Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krzysztof Koziołek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krzysztof Koziołek. Pokaż wszystkie posty

września 26, 2022

września 26, 2022

Biały pył. Piekło na K2

Biały pył. Piekło na K2

 


Zanim zaczęłam czytanie tej książki, zastanawiałam się, co kieruje ludźmi, którzy potrafią ryzykować życie dla zdobycia góry. Co mają w głowie himalaiści? Dlaczego jest to dla nich tak ważne, ponad wszystko. Często stawiają zdobycie szczytu ponad miłość bliskich. Bo przecież mają rodziny, wiedzą, że tam na dole, czekają ze strachem, często i przerażeniem. A mimo to - idą jak zahipnotyzowani. Jakby te wielkie szczyty miały w sobie niewidoczna moc przyciągania. Może tak rzeczywiście jest?
Byłam bardzo ciekawa, jak autor - którego książki bardzo lubię i polecam. Przygotował się do napisania tej historii, czy jego wiedza i przekazanie jej, dały mi satysfakcję i chociaż w małym stopniu zrozumiałam - o co chodzi?

Polska ekipa doświadczonych himalaistów zjawia się pod szczytem najsłynniejszej góry, która budzi respekt wśród każdego, kto chociaż trochę słyszał o górach. Nieokiełznana K2, zimowe zdobycie, marzenie wielu, ale czy realne? To szczyt, który jest bezwzględny dla doświadczonych, nie wybacza najmniejszego błędu. Cena jest zazwyczaj wysoka - śmierć. Jednak nawet świadomość ryzyka, nie jest w stanie powstrzymać wielu ludzi.
W bazie obozowiczów panuje osobliwa atmosfera. Tutaj wybierani są ludzie nie pod względem sympatii, a wiedzy i umiejętności radzenia sobie w warunkach, których normalny człowiek nie przeżyje. Tym bardziej sytuacja jest trudna, bo szczyt nie każdy zdobędzie, chętnych jest wielu. Rywalizacja i współpraca. Wydaje się niemożliwe do zrealizowania. Wśród załogi jest dziennikarz i amator wspinaczek - Krzysiek Garda, ma relacjonować podbicie góry z tak zwanej pierwszej ręki. Są również tak zwani, starzy wyjadacze, himalaiści z czasów, gdy kontakt ze światem był niemalże niemożliwy, a wyjście pod szczyt równało się z brakiem kontaktu z kimkolwiek. Denerwuje ich zachowanie i nastawienie teraźniejszej załogi. Szukający łączności z internetem, na bieżąco relacjonujący co się dzieje wysoko pod szczytem. To zupełnie nie ich klimat. Sensacja dla publiczności zabiła to wszystko, czego oni doświadczyli przez lata wspinaczek.

Tymczasem u szczytu warunki bywają różne, jak to zimą bywa, pogoda nie zbyt łaskawa i utrudniająca przygotowania do dalszego szturmu. W większości załogi, nastroje są jakby oklapnięte, lenistwo zaczęło brać górę nad celem wyprawy. I tylko dwoje ludzi poważnie podchodzi do sprawy, bardzo możliwe, że właśnie oni, będą mieli największe szanse zmierzenia się z K2.

Napisałam we wstępie, jakie było moje nastawienie przed przeczytaniem książki, później nie zmieniłam zdania, ale w pewnym sensie poczułam, co oni czują. I chociaż mój instynkt samozachowawczy jest zbyt mocno rozwinięty, często bardziej przeszkadza, niż szkodzi, to przez czas czytania, była tam z tymi ludźmi. Nie wiem, jak potrafią wytrzymywać tak straszne warunki atmosferyczne, bo dla mnie samo wyjście z namiotu byłoby wyzwaniem, a oni, jeśli chcieli osiągnąć cel, musieli brać się do roboty. Etap po etapie, przygotowywać do zdobycia góry, a każda wyprawa niosła niebezpieczeństwo. Zwodniczy lód, przepaści, które nie zawsze były od razu widoczne. Więcej pułapek niż można się spodziewać.

I jeszcze świadomość, że jeśli coś pójdzie nie tak, mało kto wyjdzie z pomocą, bo już moment szturmu wzbudza w człowieku dzikie instynkty. Rywalizacja odbiera zdolność myślenia, liczy się tylko jedno. Zdobycie celu i w pełni chwały wrócić do obozu, nie obracając się na innych. Tutaj nie ma miejsca na błąd. Tam na szczycie, pomyłka oznacza jedno - śmierć.

