kwietnia 16, 2015

kwietnia 16, 2015

biorąc oddech

biorąc oddech



Tak, nadeszła chwila kiedy pożegnałam się ze słynną i rzekomo wspaniałą trylogią oddechów. Spora część czytelników piała z zachwytu już po pierwszym tomie. Określona fenomenem i Bóg wie czym.
Osobiście nie zapałałam wielkim optymizmem względem tej serii, ale jak już zaczęłam to z czystej ciekawości kontynuowałam, po porażce pierwszego tomu, drugi mnie nieco udobruchał. Miałam nadzieje, że autorka się ogarnęła i zakończenie będzie czymś naprawdę interesującym... Z mieszanymi uczuciami sięgnęłam po biorąc oddech, nie lubię rozczarowań, ale jako człowiek z natury naiwny miałam pozytywne nastawienie...Miałam.

Zaczynamy w momencie gdy Emma siedzi i rozmyśla, jest sylwester. Każdy student wybiera się na imprezę, ale ona jak zwykle zastanawia się co ma zrobić żeby nie myśleć, nie rozmawiać a najlepiej to i od razu nie czuć nic ( może powinna przestać żyć, albo iść na terapie, albo...) W końcu pod wpływem namowy koleżanek, decyduje się pójść i coś zrobić z tym wieczorem.  Tak więc wraz z Emmą lądujemy w jakimś domu, pełnym młodych napalonych, rządnych zabawy i jednorazowych przygód młodzieży. Dziewczyna lawiruje między uczestnikami zabawy z napojem alkoholowym w ręku, o dziwo smakuje nawet dobrze, jest słodkie i działa fajnie. Jak pamiętamy Emma nigdy nie pijała takich trunków, miała złe doświadczenia z matką, ale.. czasy się zmieniły i ona też, niekoniecznie na lepsze.  Jedna z koleżanek zapoznaje Em z Colem, kolegą swojego potencjalnego chłopaka. Peyton uważa, że dla Emmy dobre będzie oderwanie się od problemów, które ukrywa i zajęcie się relacjami z rówieśnikami płci brzydkiej. Główna zainteresowana ma nieco odmienne zdanie, nie ma ochoty o sobie opowiadać ( zresztą czy kiedyś o sobie mówiła?) Zostawia więc nowo poznanego Cole'a i idzie przed siebie.  Nieco później zaznajamia się z Gevem, pije drinki jeden za drugim. Upija się i kończy imprezę w niewiadomym dla siebie miejscu. Na drugi dzień ma kaca, dodatkowo jeszcze moralnego. Przyjaciółki są w szoku. Bo jakże to EMMA nie dość, że się upiła to jeszcze zrobiła co zrobiła.  Ona zaś jak zwykle ma dramat i nie pozwala mówić o głównym problemie. Wszak ma dodatkowy dramat ukryty ( w który sama się wpędziła) No i  o nim też nie wolno rozmawiać, ogólnie rozmawiać nie należy o niczym. Tylko wspierać Emmę i ją chronić, bo jest pokrzywdzona przez życie, a co za tym idzie nie radzi sobie z nim, no i trzeba się z nią cackać. A ona zaczyna pić i uprawiać seks, żeby nie czuć się w środku pusta. niedobre koleżanki nie zapobiegają temu. Nagle pojawia się Evan i ukryty dramat zaczyna nabierać kształtu. Alkohol leje się strumieniami, oddechów brakuje i tak naprawdę od pierwszego to ostatniego tomu krążymy wokół jednego. Dramatu Emmy, która nie chce rozmawiać, ale wymaga opieki. Mogli ją ubezwłasnowolnić, byłoby łatwiej.

