Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seria wodospady cienia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seria wodospady cienia. Pokaż wszystkie posty

października 20, 2015

października 20, 2015

Pożegnanie z wodospadami

Pożegnanie z wodospadami

Wszystko kiedyś ma swój koniec. I tak przyszła pora by rozwiązać zagadki, znaleźć odpowiedzi na dawno zadane pytania i... pożegnać się z bohaterami których przez cztery tomy zdążyło się polubić i znielubić, ale bez względu na wszystko przywiązać. 
Nie ukrywam, niecierpliwie oczekiwałam tego piątego tomu, tego co zawarła w nim autorka, w końcu zaserwowała czytelnikom tyle niewiadomych, że wreszcie napięta do granic możliwości cierpliwość musiała znaleźć ukojenie. 
Jak więc wyglądało moje ostatnie spotkanie z Kylie, Holiday, Burnettem, Derekiem, Lukasem, Mirandą i Dellą? Czy w końcu dostałam satysfakcjonujące odpowiedzi? Zacznę od początku.

Kylie znalazła się w miejscu gdzie nie jest jedynym kameleonem, ale czy to ją uszczęśliwia? Czy pobyt w miejscu gdzie wydawałoby się powinna czuć jak u siebie, jest takim rzeczywiście? Nastolatka tęskni za wodospadami, za przyjaciółmi z którymi musiała się rozstać. Komendantką Holiday i nawet Burnettem, jej serce dalej się goi po zdradzie, której dopuścił się Lukas. I chociaż upłynął czas, ona sama nie potrafi przejść do tego z odpowiednim dystansem. W dodatku życie wśród najbliższych jawi się jak więzienie. Pozostali ukrywający się okazują niezadowolenie z jej obecności. W końcu najgorszy wróg poluje na Kylie, przez co cały gatunek czuje się zagrożony.  
Czas jednak nie jest jej sprzymierzeńcem. Mario chce zakończyć to co zaczął i nie odpuści dopóki nie rozegra ostatnią bitwę na śmierć i życie.   Same wybory, dobre, złe i niewidome. Jedno jest pewna, trzeba dokonać zmian, trzeba ruszyć w stronę o jakiej zadecyduje przeznaczenie.

Czy młoda kameleonka dowie się czegoś nowego o sobie samej i temu do czego została powołana, kim będzie zjawa nie dająca spokoju, uparcie chcąca zwrócić na siebie uwagę. Jakim sposobem przedmiot będzie wędrował śladem  Kylie i przede wszystkim dlaczego? Co autorka zafunduje w ostatecznej rozgrywce i czy finał usatysfakcjonuje ? 