„Biały pył” w moim odczuciu jest fenomenalną książką, mnie wciągnęła od pierwszej strony i do samego końca, czytałam z zapartym tchem. Myślę, że jest to zasługa pióra autora. Bardzo lubię styl Pana Krzysztofa Koziołka, wcześniej czytałam w nieco innym klimacie książki. Byłam ciekawa tej odsłony. I się nie zawiodłam. Widać jak wiele pracy włożył autor w zebranie fachowych informacji, które dotyczą wspinaczek himalaistów. Jest to kawał dobrej roboty, która wyziera z każdej strony. Myślę, że w tym przypadku nazwisko zobowiązało, a poziom został utrzymany.

Jeśli jest ktoś, kto nie zna autora, to radzę jak najszybciej nadrobić zaległości. A „Biały pył. Piekło na K2” polecam z czystym sumieniem. Nie ma możliwości rozczarowania. Pasjonująca lektura, pełna emocji i wrażeń.


Tekst stanowi oficjalną recenzje dla portalu Secretum

lutego 01, 2022

lutego 01, 2022

Wzgórze Piastów

Wzgórze Piastów


 

Twórczość pana Krzysztofa Koziołka, poznałam jakieś trzy lata temu, gdy natrafiłam na książkę - Pod śnieżnymi kotłami. Przeczytać musiałam, wszak moje tereny w książce. Jak żeby ominąć historię kryminalną, która rozgrywała się w znanych mi okolicach.  Przypadła mi do gustu i zaczęłam szukać kolejnych tytułów. Muszę jeszcze opisać fenomenalnie napisaną Biały pył - Piekło na K2.  Tymczasem, dzisiaj będzie na temat Wzgórza Piastów, którego akcja rozgrywa się w Grunbergu (Zielona Góra), mieście, które również miałam okazję poznać z racji studiów. 


Jest wiosna 1939 roku, wojsko Niemieckie szykuje się do wojny, na granicach zaczynają pojawiać podejrzane umocnienia. Dla nieświadomych mieszkańców, zachowanie wzmożonej czujności nie wydaje się dziwne. Ot, widocznie jest taka potrzeba. Dla Franziski von Haften, każda wzmianka dotycząca zbrojenia czy czegokolwiek, co może świadczyć o przesłankach wojennych, wzbudza jej czujność. Dlatego z podwójnym zainteresowaniem śledzi poczynania swojego męża - inżyniera, zajmującego wzmacnianiem Odry. Co dokładnie się dzieje w miejscu, które skrywa tajemnice? Jakież to umocnienia i co jeszcze ukrywa wojsko?  

Hrabina, która pracuje dla polskiego wywiadu, jest bardzo dobrze przeszkolona, wie w jaki sposób dyskretnie zbierać i dokumentować informacje. Została również poinstruowana w jaki sposób nie dać się zdemaskować, jeśli zostałaby nakryta w chwili zbierania materiału dowodowego. Chociaż szpieguje swoje męża, to jednak czujność powinna zostać zachowana.  Z jednej strony, kobiecie nie do końca odpowiada podwójna rola, ponieważ czuje, że zdradza swojego męża. Jednak mimo tego, za kogo została wydana, wie, że nie przestała być polką. Właśnie dlatego podjęła się tego zadania, ale również ze względu na przypadkowo poznanego mężczyznę. To on, zwerbował ją do tajnego wywiadu. Franziska zakochała się w Józefie, na początku ich romans był uroczy i wzbudzał mnóstwo emocji, ale później, okazało się, że tylko ona została ze swoim uczuciem. Odtrącona przez kochanka, pozbawiona zainteresowania ze strony męża. A na dodatek, na horyzoncie pojawia się kobieta, która może zniszczyć jej życie. 


