marca 13, 2021

marca 13, 2021

Żniwiarz u bram

Żniwiarz u bram

 


Pamiętam, kiedy seria Ember in the Ashes podbiła większość czytelników. Jak byłam ciekawa, czy wszelkie zachwyty były przesadzone. Bo w końcu, często bywało tak, że publika piała z radości, a ja byłam rozczarowana. W przypadku "Imperium ognia" musiałam przyznać, że Saba Tahir napisała świetną książkę. Wyczekiwałam więc kontynuacji. Później pojawiła się "Pochodnia w mroku", która niby trzymała poziomom, a jednak nie czułam tego, co za pierwszym razem. Teraz, nadeszła pora na opinię o trzeciej - którą mylnie oceniłam, jako ostatnią.
Jakie było kolejne spotkanie z bohaterami, czy dowiedziałam się czegoś nowego? Czy zbliżamy się do zakończenia wojen i przede wszystkim - uzyskamy odpowiedzi na większość pytań?


Helena po klęsce, jaka spotkała jej ród, musi dbać o bezpieczeństwo siostry, walczyć z wrogiem, który czai się na każdym kroku i przede wszystkim wyprzedzać o krok, przebiegłą komendantkę. A ta, jest mocnym przeciwnikiem, nieznającym żadnych skrupułów. Helena - Kruk Krwi, czuje przy sobie ciągła obecność Zwiastuna Nocy, ma świadomość, że każda jego forma pomocy, będzie obkupiona wysoką ceną. Niestety, do tej pory, nie mogła liczyć na sojuszników. Ciągle, dzieją się wydarzenia, które niosą ze sobą coraz gorsze konsekwencje.

Laila musi rozwiązać tajemnicę swojego największego wroga. Ma świadomość, że czas się kończy. Nie wie, co się stanie, kiedy nie zdąży znaleźć odpowiedzi na najważniejsze pytanie. Dodatkowo otrzymała trudne zadanie - musi odszukać pszczelarza. Tylko on wie, jaki wskazać kierunek, do walki ze Zwiastunem Nocy. Dodatkowo dziewczyna, musi zajmować się swoim bratem, który po pobycie w więzieniu w Kauf, nie potrafi wrócić do równowagi. Kolejna sprawa - rozstanie z Eliasem. Ukochany musiał zapłacić wysoką cenę za swoje decyzje, teraz musi przeprowadzać dusze w poczekalni. Uczucie tych dwojga zostało zepchnięte na daleki plan. I chociaż oboje starają się wypełniać swoje obowiązki, każde przeżywa tęsknotę i ból rozdzielenia.

Elias ma problem z panowaniem nad duszami. Jest ich coraz więcej w poczekalni, a on sam, miota się między magią, która chce go pochłonąć i odebrać resztki z człowieka, jakim jest. Mężczyzna ma świadomość, że kiedy Mauth przejmie nad nim kontrolę, wszyscy dla niego ważni ludzie, przestaną istnieć. On będzie prawdziwym strażnikiem poczekalni. Dusz jest coraz więcej, Dżiny nie dają ani chwili wytchnienia, dlatego odczuwa zmęczenie i poczucie porażki. W dodatku tęskni za swoimi bliskimi. Nie może im pomóc. Widzi, że dzieją się rzeczy dziwne i podejrzane, ale kiedy uzyska odpowiedź, wszystko ulegnie zmianie. Wszystko.

Kolejna podróż do Imperium, zmierzenie się z wszechobecnym okrucieństwem i bestialstwem. Z każdej strony można odczuć nadchodzące zagrożenie i mrok. Czy w końcu dowiemy się, co planuje Zwiastun Nocy?



Wspomniałam we wstępie, jak bardzo zachwyciłam się pierwszą częścią serii. I jak później, wyczekiwałam kolejnego tomu. Później moje emocje nieco opadły. Aż wreszcie podczas czytania "Żniwiarza u bram", miałam wiele razy uczucie przesytu. Jakby autorka, cały czas męczyła ten sam wątek, tylko czasem, dorzucała jeden drobny element, by czytelnik nie uciekł.
W końcu czytałam żeby po prostu skończyć i wiedzieć, czy oni się tam wszyscy pozabijali. Dopiero po pewnym czasie, dotarło do mnie, że "Żniwiarz u bram", nie jest finalnym tomem. Ta seria jeszcze nie ma zakończenia, a wszystkie wojny, okrucieństwa będą się ciągnęły w nieskończoność.

Rozdziały bez zmian - są krótkie, poza okrutnymi morderstwami, torturami i groźbami, które znamy już od pierwszej części - teraz nie robiły na mnie żadnego wrażenia. Czasami dowiadujemy się jakiejś nowości, by zechcieć czytać dalej. I tak Laila, Helena i Elias, cały czas próbują coś zrobić, ale za każdą próbą czego by się nie dotknęli, napotykają trudności, opory, zdrady i tragedie.

