Jak wspomniałam w poprzednim poście, moje ferie zimowe nie do końca spełniają oczekiwania, jakie bym sobie życzyła. Bo pierwsze dni nauka, pisanie prac zaliczeniowych i cała reszta. Czyli nie do końca odpoczynek, poza tą różnicą, że nie trzeba się zrywać przed 5.00 rano.
No więc czekał mnie wyjazd do Warszawy na egzaminy zerowe - spokojnie, sesja właściwa dopiero przede mną ;)) jak już skończę to moje "odpoczywanie". Tak więc, pojechałam do Warszawy, o dziwo pociąg wystartował o czasie i można powiedzieć bez żadnych przygód dotarłam do ponurej, zamglonej i zimnej stolicy. Nie ukrywam, że ten wyjazd był obciążony moim mocnym spadkiem sił fizycznych, byłam więc świadoma, że na pewno odczuję w konkretny sposób, ale cóż. Nie chciałam rezygnować.
Tak się teraz dokumentuje, że w tej Warszawie to my się jednak uczymy, a nie tylko sobie biegamy tu i tam. Chociaż powiem Wam, że tym razem naszym jedynym szaleństwem było wyjście do arkadii, bo pogoda była tak obrzydliwa, niezachęcająca do chodzenia gdziekolwiek. Pobuszowałyśmy po sklepach, zjadłyśmy i hop na kwaterę odpoczywać. Ale! Cieszę się, że mimo paskudnego samopoczucia byłam, ponieważ pani od statystyki dużo mi objaśniła i dzięki temu, nie jestem już tak mocno przerażona.
Jak widać - taka była atrakcja po zajęciach, kupiłam mojemu R słodyczki, co by osłodzić moje wyjazdy, podczas których samotnie zajmuje się całą czeredą wygłodniałych kotów ;))
Później przyszedł czas na powrót i moi kochani. Na tym moje Eldorado i fart się zakończył. Niewielkie bo niewielkie opóźnienie pociągu, było tylko wstępem do jakże "przyjemnej podróży. Kawałek za Warszawą okazało się, że nie działa ogrzewanie. I wiecie. Moja podróż trwa ponad 6 godzin. W zimnie, jest to wręcz dramat. A było zimno, co najgorsze, z tego co powinno wiać ciepło, wiało zimno. Siedzenie w zimnym wagonie z przeciągiem. Cudnie. Poubieraliśmy się w kurtki i trzeba było jakoś trwać. Dobrze, że był Wars, więc najpierw poszłam na obiad. Później w akcie desperacji pobiegłam po kawę - której zazwyczaj nie piję, no i ciastko. Zaraz pokażę serwowane posiłki, były całkiem przyzwoite, a ciastko bardzo mi smakowało. Może to przez zimno? ;))
W ogóle kiedyś, to pamiętam tę kawę i ciasteczko dawali na normalnej zastawie, a teraz tektura i plastik... jak mnie denerwuje ta cała ekologia, która mi niszczy doznania jedzeniowe. Nie znoszę jeść plastikiem z tektury. Dramat i koniec kropka. Podróż mimo wszystko była przyjemna za sprawą współtowarzyszy niedoli :) Bardzo wesoły mieliśmy przedział, żartowaliśmy, wspominaliśmy różne historyjki i jakoś zleciało.
Tymczasem, ostatnie dni ferii spędzam sobie u mamusi, zabrałam ze sobą dzieci i radośnie spacerujemy, korzystamy z odpoczynku..:)








Współczuję tej podróży w zimnie, sześć godzin to jakaś pomyłka. Dobrze, że chociaż towarzystwo dopisało i udało się odczarować statystykę. Odpoczywaj teraz u mamy ile się da, należy Ci się po takim maratonie.
OdpowiedzUsuńMam podobne odczucia do Ciebie, to szaleństwo ekologiczne odbiera nam coraz to kolejne rzeczy.. Podczas gdy Chiny i Indzie mają wszelakie normy gdzieś..
OdpowiedzUsuńDokąd ten Świat zmierza..
