Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szara godzina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szara godzina. Pokaż wszystkie posty

maja 09, 2018

maja 09, 2018

Pocałunek morza

Pocałunek morza


Na temat tej książki, zaraz po jej premierze, ukazaniu się pierwszych opinii, rozgorzały się dyskusje. Oczywiście nie wiele wiedziałam, nawet tego, że mam swój egzemplarz. Zapomniany, leżał gdzieś na półce. W końcu usłyszałam, że przeczytać muszę, ale ponoć mam się szykować, na marną lekturę. Bo sporo osób, ma wiele zarzutów, no i ogólnie książka jest zła.

Zła byłam i ja, bo czytać nie chciałam, pod wpływem presji, zamówiłam. No i w końcu okazało się, że moja pierwsza myśl była słuszna. Nic to, czytać musiałam, pełna obaw, zagłębiłam się w fabule. No i o tym, jakież są moje wrażenia, opowiem za momencik.

 

Poznajemy Patrycję, dziewczynę, która jedzie gdzieś pociągiem. Podczas owej podróży, wspomina swoje dzieciństwo, a my wspominam wraz z nią, to też cofamy się w czasie. Do lat, od który jeden etap się zakończył, a zaczął drugi. Niekoniecznie lepszy.

Gdy dziewczynka miała kilka lat (nie pamiętam ile) zmarła jej matka. Ojciec bardzo się załamał, ona również była nieszczęśliwa. Na szczęście tatuś kochał, więc jakoś sobie radziła. Do czasu, aż któregoś dnia, dowiedziała się, że będzie nowa matka, a dokładniej macocha. Wtedy nie wiedziałam, kim jest, nowa kobieta w życiu ojca, ale bardzo prędko i boleśnie, miała otrzymać odpowiedź.

Praktycznie od chwili, kiedy miało dojść do zaślubin Patrycja z początku na tymczasem, przeprowadziła się do babki. Życie u tej kobiety oraz jej córki, nie było usłane różami. Obie cechowała niechlujność i ignorancja do wszystkiego, co można nazwać, poczuciem estetyki. W chałupie panował brud i zaduch. Bo wiadomo, gdzie się nie sprząta latami, tam na pewno nie pachnie fiołkami.
Patrycja miała jednak nadzieje, że gdy szał weselny minie, ojciec po nią przyjedzie i zabierze do nowego domu.

No i tak sobie czekała i czekała. Między czasie uczęszczała do nowej szkoły, próbowała ułożyć codzienność w nieprzychylnym dla niej domu.

No i tutaj, należy wspomnieć pewną postać. Mężczyznę o imieniu Zenon. Pan ten wzbudził w czytelnikach wiele kontrowersji. Czym dokładnie? Ano już śpieszę z wyjaśnieniem, Zenek po wypiciu kilku głębszych, po zakończonym weselu, przyszedł do Patrycji, no i w przypływie nie wiem czego, postanowił ją sobie po dotykać. Do stosunku, jako samego w sobie nie doszło, jednak Patrycja została, mówiąc kolokwialnie — zmacana. Wiadomo gdzie.

Później, okazuje się, że Zenon zrobił tak, pod wpływem słabości, no ale zasadniczo to dobry człowiek z niego był. I nawet Patrycji pomagał i ją wspierał, kiedy było bardzo źle.

I oto dochodzimy, do głównego zarzutu. Jak ofiara mogła zaprzyjaźnić się z oprawcą? Nie wiem, nie umiem odpowiedzieć, na to pytanie, ponieważ nie dotknęło mnie coś podobnego.

Bardziej, zastanowiło mnie, dlaczego autorka, tak mało poświęciła uwagi, temu wątkowi. Bo, że Zenon miał, jakiś problem, pewne było na odległość. Tylko, dlaczego zrobiła z nich przyjaciół? Sama nie wiem, kombinowałam na różne sposoby, nijak mi nie wyszło.

Porzucę na chwilę ten wątek, bo fabuła na tym akurat się nie skupia. Patrycja dorasta, wraz z upływem lat, wie jak bardzo, zawiódł ją ojciec, jednak w głębi duszy i tak na niego czeka. Zaczyna próbować swoich sił w rozwijaniu pasji.