Teraz, żebyście nie musieli mnie od razu spisać na straty, że jestem nieczuła ( uwierzcie mi, mam serce, które nawet kiedyś było złamane - można to przeżyć!) Dawałam szansę oddechom, po  fatalnej i beznadziejnej pierwszej części nie chciałam tego kontynuować, ale stało się jak się stało. Tom drugi do mnie przyjechał, okazał się dobry. Podbudował moje nadszarpnięte emocje, które były naprawdę nastawione na NIE do nowości Pani Donovan. Przyszła pora na zakończenie. Wzięłam do ręki trójeczkę i rozpoczęłam koniec przygody. O ile początek wydawał się naprawdę dobry i obiecujący, tak później z każdą kolejną stroną było coraz gorzej. Zacznijmy od początku, początków. Emma miała trudne dzieciństwo, najpierw ciotka, później kiedy na chwilę się uspokoiło wróciła do mamusi, która miała problem z sobą i w bonusie z alkoholem. Rzeczywiście sytuacja beznadziejna. Kiedy rodzic nadużywa alkoholu jest mało przyjemne, widok matki bądź ojca ledwo utrzymującego się na nogach jest przykry. Słuchanie bełkotu i słów, które często nie chcielibyśmy usłyszeć boli. I nie ma tłumaczenia, że to alkohol sprawił. Co zostało powiedziane nie cofniemy. Ciężko jest odbudować w sobie pewność siebie, która została zniszczona. Zgodzę się, ale...  Mając naprawdę dobrych ludzi przy sobie, którzy chcą pomóc i nieustająco wspierają, uwierzcie mi można wszystko. Autorka zaserwowała masę dramatów, które o ile w pierwszym i drugim tomie były do przegryzienia, tak w trzecim naprawdę zostały naciągnięte. Emma ma problem, jeżeli ma się aż taki problem to trzeba się udać do terapeuty, który zleci odpowiednie leczenie, a nie wymagać od przyjaciółek by pilnowały, chodziły na paluszkach, uważały co mówią by ona biedna nagle nie usłyszała nieodpowiedniego słowa i zaczęła się dusić. Skoro walczyła ze stanami lękowymi to jedynym wyjściem z sytuacji była wizyta u psychiatry. I żadna nawet najlepsza przyjaciółka nie zdziała cudów. Dziewczyna odpowiadała sama za siebie. Druga sprawa to faceci i alkohol. Chciała się zabawić, jej sprawa. Nie było sensu obwiniać koleżanek, nie lały jej do gardła płynu, nie kładły do łóżek z przystojniakiem. Robiła wszystko dobrowolnie by jak twierdziła, poczuć się pełna - jakkolwiek by to nie brzmiało. Można i tak. I ja nawet do pewnego momentu rozumiałam jej głupie zachowanie. Jednak kiedy mijając połowę książki dalej wszystko się kręciło wokół dramatu bo ona pije, bo ona chce żeby Evan ją nienawidził, a on jej nie chce nienawidzić, a ona tego nie rozumiała bo on powinien! miałam wrażenie, że mnie trafi coś na miejscu, sama przestanę oddychać, albo nie wiem zacznę krzyczeć dla lepszego efektu. I tak Emma uprawia seksy z Colem ( ale z nim nie jest) chadza na spacerki z Evanem ( który powinien ją nienawidzić, a nie chce )  wpiera sobie w kółko, że jest zła i nie dobra i nie powinna istnieć. Serio. Powiem wam, że jej zachowanie stało się niebezpieczne i albo oddział zamknięty, albo niech ona zejdzie z "ekranu", bo autorka chyba się zagalopowała. Wszystkie jej reakcje do czasu były zrozumiałe, jednak im dalej w las, tym absurd gonił absurd. Dodatkowo Donovan uraczyła czytelników wypowiedziami z perspektywy Emmy i Evana. Co mnie osobiście dobiło. Nie dość, że musiałam znosić dziwny tok myślenia niezrównoważonej bohaterki, tak później siedziałam w głowie tego, który nie chciał nienawidzić.  To zbolało, naprawdę. Moja psychika tego nie wytrzymała.
Przez cały czas odnosiłam wrażenie, że Pani Donovan chciała na siłę zbudować napięty klimat, tak by człowiek miał sposobność przeżyć problem z oddechem, ale... nie wyszło. Nie potrafiłam identyfikować się z Emmą, a próbowałam. Już nie chcę do niej wracać. Jeszcze kilka słów na temat przyjaciółek. Każda z dziewczyn była interesująca i jak dla mnie w porządku. Interesowały się koleżanką, starały być przy niej gdy tylko widziały, że coś dzieje się nie tak. Jednak nie mogły mieć wpływu na poczynania Emmy. Była odpowiedzialna za to co robiła, sama musiała ponieść konsekwencje takich, a nie innych decyzji. Ja osobiście zazdrościłam jej, że mimo tego jak wszystkich od siebie odpychała, nikt się nie odwrócił. Przyjaciele powinni wspierać, ale w sytuacji jaką przytoczyła nam autorka, według mnie potrzebny był już specjalista. Bo gdyby bliska osoba z mojego otoczenia, zmagała się z czymś takim, nie zastanawiałabym się. Siedziałabym z nią pod drzwiami gabinetu lekarskiego.
Cieszę się, że oddechy mam już za sobą. Nie będę wspominała dobrze tej serii. Nie pozostawi we mnie miłych wspomnień ciekawej lektury. Uważam, że temat, który poruszyła autorka  został źle wykorzystany.

Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować wydawnictwu Feeria.
Książka bierze udział w wyzwaniu - 52 książki.

kwietnia 14, 2015

kwietnia 14, 2015

Przedpremierą - Cztery rubiny

 Przedpremierą - Cztery rubiny


Zawsze lubiłam sagi rodzinne, opisywanie dziejów kilku pokoleń w pewien sposób fascynuje mnie i przyciąga. Zwłaszcza kiedy akcja rozgrywa się na wielu płaszczyznach czasowych. Nie mam problemu z przeskokami z przeszłości do przyszłości. Dlatego kiedy przeczytałam opis Czterech rubinów wiedziałam, że muszę koniecznie poznać tę książkę. Okładka i sam tytuł mnie przyciągał. Niewiele wiem na temat samej autorki, jednak instynktownie czułam, że mnie nie zawiedzie, czy miałam racje?
 
Wielu z nas nie wyobraża sobie życia bez miłości. Wiązanie się z kimś z rozsądku, a nie z powodu uczuć wydaje się nie do pomyślenia. Jednak dawniej to często rozsądek miał prawo głosu, z samej miłości nie można było zbudować domu, żyć w dostatku i zapełnić brzuchów członków rodziny. Młodziutka Irena miała wiele marzeń, jej serce zabiło szybciej dla pewnego urzędnika pocztowego, niestety kochana babcia, wychowująca dziewczynę oraz troszcząca się o jak najlepszą przyszłość podejmuje praktyczną, ale i smutną dla wychowanki decyzję. Mąż powinien być zaradny oraz poukładany. Dopiero co poznany doktor weterynarii, Kazimierz wydaje się najlepszą partią. Główna zainteresowana nie czuje nic do przedstawionego młodzieńca, a jednak zdaje sobie sprawę, że los bywa przewrotny i rozum musi być  wyznacznikiem jej drogi życiowej. Pierwsza i najpiękniejsza miłość zostanie pochowana w sercu. Kobieta pobierając się z Kazikiem zadecydowała słusznie, wiodła spokojne oraz dostanie życie. Urodziła dwie córki, Danusię oraz Grażynkę. Jednak nie zawsze było dobrze. Czas wojny zmusił rodzinę do wielu wyrzeczeń, starsza z córek poczuła czym jest lęk przed najeźdźcami. Ucieczka z rodzinnych miejsc wydaje się najbezpieczniejszym rozwiązaniem. Daleko od ukochanych dziadków Irena wraz z Kazimierzem prowadzi dom i wychowuje córki.
 
