grudnia 12, 2014

grudnia 12, 2014

Napiszę list... może zrozumiesz co czuję...

Napiszę list... może zrozumiesz co czuję...


Będę się powtarzała, ale cóż mam poradzić, każda książka autorstwa Evansa ma w sobie tyle mądrości, przekazu oraz tego jedynego w swoim rodzaju klimatu, dzięki któremu wiem w ciemno,że co by nie zostało napisane, mnie z pewnością się spodoba. I nawet jeżeli fabuła nie jest szczególnie zaskakująca to i tak czytanie historii stworzonych przez tego właśnie autora jest dla mnie ogromną przyjemnością.  

MaryAnne i Davida spotkała tragedia, w ich udane życie rodzinne wkradła się śmierć, odbierając ukochaną córeczkę. Rozpacz spadła nagle, oboje próbowali radzić sobie z cierpieniem na różne sposoby, żyjąc ze sobą, ale jakby zapominając o swoim istnieniu. Davida pochłonęła praca, to tam znajdował ukojenie bólu, z którym zmagał się każdego dnia. MaryAnne czekała,  czekała aż jej ukochany mąż podzieli się swoimi uczuciami z nią, zauważy jej obecność,że ona również jest obok i przeżywa stratę dziecka i kocha swojego męża. Chce dalej razem z nim iść przez życie. 
Niestety z każdym dniem oddalają się od siebie, David wcale nie przestał kochać swojej żony, po prostu w pewnym momencie gdzieś zagubił się swej żałobie, a może dawne wspomnienia wróciły i teraz czaiły się w postaci cienia przeszłości? Jedno jest pewne, utrata jedynej córeczki zaburzyła stabilność rodziny.  Tragedia sprawiła,że miłość dwojga bliskich sobie ludzi została wystawiona na próbę. Anne, która nie potrafi poradzić sobie z targającymi nią uczuciami, oraz brakiem zainteresowania Davida decyduje się na drastyczny krok, odchodzi od męża, pozostawiając mu pożegnalny list.  Czując bezradność oraz beznadziejność sytuacji opuszcza ukochanego mężczyznę. 
On zaś żyjąc w otępieniu nie widzi cierpienia kobiety, którą zawsze kochał, która odkąd poznał stała się najważniejszą osobą w życiu. Dopiero po przeczytaniu wiadomości, dociera do Davida co się stało. 
Mężczyzna postanowi zawalczyć o własne życie, jednak by móc jechać szukać żony, będzie musiał zmierzyć się z przeszłością, wrócić do wspomnień, które zawsze próbował w sobie zdusić. Na jego drodze znajdzie się wiele przeszkód, często będzie miał wrażenie,że los sprzysiągł się przeciw niemu, zaś odpowiedź na niezadane pytania była tuż, tuż... 

Obok wątku miłosnego, autor poruszył problem rasizmu, czasy w jakim się znajdujemy to lata trzydzieste minionego wieku, jawiącego się pięknymi przyjęciami, ale i również kryzysem finansowym, buncie społeczności oraz szerzącej się zawiści względem czarnoskórych ludzi. David będzie musiał zmierzyć się z buntem wśród pracowników, mającym za złe utrzymywaniu na stanowiskach "murzynów",  którzy według nich nie zasługują na lepsze traktowanie, gdyż z racji koloru skóry są gorsi.  Razem z bohaterem doświadczymy zawiści oraz upokorzenia, ale przede wszystkim bezradności na niesprawiedliwość.