Trudno jest opisywać ostatnią z części, zawsze czai się strach przed zdradzeniem zbyt wielu szczegółów.  Dlatego postanowiłam skrócić do maksimum zarys fabuły, by przejść do mych wrażeń po zakończeniu sławnej serii. A były... no były i chyba nawet w większości są one mieszane. 
Wiem, będę nudna, będę powtarzalna, ale... autorka w tym tomie już naprawdę, ale to naprawdę przesadziła. Otóż Kylie cały czas, na okrągło zagryzała usta. Ba! ona robiła to praktycznie non stop! Ja rozumiem, że czasem ze stresu można złapać za wargę, ale ludzie! Naprawdę to musiało się dziać co najmniej po trzy razy na każdej ze stron? I nie, nie przesadzam. Tak było. 
Ogólnie bardzo dużo oczekiwałam po moim ostatnim spotkaniu w wodospadach, wyobrażałam sobie, że autorka zaserwuje przysłowiowe "bum", czy zastałam coś właśnie takiego? Sama nie wiem. 
W pewnym sensie było troszkę inaczej, towarzyszyło pewne napięcie podczas czytania, ale.., bez fajerwerków.  
Miłosny trójkąt dalej trwał, ale o dziwo Lukas aż tak mnie nie drażnił jak było do tej pory. Nawet chwilami było mi go żal. Nie, nie polubiłam go. Jestem wierna własnym przekonaniom,  cały czas miałam Dereka za swojego faworyta. Na jaki wybór zdecydowała się Kylie? Wraz z dziewczyną zmierzamy ku zakończeniu "przygody".  A zakończenie było... No było. I chyba tak naprawdę tutaj powinnam zakończyć.  
Muszę przyznać, że chyba zbyt wysoko podniosłam poprzeczkę i chyba stąd moje lekkie rozczarowanie. Wyobrażałam sobie niestworzone rzeczy, A tutaj.. Owszem, coś się wydarzyło. Było chwilami dramatycznie i koniec. 
Troszkę sobie ponarzekałam, ale tak w ogólnym rozrachunku książka nie jest zła. Nawet mogłabym się pokusić, że seria została "porządnie" zamknięta.  Rozstanie nie było bolesne,  otrzymaliśmy odpowiedzi na pytania i przyszła pora zamknięcia ostatniej strony.  
Oczywiście chyba nie muszę nikogo przekonywać do sięgnięcia po Wybraną o zmroku , na tym etapie nawet nie powinno być żadnych wątpliwości. Powinnam też podsumować całą serię, przy której miło spędziłam czas. Dzięki Delli i Mrandzie nie jednokrotnie było przezabawnie, wraz z Kylie tworzyły zgrane trio. Holiday, wierna przyjaciółka i wsparcie dla obozowiczów. 
Wodospady cienia polecam fanom fantasy, którzy lubią wampiry, wiedźmy oraz inne nadprzyrodzone postaci. Wrażeń na pewno nie zabraknie. 


Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować wydawnictwu Feeria. 
Książka bierze udział w wyzwaniu 52 książki. 

marca 29, 2015

marca 29, 2015

Szepty o wschodzie księżyca

Szepty o wschodzie księżyca



Byłam niezmiernie ciekawa czwartej już części, sławnej serii, która w moim odczuciu zaczęła się niepozornie, by później wiele razy zaskakiwać i pobudzać wyobraźnię. Trzeci tom zaserwował sporo ciekawych wydarzeń, które w wielu kwestiach położyły cień na dalsze losy Kylie. Zakończenie nie do końca udzieliło odpowiedzi, wprawdzie wraz z bohaterką dostajemy informacje do jakiego rodzaju, a dokładnie, gatunku przynależy nastolatka, ale na tym koniec. Otrzymaliśmy odpowiedź na jedno pytanie, by zyskać kolejne. Zastanawiałam się w jaki sposób i czy w ogóle zaskoczy mnie Hunter w Szeptach, mam wiele mieszanych odczuć, ale przejdźmy do zarysu fabuły.

Dziewczyna już wie, jest kameleonem, ale co dalej? Jak dotąd nie spotkała się z żadną istotą tego pochodzenia, co gorsza nie potrafi sobie wyobrazić siebie jako... jaszczurki. Niby może powiedzieć kim jest, ale sytuacja nadal pozostaje taka sama, w dalszym ciągu nie można odczytać  wzoru, który dla każdego z obozowiczów oraz wychowawców jest zagadką. Na domiar złego nawiedza ją duch Holiday, która żyje i ma się całkiem dobrze. Czy odwiedziny zjawy mają być zapowiedzią czegoś strasznego, zaś życie komendantki obozu zostanie zagrożone? Tego Kylie będzie musiała dowiedzieć się sama. Ponieważ nie wyobraża sobie by poinformować bliską osobę o niepotwierdzonych obawach.
Nawet w sprawach sercowych nastolatka nie może czuć się pewnie, Lukas silnie przynależący do swojej watahy musi lojalnie spędzać większość czasu w grupie. Co często oznacza długie rozłąki zakochanych, wiele razy Kylie zostaje sama właśnie wtedy gdy potrzebuje wsparcia ukochanego. W trudnych chwilach pojawia się Derek, wyczuwający targające emocje dziewczyny, zdającej sobie sprawy z uczuć jakimi darzy ją półelf.  Nic nie jest takie jak powinno, nawet długo oczekiwana wizyta dziadka staje pod wielkim znakiem zapytania.
Do obozu zostają przyjęci nowi nauczyciele, matka Kylie przyjedzie z osobą towarzyszącą odwiedzić córkę, sytuacja z pozoru mająca wyglądać niewinnie będzie miała ciekawy finał, ale co najważniejsze. Kameleon-ka odkryje nowe zdolności, bardzo interesujące....