Grażynka już od najmłodszych lat wykazywała się hartem ducha i niesamowitą zaradnością. Zawsze u boku ukochanego ojca, jego towarzyszka i duma. Bardzo szybko się uczyła, nie brakowało jej odwagi i pewności siebie. Jednak wewnętrzne dobro zawsze górowało, dzięki temu nie wywyższała się i szanowała innych, nawet jeżeli byli biedniejsi. Ukochała swoją nianię, miewały wspólne sprawy, a nawet sekrety o których nikt nie wiedział. Najważniejszym człowiekiem w życiu Grażynki był ojciec. To dla niego chciała być najlepsza, nie potrafiła przyznać się do strachu. Kazimierz był dla swej córki wzorem, który obrała sobie do naśladowania. Jako szanowany weterynarz był bardzo lubiany wśród okolicznych mieszkańców. Każdy wiedział, że doktor pomoże, okaże zrozumienie jeżeli braknie pieniędzy na zapłatę.
 
Cztery pokolenia kobiet, każda z nich żyła w różnych czasach. Jednak jedno, co pozostawało niezmienne to miłość oraz przywiązanie do tradycji rodzinnych. Lojalność oraz pamiątka, która była cenna nie ze względu na swoją wartość pieniężną, a sentymentalną. Przekazywana w odpowiednim momencie córkom – brosza wysadzana czterema rubinami.
 
Jakiś czas temu przyrzekłam sobie, że ograniczę sięganie po książki autorów, którzy dopiero debiutują, albo ich nie znam i nie mam wyrobionej opinii. Dlaczego? Coraz częściej bywałam rozczarowana, zwłaszcza debiutami, ale kiedy ujrzałam okładkę, później opis do Czterech rubinów  byłam przeświadczona, że ta książka mnie na pewno nie rozczaruje. Miałam rację. Przede wszystkim opowiadane dzieje rodziny to jak wspomniałam moje ulubione klimaty. Autorka podzieliła książkę na rozdziały, gdzie praktycznie każdy z nich opisuje inną kobietę z rodu. Mogłoby się wydawać, że taki zabieg spowoduje chaos, ale nie. Wszystko świetnie się ze sobą zgrywa. I tak możemy śledzić życie Ireny wychowującej się w domu swoich dziadków, później wyjazd wraz z mężem i małą córeczką Danusią. Jednak to życie w odległym miasteczku będzie tym kluczowym, gdzie wraz z Ireną pierwsze skrzypce będzie grała Grażynka. Wspaniała dziewczynka, niezwykle radosna i bystra. Chyba nie mogłabym powiedzieć złego słowa na temat tej postaci. Co innego Irena. Dystyngowana, znająca swoje miejsce w społeczeństwie. Jej głównym celem w życiu było złoto. Tak, to ono potrafiło zdziałać cuda w chwili kryzysu, dlatego mając świadomość jak ważne jest jego posiadanie, dążyła do uzupełniania ewentualnych braków. Nie była wylewna, nie okazywała uczuć, była damą. Dama nigdy nie uzewnętrzniała tego co działo się w jej sercu. Grażynka natomiast była jej przeciwieństwem, dobra i uczynna – podobna do ojca, stawiała przed sobą cele.

Będę szczera, czas spędzony w towarzystwie rubinów był świetną podróżą do miejsc odległych w przeszłości. Oczywiście przeplatała się i współczesność, ale dla mnie najciekawsze wątki były związane z Ireną oraz Grażyną.  Tą drugą mianowałam ulubienicą.
Książka jest napisana lekkim językiem przez co praktycznie sama się czyta. Chwilami może i było zbyt słodkawo, przeważnie w rozdziałach dotyczących Adrianny, ale w ogólnym rozrachunku całość oceniam bardzo pozytywnie. Było mi szkoda kiedy dotarłam do zakończenia. Szczerze polecam każdemu kto lubuje się w sagach rodzinnych


Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować wydawnictwu Novae Res.
Książka bierze udział w wyzwaniu 52 książki.





kwietnia 13, 2015

kwietnia 13, 2015

Dom na skraju

Dom na skraju




Mówią, że rodziny nie można sobie wybrać, trzeba akceptować taką jaka jest. Podobnie jest z sąsiadami, wprowadzamy się, rodzimy w miejscach gdzie są różni ludzie. Jedni lepsi, drudzy gorsi. Jedno jest pewne w małym społeczeństwie czy to na wsi, czy na jednej ulicy w miasteczku trzeba potrafić żyć w zgodzie. Gorzej bywa z bliskimi, którzy zdaje się są idealni, tworzą przykład... z pozoru, co jeżeli wszystko jest ułudą? Przez lata wbijane do głowy nauki nie mają pokrycia w rzeczywistości?   Poznajmy historię wielu rodzin mieszkających na ulicy Różanej, gdzie każdy ogródek, każdy kwiat  snuje inną opowieść, kryje tajemnice..
Kasia Bulicz-Kasprzak w najnoszwej odsłonie , czy Rubin okazał się miejscem do którego zechcę jeszcze wrócić?