W przypadku Richarda Paula Evansa nie może być mowy o rozczarowaniu, jak wspomniałam na wstępie, co by nie napisał ten autor wezmę w ciemno. Dlatego i tym razem wiadome jest,że List trafił w mój gust. Jednak jak to ze mną bywa, nie będzie to niczym nowym, często sięgam po książki w odwrotnej kolejności. Tak było i tym razem, dopiero po zakończeniu listu, dowiedziałam się,że jest on kontynuacją Zegarka z różowego złota... No cóż, inni nie potrafią, ja tak, zacząć od środka to dla mnie nic wielkiego. 
Mam nadzieje,że zegarek przeczytam, chociaż znając zakończenie powyższej pozycji będę miała świadomość tego co nieuniknione. Jaki jest koniec historii przedstawionej przez autora oczywiście nie zdradzę. Mogę i napiszę o moich odczuciach, przede wszystkim bohaterowie. Nie było mi łatwo wczuć się w osobę MaryAnne, wiedziałam tylko tyle,że bardzo cierpiała i to podwójnie. Z jednej strony śmierć dziecka z drugiej mąż, który zamknął się w sobie, postanowiła odejść, napisała list. Można zadać pytanie, dlaczego nie powiedziała tego co czuje, tylko napisała, ale często bywa tak,że właśnie napisać jest łatwiej, przelewając na papier wszystkie emocje, zawierając w słowach to co nie umiemy powiedzieć w oczy. 
Kiedy poznałam problem Davida, jego dzieciństwo, po części zrozumiałam gdzie leży problem, polubiłam jego osobę i cały czas kibicowałam w misji jaką sobie wytyczył na cel. Dopiero po przeczytaniu listu dotarło do niego jaką krzywdę wyrządził żonie, ale również ich małżeństwu...
Drażniła mnie postać pewnej kobiety, usilnie próbującej zbliżyć do chwilo samotnego mężczyzny, w dodatku żonatego. Czegoś takiego to nie znoszę, więc owa namolna dama niezmiernie mnie irytowała. Osobiście bardzo przeżyłam śmierć czarnoskórego przyjaciela Davida, to co wydarzyło się później wstrząsnęło mną i naprawdę przez długi czas nie mogłam oswoić się z myślą,że takie zachowania miały i niestety czasem i teraz mają miejsce. 
Ogólnie całość utrzymana jest w refleksyjnym klimacie, nawet pokusiłabym się o stwierdzenie,że jest więcej smutku co radości. Wiele razy wzruszałam się, odczuwałam złość na ludzi, którzy uważali się za lepszych od innych ponieważ mieli biały kolor skóry. Mogłoby się wydawać,że były to piękne czasy, wystawne bale oraz otoczka bogactwa bywały tylko złudzeniem, prawdziwe życie jawiło się o wiele brutalniej szczególnie dla tych, którzy chcieli mieć pracę i być godnie traktowani.
Zakończenie mnie zaskoczyło, o ile całość toczyła się dosyć jednostajnie, może i chwilami przewidywalnie, tak ostatnie strony były niesamowite, nie spodziewałam się takiego zwrotu akcji. Wydaje mi się,że jest to pozycja dla każdego, szczerze polecam. 


Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować panu Tomaszowi z wydawnictwa Znak literanova.



grudnia 05, 2014

grudnia 05, 2014

Czytając klasykę, czyli słów kilka o Braciach Karamazow

Czytając klasykę, czyli słów kilka o Braciach Karamazow


Sięgając po Braci Karamazow Dostojewskiego, miałam bardzo mieszane uczucia. Powodem było moja wiedza na temat nastawienia samego autora do Polski oraz Polaków.
 Z pewnym dystansem podchodziłam do jego twórczości. Na szczęście po przeczytaniu kilku rozdziałów wiedziałam, że to nie tylko powieść o rodzinie, ale w pewnym sensie rozprawa psychologiczno-społeczna. 
Jako że dzieło Dostojewskiego jest bardzo skomplikowane, moja recenzja będzie miała inną formę, skupiając się na analizie całości. Bez zarysu fabuły.
Autor ukazuje przekrój społeczeństwa opierając się nie tylko na przykładzie rodziny Karamazow. Szczegółowo opisuje wygląd, pochodzenie, ale również warunki w jakich żyją jego bohaterowie.  Sam ojciec jest postacią tak bardzo negatywną, że trudno jest mu poświęcić więcej uwagi niż na to zasługuje.
Jest on człowiekiem egoistycznym pozbawionym podstawowych zasad i norm społecznych oraz życia rodzinnego. Wykreowano go jako rozpustnika nawet nie ukrywającego się z tym faktem, nienawidzącego własnych synów. Może faworyzował najmłodszego ze swych potomków, jednak jedynie z pobudek czysto egoistycznych. Ponadto charakteryzowało go skąpstwo, oszustwo oraz hulaszczy tryb życia. Był nieodpowiedzialny za własną rodzinę.
Pozostaje więc pytanie jak w domu, w którym brakuje jakiej kolwiek opieki rodzicielskiej – po śmierci matki to właśnie nieodpowiedzialny ojciec sprawuje podwójną rolę – dzieci mogą wyrosnąć na porządnych, mądrych obywateli. Ojciec ignoruje swoje obowiązki pozostawiając własnych synów na pastwę obcych ludzi, nienadających się do wychowywania.
Tutaj ukłon w stronę autora, który pokazuje czytelnikowi w jakich warunkach żyli chłopcy. Filozofia losów każdego z nich jest więc bardzo charakterystyczna do stylu ich wychowania. I gdyby ojciec dał im chociaż namiastkę miłości, odpłacili by to w trójnasób. Niestety nieodwzajemniona miłość rodzicielska do nich przeradza się w nienawiść.
Z ogromnym zainteresowaniem i podziwem dla Dostojewskiego przeczytałam o wadach jego własnego narodu. Moim zdaniem słusznie nie oszczędził żadnej osoby – skrytykował wszystkie przywary, które doprowadzają do degradacji społeczeństwa. Kwintesencją Jego opisów jest przemowa prokuratora jak i również obrońcy. To bardzo ciekawe studium psychologiczno-filozoficzne, które pokazuje jak bardzo społeczeństwo rosyjskie jest zdegenerowane, wydając wyrok niesprawiedliwy.
Autor bardzo dokładnie ukazał warunki bytowe, środowiskowe i materialne życia każdego z braci Karamazow. Oczywiście zostały ukazane jednostki pozytywne, między innymi Aleksy Karamazow czy Agrafia Aleksandrowna. Mimo że uchodziła za kobietę rozpustną okazała się postacią pozytywną w tym zakłamanym społeczeństwie pełnym obłudy. A wystarczyło wziąć za cel całego życia miłość, w pełnym tego słowa znaczeniu, jak powiedział do Aloszy jego przewodnik duchowy Zosina:

„(...) Życie jest rajem dla tych, którzy kochać umieją. Piekło to tylko brak miłości i ci, 

którzy żyją nie miłując, za życia już mają piekło .
 Gdyby ludzie zechcieli to raz zrozumieć, 

raj zapanowałby na ziemi. ”
 
Podsumowując, powieść bardzo przypadła mi do gustu – nie darmo należy do klasyki literatury. Język jest piękny, czego niestety brakuje w obecnych utworach. W tak dokładnych i dociekliwych opisach charakterów widać, że pisarz znał psychologię, ale również filozofia nie była mu obca. Te wszystkie przymioty czynią powieść ciekawą, wciągającą i trzymającą czytelnika w napięciu do samego końca.
Pomimo moich wcześniejszych obiekcji jestem usatysfakcjonowana i polecam tą piękną książkę czytelnikom. Jestem pod ogromnym wrażeniem całości. Jednakże trzeba nadmienić, iż książkę należy dawkować. Nie jest z typu "na jeden wieczór". Klasyki mają to do siebie, że wymagają posmakowania, skupienia oraz oddania się im w całości. Szczerze polecam, choćby, albo i przede wszystkim  ze względu na słowo jakim jest pisana, jej piękno i urok.
 
 
Tekst stanowi oficjalną recenzje na stronie redakcji Essentia
 

 

grudnia 03, 2014

grudnia 03, 2014

Wielka księga przygód 2 - Basia :)

Wielka księga przygód 2 - Basia :)



Basię polubiły wszystkie dzieci, ja też. Kiedy siadam do czytania o tej wesołej i bystrej dziewczynce, czuję się jakby czas cofnął się o  te "kilka" lat. Dlatego też z wielkim zainteresowaniem śledzę każdą nową historyjkę, zastanawiając się co też nowego przytrafi się Basi i jej rodzinie. Wielka księga przygód zawiera siedem opowieści o głównej bohaterce oraz jej bliskich. co ciekawego tym razem spotkało moją ulubienicę?
 
Nie będę streszczała wszystkich opowiadań, ponieważ każdy powinien sam sprawdzić co nowego zaserwowały nam autorki, ale na dobry początek wraz z młodą damą poznajemy tajemniczego chłopca, który ma czarną skórę i jest bardzo zamknięty w sobie. Od niedawna zamieszkał w Polsce i teraz będzie uczęszczał do tego samego przedszkolna co nasza Basia. Dziewczynka od razu postanowi zapoznać się z kolegą, niestety ku jej ogromnemu zdziwieniu spotka się z niechęcią chłopca, bardzo zaskoczy to dziewczynkę, ponieważ jako niezwykle otwarta osoba poczuje się odtrącona. Będzie próbowała zrozumieć zachowanie kolegi, ale czasem potrzebna jest porada u kogoś mądrzejszego, czyli kochanej mamy.
Z kolei jeszcze bardziej trudnym doświadczeniem będzie decyzja rodziców o przyjęciu do pracy opiekunki dla dzieci. Nie każdemu ta wiadomość przypadnie do gustu, w końcu jak obca osoba może zastąpić mamę oraz tatę? Oczywiście Basia dojdzie do wniosku, że w żadnym wypadku nie ułatwi zadania jakiejś innej kobiecie.  Niekiedy z góry negatywnie oceniając decyzję rodziców, można stracić coś bardzo ciekawego, na szczęście Basia sama przed sobą przyzna się do popełnionego błędu.
Mamy też czują zmęczenie, praca oraz zajmowanie się domem bywa absorbujące, tak też się stało z rodzicielką naszej bohaterki, która pewnego dnia stwierdziła, że potrzebuje chwilę odpoczynku.  Tato postanowił wraz ze swoimi latoroślami zająć się przyrządzaniem kolacji, jakież to było czasochłonne ale pełne radości zajęcie. Jak się okazało pomocników nie brakowało, każdy chciał mieć swój wkład w przygotowanie posiłku. A jaki był efekt końcowy? Tego nie zdradzę.
 