Na początku, kiedy zaczynałam swoją przygodę z serią. Wszystkie te podłe intrygi, zagrywki imperatora oceniałam za przerażające. Teraz, miałam wrażenie powtarzalności, która o zgrozo - nie robiła już na mnie żadnego wrażenia. Chyba o wiele większy szok, wywarłoby na mnie, pojawienie się cudownej wróżki, która za sprawą jednego dotknięcia zaprowadziła pokój na tej pokrwawionej ziemi. Nie wiem, mam wrażenie, że Saba Tahir, w pewnym momencie zaczęła za dużo kombinować. Nie rozumiem, dlaczego ta historia nie mogła zakończyć się na trzech częściach. Jestem już umęczona, nie odczuwam nawet cienia zainteresowania - kto zwycięży. Dla mnie mogą się wszyscy wymordować. W tej książce śmierć i zabijanie zrobiło się nudne. Naprawdę, większe emocje wzbudziłby we mnie chociaż jeden rozdział, w którym bohaterowie wypełnili swoje zadanie od początku do końca.

Podsumowując, seria Ember in the Ashes, zapowiadała się świetnie i była do pewnego momentu. Niestety, moja ciekawość zakończenia gdzieś uciekła. Straciłam cierpliwość. Nie odczułam żalu, kiedy się dowiedziałam, że wydawnictwo nie wydrukuje ostatniej części. Wręcz przeciwnie. Na tym etapie, nie mogę napisać - nie czytajcie. Tutaj już każdy ma wyrobioną swoją opinię.



Tekst stanowi oficjalną recenzje dla portalu DużeKa

marca 06, 2021

marca 06, 2021

Odwet

Odwet

 


Do przeczytania Odwetu, zbierałam się naprawdę bardzo długo. I nie chodziło o niechęć, bo thriller i to nie był, ten czas. Tylko, najnormalniej w świecie, sama nie miałam kiedy. W końcu, gdy znalazłam nieco więcej wolnej chwili, od razu sięgnęłam po książkę. Nie będę ukrywała, fabuła zaskakiwała mnie wiele razy, ale były momenty, gdy byłam w kompletnym szoku. Zacznijmy jednak, od początku. 


Libby znajduje się w trudnym momencie swojego życia. W wyniku pożaru szkoły, w której pracuje straciła ciąże. W prawdzie uznano ją za bohaterkę, bo uratowała swoich podopiecznych, jednak straciła to najważniejsze - swoje .Teraz, jest w stanie, który według opinii bliskich - męża i teściowej, powinna przepracować z terapeutą. Kobieta się jednak buntuje, dlatego kiedy, znajduje propozycje wymiany mieszkania z pewną rodziną, na okres dwóch tygodni, uznaje, że jest to szansa o której nawet nie śmiała pomarzyć. Nic, nie wzbudza jej wątpliwości. Wraz z mężem szykuje się do wyjazdu i docierają na miejsce późnym popołudniem.     

Posiadłość budzi zachwyt już na samym wjeździe. Jest to, piękna willa z okazałym grodem, a w pobliżu roztacza się widok na morze. Małżonkowie nie mogą uwierzyć, że ktoś posiadający taki dom, chciał zamienić się na mieszkanie właśnie z nimi. Mimo wszystko, już po chwili, dają się ponieść radości i zwiedzają przepiękne wnętrze domu.

Niestety sielanka i odpoczynek nie trwają zbyt długo. Ponieważ  w willi zaczynają się dziać dziwne i trochę niepokojące rzeczy, które pozornie mogą wydawać się błahe, a jednak u Libby wzbudzają strach. Mąż kobiety na początku uważa, że jego ukochana, jest jeszcze pod wpływem traumy, która doprowadza kobietę, do histerii. Niebawem, mężczyzna musi przyznać, że początkowe wypadki, nie były zbiegiem okoliczności, a w domu dzieje się coś niepokojącego. Oboje wyczekują dnia odjazdu z miejsca, które zamiast idyllą okazało się czymś odwrotnym. Wydaje się, że powrót do bezpiecznego domu, zakończy pasmo dziwnych zdarzeń i wrócą do równowagi, może i w ciasnym, ale jednak własnym mieszkaniu. Nie wiedzą, jak się mylą i czym, tak naprawdę okaże się powrót do domu. 