Kwiaty lubią słuchać, to one potrafią przynieść ukojenie kiedy człowiekowi jest źle. Pielęgnowanie oraz przyglądanie jak z dnia na dzień budzą do życia motywuje oraz sprawia radość. Tak po prostu. Leokadia dzięki swojemu ukochanemu ogrodowi przetrwała najgorszy okres w swoim życiu. Utrata męża była zbyt nagła i w najmniej odpowiednim momencie. Dzięki roślinom zaznała ukojenia, zmysły nie oszalały, zaś ona znalazła receptę na smutki. Nauczyła się rozpoznawać ich potrzeby, dzięki temu efekty były imponujące i napawały dumą.
Marysia po kryjomu wspominała dawną miłość, która mimo tylu lat nie odeszła w zapomnienie. Nie potrafiła z nikim się związać, przeszkodą rzekomo była krytykująca matka, ale czy na pewno?
Życie Marty stanęło na rozdrożu, nie potrafiąc znaleźć miejsca we Wrocławiu wróciła do rodzinnego domu, by złapać oddech, nabrać dystansu.
Będąc matką dwójki dzieci, Karolina nie czuła się spełniona w swoim życiu. To zadanie wydaje się dla niej zbyt trudne. Łapiąc się ostatniej szansy na uratowanie godności spróbuje zawalczyć o siebie samą.
Do miasteczka wraz z mężem "z odzysku" wprowadza się Agata. Zakochując się w mężczyźnie z przeszłością nie była świadoma na co się porywa, jak i czy w ogóle odnajdzie się w nowych okolicznościach?
 O co chodzi mieszkańcom ulicy z tym przesadnym dbaniem o swoje posesje? Chęć zdobycia nagrody jest aż tak wielka, a może chodzi o drugie dno?
Każda kobieta opowiada inną historię swojego życia, ale jest coś co wszystkie łączy miłość.
Z uczuciami jest podobnie jak i z kwiatami. Trzeba odpowiednio zadbać, doglądać i pilnować by nie zaniedbać. Bo wtedy mogą uschnąć i już nigdy nie zakwitnąć...
Jakie tajemnice kryje urokliwa uliczka, co ukrywają ściany domów, jakie zdarzenia zapamiętały kwiaty? Dlaczego po wielu latach nieobecności powraca Wanda, czy jej przybycie będzie niosło konsekwencje? I kto może się obawiać konfrontacji z koleżanką lat młodzieńczych?
O czym wie kot Konstanty i dlaczego nie potrafi pojąć zachowania swojego współlokatora?

Muszę przyznać, że już dawno nie spotkałam się z tyloma postaciami, którzy tak zgrabnie tworzyli spójną całość. Z początku miałam lekkie obawy, że będę myliła, kto jest kim. Na szczęście fabuła została tak zgrabnie poprowadzona, że nie miałam takiej możliwości.  Mieszkańcy Rubinia są zwykłymi ludźmi, mają swoje codzienne troski, ale i również tajemnice, które skrzętnie ukrywane mają nie ujrzeć światła dziennego.
Zajrzałam do wielu domów, zapoznałam się z każdą rodziną, miałam możliwość wczuć się w sytuację starszej kobiety, która uznawana za najzłośliwszą wspaniale radziła sobie z utrapieniem. 
W dość nietypowy sposób okazując swojej córce miłość i troskliwość. Obserwowałam wzorową rodzinę, którą można było mianować idealną. Marta, mająca sposobność przyglądać małżeństwu swoich rodziców próbowała za radą matki naprawiać swoje, w efekcie zostało zakończone rozwodem... Karolina miała wszystko czego pragnęła, niestety macierzyństwo nie wyglądało tak jakby sobie tego życzyła, najnormalniej w świecie nie radząc sobie w tej roli. Chciała zrobić coś z czego byłaby dumna, co wprawiłoby w podziw sąsiadów.  Niestety czasami chęci nie wystarczają, trzeba być sumiennym oraz cierpliwym. Agata i Sylwia. Dwie rywalki, jedna drugiej próbowała "umilić" życie. Gdzie dwóch się bije tam czasem trzeci niewinnie obrywa. 
Najbardziej polubiłam Leokadię, porady starszej pani często bywały tak bardzo trafne i życiowe. Osobiście nie interesuje się ogrodnictwem, nie lubię zajmować  roślinami, ale podczas czytania porad serwowanych przez tą kobietę miałam chęć złapać za szpadel i coś zrobić, sprawdzić swoje umiejętności.
Zagadką był dla mnie Janusz. Przez większą część książki próbowałam rozgryźć tego człowieka. Często drażniły mnie przemyślenia dotyczące córki, która za wszelką cenę chciała nawiązać z nim kontakt.
Ulubieńcem, jakże inaczej stał się kot Konstanty. Indywidualista w każdym calu, patrzący z pogardą na swego żywiciela, zwanego współlokatorem.
Nie będę opisywała każdego z bohaterów, ponieważ każdy jest ważny, odgrywa rolę, która później okaże się kluczowa.