 
Kolejne spotkanie z Basią, jak zawsze udane. Za każdym razem kiedy mam okazję sięgnąć po lekturę obu autorek nie czuję obawy,że się rozczaruję. Każda opowieść jest naprawdę ciekawa, wesoło napisana, lekkim językiem by każde dziecko z zainteresowaniem śledziło przebieg wydarzeń. dodatkowo pięknie zilustrowane karty stron stanowią dopełnienie całości. Tutaj spotkamy się z wieloma wyzwaniami jakie mogą spotkać małe dziecko, ich reakcjami oraz poradami, które naprawdę mogą być bardzo przydatne dla każdego rodzica. Maluchy odbierają wiele rzeczy intensywniej, przez co dogłębniej analizują by móc po swojemu zrozumieć, na przykład dlaczego od następnego dnia to nie mama odbierze z przedszkola, tylko inna zupełnie nieznana osoba, i mimo, że nawet jeszcze jej nie znają to gdzieś instynktownie czują niechęć, z powodu zagrożenia. Bo może już mama albo tato nie będą się nim interesowali tak samo, jak do tej pory. Poruszona sprawa z nowym kolegą pochodzącym z Haiti, ukazuje problem  integracji z kimś odmiennym, dzieci jako spostrzegawcze z ciekawością, ale może i dystansem podchodzą do rówieśników o innym kolorze skóry, autorki sprawnie i inteligentnie poprowadziły ten wątek. Jestem jak najbardziej na TAK tego typu opowiadaniom. Książka nie tylko bawi, poprawi humor, ale również edukuje.
Świetna lektura dla dzieci jeszcze nie czytających i tych już zaczynających swoją przygodę z literaturą. Szczerze polecam rodzicom i ciociom, powyższa książka na pewno zainteresuje pociechy i ich opiekunów.
 
 
 
Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować wydawnictwu Egmont.
 
 

grudnia 01, 2014

grudnia 01, 2014

Książka do kolorowania

Książka do kolorowania


Recenzowałam książki dla dorosłych, bajki dla dzieci, a nawet gry. Tym razem przyszła pora na kolorowanki. Byłam niezmiernie ciekawa jak będzie wyglądała Książka do kolorowania już sama nazwa zdradzała, że nie będzie to kilka stron do wypełnienia kolorami. Kiedy dotarła do mnie, byłam pod wrażeniem jej gabarytów, ale i wnętrza... dlaczego?
 
Przede wszystkim papier, jest całkiem inny niż w znanych dla mnie malowankach, tam zazwyczaj jest bialutki, cieniutki, z mocno uformowanymi kształtami do pomalowania. Praktycznie zaraz po otwarciu dziecko wie jaka postać, bądź rzecz widnieje na rysunku. Natomiast w książce do kolorowania sprawa nie wygląda tak łatwo. Linie są dosyć grube, uformowane w trudne do określenia kształty. Dopiero przy dłuższym przyjrzeniu się można zobaczyć co widnieje na pierwszym planie.
 
 
 
Byłam bardzo ciekawa jak książka przyciągnie dziecko, sama miałam problem z odgadnięciem tego co kolorować, jednak moje obawy były niepotrzebne, ponieważ mój chrześniak, gdy tylko zasiadł przy stoliku wiedział gdzie i jak ma kolorować. Te twórcze mazaje zmuszają do większej koncentracji, zastanowienia w jakim miejscu, którego koloru użyć. Radzio ze skupieniem wypełniał kolejne pola, które ukazywały wyłaniające się przeróżne obrazy. Dodatkowo każda kolejna strona, ma kontynuację z poprzednią, dlatego najlepiej zacząć od początku i po kolei
 
 
Na stronach zostały ukryte warzywa, owoce, oraz inne potrawy. Zadaniem dziecka jest odnalezienie i pokolorowanie tych, które są jego ulubione. Wydawać by się mogło, że nic trudnego, jednak plątanina linii  jest tak wielka, że trzeba się naprawdę natrudzić by wyszukać jabłuszko, albo ananasa. Polecenia są proste i dokładnie sugerujące jakie zadanie powinno wykonać dziecko.
 