Jamie, nie jest świadomy, jakie tajemnice skrywa jego żona. Wie jedynie, że przeżyła tragedie podczas swojej wyprawy do Tajlandii. Jednak nigdy się nie dowiedział, czego była świadkiem w czasie swojego pobytu. Właściwie,  Libby nie wiele mówiła na temat przeszłości, nie lubiła roztrząsać wydarzeń, które już przeminęły.  Jak się okazuje, miała ku temu porządny powód. 



Gdy w opisie przeczytałam o tajemnicach, wiadomo byłam przygotowana na pewny zwrot akcji. Wydarzenia, które zmienią  zwrot akcji.  Nie miałam pojęcia, że autorka, pójdzie tak niespodziewanym torem. I byłam szalenie zdziwiona, gdy nagle wyszła na jaw tajemnica Libby.  Chyba  był to, jeden z mocniejszych elementów zaskoczenia, o jakim do tej pory czytałam. Wyczekiwałam naprawdę wszystkiego, a tutaj proszę. Autorce udało się zaskoczyć i to w jaki sposób. 

Dodatkowo, cały czas, jest poczucie, że coś się wydarzy jeszcze. Fabuła nie kręci się tylko wokół postaci Libby, oczywiście jest wspomniana tajemnica jej męża, chociaż w świetle tego, co okazuje się w związku z kobietą, wszystko co jest związane z mężczyzną - blednie. 

Poznajemy wielu bohaterów. Przede wszystkim rodzinę Jamiego, jego matkę oraz rodzeństwo. W pakiecie jest również  była dziewczyna. Tak, dokładnie. Rodzina męża Libby, bardzo często zaprasza na rodzinne spotkania, jego byłą ukochaną, która absolutnie nie odczuwa dyskomfortu z sytuacji. Siedzi sobie wśród rodziny, która nie jest jej, jej były facet przyjeżdża z żoną, a ona po prostu czuje się ważniejsza od niej. Mnie się szalenie podobało, jak oni tak sobie siedzieli, olewali Libby, za to, ta druga czuła się bardziej u siebie, niż właściwa synowa czy szwagierka . Ogólnie rodzina Jamiego, była taka wredna i niezbyt przyjemna.

Książka wciąga już od samego początku, napięcie jest budowane stopniowo i chociaż w moim odczuciu, nie było strasznie, lecz bardziej zagadkowo, nie można napisać, że książka jest przez to gorsza. Wręcz przeciwnie. Akacja nie jest mroczna, ale budzi pewno napięcie oczekiwania  - zaraz się coś wydarzy. I tak się dzieje. Mnie chyba, najbardziej zaskoczyła akcja z Libby i jeszcze jedną kobietą. Kto czytał, na pewno już wie, o jakim wątku piszę. W życiu się nie spodziewałam, takiego obrotu sprawy. I wreszcie zakończenie. Jestem niesamowicie ciekawa, czy będzie jakiś ciąg dalszy, czy tylko musimy zostać z tym, co autorka nam zaserwowała. Bo ja, czuje pewien niedosyt, chciałabym takiego twardego zakończenia. 



Książkę przeczytałam dzięki wydawnictwu W.A.B.


stycznia 04, 2021

stycznia 04, 2021

Wybrańcy

Wybrańcy



Wiele lat minęło, odkąd przeczytałam trylogię Niezgodna, autorstwa Roth. I szczerze mówiąc, tamta wywarła na mnie mieszane uczucia. Bo zamysł był naprawdę świetny, tylko autorka miała jeszcze nie za bardzo dopracowany warsztat pisarski.

 Niemniej, kiedy ukazała się zapowiedź Wybrańców, doszłam do wniosku, że trzeba dać kolejną szansę autorce, bo minęło sporo czasu od poprzednich i z pewnością zaszła zmiana w Veronice Roth, jak i jej stylu pisania. Poza tym, opis fabuły niesamowicie intrygował. I z jednej strony bałam się, bo reklamy były fascynujące - co nie zawsze idzie w parze z jakością treści. Mimo to, książkę postanowiłam przeczytać. A czy było warto i jakie emocje towarzyszyły podczas czytania, napiszę poniżej. 




Wybrańcy zaczynają się od wywiadów i raportów, są to zapiski wydarzeń, które miały miejsce przed dziesięcioma laty. Wtedy,  Stany Zjednoczone zostały zaatakowane przez dziwnego i niebezpiecznego osobnika. Nazwano go Mrocznym, nikt i nic nie było wstanie powstrzymać zniszczenia, jakie niósł wraz ze swoim przybyciem. Ofiary były liczone w tysiącach, a ich śmierć była wręcz przerażająca. I oto, okazuje się, że w przepowiedni pojawili się Oni - Wybrańcy. Pięcioro nastolatków, a w sumie jeszcze dzieci.  Otrzymali zadanie by stawić czoła groźnemu przeciwnikowi. Na początku muszą zostać odpowiednio przygotowani do tej roli. 