Wiedziałam, że Kasia jest bardzo spostrzegawcza i potrafi dokładnie z detalami wykreować bohaterów. Jednak nie miałam pojęcia, że zastanę tyle wspaniałych spostrzeżeń dotyczących człowieka, który nie tyle się zmienia z biegiem lat, co za sprawą różnych sytuacji wciela w inną rolę, wyzwala w sobie uczucia, które w normalnych okolicznościach nigdy by się nie ukazały. Tęsknota, ból, rozgoryczenie są czynnikami wywołującymi różne zachowania.  Na kartach książki przewinęło się tyle mądrych uwag. Dotyczących zajmowania ogrodem, postępowania z ludźmi. 
Zakończenie zamiast pozostawić z odpowiedziami, wywołało we mnie falę niedowierzania, losy bohaterów zostały tak poplątane, że teraz wręcz nie mogę się doczekać powrotu na ulicę Różaną. Akcja toczy się miarowo z góry wyznaczonym rytmem i tak naprawdę był jeden moment kiedy uśmiałam się do łez z groteski sytuacji, która na dobrą sprawę bardziej była tragiczna niż śmieszna.
Cieszę się, że miałam przyjemność zapoznać się z lekturą tak mądrej książki, wiele razy zatrzymywałam się by zastanowić, by przyznać racje.
Jest coś jeszcze, lokalizacja miasteczka. Nawiązanie do Olszyny, Jeleniej Góry, Zgorzelca czy Bolesławca. Wspaniałe uczucie rozpoznać "swoje" miejsca w tekście. 
Szczerze polecam i wręcz namawiam do zapoznania się z lekturą Domu na skraju, tu każdy odnajdzie coś dla siebie. Z pewnością nikt się nie rozczaruje. Ja natomiast z utęsknieniem oczekuje kolejnego spotkania z mieszkańcami.


Serdecznie dziękuję za książkę z tak piękną dedykacją!:)

Książka bierze udział w wyzwaniu - 52 książki


kwietnia 08, 2015

kwietnia 08, 2015

Tajemnica Bzów

Tajemnica Bzów




Magdalena Kordel chyba większości czytelnikom kojarzy się z powieściami o  życiu, takim z którym każdy z nas codziennie się zmaga. Okraszonymi niesamowitym oraz jedynym w swoim rodzaju poczuciem humoru. Każdy kto wybrał się razem z bohaterami w podróż do Malowniczego pokochał to miejsce i wraz z nimi tam pozostał.
Wydaje mi się, że wszyscy bez wyjątku, nawet Ci zdawałoby się najbardziej stojący na uboczu posiadają mocno zarysowaną osobowość. Właśnie dzięki temu, książki czyta się tak lekko i z radością. Na kartach stron ludzie ożywają, nie są płascy i bez wyrazu. Malownicze staje się pięknym miejscem tętniącym życiem. Każdy dom pisze inną historię. Tym razem czytelnikom będzie dane zapukać do drzwi Leontyny, uroczej starszej pani prowadzącej sklepik z "duszą". Gdzie każda wiekowa rzecz znajdzie swoją przystań, a może i nowy dom. To w zaciszu sklepiku rozpoczniemy swoją podróż w czasie, do miejsc tak odległych, pięknych, ale i chwilami bolesnych.

Malownicze szykuje się do zimy, jesień wielkimi krokami wkroczyła i zawładnęła Sudetami. Pani Leontyna od wielu dni odczuwa dziwny niepokój, z doświadczenia wie, że niebawem coś się wydarzy. Jej ukochany pierścień za każdym razem gdy miała nastąpić zmiana w życiu jej, czy poprzednich właścicieli wysyłał sygnały. I tak teraz kobieta zastanawia się jaką niespodziankę szykuje los. Między czasie do miasteczka przyjeżdża tajemniczy mężczyzna, który oglądając galerie zdjęć okolicy natknął się na starą fotografię pewnej młodej kobiety. Od tej chwili jego kroki zmierzały tylko w jednym kierunku. Wietrzne uliczki miały w sobie pewien urok, lecz  nadchodząca zima każdego mieszkańca miała zaskoczyć czymś zupełnie innym.
Madeline świeżo upieczona piastunka przybranych dzieci ze zgrozą przekonuje się, że życie przybranej matki wcale nie jest takie proste, a przyznanie się do słabości wydaje się być porażką. Krótkie listopadowe dnie, długie wieczory... przybliżą dwie kobiety, które dzieli wiele lat. Wspomnienia przypomną o sobie, zaś długo ukrywane sekrety wyjdą na światło dzienne, ukazując życie Leośki, młodej pięknej dziewczynki, dorastającej nastolatki. Świat widziany w czasach gdy kobiety musiały trzymać się z góry narzuconym ideom, zaś widmo wojny zburzyło to co mogło być najpiękniejszym okresem w życiu wielu młodych Polaków. 
Skryta Leontyna opowie o pierścieniu, który posiada niezwykłe "magiczne" zdolności. Odkryje fragment Lwowa, miejsca wspaniałego dzieciństwa oraz tęsknotę i niewyobrażalnym bólu.

