dwojga.  

Jak już mowa o życiu uczuciowym, nasza bohaterka, w końcu dowie się, co było powodem rozstania rodziców. Dlaczego do niego doszło i kto przyłożył do tego ręce. Sprawa, okaże się bardziej skomplikowana, niż można by było przypuszczać. A wszystkiemu, okażą się winne cukierki. 



Trudno jest pisać o ostatniej części, w taki sposób, by jak najmniej wyjawić, a zachęcić do sięgnięcia po książkę. Myślę, że tutaj nie pozostaje za wielki wybór, jeśli ktoś dojechał do końca drugiego tomu, nie pozostaje nic innego, jak przeczytać trzeci i dowiedzieć się dlaczego Victoria przemieszczała się miedzy wymiarami. 

Ja mogę napisać, że zachowanie jej ostatniego wcielenia, będzie okropnie drażniące i nijak nie będzie można polubić tej postaci. Swoim postępowaniem, okrutnie mnie drażniła i jakbym była na miejscu Vicky, miałabym ochotę skopać tyłek, tamtej swojej wersji.  

Co do samej zagadki, dlaczego Vicky cierpiała na tę przypadłość? No powiem szczerze, akurat takiego wyjaśnienia absolutnie się nie spodziewałam. Nie wiem, czy oczekiwałam właśnie tego. Nie specjalnie zrobiło na mnie wrażenie. Troszkę czułam się zawiedziona. Gdzieś tam w środku, chciałam żeby to było bardziej z efektem wow. No niestety, nie doświadczyłam aż takich emocji, co nie znaczy, że było źle.  

Bardziej jestem ciekawa, czy autorka powiedziała ostatnie słowo. Mimo, że zakończenie wyjawia wszystkie sekrety, to jednak odniosłam wrażenie, jakby ta historia jeszcze całkowicie się nie zakończyła. I można by, sporo namieszać w fabule. Z jednej strony chyba bym chciała. Z drugiej, obawiam się, by nie wyszedł efekt przekombinowania. 

No nic,  zobaczymy co czas przyniesie. Cynamon przechodzi do serii przeczytanej, która w ogólnych rozrachunku plasuje się całkiem przyzwoicie. To przyjemna trylogia, z którą można spędzić wieczory w ramach relaksu. Ja ze swojej strony polecam. 


Książkę przeczytałam, dzięki uprzejmości wydawnictwa Media Rodzina. 




marca 30, 2020

marca 30, 2020

Nocna droga

Nocna droga

Ostatnio mam szczęście do książek, które wywołują we mnie mnóstwo emocji. I to jakże skrajnych. Nocną drogę poleciła mi Kasiek, która już dosyć dawno, opowiadała mi o swoich zachwytach, przeżyciach i emocjach, które w niej zostały zaraz po przeczytaniu. Nie we wszystkim mamy ten sam gust, ale jeśli chodzi o pewne kategorie, wiem, że jak Kasiek powie - musisz przeczytać, To muszę. Dlatego, nie zastanawiałam się długo, robiąc zamówienie kochanej Harmon, dorzuciłam do koszyka Nocną drogę. Gdy tylko do mnie trafiła od razu postanowiłam przeczytać.  Czytałam, czytałam aż nie skończyłam. 



Poznajemy Lexi, nastolatka, której dzieciństwo naznaczone było smutkiem, zmianą rodzin zastępczych i poczucia, że nic nie jest na zawsze. Pewnego dnia, pracownica socjalna informuje dziewczynę, że znaleźli jej cioteczną babkę, o której wcześniej nie miała pojęcia. Ta wyraziła zgodę na zostanie opiekunem krewnej. 
Alexa kolejny raz wyrusza w podróż do nowego domu, wiele pytań jest w jej głowie, czy i tym razem będzie tylko na chwilę? 
Eva ma już swoje lata, może nie potrafi wylewnie okazywać uczuć, jednak widać, że zależy jej i stara się, by w nowym domu nastolatka poczuła się jak u siebie.  
Akurat zbliża się rozpoczęcie nowego roku szkolnego, Lexi, jak wielu na wyspie, idzie do pierwszej klasy liceum. Z doświadczenia wie, że najlepiej nie rzucać się nikomu w oczy. 