Gdy Franziska spotyka przypadkiem Charlotte Stempel, zdaje sobie sprawę, że jej dotychczasowe życie i zajęcie, które ukrywa, jest ogromnie zagrożone.  Mimo to, musi zachować spokój i ostrożność, by nie zdradzić się z targającymi emocjami. Dlatego, kiedy otrzymuje wiadomość o śmierci tej kobiety, czuje ogromną ulgę. Nie wie, że od tej chwili, stanie się celem miejscowego asystenta kryminalnego - Juliusa Knote.  Bardzo upierdliwego i wyrachowanego człowieka, który z dnia na dzień, będzie coraz bardziej uprzykrzał życie. Co dla Franziski, jako agentki, będzie mogło okazać się bardzo niebezpieczne. Drążenie w jej  przeszłości, może zagrozić życiu Hrabiny. 


Kolejne spotkanie z twórczością pana Koziołka, jak zwykle udane. Cały czas zastanawiam się, dlaczego książki tego autora nie są zbyt reklamowane. Według mnie, jest to krzywdzące, ponieważ zasługują na uwagę, a niestety giną w odmętach, tych wszystkich pożal się erotyczków, czy innych gniotów. 

Wracając do książki. Akcja, jak już wspomniałam rozgrywa się na kilka miesięcy przed wybuchem drugiej wojny, ciekawie jest więc, spojrzeć na przygotowania oraz atmosferę, jaka panowała w narodzie Niemieckim, zanim doszło do strasznych wydarzeń. Interesujące również wydaje się, czy rzeczywiście kobiety, nie wiedziały, lub nie chciały wiedzieć, czym zajmowali się ich mężowe. Co tak naprawdę się szykuje. Bo przecież wojsko zaczynało się pojawiać na ulicach miasta.  Co można przeczytać w wielu fragmentach, kiedy Franziska usiłuje przekazać informacje dotyczące projektów jej męża. 

Interesujący był wątek kryminalny, ponieważ z pozoru przypadkowa śmierć Charlotte, powinna zostać szybko wyjaśniona - ot, zdarzył się nieszczęśliwy wypadek. Jednak asystent kryminalny, który ma serdecznie dosyć swojego przełożonego, próbuje wyszukać coraz więcej informacji. Jego drążenie tematu staje się bardzo męczące. W pewnym momencie, odnosi się wrażenie, że ten człowiek jest dosłownie wszędzie. Niebywale drażniąca postać, chociaż nie można mu było odmówić przebiegłości. 

Z kolei postać Franziski jest dosyć dziwna. Z jednej strony nie potrafi sobie poradzić, że mąż przestaje wykazywać zainteresowanie jej osobą, ale nie czuje wyrzutów sumienia z powodu romansu. Raz tęskni za Józefem, który nagle przestaje traktować ją jak dotychczas, po czym, siedzi smutna, gdy mąż zadzwonił, że wróci później. Mimo, że jestem kobietą, czasem sama mam trudności ze zrozumieniem pewnych zachowań. Może jestem za mało kobieca, nie wiem. W każdym razie, Franziska jest osobliwa, ale jej rola agentki, dodaje dreszczyku podczas czytania. Te emocje czy zostanie zdemaskowana, co jeśli ktoś ją nakryje? 

Mnie ta książka bardzo się spodobała, przeczytałam chyba w jedno popołudnie. Nie wiem, czy jest coś, do czego miałabym zarzuty, uważam, że Wzgórze Piastów jest świetnie napisanym kryminałem, który warto przeczytać. 


kwietnia 06, 2019

kwietnia 06, 2019

Nad Śnieżnymi Kotłami

Nad Śnieżnymi Kotłami


Chyba znowu wracam do czytania kryminałów, po dosyć długiej przerwie, gdzieś powolutku zaczynam odczuwać chęć do zagadek z motywem morderstw. Na pewnym etapie czytania poczułam przesyt, czego wynikiem była kilkuletnia przerwa.

Tak się złożyło, że ostatnio trafiały w moje ręce dosyć ciekawe tytuły. Może nie są z kategorii ciężkich i chwilami grozy, ale na moje aktualne potrzeby, wpisały się w sam raz. Dziś przychodzę z opinią do książki Krzysztofa Koziołka — Nad Śnieżnymi Kotłami. Tytuł ten zainteresował mnie głównie dlatego, że akcja została umiejscowiona w ówczesnej Szklarskiej Porębie, jak i okolicach, tj. Jelenia Góra, Karpacz — miejscowości aktualnie bardzo mi bliskie. Sama akcja rozgrywa się na chwilę przed rozpoczęciem Drugiej Wojny Światowej, to też dzisiejsze ziemie Polskie, wtedy należały jeszcze do naszych zachodnich sąsiadów. Byłam niesamowicie ciekawa klimatu minionych czasów. Czy autor sprostał moim oczekiwaniom, a sama historia okazała się godna uwagi i poświęconego czasu?
 


