Apteka marzeń

źródło


Gdy dowiedziałam się, że mogę przedpremierowo przeczytać najnowszą książkę Pani Nataszy Sochy, nie zastanawiałam się, o czym będzie, po prostu zdecydowałam się w ciemno. Bo i nad czym? W końcu jest jedną z moich ulubionych autorek. I wszystko było super, dopóki nie rozpoczęłam czytania...

Pierwsze strony i nagle... nagle zrozumiałam, o czym będzie, jaki temat poruszyła autorka. I pierwszy raz w życiu przerwałam czytanie po dwudziestu stronach. Nie dlatego, że coś było źle, że treść beznadziejna. Po prostu odżyły moje wspomnienia i w chwili czytania poczułam ten sam lęk, który towarzyszył mi jeszcze kilka miesięcy temu. Nie chciałam o tym czytać, nie chciałam od nowa przeżywać tego strachu i zastanawiać „co by było, gdyby”, gdybym nie miała tyle szczęścia w swoim nieszczęściu. Gdyby moje wyniki nie okazały się na tyle łaskawe. Bo są takie sytuacje, kiedy jest większe i mniejsze zło. W moim przypadku skończyło się „tylko” na wycięciu. Jednak do dziś zmagam się ze strachem, jaki towarzyszył przez kilkanaście koszmarnych dni. Dni, w których strach, rozpacz, złość mieszały ze sobą. I nic ani nikt nie potrafił nad tym zapanować. I ja tych dni nigdy nie zapomnę. Teraz miałam przeczytać książkę o ludziach, którym aż tak się nie poszczęściło...

Idziemy, biegniemy do przodu. Wstajemy do pracy, szkoły czy na wyprawę do parku zabaw dla dzieci. Zdarza się nam poczuć źle, w końcu to nic takiego. Nawet dzieci miewają swoje gorsze dni. I Ola też takie miała. Rozbolały nóżki, plecki, brzuszek. Kogo nie bolał brzuszek? Przecież nie można z każdym bólem biec do lekarza. Nie trzeba prawda? Dzieci nie chorują, a tym bardziej nie na straszne choroby.

Magdzie wydawało się, że słowa lekarza nie docierają do jej mózgu. Nie są kierowane w jej stronę, nie o jej malutkiej córeczce, którą tylko pobolewał brzuszek. Natłok informacji zlał się w jedną całość. I uwierzcie mi, ja doskonale wiem, jakie to uczucie zablokowania. Niedopuszczania tego, co właśnie padło z ust lekarza. I w chwili, gdy człowiek wyobraża sobie, że nic już gorszego nie padnie, nagle pojawia się On, ten, który nigdy nie czeka — czas. Mający w zwyczaju ignorowanie błagań tych, którym zostało go bardzo mało.

Bycie nastolatką nie jest łatwe, a jeśli dojdzie do tego nagła i niespodziewana informacja o posiadaniu nowego członka rodziny, znacznie utrudnia ten etap. Burzy hormonów, huśtawki nastrojów i całej reszty.

Karolina nie chciała być dziewczyną, zawsze interesowało ją to, co męskie. No ale los zadecydował inaczej. Teraz wprawdzie, nagle poczuła budzącą się w niej kobietę. Nadeszła pora na pierwsze zmiany, również w garderobie.

Życie lubi płatać figle, nie pytając o wiek, marzenia i plany na następny rok. Nawet na jutro. Nagle spada decyzja, że od teraz będzie zupełnie inaczej. I można się z tym zgadzać albo i nie.

Szpitale łączą ludzi i tych im towarzyszącym. Co najdziwniejsze, oni, ci, którym świat nagle się zawalił, są twardzi. Walczą dzielnie, pocieszając zdrowych. Nie bojących się mówić o ewentualnym niepowodzeniu w wyścigu po to, co najcenniejsze.

Karolina i Ola z pewnością nigdy by się nie spotkały. W normalnym życiu — tak większość może to nazwać. Gdzieś wśród ludzi, panuje niepisany podział. My normalni zdrowi, Oni — chorzy. Od których często się ucieka. Dlaczego? Bo strach blokuje normalne instynkty? Czy raczej nieświadomość, że większość z nas, może się tam „u nich,” spotkać?