Gdy ich misja  została wykonana, a życie wróciło do normy, powinni cieszyć się z wygranej i pławić w chwale bohaterstwa. Niestety, nie wszyscy potrafili uporać się z wydarzeniami, których byli częścią. Najbardziej pokiereszowana psychicznie wydaje się Sloan, to ona musiała bezpośrednio skonfrontować się z Mrocznym, została porwana i przetrzymywana. Nikt nie wie, co wydarzyło się w tamtym czasie i czego doświadczyła. Nigdy nie opowiedziała o tamtym zdarzeniu, nikomu. Nawet swojemu ukochanemu, z którym żyła przez wiele lat i  łagodził tkwiące wewnątrz niej demony. 

Sloan najbardziej czuła się zżyta z Albim, może dlatego, że on rozumiał jej słabość i roztrój emocjonalny. Może też, łączyło ich wspomnienie porwania, które razem musieli przeżyć. Jedno jest pewne. Ta dwójka najgorzej radziła sobie z traumą po stoczonej bitwie. A radość i powrót do normalnego życia wydał się nieosiągalny.
 Co innego można było powiedzieć o pozostałej trójce. Matt - dowódca i oaza spokoju. Wiedział jak panować nad emocjami i co zrobić, aby grupa działała wspólnie. Twierdził, że zna Sloan lepiej, niż ona sama, tylko czy aby na pewno? Easter przekuła swoją misję w interes, dzięki czemu istniała w mediach społecznościowych i mogła naprawdę cieszyć się ze swojej sławy. Nie wracała wspomnieniami do walki, martwiła się o chorą na raka matkę i to było jej problemem numer jeden.  Najmniej wiemy na temat Ines, która wydawała się wyciszona, mało kontaktowa. Jakby była tłem całej piątki. 

Fabuła głównie dotyczy Sloan oraz jej walki z przeszłością, od której nie potrafi się uwolnić. Niby jest dobrze, ma chłopaka, mieszkają razem, a jednak nie czuje spokoju. Gdy mija głośna i radosna dziesiąta rocznica ich wygranej, okazuje się, że nie ona jedna nie radzi sama ze sobą. Przełomowa chwila, która zatoczy krąg. 

Nie mogę napisać za wiele o fabule. Tutaj trzeba poznać samemu, ponieważ Veronica Roth, genialnie steruje czytelnikiem.  Mnie troszkę nużą opisy - akcja zaczyna się od końca.  No nie dokładnie tak jest. Ma swój początek, nieco inny i właśnie dlatego, tak intryguje. Bo zaczyna w momencie, którego się nie spodziewamy.  W dodatku całość, jest podzielona na trzy części, które oddzielają od siebie pewne wydarzenia.  Mnie bardzo ciekawił rozwój wypadków i tego, w jaki sposób potoczy się akcja.
 Podczas czytania, czułam ogromne zaciekawienie i taką niewiadomą. Nie spodziewałam się, że autorka tak dobrze skonstruuje nową historię fantasy, by naprawdę mogła jeszcze zaskoczyć. A jednak się udało. 
 Na uwagę zasługuje igła, która była dołączona do egzemplarza książki. Bardzo byłam ciekawa dlaczego? No i wyjaśnienie można znaleźć, czytając książkę. Jednak nie będzie ono, tak wiadome, jak się może wydawać.

Wybrańców naprawdę warto przeczytać i myślę, że z tej historii byłyby świetny film. Ten tytuł Roth, przebił trylogię Niezgodnej bez dwóch zdań. Mam nadzieję, że będę miała okazję przeczytać kolejne książki w tym klimacie. Bo kończąc, czułam smutek, że to już. 


PREMIERA - 13.01.2021r. 


grudnia 20, 2020

grudnia 20, 2020

Chirurg

Chirurg

 



Z kryminałami u mnie bywa różnie. Jak mnie złapie bakcyl, będę czytała jeden za drugim, aż zacznę śnić przerażające koszmary i wtedy zrobię przerwę na długi, długi czas. I kiedy dostałam "Chirurga", byłam w trakcie ciągu kryminalnego, ale doszło do przesytu, dlatego "Chirurg" musiał swoje odczekać. Z jednej strony źle – bo przecież miał swój termin premiery, z drugiej jednak strony uważam, że po wielkim boomie, dobrze jest odświeżyć książkę, która gdzieś tam mogła przepaść w czeluści nowo wydanych. A zatem przeczytałam po kilku miesiącach. I teraz przychodzę ze swoimi wrażeniami, gorącymi niczym ciepłe bułeczki prosto z piekarni.