W tym samy czasie, Mia, bliźniacza siostra Zacha, odczuwa ogromny stres i lęk przed nowym etapem w życiu. Co zrobi, jeśli nikt jej nie polubi? Jak poradzi w nowym miejscu? Jest przeciwieństwem brata, duszy towarzystwa, przystojniaka, który jest pewny siebie. I zawsze wspiera delikatną siostrę. Bez niego Mia, czuje się niekompletna. Zawsze byli razem, wszystko wspólnie robili.  

Pierwszy dzień w nowej szkole, jest pierwszym dniem wyjątkowej przyjaźni, jaka zrodzi się między rodzeństwem, a nowo przybyłą Lexi. Od tego dnia, staną się nierozłączni. 

I tak, jak pierwszy dzień szkoły, połączył tych troje. Tak zakończenie liceum, postawiło ogromny znak zapytania nad ich wspólną przyszłością. Lexi, nie była zamożna, nie mogła pozwolić sobie na drogie studia. Mia i Zach planowali wspólnie kontynuować naukę, daleko od domu. Tylko sprawy, były nieco skomplikowane, bo Zach i Alexa się zakochali. I nie chcieli rozstać. A Mia, nie potrafiła wyjechać bez brata. 

O ile wybór gdzie studiować, wydaje się niezbyt wielkim powodem do dramatu, to jednak konsekwencje podjętych decyzji, wypowiedzianych słów. Zaważą na życiu wszystkich. A cena, jaką przyjdzie zapłacić będzie wysoka. Zbyt wysoka.



Cóż to jest za książka, jak wiele emocji wywołuje. Coś niesamowitego! Przede wszystkim rodzina Farradayów - a dokładnie rodzice i ich bliźniaki. Wydawało się, że to po prostu idealna rodzina. Jude nie widziała świata za swoimi dziećmi. Kochała męża, który był lekarzem i takim głosem rozsądku w nadopiekuńczości żony.  

Lexi, kiedy poznała Mię, a później jej rodzinę, była zafascynowana relacjami, jakie między nimi panowały. Pokochała Farradayów i czuła się w ich domu bardzo dobrze. Jeśli kiedyś marzyła o własnej, to nie przeszło jej przez myśl, że tak wspaniała naprawdę istnieje. 

Ja natomiast, bardzo polubiłam Evę, cioteczną babkę nastolatki.  Ta kobieta, która sama siebie nazywała prostą i bez wykształcenia. Miała coś o wiele więcej niż dyplomy. Mądrość życiową. I będę szczera, o wiele bardziej pokochałam tę kobietę, niż uważaną za idealną Jude. 
Matka bliźniąt, była egoistyczna i wszystko musiała mieć pod kontrolą, pod płaszczem cudownej i troskliwej mamusi. Ja tego nie kupiłam, jak widać moje przeczucie mnie nie pomyliło. 

Jak zwykle, muszę napisać, jak niewiele mogę zdradzić z fabuły. Jednak, jeśli ktokolwiek pomyśli, że to powieść o problemach nastolatków u progu wejścia w dorosłość i rozterki zakochanych. Powiem jedno. Nic bardziej mylnego. 
Jest to historia przepełniona cierpieniem i to osoby, która najmniej na nie zasługiwała. Która poniosła największą karę, mimo jak wiele już wycierpiała. O tym, jak nienawiść potrafi zniszczyć życie wielu ludziom. 

Będę szczera, emocje wylewają się ze stron. I chociaż do pewnego momentu jest wręcz podejrzanie sielankowo, miałam świadomość, że wydarzy się coś złego. To jednak, nie spodziewałam takiego obrotu sprawy. Nie myślałam, że tylu bólu później będę przeżywała razem z bohaterami. 

Jedyna osoba, której nie umiałam polubić, do której moja niechęć niestety została do samego końca, była właśnie Jude. Nie umiałam spojrzeć przychylnie na tę kobietę. 

Nie ukrywam, Nocna droga przeciągnęła mnie emocjonalnie. Siedziałam i płakałam, byłam rozżalona i zła. Mimo to, uważam, tę historię za niesamowitą. Chociaż nie piękną. Zbyt wiele nieszczęść. Jest to tytuł, obok którego nie można przejść obojętnie. Naprawdę, polecam szczerze. Czytajcie!



Copyright © Niekończące się marzenia , Blogger