Zastanawiam się od czego zacząć. Przede wszystkim czuję pewien niedosyt, a może to już rozczarowanie? Zaczynam obawiać się, że Wodospady Cienia dotknęła tendencja spadkowa, autorka rozkręciła się w drugiej i trzeciej części, dała nadzieje i pobudziła ciekawość "co będzie dalej", by teraz najnormalniej w świecie grać nie na emocjach, a na nerwach.  Od pierwszego tomu przed czytelnikami zostaje postawione pytanie – Kim jest Kylie? No i dobrze, zastanawiamy się, przeżywamy wraz bohaterką przygodny, niekoniecznie wesołe, chwilami tragiczne. Kiedy wreszcie zostaje rzucone to, na co tyle czekamy, zostajemy z niczym. Okazuje się, że nikt nigdy nie słyszał o gatunku jakim jest dziewczyna, niby są pewne mdłe wzmianki nie wnoszące żadnych istotnych informacji. W dalszym ciągu czekamy,  na rozwój wypadków. Między czasie Hunter postanowiła skupić się na miłosnym trójkąciku, który jak miałam ogromną nadzieje, zostanie jakoś zakończony w tym tomie. Niestety, tak się nie dzieje. Rozumiem, że życie uczuciowe nastolatków jest niezwykle burzliwe, zaś sytuacja potrafi się zmienić jak w kalejdoskopie, ale... litości. Nie chcę się czepiać, ale osobiście mam dosyć Wilka, więc albo niech się autorka zdecyduje czy jaszczurka ma biegać z pieskami po lesie, czy może zaserwuje trzecią postać i wtedy będzie tak zwany nieoczekiwany zwrot akcji ( na co po cichutku liczę) Fakt, polubiłam Dereka, ale odnoszę wrażenie, że raczej odpada w przedbiegach, i albo dziewczyna będzie z wyjącym do księżyca, albo ja się poddaje.
Druga sprawa, zanim otrzymamy jakiekolwiek przesłanki na temat bycia kameleonem, i tego co ze sobą niesie ten zaszczyt, nie dzieje się nic. Duchy przychodzą, muszą wszak mamy do czynienia z zaklinaczką, dlatego ta sytuacja mnie przestała zaskakiwać, bądź trzymać w napięciu jak to bywało podczas lektury poprzednich części. Skoro jestem przy duchach, osobiście zaczęłam się nudzić kiedy po raz enty, Hunter próbowała budować napięcie kreując ducha na niemotę, nie potrafiącą przez połowę książki powiedzieć kim jest, jak zginęła po co i dlaczego. Można było pokusić się o coś ciekawszego, a nie za każdym razem pielgrzymki zjawy wyglądają tak samo.
Jak wspomniałam na początku, Szepty o wschodzie księżyca nie porwały mnie w takim stopniu, jakim oczekiwałam. Było poprawnie, wydaje mi się, że z przywiązania do bohaterów i ogólnego klimatu książki czytało się lekko. Polubiłam serię i mam ogromną nadzieje, że tutaj przydarzyło się coś niefortunnego, zaś kolejne spotkanie będzie lepsze.
Nie mogę powiedzieć, że całość jest słaba, było wiele ciekawych, a nawet zabawnych sytuacji, nawet zachowanie Kylie pozytywnie mnie zaskoczyło, co uważam za wielki plus w jej zmianie, ponieważ pokazała, że umie powiedzieć na głos co jej się nie podoba. W końcu! Przestała być nijaka.
Mimo wielu uchybień, które jak sądzę przeszkadzają tylko mnie. Książkę należy przeczytać, ponieważ dowiecie się ciekawych rzeczy o Kylie, jej byciu kameleonem w praktyce, oraz starciu córki z partnerem matki... (moja ulubiona scena). 
 Oczekuję numeru pięć i tego z czym przyjdzie się nam, czytelnikom zmierzyć, czy koniec będzie zaskoczeniem?

Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować wydawnictwu Feeria.
Książkach bierze udział w wyzwaniach - 52 książki oraz Czytam fantastykę.



stycznia 06, 2015

stycznia 06, 2015

Zabrana o Zmierzchu

Zabrana o Zmierzchu





Seria Wodospady Cienia rozwija się z każdym kolejnym tomem. Numer jeden w pewnym sensie mnie rozczarował i gdyby nie wrodzona ciekawość, z pewnością nie sięgnęłabym po kolejne książki z cyklu. Na szczęście ryzyko się opłaciło, numer dwa mile mnie zaskoczył, dzięki czemu nie mogłam doczekać się następnej części, w której może choć trochę zostanie nam przybliżona zagadka pochodzenia głównej bohaterki Kylie.

Nastolatka oczekuje odwiedzin swych dziadków ze strony biologicznego ojca i ma nadzieję, że udzielą jej informacji mających kluczowe znaczenie z jej zdolnościami. Poza sprawami pochodzenia głowę Kylie zajmują sprawy sercowe. Ciągle jest niepewna swoich uczuć do dwóch chłopców, Lucasa i Dereka. Obaj są dla niej ważni, jednak splot wydarzeń sprawi, iż zbliży się do wilkołaka, który będzie dla niej wsparciem w wielu sytuacjach. Niestety cień na ich relacje będzie padał ze strony koleżanki z watahy, Fredericki, usilnie starającej się przeszkodzić w relacjach między dwojgiem obozowiczów.
W dodatku Kylie znowu zacznie ukazywać się duch kobiety, przekazując niepokojące wieści w postaci jednego zdania. Co najdziwniejsze, zjawa nie będzie umiała powiedzieć, kim jest i od kogo są wieści. Z każdym dniem będzie odczuwalne coraz większe zagrożenie, tylko kto tym razem zaatakuje i kto padnie ofiarą? Czy Kylie uda się zapobiec nieszczęściu? Dzięki dwóm przyjaciółkom z domku codzienne troski będzie łatwiej znieść. Jak zawsze poczucie humoru Mirandy i Delli rozładuje wiele napięć. Dziewczyny mimo różnic będą potrafiły zgrać się i nawzajem wspierać w trudnych chwilach.
Nie mogłam się doczekać kolejnej części, bardzo byłam ciekawa dalszych losów nastolatków, do których bądź co bądź już się się przywiązałam. Sprawa z Kylie w pewnym sensie zaintrygowała mnie. Wiele było tropów, a każdy z nich zostawiał więcej pytań bez odpowiedzi. W obozie panuje już nieco inna atmosfera wśród młodzieży. Wszyscy wydają się bardziej ze sobą zżyci, co nie oznacza, że zabraknie konfliktów. Zwłaszcza na polu uczuciowym, gdzie w grę będzie wchodziła zazdrość.
 