 
Książeczka jest nietypowa, jak dotąd nie spotkałam się z takim rodzajem kolorowanki, jak widać na zdjęciach papier jest solidny, linie grube i wyraźne. Sprytnie schowane literki alfabetu nie tylko pomagają w nauce, ale również wyostrzają zmysły, ćwiczą koncentrację. Na kartach możemy również znaleźć znane postacie z bajek, na przykład super bohaterów, ale również znaki drogowe,.Uważam taki zabieg za bardzo sprytny, ponieważ nauka poprzez zabawę najlepiej utrwala pamięć. Według mnie, ale przede wszystkim Radzia, książeczka jest bardzo ciekawa. Zapytany co najbardziej przypadło mu do gustu, odpowiedział "wszystko!" myślę, że taka rekomendacja powinna być wystarczająca. Ze swojej strony dodam tylko, że  mogłoby być mniej czerni na niektórych stronach, i okładka bardziej przyciągać, ale ogólnie nie mam żadnych zastrzeżeń. Ucieszą się z niej dziewczynki i chłopcy.  Kredki w dłoń i do dzieła!
Chciałam jeszcze na koniec przedstawić Radka, mojego ukochanego chrześniaka, który dostał naprawdę poważne zadanie oceniania.  Poradził sobie świetnie, z radością pozował do zdjęć, żeby ciocia mogła przedstawić wam wnętrze kolorowanki.



Za możliwość kolorowania książeczki, chciałam podziękować wydawnictwu Egmont.

listopada 29, 2014

listopada 29, 2014

Córka ognia i krwi

Córka ognia i krwi




Lubię gatunek fantasy,  a jeszcze bardziej wampiry. Oczywiście nie w każdym wydaniu. Bo napisać o tych stworach trzeba naprawdę umieć, jednak jako ich fanka często daję się skusić i sięgnąć po kolejną publikację z krwiożerczymi bestiami w roli głównej. W Córce ognia i krwi miałam poczytać o tych współczesnych, a więc zapowiadało się naprawdę interesująco. Zacznijmy od początku.
 
W sierocińcu znajdującym się na Wyspie Księżniczki Kamili stoi sierociniec, zaś jego patronką jest św. Hildegarda, właśnie w tym miejscu wychowuje się Nina, dziewczynka odznaczająca się krwistoczerwonymi włosami oraz odmiennym charakterem. Odmiennym od innych dzieci. Nina często chodzi zamyślona, rozmawia z księżycem, bądź marzy o niestworzonych rzeczach. Nikt nie wie jakie ma nazwisko. Kiedy trafiła jako maleńkie dziecko nie miała przy sobie żadnych dokumentów, nie jest wiadome kim byli rodzice sieroty.  Jedno jest pewne, wychowawczyni zajmująca się grupą do której należy Nina, nie znosi jej. Matylda krytykowała wszystkie poczynania wychowanki, buntowała innych nauczycieli przeciw niej, tak aby każdy współczuj jej jako poświęcającej się opiekunce.Nina zaś nie znosiła tej wstrętnej kobiety, która z niezrozumiałych dla niech przyczyn pałała tak wielką nienawiścią. W prawdzie zdawała sobie sprawę, że jest nieco inna od reszty dzieci, ale przecież zawsze starała się być grzeczna. Dobrze, że miała przy sobie chociaż jedną przyjazną osobę, w postaci przyjaciółki Angeliki. Koleżanka pocieszała i dzieliła z nią chwile radości i troski. do czasu gdy Nina skończyła trzynaście lat, od tego momentu zaczęły się przytrafiać niewytłumaczone zjawiska, których sama główna zainteresowana nie potrafiła zrozumieć. Sytuacja wymyka się spod kontroli pewnego popołudnia, kiedy to Matylda wzywa znienawidzoną uczennicę do swojego gabinetu...
 