Między czasie, odkrywa tajemnicę, którą tyle lat nie znała. I teraz u progu swej dorosłości, poznaje.

Sporo dzieje się w życiu bohaterki, sporo wydarzeń, no i tajemnic, mniej lub bardziej zaskakujących.

 

Książkę przeczytałam dawno. I długo zastanawiałam się, dlaczego zebrała, aż tak marne opinie, niektóre wręcz przerysowane. Bo szczerze, ja rozumiem odmienne gusta. Jednak tutaj, jedyne, do czego można było się przyczepić, to nieszczęsny i jakby niedokończony wątek Zenona. Zdaje się, że był na niego pomysł, ale gdzieś się nagle urwało.

I rzeczywiście, można mieć o to, zarzuty, ponieważ sprawia wrażenie naciągniętego aż do bólu.

Druga sprawa, czego jeszcze bardziej nie rozumiem. Postawa Patrycji, sporo wyczytałam, że była drażniąca, swoją pokorą. Bo wszystkie złe wydarzenia, brała zbyt spokojnie. Kochani, no wybaczcie. Nie każdy jest złem wcielonym — myślę o sobie. I na wszelakie negatywne doświadczenia, ciska przedmiotami w ściany i rzuca się do przegryzienia tętnicy. Naprawdę, są ludzie, którzy na zło, reagują w taki sposób. Znam wiele podobnych Patrycji. I tak dziwiłam się, że nie potrafią się sprzeciwić, ale no jesteśmy różni. Co poradzić. Widocznie autorka, chciała pokazać kogoś takiego.

Mnie się czytało bardzo dobrze. Śledziłam z zainteresowaniem losy bohaterki. Mało tego, byłam negatywnie nastawiona, wręcz z niechęcią siadłam do przeczytania. I zanim się obejrzałam, zmierzałam ku końcowi.

I, mimo że książka faktycznie, ma kilka mankamentów, to nie uważam, by zasłużyła na aż tyle negatywnych słów. Często o wiele gorzej napisane książki, nie mają tyle krytyki. Jestem zdziwiona. Widocznie promocja była za słaba, gadżetów brak. No i widać jaki efekt.

Ja ze swojej strony polecam. Mnie się podobała. Ciekawie napisana obyczajówka.


kwietnia 13, 2018

kwietnia 13, 2018

Bieg do gwiazd

Bieg do gwiazd
źródło


Choroby, pojawiają się w naszym życiu. Nie ważne ile mamy lat, zawsze budzą dyskomfort, nawet jeśli cierpi się na tak zwany — katarek. Dokucza i sprawia, że świat staje się zniekształcony. Na szczęście z lżejszymi przypadłościami można szybko się uporać. Gorzej jest, gdy nasz organizm dosyć poważnie zaczyna szwankować. Choroby, które nie przejdą leczone za tydzień, a nieleczone siedem dni.

Nie, tutaj rzeczywistość jest o wiele brutalniejsza. I nawet gdy jest bardzo źle, ważne by, mieć przy sobie kogoś, kto pomoże nam się podnieść, gdy wątpiąc, upadniemy. Poda chusteczkę, kiedy łzy same popłyną, powie, że — będzie dobrze. Bo czasem, po prostu wystarczy pomóc uwierzyć w słońce, którego dawno się nie widziało.


 
Bohaterką książki jest Ada, chorująca na cukrzycę. Chorobę, która utrudnia normalne funkcjonowanie. Zwłaszcza gdy spada w wieku, kiedy interesują nas zabawki, czy huśtawka jest wolna. I moment zamiany, tego wszystkiego na igły, pompy i cały sprzęt wspomagający, nie wydaje się optymistycznym. Wtedy właśnie, mając tych kilka lat, gdy ze swojego dziecięcego świata, zostaje się wyrwanym, potrzebna jest pomoc, oparcie w tych najbliższych, by wytłumaczyli, że to nic, jakoś sobie wspólnie poradzą. Nauczą z tym żyć.