Jest ciepły dzień, Martynka właśnie obchodzi swoje dwunaste urodziny. W prezencie otrzymała wymarzonego króliczka. Rodzina szykuje przyjęcie dla dziewczynki. Tort już czeka. Trzeba tylko nakarmić zwierzątko, w tym celu – bo po trawkę, wybiera się Martynka na pobliską łąkę. Nigdy już nie wraca. Zostaje zamordowana, a jej zwłoki okaleczone. Co najbardziej jest przerażające, ciało zostało pozbawione części intymnych. Jak można zrozumieć – morderstwo było na tle seksualnym.

Ważną kwestią jest, że wydarzenia dzieją się na początku lat 80. minionego wieku. Czyli jeszcze władzę sprawuje Milicja, a służby SB, działają prężnie. Czy aktualna sytuacja w kraju ma jakieś odniesienie do wydarzenia, do którego doszło tego feralnego popołudnia?

Do sprawy zostają przydzieleni najlepsi Poznańscy funkcjonariusze – których określenie, pamiętałam, ale zapomniałam w ferworze emocji. W każdym razie Dagmara zwana Zbójem, Freddy i Harry. To oni będą zajmowali się sprawą mordercy, któremu zostaje nadana nazwa – chirurg. Ponieważ z precyzją odcinał fragmenty ciała ofiar. Tropy wskazują na mężczyznę, który morduje, a później okalecza. Podejrzanych jest sporo – zadziwiające, jakie preferencje seksualne można było odkryć u dosyć sporej grupy mężczyzn. Nekrofilia wydaje się obrzydliwa, a jednak znaleźli się zafascynowani obcowaniem ze zwłokami – mnie już od samego pisania i wyobrażania tego robi się niedobrze.

 

Działania milicji idą dosyć topornie, bo za każdym razem kiedy już się wydaje, że złapany trop jest tym właściwym, okazuje się błędnym. I można by powiedzieć, on jest tak blisko, a nikt nie może dostrzec, że to ta osoba. Kluczymy więc razem z naszymi przedstawicielami władzy po Naramowicach a dokładniej okolicy cmentarza, jak i po samym cmentarzu. Atmosfera robi się lekko upiorna, ale naszego chirurga fanatyka nigdzie nie widać.

Akcja książki dzieje się, jak wspomniałam, mniej więcej po roku 82' (niech mnie ktoś poprawi, jeśli pomyliłam datę). W każdym razie możemy się idealnie wczuć w klimat minionego ustroju, który był nieco osobliwy. Mnie uderzyło tylko, że tutaj autor stworzył dosyć pozytywny obraz Milicji, która u większości, kojarzy się bardzo negatywnie. A tutaj proszę, poza dosyć rozwiązłym stylem życia, chlaniem wódki na ogarnięcie umysłu. Wydawało się, zupełnie w porządku. Mnie się ten klimat bardzo spodobał, a czy oddał rzeczywistość działania służb w tamtych czasach? Nie mam zielonego pojęcia.


Byłam zbyt zaaferowana poszukiwaniem mordercy z upodobaniami do krojenia zwłok, który to odczuwał przy tej czynności ogromne podniecenie. W pewnym momencie miałam wrażenie, że podejrzewam już każdego. Miałam kompletny mętlik w głowie. Autor wodzi czytelnika za nos, odsłania kawałek z układanki – bo co jakiś czas, mamy wgląd, w to, co dzieje się z naszym szaleńcem, jakie ma motywy i co się z nim dzieje podczas tej paranoicznej akcji polowania na ofiarę.

Dla mnie każdy był podejrzany, nie chcę zbyt wiele zdradzać, kim są ci ludzie, ponieważ układanka jest o wiele bardziej złożona, niż sobie z początku możemy wyobrazić. Mnie ta książka kompletnie pochłonęła, byłam w tej akcji całą sobą, No i właśnie, ogromne brawo za odwzorowanie tego charakterystycznego klimatu lat 80., ten brak nowoczesności, trudności ze zbieraniem dowodów i informacji. Kolejna sprawa to portret mordercy, tych wszystkich podejrzanych, którzy naprawdę byli dziwni i jak dla mnie, co druga osoba zaczynała pasować do tego, kogo szukaliśmy. Zakończenie, jest bardziej złożone niż z początku się wydaje. Autor bardzo sprytnie mami czytelnika, podsuwa wskazówki, by za chwilę udowodnić, że zostaliśmy wywiedzeni w pole. Dlatego na samym końcu, nic nie jest takie, jak może się wydawać. 

Książkę mogę szczerze i od serca polecić, chociaż nie należy do łatwych, bo tutaj nie samo morderstwo przeraża. I odkrywanie tych wszystkich złożonych wątków, które ukazują mroczne strony człowieka, chyba są najbardziej przerażające. Warto przeczytać.