Autorka bliżej nakreśla czytelnikowi postać Perry'ego, zmiennokształtnego, który darzy uczuciem koleżankę z domku Kylie, czarownicę Mirandę. Oboje kochają się, niestety w wyniku sytuacji, jaka miała miejsce w drugim tomie, ich uczucie zostało wystawione na próbę. Kylie, mając własne problemy, w ramach odskoczni postanawia pomóc tej dwójce, więcej czasu spędza z Perrym, który, jak się okazuje, nie jest taki zły. Oczywiście ma swoje za uszami, jednak przy bliższym poznaniu okazuje się dobrym kolegą ze smutną przeszłością, o której tak naprawdę wie niewiele osób. Wiele razy poczujemy dreszcz niebezpieczeństwa, owieje nas chłód podczas przybycia kolejnego ducha, zaś wyprawa na cmentarz okaże się czymś naprawdę ryzykownym. W przypadku Kylie, oczywiście.
Porównując dotychczas wydane publikacje serii, muszę powiedzieć, że od drugiej poziom wzrósł. Nie żeby Zabrana o zmierzchu  powaliła mnie na kolana, jednak ma klimat, dzięki któremu czyta się naprawdę lekko i z zaciekawieniem, losy nastolatków na tyle wciągają i zajmują, że ze zniecierpliwieniem czeka się na kolejne odsłony. Niestety chwilami bardzo irytowała mnie postawa Kylie, jej ciągłe wyszukiwanie sobie problemów męczyło i bywało nużące. Typ męczennicy połączonej z matką Teresą, oczywiście udającą, że przecież ona nikomu nie pomaga, to tylko wychodzi tak przez przypadek.
Dodatkowo były chwile, kiedy miałam wrażenie, że już nigdy nie otrzymamy rozwiązania na większość zagadek, dzięki pojawieniu się nowej postaci całość zyskała, było to bardzo dobrym zabiegiem ze strony autorki. Miłosny trójkąt dalej gra pierwsze skrzypce, jedni  kibicują Derekowi, drudzy Lukasowi. Osobiście bardziej przychylnym okiem spoglądałam w stronę półelfa, który wydawał się, według mnie, bardziej naturalny. Ciekawe, jak zostanie zakończona sprawa dwóch młodzieńców. Koniec może mnie nie do końca zaskoczył, ale sprawił, że oczekuję na ponowne spotkanie z Wodospadami Cienia.
 
 
Tekst stanowi oficjalną recenzje na stronie redakcji Essentia

lipca 08, 2014

lipca 08, 2014

Uwierzyć we własną siłę

Uwierzyć we własną siłę

Wsłuchaj się w samą siebie, postaraj się zrozumieć, co mogą oznaczać otaczające sygnały. Może rozwiązanie jest na wyciągnięcie ręki? Wystarczy uwierzyć w siebie i dać się ponieść nowym umiejętnościom. Nie czekaj zbyt długo, czas jest bezcenny, a marnowanie go może się okazać tragiczne w skutkach...   

Kylie cały czas zastanawia się kim, a raczej czym jest. Do tej pory nikt nie potrafi ustalić, do jakiej grupy zakwalifikować jej przypadek; komendantka Holiday uparcie twierdzi, że już niedługo nadejdzie chwila, gdy wszystko stanie się jasne, ale kiedy? Tymczasem dziewczyna musi nauczyć się otwierać umysł oraz próbować odczytywać cudze wzory; same ćwiczenia są o tyle nudne, że nie zajmuje się nimi regularnie. W dodatku od jakiegoś czasu do Kylie przychodzi duch; nie jest w tym nic nadzwyczajnego, jednak ten uparcie informuje, że komuś bardzo bliskiemu potrzebna jest pomoc i pozostało niewiele czasu. Nastolatka jest sfrustrowana faktem, iż nie potrafi dowiedzieć się czegoś więcej od zjawy. W sprawach sercowych nie dzieje się lepiej. Odkąd odszedł Lukas, jej osobą coraz bardziej jest zainteresowany półelf Derek; chłopak dość natrętnie próbuje przekonać do siebie Kylie, wpływając na jej decyzje swoimi zdolnościami. 

Istnieje jeszcze coś. Wodospady Cienia niepokoją pewne istoty, niestety nikt nie jest w stanie określić, kim one są i czego próbują dokonać. Kylie ma przeczucie, że to ona stała się głównym celem nadprzyrodzonych, nie wie tylko, kto i dlaczego jej zagraża...