Niestety, Ada nie usłyszała takich słów. Ani wtedy gdy była siedmioletnią dziewczynką, ani później. Nawet wtedy, kiedy postanowiła opuścić świat, który nagle się zmienił. W którym kochający rodzice, z dnia na dzień, przestali zauważać w swoim życiu. Jak gdyby choroba, sprawiła, że stała się niewidzialna.

Pozostawiona sama z sobą i cukrzycą, Ada czuje się odepchnięta i zbędna. Dla matki od dawna nie istnieje, ojciec przyłączył się do żony. I nawet siostra, pozostała odległa, jakby była kimś zupełnie obcym.

Pobyty w szpitalach psychiatrycznych zaczęły być czymś normalnym. Jednak nawet tam, nie można przebywać w nieskończoność. Nastolatka musi spróbować funkcjonować poza murami miejsca, w którym obcy ludzie, starali się naprawić coś, na co nie ma żadnej tabletki.

Dziewczyna wróciła do domu. Oczywiście nikt jej tam nie oczekiwał. Po prostu weszła do niego, jakby ostatnie miesiące, nie spędziła poza nim. Teraz zacznie się udawanie, do kolejnej próby. Tylko tym razem, nie przewidziała, że otrzyma list, od jedynej osoby, która o nią walczyła. List, za sprawą, którego, będzie chciała spełnić, ostatnią wolę, ukochanej babci. Tym samym, nieświadomie spróbuje czegoś innego, niż dotychczas.

 
 
 
Bieg do gwiazd jest trudną książką. Przede wszystkim, wielu odbiorcom otworzy oczy, na jaką chorobę jest cukrzyca. Chociaż, tu nie chodzi o samą cukrzycę. Również depresja, czy inne przewlekłe choroby, z którymi często trzeba stawić czoła.

Gdy diagnoza nagle ścina z nóg, gdy spada na nas, uczucie odrętwienia i zagubienia. Z mnóstwem pytań, co będzie dalej? Bardzo trudna sytuacja, jeszcze gorzej, pozostanie z tym wszystkim samemu. Bez wsparcia najbliższych.

Ada została zupełnie sama. I czytając, o rodzicach, którzy po prostu przestali zwracać uwagę, na swoje własne dziecko, sprawia, że czuje się niedowierzanie i gniew. Bo jak, tak można? Jak można odwrócić się od własnego dziecka, cząstki siebie, kiedy najbardziej tego potrzebuje?

Nie mogłam tego pojąć i ogarnąć. Szczerze mówiąc, byłam tym zdruzgotana. Diagnozy poważnych chorób, dla dorosłego są ciosem. A co dopiero dla dziecka, które nie może odnaleźć się w sytuacji, która odmieni się już na całe życie?

Przyglądamy się, jak ta nieszczęśliwa dziewczyna, próbuje spełnić ostatnią wolę babci. I pomalutku odkrywa, że nie jest całkiem sama. Niestety, ból noszony przez wiele lat, nie przeminie ot, tak. Rany na duszy, goją się najdłużej. Ada próbuje patrzeć na świat z innej perspektywy. Ma w tym pewien cel.

Czy po wielu latach, bycia obok życia, można zacząć w nim uczestniczyć, nauczyć się być normalnym? Odciąć od tego, co było złe. I po prostu pójść dalej?

Sama nie wiem, czego oczekiwałam po zakończeniu. Może spodziewałam się takiego, może miałam nadzieje, na coś innego? Jedno jest pewne, to nie ostatnia strona jest najważniejsza. Tylko cała historia. Ważna książka, bardzo dobrze napisana. Szczerze i od serca. Widać, że została dopracowana pod każdym możliwym względem. Brawo i gratulacje dla autorki. Oczywiście polecam Bieg do gwiazd.



Za możliwość przeczytania książki, dziękuję autorce oraz wydawnictwu Szara Godzina.

listopada 06, 2017

listopada 06, 2017

Tam gdzie czekał anioł

Tam gdzie czekał anioł
źródło


Moje kolejne spotkanie z twórczością Pani Doroty Schrammek. Byłam niezmiernie ciekawa najnowszej książki autorki. Dlatego też, gdy tylko dotarła, zabrałam się za czytanie. Wiele sobie obiecywałam po tym tytule. Liczyłam na wciągającą i ciekawą lekturę, a jak było w rzeczywistości?