Tekst stanowi oficjalną recenzje dla portalu Secretum

 







grudnia 13, 2020

grudnia 13, 2020

WRÓCIŁAM !! !! !!

WRÓCIŁAM !! !! !!

 



No dobrze kochani, powróciłam niczym Feniks z popiołu:) Potrzebowałam dosyć sporo czasu, żeby nabrać dystansu. Zastanowić się czy jeszcze chcę tutaj być? Blog przez jakiś czas, przestał mnie cieszyć, a pisanie sprawiało więcej rozdrażnienia niż radości. Dlatego uciekłam. Nie mogłam pisać z musu, nie umiałam robić coś, w co nie potrafiłam oddać swoje serce. Dawniej pisanie było moją pasją, każda zamieszczona tu opinia była mną, to były emocje przelane w tekst, który tak naprawdę pisał się sam. Ja go miałam w głowię, zanim usiadłam  nad klawiaturą. 
I nagle, poczułam opór, znużenie. Taką niechęć do wchodzenia i klepania tekstu. Miałam wrażenie, że to najnormalniej w świecie nie ma sensu. Pogubiłam się w idei prowadzenia tej strony, to co mnie  wcześniej motywowało, zaczęło doprowadzać do szału. Nawet czytanie książek nie sprawiało radości. Nie miałam wyjścia. Musiałam dać sobie czas i zobaczyć, czy będę chciała jeszcze wrócić? A może blog odejdzie w zapomnienie, zamknięty w szufladce - wspomnienia. 

No i kochani, kiedy tak dryfowałam pomiędzy instagramem, a Bóg wie czym, uświadomiłam sobie, jak wiele radości mnie tutaj spotkało. Jak kochałam pisać, publikować, zaglądać na inne blogi i dyskutować o wybranym tytule. Nie chcę z tego zrezygnować. Brakuje mi pisania, przelewania swoich emocji po zakończonej lekturze. Brakuje mi ludzi z blogów - instagram jest marnym zastępstwem. Nie odnajduje się tam w roli osoby piszącej opinie. Tam nie tworzy się recenzji - tylko zlepek zdań, które mają swój limit. Ja nie potrafię pisać w limicie:)))

Mam nadzieję, że od teraz posty będą pojawiały się regularnie - nie obiecuje, że często, ponieważ mam sporo spraw na głowie. Na pewno będę gdzieś pomiędzy opiniami, wrzucała teksty z prywaty, więc z pewnością się dowiecie. Najważniejsze, że wróciła tęsknota i chęć pisania. Reszta, jakoś się ułoży. Czy jeszcze o mnie pamiętacie? 

maja 28, 2020

maja 28, 2020

niedaleko pada trupo od denata

niedaleko pada trupo od denata

źródło



Twórczość Pani Iwony Banach, znam i doceniam już od wielu lat. Dlatego, kiedy widzę zapowiedź kolejnego tytułu, wyczekuje z zaciekawieniem, czym tym razem, uraczy mnie pisarka. Bo Pani Banach, ma bardzo ciekawy styl, potrafi wydobyć niemalże każde przywary człowieka i ukazać w swojej fabule w taki sposób, że nie można się nie roześmiać w głos. Taki czarny, czasem uszczypliwy humor. Czyli wszystko to, co bardzo lubię. Nie trzeba się więc dziwić, że Niedaleko pada trup od denata, musiałam przeczytać. Co też uczyniłam. I pozostaje postawić pytanie, czy i tym razem autorka trafiła w mój czytelniczy gust?

W pewnym dosyć małym miasteczku, mieszkańcy, a dokładniej mieszkanki ze zniecierpliwieniem oczekują przyjazdu znanego pisarza. Dla miejscowej biblioteki jest to wydarzenie na miarę złotych globów, chociaż nie jeden autor zaszczycił swoją obecnością, jednak akurat Ten, wzbudza ogromne emocje i zachwyty wśród fanów.

Tym większe zaskoczenie, gdy wśród publiczności zasiada jeden, jedyny przedstawiciel płci męskiej. Widać, że zachowuje się dosyć osobliwe, ale nie ważne, o to, wchodzi mężczyzna, który podbił serca czytelniczek w całym kraju. I teraz, one, mogą go zobaczyć, podziwiać i zapytać, o co będą chciały. Emocje sięgają zenitu, jest niemalże idealnie, gdy nagle, dochodzi do katastrofy. Otóż nie każdy darzy pisarza miłością.

Pan, który zasiadł w gronie czytelników, nie przybył z zamiarem otrzymania autografu. Jego planem było, ukarać nikczemnika, przez którego rozpadło się małżeństwo. Jak chciał, tak uczynił. Rzucił się na Bogu ducha winnego autora w celu pozbawienia życia. Na szczęście, zajście zostało spacyfikowane przez obecne kobiety. Ofiara w eskorcie wiernych czytelników, przewieziona do szpitala, sprawca ujęty i tylko panie bibliotekarki nie mogły uwierzyć w całe zajście.