Druga cześć serii Wodospady Cienia okazuje się znacznie ciekawsza i chyba lepiej dopracowana od pierwszego tomu. Autorka postawiła na bardziej rozbudowaną akcję, w której rozważania Kylie na temat jej osoby przestają być tematem wiodącym. Oczywiście nie brakuje momentów przegadanych, jednak tutaj nie można powiedzieć, że było nudno. Sama Kylie zaczyna się zmieniać, pozytywnie, rzecz jasna. Potrafi się postawić, a nawet zareagować adekwatnie do zaistniałej sytuacji. 

Chyba najbardziej ciekawe oraz zabawne są momenty rozmów, a raczej słownych przepychanek ze współlokatorkami i zarazem przyjaciółkami. Miranda oraz Della żywiołowa wampirzyca i lekko postrzelona Wiedźma już w pierwszej części zaskarbiły sobie moją sympatię. Dodatkowym plusem jest cała przemiana dziejąca się w ciele oraz umyśle Kylie; autorka zgrabnie wodzi czytelnika za nos, nie dając odpowiedzi na pytania, mało tego, serwuje coraz więcej zagadek nie prezentując natychmiastowych rozwiązań. Jeżeli poziom Hunter się utrzyma, bądź nawet wrośnie, to kolejna część powinna być idealna.

Każdy, kto ma za sobą Urodzoną o północy, powinien sięgnąć po kontynuację. Fabuła przyciąga już od pierwszych stron, chwilami zadziwia, a co najważniejsze, zakończenie wzmaga apetyt i pozostawia czytelnika z wieloma pytaniami...
 
 Tekst jest oficjalną recenzją na stronie redakcji ESSENTIA
 
 
 
 

maja 14, 2014

maja 14, 2014

Urodzona o północy

Urodzona o północy


Jako zwolenniczka gatunku fantasy stwierdziłam,że ta oto pozycja może być, a raczej wydaje się na pierwszy rzut interesująca. Dlaczego nie wiem, coś było co mnie w niej przyciągało. Może jestem naiwna, bądź nieustannie dążę do znalezienia tej perełki wśród fantastyki, czegoś co mnie zaskoczy i wryje w pamięci na długi czas, z Urodzoną o północy było różnie, ale zacznijmy od początku.

Naszą główną bohaterką jest nie kto inny jak nastolatka, mająca problem nie tylko z samą sobą ale i równie rodzicami, Ci postanowili się rozwieść. Czas nigdy nie może być dobry, tak więc Kylie odczuwa dramat i opuszczenie ze strony najbliższych osób. Żeby było ciekawiej widzi duszka, ale nie byle jakiego, bo jest nim Żołnierz, są też koszmary, jakie tego nie pamięta, muszą być straszne ponieważ za każdym razem budzi się z krzykiem, Matka uznaje,że córka potrzebuje pomocy u psychologa, jest problem więc trzeba go zlikwidować. Jak się okaże przypadłość dziewczyny nie będzie taka zwyczajna natury medycznej, lecz zanim się o tym dowie główna zainteresowana, matka wyprawi ją na obóz. Dla trudnej młodzieży, od taka niespodzianka na koniec roku szkolnego. Nie pomogą płacze, zapewnienia, decyzja została podjęta i tak oto zbuntowana niewinna nastolatka wsiada do autokaru i tutaj zaczyna się coś dziwnego. Mianowicie uczestnicy podróży są jakby tu delikatnie powiedzieć normalni inaczej, z wyglądu rzecz jasna. Każdy ma w sobie coś charakterystycznego i w dodatku jakoś dziwnie poruszają brwiami...O co chodzi nasza bohaterka nie wie i długo wiedzieć nie będzie. Zresztą przez całą książkę biedactwo nie będzie wiedziało co z czym ,po co i dlaczego.  Dzieciaczki trafiają na miejsce, przywitanie w stołówce, podział na grupy i ... komendantka prosi Kylie wraz z kilkoma osobami by udały się razem z nią, mają dowiedzieć się z jakiego powodu znaleźli się właśnie w tym a nie innym miejscu. Zaskoczenie jest wielkie, zwłaszcza dla Kylie, bo według swego skromnego nastoletniego zdania jest tylko chora psychicznie, a tutaj się okazuje,że według tych ludzi jest istotą nadnaturalną, jaką dokładnie niestety nie wiadomo. Za to jej kompani z autokaru to wilkołaki, wampirki i elfy. Miszmasz jak się patrzy nic tylko skakać z radości. Szkoda,że Kylie nie została sklasyfikowana do żadnej podgrupy, no cóż, czasem trzeba poczekać na swoją kolej. Duch jest, a jakże pojawia się i znika. Szkoda tylko,że dziewczyna nie chce z nim porozmawiać, nie ma to jak uciekać przed czymś czym się nie da, no ale taka widać natura nastolatek, tych nadnaturalnych.