Córka ognia i krwi została podzielone na dwie części, pierwsza opisuje pobyt Niny w sierocińcu, jej zmagania z nabuntowanymi nauczycielami. Druga zaś nawiązuje do świata magii no i wreszcie długo wyczekiwanych przeze mnie wampirów. O ile początek był napisany dosyć ciekawie, z zainteresowaniem śledziłam losy bohaterki, to jak w jej życiu zaczęły się dziać chwilami straszne zjawiska, tak w następnym etapie coś się zepsuło. Autorka upchała chyba wszystko co było możliwie, zaś nadmiar nowych postaci mnie najnormalniej w świecie przytłoczył, był moment kiedy pogubiłam się kto był kim, i jaka była jego rola. Zbyt wiele osób, a za mało wiadomości na ich temat, Pojawiali się nagle, robili pełno szumu i przeskok do następnego. Sama Nina była nijaka, może jeszcze w domu dziecka miała jakieś swoje zdanie, wyróżniała się i to było ciekawe, niestety później jej postać zbladła i zrobiła się bez wyrazu, tak naprawdę prym wiodła Morgana ze swoją świtą, a ona była tylko tłem. Angelika, przyjaciółka. Od zawsze wspierająca dziewczynkę, tylko ta  cała moc przyjaźni nagle osłabła w jednej chwili gdy pojawiła się szansa przebicia przez tłumy, a wizja pupilki przełożonej była na tyle piękna, iż zaślepiła jej uczucia do rzekomo najbliżej osoby. Jednak nie czepiajmy się, mowa o dzieciach, one mogą mieć inny tok rozumowania, bardziej pobieżne spojrzenie na definicje przyjaźni.  Dalej idąc, pojawiły się wampiry no i co? No i nic, nie wiedziałam co robić, udawać i nie zwracać uwagi na coś uformowane na kształt istoty nieśmiertelnej, czy pogodzić się z rozczarowaniem. Mimo wszystko czytałam dzielnie, mając nadzieje, na wielkie wydarzenie. Trzęsienia ziemi nie było, nic mnie nie zaskoczyło, poza zakończeniem, któremu czegoś brakowało, niestety z nadmiaru wszelakich postaci nie byłam i nie jestem w stanie powiedzieć co jest nie tak.
Ponarzekałam sobie, teraz przejdźmy do ogólnego podsumowania. Jako, że autorka jest tak naprawdę dzieckiem, bo te 14-15 lat  jawią mi się z bieganiem po podwórku i jeszcze z zabawami, załagodzę swoją ocenę, ponieważ Ulexia  ma jeszcze szansę dopracować swój warsztat, rozwinąć swoje umiejętności, i wtedy kto wie? Napisze naprawdę porywającą powieść. Na chwilę obecną jestem zmuszona napisać, że moje odczucia są mieszane, i nie potrafię powiedzieć czy polecam. Niech każdy zdecyduje sam.  Zamysł był dobry, tylko jak wspomniałam czegoś zabrakło. Za dużo różnych wątków, co zepsuło całość. Szkoda.
 
 
 
Za książkę chciałam podziękować Pani Dorocie z wydawnictwa Novae Res.
 
 

listopada 28, 2014

listopada 28, 2014

Łupieżcy Niebios

Łupieżcy Niebios



Obiecałam sobie, już jakiś czas temu, że absolutnie nie będę wchodziła w nową serię, bo wiadomo tyle książek jest do przeczytania, no i czekanie jest niebywale trudne na kolejny tom. Tak więc z mocnym postanowieniem Nie czytania czegoś co składa się z kilku tomów postanowiłam zagłębić się w lekturze Pięciu Królestw.  Okładka taka ładna, no i ten tytuł, opis jeszcze bardziej przyciągał, pomyślałam, a co mi zależy, w końcu jedna dodatkowa seria nie zrobi dla mnie różnicy. Czy było warto się skusić?
 