I jeśli ktoś uważał, że w sennym miasteczku nic więcej wydarzyć się nie może, był w błędzie. Emilia, znana i powszechnie wyśmiewana ekscentryczka, okopująca siebie i swój dom na potencjalny koniec świata, odnajduje zwłoki. Co dziwne, nie bardzo rozumie, dlaczego w akurat jej kuchni, ktoś postanowił zabić i pozostawić trupa. Do akcji wkracza policja. Rozpoczyna się śledztwo i dochodzenie. Kto, kiedy i dlaczego mógł mieć motyw.

Wraz z Emilią zamieszkała jej siostrzenica, która postanowiła odpocząć od męczącej matki oraz natrętnego byłego chłopaka. Ciotkę lubiła, chociaż jej dziwactwa były czasem niepokojące, jednak nie doprowadzały do szału, jak zachowanie apodyktycznej matki, ślepo zapatrzonej w niedoszłego zięcia. A skoro o nim mowa, ten nie zamierzał tak szybko odpuścić, do miana byłego, również nie planował się przywiązywać, a dzięki zbrodni w domu ciotki ukochanej, mógł wiele zyskać...

Udaremnione morderstwo, trup w domu znanej dziwaczki. I w końcu wielkie poszukiwanie przestępny, potem kolejny nieboszczyk. Co się dzieje w miejscowości, która wcześniej żyła swoim sennym, wręcz nudnym życiem? Kto morduje, co ukrywa w piwnicy Emilia? W jaki sposób Paweł postanowi odzyskać byłą partnerkę i z jakim skutkiem i wreszcie, komu jeszcze grozi niebezpieczeństwo?

Dzieje się, ale to naprawdę mnóstwo wydarzeń zastajemy już na samym początku. Akcja rozpoczyna się szybko, z impetem. I jak to w tego typu książkach bywa, jest prześmiewczo i karykaturalnie. Większość z postaci ma przerysowany charakter, który albo będzie bawił do łez, albo irytował. Mnie już na samym wstępie drażnił Paweł - były chłopak, siostrzenicy Emilii. Taki typek, któremu się wydaje, że jest ponad innych, najmądrzejszy i najprzystojniejszy, tych naj.. było o wiele więcej rzecz jasna. Tylko wszystkie, w mniemaniu Pawełka, bo inni mieli o nim nieco odmienne zdanie. No, poza matką Magdy, która była równie nierozgarnięta, co jej były zięciu.

Kolejne postaci, Emilia i Magda, aż trudno było uwierzyć, że ta druga, nie jest córką pierwszej, ponieważ o wiele lepiej się dogadywały, co najciekawsze, miały podobne zdanie o Pawełku. Mocne charaktery i chęci robienia wszystkiego na własną rękę. Dlatego, nie można było się zdziwić, kiedy Magda, po wszystkich zdarzeniach w miasteczku zamieszkania ciotki, a wreszcie w jej własnym domu, postanowiła zrobić swoje własne śledztwo, które doprowadzi ją do zaskakujących odkryć.

Ja muszę przyznać, że mam niesamowicie mieszane uczucia. I po raz pierwszy, nie wiem, czy ta książka przypadła mi do gustu, czy też nie. Ogólnie, znam i wiem, jakie poczucie humoru serwuje w swoich książkach autorka. Żarty sytuacyjne, te przerysowania pewnych scen i zachowań. Mimo to nie umiałam się jakoś wczuć, denerwowało mnie wiele wątków. Miałam wrażenie, że czegoś jest za dużo, zbyt wiele się dzieje, co zamiast być w końcu śmieszne, odbierałam za wymuszone i sztuczne.

Książkę przeczytałam, ale nie będę ukrywała, że robiłam wiele przerw, ponieważ miałam poczucie znużenia i zmęczenia tymi wszystkim absurdalnymi zdarzeniami, które miały doprowadzić, nakierować nas i bohaterów do finału. Szczerze mówiąc, ja po pewnym czasie, miałam w nosie, kto zabił, bo tyle się po drodze wydarzyło, że zapomniałam o głównym wątku.

Nie chcę krytykować książki, tylko tym razem, muszę szczerze napisać, że nie zaskoczyłam z fabułą i z tym wszystkim, co postanowiła ukazać Pani Iwona Banach, myślę jednak, że fani powinni sięgnąć po ten tytuł, bardzo możliwe, że to ja, miałam problem z odbiorem, a moje poczucie humoru zawiodło.