Poznajemy asystenta kryminalnego Antona Habichta, od kilku miesięcy zamieszkującego Schreiberhau, miejsce, które pierwotnie jawiło się niczym wybawienie, lepsza pensja oraz lokum, w którym zamieszkali. Można by powiedzieć, że trafili do raju, niestety nie do końca tak było. Problem stanowiła praca, a dokładniej — przełożony. Szczerze nienawidził nowego pracownika, co za każdym razem dobitnie okazywał. Habicht czuł, że na posterunku inni współpracownicy drwią za jego plecami, co niektórzy nawet nie próbowali się kryć ze swoim nastawieniem. On sam niewiele mógł. Musiał zaciskać zęby i znosić upokorzenia, na przykład w postaci przydzielonych zadań.

I tym sposobem, a raczej kolejnym przytykiem, miało być wysłanie do jednego z hoteli górskich, w którym doszło do kradzieży biżuterii. Sprawa z pozoru dla zwykłego funkcjonariusza, a dostał On, asystent kryminalny, takie upokorzenie.

Na miejscu okazuje się, że główny problem szybko zostaje rozwiązany, ale traf chce, że Habicht, staje się świadkiem śmierci jednej z kobiet, nikt nie wie, czy był to nieszczęśliwy wypadek, a może ktoś przyczynił się do wypchnięcia z okna.

Razem z asystentem rozpoczynamy dochodzenie, które tak naprawdę będzie wierzchołkiem góry lodowej, a jej zakończenie zaskoczy nie tylko samego głównego zainteresowanego.


Książką bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła, przede wszystkim wiedzą autora na temat opisywanych miejsc, przeróżnych ciekawostek, całej topografii. Byłam naprawdę pod ogromnym wrażeniem. Widać włożony wkład i dopieszczenie każdego szczegółu. Każda ścieżka, którą poruszamy się wraz z Antonem Habichtem została odwzorowana w taki sposób, że nie dało się jej nie zobaczyć oczami wyobraźni.

Nie zapominajmy, że mieszkańcami są Niemcy, również ich nastawienie do nadchodzącej wojny, oczekiwania zostały bardzo realnie odwzorowane. Można by powiedzieć, otrzymaliśmy możliwość wejść w ich buty i poczuć-chociaż nie rozumieć, zachowania w pewnym sprawach.

I chociaż postać Antona Habichta nie wzbudziła mojej sympatii, oddać trzeba, że mimo niechęci, czytałam z ogromnym zainteresowaniem. Jego dociekliwość i upór były godne pochwały. Niestety tylko te dwie cechy. Bo zbyt rozdmuchane ego, bardzo często sprawiało, że miałam ochotę go kopnąć w głowę.

Pan Krzysztof Koziołek napisał bardzo ciekawy kryminał retro, ale co najważniejsze, zostały przemycone dosyć kontrowersyjne tematy, które jak podejrzewam, miały swoje miejsce w rzeczywistości. I jeśli my, Polacy jesteśmy oburzeni tym, co wyrządzili nam Oni w czasie wojny, to wystarczy przeczytać o tym jednym przykładzie, by zrozumieć, że dla Rzeczy, byli w stanie zrobić wszystko. Dosłownie wszystko. I ta świadomość budzi przerażenie.

Nie wiem, czy w obliczu odkrywanych tajemnic, stosowne będzie napisać, że książkę czytało się przyjemnie. Chwilami czułam szok niedowierzania, co żądza władzy potrafi zrobić z ludźmi. Jednak mimo tego, Nad Śnieżnymi Kotłami czyta się z zainteresowaniem, jest mnóstwo ciekawostek, które nie każdego na równi mogą zainteresować, ale na pewno nie przeszkadzają.

Szczerze polecam ten tytuł, sama mam w planach nadrobienie innych książek autora, mam nadzieje, że mnie nie zawiodą.
 
 
Copyright © Niekończące się marzenia , Blogger