 
 
Poznajemy Beatę, żonę i matkę. Kobietę, na tak zwanym zakręcie życiowym. Właśnie straciła pracę, poszukuje nowego zajęcia. Sprawę nie ułatwia upierdliwa teściowa oraz zgnuśniały mąż. Te i jeszcze inne powody, sprawiły, że postanowiła podjąć pracę w Niemczech, jako opiekunka. Poinformowała rodzinę, później rozpoczęła przygotowania do nowego etapu w swoim życiu. Tłumaczyła sobie, że wyjazd będzie w swego rodzaju, sprawdzianem jej małżeństwa, które w ostatnich latach jakby ostygło.

Podróż z Warszawy do Szczecina, upływa Beacie na rozważaniach i analizie własnego życia, czy dobrze postąpiła?

No ale nadchodzi pora, by wysiąść i stawić czoła nieznanemu. Na dworcu ma czekać pracodawca — Jakże miło z jego strony. Znam wiele kobiet pracujących w Niemczech jako opiekunki. Po ŻADNĄ nigdy nie wyjechał pracodawca.

Wraz z kobietą towarzyszymy podczas zajmowania się starszym małżeństwem. Problemami w domu-mąż ma ciągłe fochy o wyjazd małżonki. Teściowa jeszcze podjudza porzuconego syneczka. I tak cały czas.

Jest jeszcze pamiętnik, byłej więźniarki obozu, który znajdował się przy granicy. I to chyba jest najciekawsza część książki.

Napisałam już, że wiele obiecywałam sobie po książce. Niestety, niestety muszę napisać, że bardziej czułam rozdrażnienie niż ciekawość.

 
 
 
Pani Dorota Schrammek ma dziwną tendencje, ciągle i uparcie porównywania Polski i Polaków do Niemców. Oczywiście tych pierwszych, stawiając w złym świetle. Bo przecież u nas jest tak źle, a Niemcy to kraina mlekiem i miodem płynąca.

Sama fabuła była nijaka. Nie wiem, gdzie autorka posiłkowała się wiedzą, skąd zaczerpnęła informacji na temat pracy opiekunek. Bo każda, którą znam, nie miała tak komfortowych warunków. Bardzo przerysowane. Naprawdę, jeśli już tak bardzo chce się pokazać temat z pięknej strony, należy się dowiedzieć w kilku źródłach.

Bo tutaj akurat mam bardzo dobrą znajomość. I wiem, jak wygląda to zajęcie. U nich, jak i u nas są lepsi i gorsi ludzie. Dlatego nie pojmuje, skąd u Pani Doroty tak ogromna niechęć do jakby nie było swoich rodaków. Widać prawdą jest, że Polacy mieszkający w Niemczech, zachowują się dosyć osobliwie, drwiąc z własnego kraju. Smutne i jakoś pozostawia niesmak. Zwłaszcza że autorka, jakby nie było — wydaje w tej złej Polsce, a nie „cudownych Niemczech". Gdzie wszystko można od ręki załatwić. Gdzie każdy stoi z otwartymi ramionami.

I jedyne co mnie ciekawiło, i tylko dlatego dokończyłam książkę, był pamiętnik. Tylko na sam koniec nie bardzo wiedziałam, po co było tyle upchnięte w jednej maleńkiej książeczce?

Brak dynamiki, brak przewodniego wątku. Odnosiłam wrażenie, że książka była napisana, tylko po to, by kolejny raz, pokazać jak to u naszych zachodnich sąsiadów jest wspaniale — Eden wręcz. A tutaj, jedno wielkie dziadostwo i w ogóle wstyd się przyznać do pochodzenia. Nie wiem, chyba powinnam się przeprowadzić. Wszak do granicy mam tak zwane — dwa kroki.