Wiedziałam, że Magdalena Kordel mnie nie zawiedzie. Oczekiwałam kolejnego spotkania z ulubionymi bohaterami, byłam niesamowicie ciekawa historii Leontyny. Jednak nie spodziewałam się tego co zastałam. Malownicze będzie stanowiło tło, ja to nazwałam wytchnieniem przed kolejną podróżą do przeszłości, która wiele razy jawiła się zabawnie, romantycznie, ale i również boleśnie. Cofamy się do czasów sprzed Pierwszej Wojny Światowej, wydarzenia mające miejsce przed i w czasie wybuchu zadecydują o losach dwóch rodzin. Jednak tematem wiodącym będą dziecięce lata Zosi i Ani. Dziewczynki wychowujących się we Lwowie. Ukochani rodzice Stanisław i Marianna nie jeden raz musieli przysłowiowo rwać włosy z głowy widząc poczynania starszej latorośli. Bo z Zosi był niezły ancymonek, mała buntowniczka mająca wiele do powiedzenia, buntująca się temu co zakazane i nakazane. Mimo wszystko potrafiąca rozbroić swoją szczerością i trafnością  postrzegania tego co dookoła.
Czytając wiele razy odnosiłam wrażenie, że spaceruje po ogrodzie wypełnionym zapachem bzów, biegam ulicami Lwowa wraz z niesforną Zośką, przesiaduje w miejscu kategorycznie zabronionym oraz tęsknie za tym co trzeba było zostawić.
W chwili kiedy życie powinno stanąć otworem, ukazując uroki dorastania nad rodziną Zosi oraz wielu innych zapadło widmo wojny. Od tej chwili każdy dzień, godzina stały się na wagę złota. Śmierć oraz strach czaiły się z każdego zakątka, ale nawet w tych najczarniejszych chwilach marzenia toczyły walkę z ciemnością, a zalęknione serca napełniały miłością. Wielu ludzi straciło ukochane osoby, pożegnało tych najbardziej bliskich.
Snuta przez Leontynę opowieść bardzo często była przejmująca, sprawiała, że łzy same płynęły. Jeżeli wydawało mi się, że już żadna historia nie jest wstanie mnie zaskoczyć, byłam w błędzie.  Magdalena Kordel przebiła samą siebie,  tworząc przejmującą powieść, opowiadając dzieje rodzin, które musiały zmierzyć się z radością i smutkiem, z goryczą rozczarowania i porywami miłości. A wszystko owiane słodkim zapachem bzów oraz tajemniczością.  
Historia Leośki poruszyła mnie dogłębnie, długo po odłożeniu książki na półkę nie potrafiłam opanować wzruszenia. Uważam, że jest to najlepsza z dotychczas wydanych pozycji autorki. Tajemnica Bzów jest fenomenalna i cudowna, jestem przekonana, że poruszy serca czytelników.


PREMIERA - 7 Maja 2015

Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować wydawnictwu Znak.
Książka bierze udział w wyzwaniu - 52 książki.



kwietnia 04, 2015

kwietnia 04, 2015

Życzenia świąteczne :)(:

Życzenia świąteczne :)(:

    Kochani!


 Z okazji Świąt Wielkiej Nocy chciałybyśmy wszystkim naszym czytelnikom oraz znajomym złożyć najserdeczniejsze życzenia. Aby dni spędzone w rodzinnym gronie, z przyjaciółmi, bliskimi osobami były pełne radości oraz miłości. Niech atmosfera świąt wypełni każdy zakątek domu:) 




Wesołego królika, co po stole bryka,
spokoju świętego i czasu wolnego, 
życia zabawnego w jaja bogatego
i w ogóle – wszystkiego najlepszego!



                                         Życzą                                     Agnieszka i Wiktoria :)

kwietnia 04, 2015

kwietnia 04, 2015

Wróć, jeśli pamiętasz

Wróć, jeśli pamiętasz

Chcę tylko uciec. Z własnego życia. Ostatnio często się na tym przyłapuję. Nie chcę być martwy. Ani się zabić. Ani zrobić nic podobnie głupiego. Tylko nie mogę się opędzić od myśli, że gdybym się w ogóle nie urodził, nie musiałbym stawiać czoła tym sześćdziesięciu siedmiu dniom; nie stałbym teraz tutaj, tuż po tej dołującej rozmowie...

Od wypadku, który kompletnie odmienił życie Mii, mijają dokładnie trzy lata. Dziewczyna straciła rodziców i brata, a sama postanowiła zostać i żyć. Czemu? Bo kochała Adama, to dla niego wygrała ze śmiercią. Owszem, obudziła się ze śpiączki, ale... postanowiła odejść z życia ukochanego. Niemożliwe? A jednak...

Rzucić nie jest trudno. Trudno jest się zdecydować na rzucenie. Kiedy raz zrobisz ten mentalny krok, reszta jest prosta.


W tej powieści narratorem jest Adam – dorosły już mężczyzna, robiący niesamowitą karierę. Wydawać by się mogło, że wszystko idzie tak jak trzeba, wspiął się na piedestał, jest sławny, rozpoznawalny, ciągle koncertuje i ma dużo pieniędzy. Związał się nawet z jedną z popularnych kobiet, z którą tworzy "szczęśliwy" związek. Ale... po co to wszystko, skoro wciąż myśli o Mii i nie może przestać? Gdzie ona się podziewa, co robi? Czy jest szczęśliwa, może ma męża i dziecko? Koncertuje, czy stała się kurą domową? Jak jej się powodzi? 

Zdaje się, że ostatnio większość konwersacji odbywam sam ze sobą. Biorąc pod uwagę choćby połowę tego, co myślę, tak jest chyba lepiej.


Te wszystkie wątpliwości i pytania powodują, że zachowanie Adama bardzo się zmienia. Mężczyzna staje się aroganckim buntownikiem, którego nic nigdy nie cieszy. Nie potrafi znaleźć pozytywów, które rozświetlają i rozweselają każdy dzień. Stał się gburem, mrukiem, posępną gwiazdką rocka. Nie podoba się to reszcie zespołu, toteż koledzy, z którymi koncertuje odsuwają się od niego i zaczynają go unikać. Nikt tak naprawdę nie zna jego myśli, nie ma zaufanej osoby, której mógłby powiedzieć wszystko, nie potrafi być taki jak kiedyś. Dlaczego go zostawiła? Po co dla niego walczyła, skoro później zdecydowała się odejść?