Dzień Halloween, niemalże każde dziecko przebrało się w jak najbardziej wymyślny strój, Cole uczeń szóstej klasy tym razem był strachem na wróble, nie takim zwykłym bo w jego kostiumie tkwiły złamane strzały. Chłopiec już planował co będzie robił wraz ze swymi przyjaciółmi po zakończonych lekcjach. Na wstępie mieli zamiar pozbierać cukierki, ale później coś o wiele ciekawszego. Cole dowiedział się o atrakcjach w pewnym nawiedzonym domu, rzekomo efekty miały być bardzo realistyczne. O umówionej godzinie spotkali się i ruszyli grupą szukać wrażeń. Już po przejściu przez próg mogło się wydawać, że coś jest nie tak. Jednak żadne z nich nie potrafiło się przyznać, że z chęcią opuścili by to miejsce, zgrywając więc odważnych poprosili właściciela by pokazał im coś naprawdę strasznego. Schodząc do przerażającej piwnicy nieświadomie podpisali na siebie wyrok. Gdyż ludzie znajdujący się na miejscu nie mieli ich tylko wystraszyć. Wydarzyła się dziwna rzecz, która sprawiła, iż koledzy chłopca gdzieś zniknęli. Cole udaje się w miejsce w którym ostatni raz się widzieli. W chwili gdy przekroczył niewidzialną granicę jego życie  wyglądało jak przygoda, niebezpieczna przygoda.
Miejsce do którego trafił jawi się jak ze snu, wszystko wydaje się być nierzeczywiste i sztuczne, jednak poza niemożliwymi rzeczami na Cole'a czyha wiele niebezpieczeństw.` Okazuje się, że znalazł się na Obrzeżach, części Pięciu Królestw, gdzie panują znacznie inne prawa niż na zewnątrz. Szukając swoich kolegów chłopiec wpada w tarapaty, i by móc ich uratować będzie zmuszony do wypełniania wielu zadań. Pozna nowych znajomych, z którymi się zżyje i będą sobie nawzajem pomagać.
Zewsząd otaczająca magia, ale nie tylko. W nieznanym świecie dzieje się coś niedobrego, zaś mały bohater znajdzie się w centrum zagrożenia, aby dotrzeć do szkolnych znajomych będzie musiał pomóc pewnej wyjątkowej dziewczynce.
 
 
Nie wiedziałam czego mam się spodziewać po Łupieżcach,  jak się szybko przekonałam postaciami wiodącymi były dzieci i obawiałam się, że fabuła może zakrawać o bajkę, z lekkim zabarwieniem fantasy. Jako, że było to moje pierwsze spotkanie z autorem nie miałam pojęcia, jak świetną potrafi stworzyć fabułę, która już po kilkudziesięciu stronach dosłownie mnie wciągnęła.  Wkraczając do Obrzeży, przeniosłam się do niesamowitego świata, gdzie po prostu wszystko było możliwe.
Muszę przyznać, że każda nowa przygoda, każdy dzień spędzony w tym miejscu był wielką niewiadoma, specjalnie napisałam dzień, ponieważ czytając wczuwałam się tak bardzo, że miałam wrażenie, iż faktycznie tam przebywam. Każda misja jaką wykonywał Cole była niesamowita, stresowałam się razem z nim, przeżywałam gdy miał problemy. Już naprawdę dawno nie czytałam książki skierowanej dla młodszego czytelnika, która tak bardzo by mną zawładnęła. Poza wspaniałym światem i zadaniami mamy tutaj pięknie ukazaną moc przyjaźni, odwagi jaką musiały wykazywać się dzieci, ale przede wszystkim Cole, który ryzykował własne życie by spróbować uwolnić kolegów.
 
Brandon Mull wykreował interesujący świat, tak naprawdę można było spodziewać się wszystkiego, realistyczne opisy sprawiają, iż oczami wyobraźni widzi się latające zamki wśród chmur, nieboloty, którymi poruszali się łupieżcy niebios. Tutaj dowiecie się czym jest formowanie, i co dzięki niemu można zobaczyć, jak działają pozory i dlaczego zostały stworzone. Gwiazdy na niebie będą miały inny układ, nawet księżyce nie będą takie jak znamy z własnego doświadczenia. Każda postać jest charakterystyczna, akcja nieprzewidywalna, jeżeli chcecie znaleźć się w świecie pełnym magii, gdzie kolejna strona, ba nawet zdanie otwiera drzwi do nowych przygód.  koniecznie sięgnijcie po Pięć Królestw.
Ze zniecierpliwieniem będę oczekiwała kolejnych części z serii, ponieważ wiem, że z pewnością mnie nie zawiodą. Jest to lektura dla młodszych i starszych, tak naprawdę dla każdego. Jeżeli miałabym postawić ocenę, dostałaby sześć z plusem. Gdyż w pełni  na nią zasługuje. Tym, którzy  się wahają powiem jedno, czytajcie! Nie rozczarujecie się, wręcz przeciwnie. Mogłabym pisać i pisać na temat książki, ale wtedy odebrałabym czytelnikom radość z czytania. Tutaj trzeba po prostu usiąść, zagłębić w lekturę, a nasza wyobraźnia poprowadzi do miejsc do tej pory nieznanych.
 
 
 
 
Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować wydawnictwu Egmont.
 