Ja się śmieję, że to wszystko musi kiedyś... bo inaczej się nie da :)
UsuńBrzmi jak wyjątkowo wyczerpujący wyjazd 😅 Dobrze, że chociaż kawa i ciastko trochę osłodziły tę podróż. Mam nadzieję, że teraz możesz już naprawdę odpocząć po tych zimnych przygodach!
OdpowiedzUsuńBył bardziej niż wyczerpujący :)) ale na szczęście odpoczęłam.
UsuńOdpoczynku!
OdpowiedzUsuńŚwietnie się to czyta! 😊 Mimo zimnej podróży i przygód z ogrzewaniem, całość ma w sobie tyle ciepła i humoru. Widać, że potrafisz znaleźć pozytywy nawet w kiepskich warunkach. A kawa i ciastko z Warsu w takich okolicznościach to już prawie luksus!
OdpowiedzUsuńTo jedzonko całkiem spoko, zwłaszcza ciacho!
OdpowiedzUsuńPozytywnie patrzysz na wszystko, a to już wiele, będzie dobrze!
Ach staram się szukać pozytywów, bo jak inaczej żyć? :)
UsuńJa zaczynam ferie od jutra. Coś mi się widzi, że nie bardzo odpocznę, bo w poniedziałek mama bierze kolejną chemię.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że dajecie radę. Siły kobietki!
UsuńFajnie że przeżyłaś jakoś ten potwór, oby nie było przeziębienia w tym pociągu, to jakaś masakra żeby zimne powietrze zamiast ciepłego leciało. Co to w ogóle miało być?
OdpowiedzUsuńSama zachodzę w głowę co to miało być z tym zimnem. Oby więcej tak nie było.
UsuńMimo przeciwności, brzmi jak podróż pełna wrażeń! Dobrze, że udało się znaleźć w tym wszystkim trochę luzu i humoru no i nic tak nie ratuje zimnej podróży jak dobra kawa i towarzystwo.
OdpowiedzUsuńBo to była podróż pełna wielu wrażeń, emocji i doświadczeń :)
UsuńPodziwiam Twoje podejście mimo zmęczenia i braku sił nie odpuściłaś. Takie wyjazdy zawsze kosztują energię, ale dobrze, że udało się dotrzeć i załatwić, co trzeba.
OdpowiedzUsuńSzczerze? Z perspektywy czasu sama siebie podziwiam. Chyba więcej jednak się nie zdecyduje na taką brawurę ;))
UsuńWidzę, że Twoje ferie to mieszanka obowiązków, małych przyjemności i nieoczekiwanych przygód podróżniczych. Chociaż początek brzmiał trochę stresująco, egzaminy zerowe, zmęczenie i mróz w pociągu – to fajnie, że potrafiłaś znaleźć radość w drobnych rzeczach, jak kawa, ciastko czy spacery z dziećmi.
OdpowiedzUsuńOczywiście, że potrafiłam. Nie ma co siedzieć i lamentować ;))
UsuńTen fragment o wyjeździe do Warszawy i poczuciu, że to nie do końca ferie, tylko „odpoczywanie w cudzysłowie”, jest mi bardzo bliski. Czasem zmiana miejsca nie oznacza zmiany tempa — po prostu przenosimy swoje zmęczenie gdzie indziej. I mimo spadku sił i tak jedziesz, nie rezygnujesz. To budzi szacunek. Szczególnie że finalnie wyszło z tego coś dobrego — skoro statystyka przestała aż tak straszyć, to znaczy, że było warto ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ciepło! 🤗
Angelika
Było warto, nawet bardzo :))
UsuńPomimo niefajnych przygód w PKP najważniejsze, że ostatecznie końcówkę ferii spędziłaś w rodzinnym gronie. My za chwilkę też jedziemy do mojej mamy 🤩!!!
OdpowiedzUsuńU mamusi zawsze najlepiej :)
UsuńCieszę, że wszystko u Ciebie się układa, jakby była wiosna. U mnie czasem zima, ale dalej walczę. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńCzasem zima, potem wiosna, tak to już jest :)
UsuńCzyli podróż z przygodami. Dobrze się czyta, gorzej gdy tak się podróżuje.
OdpowiedzUsuń