Dygoczę na całym ciele. Tracę kontrolę. Co z tego, że dzień ma tylko dwadzieścia cztery godziny, skoro czasem przetrwanie nawet jednej wydaje się równie niemożliwe jak wspięcie się na Everest?

Raczej trudno uwierzyć, żeby główny bohater w końcu docenił walory życia. Każda czynność sprawia mu ból, z niczego nie ma satysfakcji, nie potrafi się pozbierać po tym wszystkim. Bardzo łatwo można wywnioskować, że do obecnej towarzyszki życia również nic nie czuje. Stał się pozbawionym uczuć mężczyzną, który tylko odlicza dni do zakończenia trasy koncertowej. 

Twierdzę, że usycham z tęsknoty za odrobiną normalności, ale teraz, kiedy ją mam, jakbym nie wiedział, co z nią począć. Nie potrafię już być normalnym człowiekiem. 

Nagle... przez przypadek na siebie trafiają. Są w tym samym mieście, on decyduje się zrobić ten pierwszy krok. Właściwie nie wiadomo nawet czemu tak robi, ale to po prostu impuls. Ona również go rozpoznaje. O dziwo, jest taka piękna jak kiedyś, a nawet jeszcze piękniejsza. Jednak to nie to samo, nic o sobie nie wiedzą. Stali się znowu dla siebie obcymi ludźmi. Co teraz? Czy ona w ogóle będzie chciała z nim porozmawiać? Rozpozna go? Wyjaśnią sobie tę niezręczną sytuację, która miała miejsce trzy lata temu? Na te pytania znajdziecie odpowiedź gdy przeczytacie książkę. 

Zaczyna do mnie docierać, że istnieje ogromna różnica między wiedzą, że coś się stało – nawet wiedzą, dlaczego się stało – a uwierzeniem, że się wydarzyło.

Znowu jestem pod wrażeniem treści powieści. Pierwsza wzruszyła mnie do tego stopnia, że postanowiłam obejrzeć film. Płakałam podczas czytania. Płakałam podczas oglądania If I stay. Z niecierpliwością czekałam na tę kontynuację. A gdy już miałam ją w swoich rękach... moje serce przepełniła przeogromna radość. Od razu wzięłam się za czytanie, nie chciałam czekać ani chwili dłużej. Usadowiłam się wygodnie w fotelu, zapaliłam lampkę i dokładnie wtedy zaczęła się moja przygoda z Mią i Adamem. 

Więc po prostu pozwoliłem, żeby wszystko się rozsypało, a potem tak po prostu zatrzymało.

Całość przeczytałam w kilka godzin. No cóż, nie potrafiłam się oderwać. Nie liczyło się wtedy dla mnie to, że jestem głodna, chce mi się pić, jak i to, że mogłabym pójść na spacer, bo jest ładna pogoda. Miałam to gdzieś. Ta historia pochłonęła mnie całą, od stóp do głów, od początku do końca. To nic, że była druga w nocy – ja czytałam dalej. Skończyłam z wypiekami na twarzy i łzami w oczach. Takiego biegu spraw w życiu się nie spodziewałam! Doprawdy, nie wiem, jak moje ukochane autorki to robią, że potrafią idealnie wszystko zaplanować, wcielić ten plan w życie i zaskoczyć zakochanego w treści czytelnika. Jednakże, jestem im za to niesamowicie wdzięczna! 

Rzucić nie jest trudno. Trudno jest się zdecydować na rzucenie. Kiedy raz zrobisz ten mentalny krok, reszta jest prosta.

W tej części byłam wściekła na Mię i nie będę tego ukrywała. Jak ona mogła zostawić Adama i myśleć tylko o sobie? Dlaczego to zrobiła? Nie potrafiłam jej kompletnie zrozumieć. A może... nie starałam się tego zrobić? Wszystko zaczynało się zmieniać, gdy poznałam jej uczucia. Był taki moment, gdzie informowała, co nią kierowało i tak naprawdę... dopiero wtedy zrozumiałam jej zachowanie.
Natomiast Adama było mi bardzo szkoda. To, co się stało z tym chłopakiem i jego psychiką było dla mnie nie do ogarnięcia. Kompletnie się zmienił, nie potrafił być tak wspaniały, jak ten, który zauroczył mnie swoim zachowaniem w Zostań, jeśli kochasz. 
Autorka niesamowicie zaskoczyła mnie fabułą. Znowu prosty, lecz nienaganny i uroczy styl pisania, wciągająca historia, genialnie przeprowadzone dialogi i przede wszystkim cytaty, których było pełno! Niesamowita sprawa i niesamowita przygoda. Kochani, tę książkę polecam wszystkim kobietom, bo zdecydowanie jest to historia głównie dla pań. Jeżeli chcecie poczytać, czym jest prawdziwa miłość, zaufanie, szczerość, tęsknota i przeznaczenie, ta pozycja jest dla Was! Zachęcam gorąco!


Odpuścić. Wszyscy mówią o tym, jakby to była najprostsza rzecz na świecie. Odegnij palce jeden po drugim, aż dłoń się otworzy. Ale moja dłoń jest zaciśnięta w pięść od trzech lat; ścierpła w tym uścisku. Cały tak zastygłem. I niedługo stężeję do końca.