Będą również chłopcy, nie dwóch tylko trzech, żeby było ciekawiej. W końcu musimy mieć w czym przebierać, a raczej nasza dziewczynka. Na szczęście nie zabraknie ciekawych koleżanek, w postaci Mirandy i Delli. Czarownica i pijaweczka, zdawać by się mogło,że mieszanka wybuchowa, poniekąd tak będzie, jednak świetnie zgrana i potrafiąca rozbawić wtedy gdy zacznie robić nudnawo. Czarne charakterki również gdzieś się przewiną, będą mniej lub bardziej niebezpieczne, na pozór niegroźne, a jednak mogące zamieszać.

Starczy o samej fabule, zajmijmy się całością. Książka sama w sobie nie jest jakiś wysoki lotów. Miałam nadzieje,że będzie mrocznie, chwilami może i strasznie. Dostałam problemy nastolatki, która jako,że gatunek od tego wymaga nie może być normalnym człowiekiem tylko czymś więcej. Nie odchodzimy od schematów, dlatego też bohaterka charakteryzuje się tym,że musi drażnić swoją głupotą, bezmyślnością i nierozgarniętym umysłem. W żaden możliwy sposób nie polubiłam Kylie, mało tego drażniła mnie tak bardzo,że aż było mi przykro, dlaczego autorka z niej zrobiła postać wiodąca zamiast na przykład  Miranda albo chociaż Dellia. Niestety nie może być za dobrze, dlatego też przemęczyłam się z tą sierotką przez całą książkę. Nie żeby było strasznie, bo fabułę ratuje reszta postaci, mianowicie wymienione wcześniej koleżanki, czarownica i wampirzyca. Dzięki nim było naprawdę bardzo ciekawie. Wątki z młodzieńcami mnie w żaden sposób nie uwiodły, może dlatego,ze podchody charakterystyczne dla nastolatków są już mi dziwnie obce, nie wiem czyżby starość mnie dopadała? Chodzi o dialogi bardzo marnej konstrukcji i tutaj ubolewam, autorka niestety się nie postarała. Zamysł był widać dobry.Tylko czegoś zabrakło. Jeżeli chodzi o mnie to liczyłam na dreszczyk emocji, wartką akcje. Otrzymałam rozterki wraz z rozważaniami niedorozwiniętego medium. Chadzałam po lasach i nie mogłam wytrzymać między chęcią pocałowania Dereka a Lucasa. Ot problem nie lada, którego wybrać i ta nieświadomość,że ma się powodzenie wśród płci przeciwnej... tak może być tylko w książce.
Wylałam swoje żale i tak myślę co by napisać pozytywnego, bo nie było tragedii, co to, to nie. Jednak piać z zachwytu też nie mam nad czym. Ktoś mi w komentarzu napisał,ze to dobra lekka lektura na wieczór. Muszę się z tym zgodzić. Jeżeli ma ktoś ochotę zrelaksować się przy niewymagającej myślenia młodzieżówce proszę śmiało sięgać po tę pozycję.





Copyright © Niekończące się marzenia , Blogger