 

listopada 24, 2014

listopada 24, 2014

Poukładaj mi zycie

Poukładaj mi zycie



Zaciekawił mnie tytuł książki, spodziewałam się historii bardzo skomplikowanej, może czasami tajemniczej i naprawdę zaskakującej. Wprawdzie do debiutów z doświadczenia podchodzę z lekkim dystansem, ale mimo wszystko miałam nadzieje, że się nie rozczaruje. Jakie są moje wrażenia po książce Oli Józefiny Sokołowskiej ?
 
Zaczynami w chwili gdy główna bohaterka Lilianna kończąc szkołę średnią decyduje się pójść na studia, zaś miastem docelowym jest Toruń. Właśnie tam planuje spełniać swoje marzenia związane z tańcem ale i życiem studentki, a dokładniej mówiąc poczuć niezależność. Dziewczyna postanawia zamieszkać w wynajętym mieszkaniu dzieląc go z nową lokatorką, którą to wcześniej sama sobie wybrała. Karolina od początku zdobywa jej sympatię, co jest już pierwszym dobrym znakiem w tym nowym prawie dorosłym życiu. Na wydziale zwraca uwagę na jednego mężczyznę, wprawdzie jest ich wielu, ale jej uwagę przyciąga właśnie On.  Oczywiście nawiązują znajomość, w końcu są kolegami z roku, dlatego też sporo czasu spędzają na nauce oraz omawianiu różnych zagadnień, nie tylko tych związanych z uczelnią. Lilka się zakochuje, nie wie co czuje do niej Janek, ale to i tak nie ma znaczenia gdyż jest zajęty, mieszka ze swą dziewczyną. Zakazani mężczyźni zawsze przyciągali, nie tylko naszą bohaterkę. Dlatego też przez rok udawania, że nic do siebie nie czują bańka musiała pęknąć, a stało się to pod koniec sesji letniej. Kiedy po zdanych egzaminach, kolega postanowił uczcić radosny fakt wycieczką za miasto. niestety pogoda płata figla i zaczyna padać deszcz, jednak obojgu nie przeszkadza w spacerze, udają się nad rzekę gdzie stanie się coś, co odmieni życie obojga na zawsze...
 
Wydaje mi się, że w tym miejscu należy zakończyć zarys fabuły. Książka jest podzielona na dwie części. W pierwszej zostało ukazane życie studenckie Liliany, oraz relacje między nią a Jankiem. Tak naprawdę całość jest formą przypominającym pamiętnik, narracja jest pierwszoosobowa z perspektywy Lilki, która opowiada o ważnych wydarzeniach jej życia.  Nie spotkamy się z niczym nowym, powielony schemat miłości we "troje", oni się kochają, on jest z inną i nie wiadomo dlaczego się nie rozstaną skoro uczucie wygasło,  zakochani z niewiadomych przyczyn nie mogą być ze sobą. Ponieważ dorosłym ludziom trudno jest ze sobą porozmawiać, dlatego też oboje nie dają sobie szansy. Historia się kończy (w pierwszej części) tak jak się tego można było spodziewać, ponieważ całość jest przewidywalna nic nie było wstanie mnie zaskoczyć.
W drugiej części Liliana jest już dorosła kobietą, co się dzieje w jej życiu oczywiście nie zdradzę. Jej zachowanie mimo upływu lat niestety się nie zmienia, dalej żyje własnymi niewytłumaczonymi przekonaniami.
Nawiązując do postaci, tak szczerze nie mogę nic konkretnego na ich temat powiedzieć, ponieważ autorka poskąpiła dokładniejszych opisów. jeżeli już się coś zaczynało to nagle zostawało urwane. Odnosiłam wrażenie, że w zamyśle miało być dużo emocji, a mało faktów. Szkoda, ponieważ wystarczyło popracować i całość wypadłaby o wiele lepiej, a tak nie miałam szansy polubić, albo zżyć się z którymś z nich.
Całość jawi się jako jedna z wielu opowieści miłosnych, bez elementów zaskoczenia. Były momenty kiedy naprawdę się nudziłam, gdyż wiedziałam co za chwilę się wydarzy.
Jako,że książka jest debiutem nie będę jej oceniała zbyt krytycznie, mam nadzieje, że autorka nabierze wprawy i kolejna publikacja naprawdę miło mnie zaskoczy.
Mimo moich zastrzeżeń, nie mogę powiedzieć, że nie warto przeczytać , jeżeli będziecie potrzebować lekkiej lektury na wieczór, możecie śmiało sięgnąć po Poukładaj mi życie.



Recenzja przedpremierowa!


Za możliwość przeczytania chciałam podziękować pani Dorocie z wydawnictwa NOVAE RES .



Copyright © Niekończące się marzenia , Blogger