Tekst stanowi oficjalną recenzje dla portalu DużeKa.

kwietnia 18, 2020

kwietnia 18, 2020

Mój ukochany wróg

Mój ukochany wróg


Podczas czytania opisu Wroga, byłam niezmiernie ciekawa, jaką postać wykreuje autorka, aby wywołała we mnie uczucia, o których mowa w zapowiedzianych fragmentach opisu. Podobno każda z kobiet, spotyka, albo spotka w swoim życiu psychopatę. Tylko skąd wiedzieć czy ten człowiek, to właśnie taka osoba? Chciałam się przekonać, jak mniej więcej według autorki, będzie wyglądała taka postać. No i jak zwykle bywa, z ciekawości podążyłam śladami nowych bohaterów. 



Często poznajemy mężczyzn, którzy na pierwszy rzut oka, nie wywierają praktycznie żadnego wrażenia. Po prostu jest, gdzieś tam sobie żyje, chodzi po świecie. No i nagle, pojawia się przed oczami, zaczyna się rozmowa i okazuje się, że ten nijaki odbiór wyglądu zewnętrznego, nie współgrał z zachowaniem. I oto, sylwetka bez wyrazu, zaczyna nabierać kolorów, emocji i nawet to, co wcześniej nie było widoczne, teraz zaczyna się zauważać i nawet podobać. Dlaczego tak się dzieje? Co ma wpływ na bodźce naszego umysłu? 

Nika, przez długi czas, nie wiedziała, dlaczego Jonasz wywołał w niej tyle uczuć. Przecież kiedy go zobaczyła na zebraniu, nie wywarł na niej piorunującego wrażenia. Ot, siedział sobie i o czymś rozmawiał. Fakt, jego pewna siebie postawa przykuwała uwagę, ale nie odznaczał się urodą, która powalała na kolana. Zatem, co dawało mu tyle odwagi? 

Jonasz zwrócił uwagę na Nikę, przywitał w nowym zespole - mimo, że pracowała w nim od jakiegoś czasu. Tylko teraz, gdy właśnie On, zrobił oficjalną prezentację, tej młodej dziewczyny, reszta załogi, zauważyła nową koleżankę.


Często możemy powiedzieć, że nasze życie dzieli się na etapy, od jakiegoś momentu, albo do jakiegoś wydarzenia. I tak było w przypadku Niki, zanim poznała Jonasza, jej codzienność była zwykła, bez wydarzeń, które wzbudzały emocje, a później już wszystko całkowicie się odmieniło. 



Trudno jest mi napisać czy książka byłą fascynująca, albo czy porwała mnie fabuła. Niemniej czytałam z pewną dozą ciekawości, chociaż nie powiem. Denerwowały mnie bardzo pewne sytuacje, zachowania bohaterek. 

Oczywiście próbowałam postawić się w sytuacji Niki, która po prostu dawała sobą wodzić za nos. Miałam chwilami wrażenie, jakby straciła zdolność samodzielnego oceniania faktów, które wyrastały jeden po drugim. W żaden sposób, nie umiała ze sobą połączyć zachowań i zdarzeń. Nie wiem, być może tak właśnie miała działać manipulacja. Jeśli tak, to rzeczywiście autorce bardzo się to udało odwzorować. 

Często podczas czytania, zastanawiałam się, jak kobiety mogą zwracać uwagę, na takich mężczyzn jak Jonasz. Ani jego opis wyglądu, ani cechy charakteru, którymi były zafascynowane kobiety, nie wzbudziły we mnie pozytywnych uczuć. I nie dlatego, bo wiedziałam jaki jest. Po prostu, dla mnie mężczyźni pokroju Jonasza, są drażniącymi dupkami. Dosłownie tak, w myślach ich nazywam. 
On bardzo dobrze wiedział, kiedy i co ma powiedzieć. W jaki sposób zachować, by zawsze jego była strona. Sprawnie lawirowałam między tematami, nawet jeśli, Nika miała odmienne zdanie, wątpliwości i tak później przyznawała rację, albo dawała za wygraną. 

Mam sporo mieszanych uczuć po zakończonej lekturze. Myślę, że warto przeczytać, choćby dlatego, by mniej więcej, uzyskać obraz człowieka o zachowaniu psychopatycznym. Czym się charakteryzują, dlaczego tak, trudno jest ich rozpoznać. No i przede wszystkim, jakie zagrożenie może spotkać ze strony kogoś takiego.  Książkę czyta się bardzo szybko, chociaż fabuła jest dosyć osobliwa i wywołuje przeróżne emocje. Na pewno nie znajdziecie nużących fragmentów. 




Książkę przeczytałam dzięki Grupie Wydawniczej FOKSAL.


Copyright © Niekończące się marzenia , Blogger