Jest mi smutno, jestem zła. Ponieważ nie interesuje mnie, jakie ma poglądy Pani Dorota, i tego typu przytyki, powinna zostawić dla grona własnych znajomych. A nie „raczyć” nimi czytelników. Nawet pogoda u nas jest gorsza. No ja nie wiem. Powinniśmy wszyscy emigrować.

lipca 03, 2017

lipca 03, 2017

W słońcu i we mgle

W słońcu i we mgle
źródło


O twórczości Pani Doroty Schrammek usłyszałam jakiś czas temu, zbierałam się za zapoznanie z dotychczas wydanymi książkami, ale ciągle coś mi po drodze przeszkadzało. No i w końcu trafiła w moje ręce, chyba najnowsza pozycja w dorobku autorki. Nie czekałam dłużej, zasiadłam do czytania. Lubię odkrywać nowych autorów, zawsze mając nadzieje na dłuższą literacką znajomość, jak było tym razem? Czy pierwsze spotkanie było udane? O tym już za chwilę.

 


Bożena, Natalia, Alicja. Trzy przypadkowe kobiety. Jeden hotel. Nigdy się nie widziały, z pozoru nie mają nic ze sobą wspólnego. Poza miejscem tymczasowego pobytu. I pracy, jaką wykonują. To znaczy Bożena i Natalia. Przyjechały do Wałcza w delegację. Mają wykonać swoje zadania i wrócić do domów. Alicja otrzymała zlecenie zrobienia zdjęć miasta. No i jeszcze Majka, jest właścicielem hotelu, w którym się zatrzymały. Ona jedna mieszka w Wałczu.


Każda z kobiet znalazła się na życiowym zakręcie. I chociaż nie mają pojęcia o swoich wzajemnych problemach, a wszystkie nie chętnie dzielą się nimi z postronnymi ludźmi, to jednak coś sprawi, że skrzętnie skrywane tajemnice zaczną wypływać na wierzch.


Zorganizowana do niemalże granic absurdu Bożena, planująca każdą minutę czasu - nie tylko swojego. Męża również. Natalia, niby wesoła i wyglądająca na taką, która ma wszystko, a jednak trzymająca w sercu bolesne wspomnienia. Alicja, nieco dziwna i chyba najbardziej zagadkowa. Umiejąca wyczuć problemy innych ludzi. Nie tylko tych żyjących... I Majka, kobieta sukcesu. W końcu właścicielka hotelu. Jednak nikt nie wie, co skrywają ukryte drzwi.



Jeden hotel. Cztery kobiety potrzebujące pomocy. Nie umiejące znaleźć wyjścia z sytuacji, w jakiej znalazło się ich życie. Czy przypadkowo poznani ludzie, mogą odmienić los?

 


Przeczytałam książkę chyba w dwa wieczory. Prawdopodobnie zrobiłabym to w jeden dzień, gdyby nie fakt, że po prostu nie miałam możliwości czytać bez przerywania. Lektura tak bardzo mnie wciągnęła. Niby historia zwykła, zdawać się może nic ciekawego się nie wydarzy. A jednak, Pani Dorota tak sprawnie operowała fabułą, że każda kolejna strona wciągała jeszcze bardziej niż poprzednia. Mnóstwo ukrytych tajemnic, odkrywanych fragment po fragmencie. Zwykła opowieść o życiu, ukazana w niezwykły sposób.



Jestem mile zaskoczona, nie spodziewałam się aż tak dobrej książki. Myślałam, że to będzie dosyć lekka opowieść, a spotkałam się z problemami, które nie jeden raz wycisnęły mi łzy z oczu. Przeżywałam wydarzenia, z którymi musiały zmierzyć się bohaterki. Wczuwałam się w sytuację każdej z nich. I co najważniejsze. Polubiłam każdą kobietę. Każda inna, a jednak miały ze sobą wiele wspólnego.

 

Myślałam, że już mam swoje faworytki wśród rodzimych autorek, ale widzę, że doszła kolejna. Bo z innymi tytułami Pani Schrammek, będę chciała się zapoznać. Mam sporo do nadrobienia i bardzo z tego powodu się cieszę. Bo już wiem, że to będą wciągające lektury.
Wam kochani, z całego serca polecam ten tytuł, powinien zostać zapamiętany, jest naprawdę godny uwagi.



Tekst stanowi oficjalną recenzje dla portalu DużeKA.
Copyright © Niekończące się marzenia , Blogger