Książka pojawiła się na mojej półce dzięki współpracy z Redakcją Essentia. 




kwietnia 01, 2015

kwietnia 01, 2015

Sekret początkiem wielkiej twórczości

Sekret początkiem wielkiej twórczości



Każdy, kto zapoznał się z twórczością Charlotte Bronte, zgodzi się ze mną, że jest to pisarka wielkiej sławy. Przede wszystkim sposób, w jaki operowała piórem, kunszt wykonania powieści jest naprawdę na wysokim poziomie. Podczas czytania trzeba się rozsmakowywać każdym słowem, przegryzać, analizować, by na końcu odczuć radość, że oto dostąpiło się zaszczytu obcowania z tak pięknym słowem pisanym. Bo Charlotte jak dla mnie jest mistrzynią swojej epoki. I chyba nikt nie zajmie tego zaszczytnego miejsca. Nie można też powiedzieć, że lektura Bronte jest łatwa. Tutaj trzeba mieć czas na analizę, przemyślenia i uzmysłowienia tego, co autorka chce przekazać w każdym zdaniu, gdyż siostry Bronte charakteryzują się głębokim przeżywaniem emocji, ubierając w słowa wewnętrzny stan, tak zwany duchowy. Możemy wczuć się w daną sytuację i być świadkiem tego, przez co przechodzili wybrani bohaterowie. Sekret stanowi zbiór opowiadań z najwcześniejszych lat autorki, tak naprawdę dzieciństwa i dorastania w domu u boku brata Branwella. To wraz z nim zostały spisane  przeróżne historie.
Niniejsza pozycja ukazuje czytelnikowi początki przygody z pisaniem Bronte, które były zabawą podczas długich wieczorów spędzanych w domu. Wraz z bratem tworzyli świat, w którym pobudzali do życia bohaterów osadzając ich w różnych sytuacjach. Z własnych obserwacji wyrzeźbiły się w młodym rodzeństwie poglądy na wiele spraw, również i politycznych. Przez lata spisywali sagi, które nigdy nie miała ujrzeć światła dziennego. Z pewnością oboje nie przewidzieli, że przyjdzie czas, gdy każdy fragment wychodzący spod pióra Charlotte będzie cennym nabytkiem.
I tak biorąc do ręki Sekret  rozpoczynamy przygodę z młodą markizą noszącą w sercu ciężar, którym tak naprawdę nie bardzo może się z nikim podzielić. Pewnego dnia sytuacja zostaje postawiona na granicy ryzyka. Zaś młoda mężatka ryzykując własny honor i szczęście, będzie musiała podjąć ważne decyzje, które zaważą na szczęściu nie tylko jej samej, ale i również innych osób. Mając nadzieję na zrozumienie ze strony małżonka uczyni ruch, który będzie obfitował we wstrząsające skutki. Jakie będzie zakończenie i czy skrywany sekret po wielu latach pozostawi cień na małżeństwie?
Z kolei świeżo poślubiona dama mieszkająca w pięknej wiejskiej rezydencji próbuje zrozumieć, dlaczego jej ukochany mąż ograniczył kontakty ze światem zewnętrznym, zaprzestając podróżować wraz z młodą branką do miasta. Jedynie okoliczni pracownicy służą za towarzystwo. Brakuje odpowiedzi na nurtujące coraz bardziej pytania, jaką tajemnicę kryje przystojny małżonek?

Muszę przyznać, że jestem ogromną wielbicielką prozy sióstr Bronte, zaś sama Charlotte jest moją ulubienicą. I wezmę w ciemno wszystko, co napisały kobiety z tego rodu. Byłam zaciekawiona Sekretem, gdyż o opowiadaniach pisanych wraz z bratem czytałam w pozycji opisującej życie Charlotte. Kiedy okazało się, że wydane zostały właśnie TE teksty bardzo się uradowałam. Ponieważ mieć możliwość zapoznania się z najwcześniejszymi zapowiedziami wielkiej sławy jest czymś niesamowitym. Lektura tej pozycji była naprawdę interesującym doświadczeniem. Można dostrzec talent, jakim cechowała się pisarka. Wprawdzie opowiadania są opisane lżejszym językiem, nie potrzeba zbyt wiele czasu na przemyślenia, jednak już można wyczuć potencjał, dzięki któremu zasłynęła Charlotte Bronte, Osobiście nie jestem wielką fanką opowiadań, krótka forma nie do końca do mnie przemawia, jednak w tym przypadku nie mogę się do niczego przyczepić. Jedynie do faktu, że jest ich tak mało i nie mogłam nacieszyć się światem, który został stworzony w tak młodych latach wspólnie z bratem. Na uwagę zasługują bohaterowie, niezwykle wyraziści oraz mający konkretnie zarysowane cechy osobowości. Klimat każdego opowiadania owiany był tajemnicą oraz czymś jeszcze, co jest charakterystyczne dla rodzeństwa Bronte.
Uważam, że Sekret powinien znaleźć się w biblioteczce każdego fana autorki, ponieważ książka ta jest wstępem do tych, które uznawane są za najważniejsze w dorobku.


Chciałabym móc powiedzieć, że każdy, kto sięgnie po Sekret, nie będzie się czuł rozczarowany. Ten typ literatury trzeba po prostu kochać i być fanem prozy w najpiękniejszym wydaniu. Sięgając po wybrane pozycje, należy być pewnym, że po przeczytaniu wryją się w naszą pamięć na długo. Nie zostaną zapomniane ani nie będzie można powiedzieć, że było tak sobie. Styl Bronte ma w sobie coś niesamowitego. I jeżeli poddacie się temu urokowi, zostanie z wami już na zawsze.

Tekst stanowi oficjalną recenzje na stronie redakcji Essentia

Książka bierze udział w wyzwaniu - 52 książki. 

Copyright © Niekończące się marzenia , Blogger