Dwie dziewczynki, sporo lat różnicy, a jednak łapiące nic porozumienia. Każda toczy własną walkę, czy tam na mecie, spotkają się razem? I czym tak naprawdę jest zwycięstwo?





"Do wszystkich kobiet mających dylemat, czy lepasza jest na piance kawy rozetka, czy może serduszko. Do wszystkich ludzi, których denerwuje padający deszcz, zbyt głośno szeleszcząca gazeta czy też spóźniający się tramwaj. Do tych, którzy kłócą się o nic. Lub o włosy kota na poduszce. O smak rosołu. 
Raz jeden w życiu przejdźcie się korytarzem szpitala onkologicznego. Oddział dziecięcy.
Raz jeden..."



 Apteka marzeń była najtrudniejszą lekturą w moim czytelniczym dorobku. Potrzebowałam sporo czasu, by powrócić do czytania. Zmierzyć z ukazanymi historiami. I ja zdaję sobie sprawę, że podobnych tytułów, na rynku wydawniczym już jest kilka. Jednak jestem przekonana, że nie takich jak ta.

Tę książkę czyta się, uśmiechając przez łzy. U mnie ciągle coś siedziało w gardle i za nic nie chciało odpuścić, nawet podczas zabawnych sytuacji.

Bo tutaj nasi dzielni bohaterowie nie uderzają w rozpacz. Upadają, ale podnoszą się i walczą. Zdają sobie sprawę, z siły ich przeciwnika, mimo wszystko nie dając za wygraną.

Jest to również opowieść o tych, którzy stoją obok. Bezradnie przyglądają się zmaganiom tych dzielnych wojowników. Matki albo jak się nazywają onkomatki. Te, które nie płaczą, zawsze mają uśmiech na twarzy. Chodzące w niewidzialnych zbrojach. Funkcjonujące na dwa domy. Ten w szpitalu i ten, z rodziną, czekającą na powrót. Koniec koszmaru. W końcu każdy koszmar kiedyś się kończy...

Trudno jest oceniać książkę, poruszającą tak poważną tematykę. Niemniej uważam, że Pani Natasza Socha, zrobiła kawał świetnej roboty. I chociaż sama odebrałam ukazane opowieści bardzo osobiście, przeżywając bardziej, niż bym sobie tego życzyła. To jestem przekonana, że każdy, ale to każdy sięgający po Aptekę, zmieni swoje nastawienie, może zdecyduje się pomóc potrzebującym. Rejestrując do oddania szpiku, bo to naprawdę nie boli, a może uratować komuś życie. Pamiętajmy, że dziś to może być tylko historia na kartkach papieru, ale nie mamy pewności tego, co szykuje dla nas jutro. Nie bądźmy głusi i nieczuli na wołanie o pomoc. My widzimy „kolejną prośbę o pomoc”, „Oni” zastanawiają się, czy ta brutalna loteria okaże się łaskawa.

Cóż mogę jeszcze napisać, polecam Aptekę marzeń z całego mojego czarnego serduszka.



Data premiery -  13 września 2017




 Za możliwosć przeczytania ksiażki, dziękuję autorce.




9 komentarzy :

  1. Dla mnie niestety los nie był łaskawy i do dziś nie jest. Choć wiem, że lektura książki nie będzie łatwa bardzo chcę ja przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja niestety się nie skusze. Tematycznie ciężka lektura, a ja unikam takich historii. W realu ich nie brakuje.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja również mogę sięgać w ciemno po twórczość tej autorki, a tematyka "Apteki marzeń" na pewno mocno uderzy także we mnie, bo to wstrętne choróbsko dotknęło także wiele mi bliskich osób...

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie dziwię się, że książka wywołała w Tobie aż tak wielkie emocję, gdyż przeżyłaś podobną sytuację i to jest zrozumiałe. Moja najbliższa mi ciocia zachorowała na raka i pamiętam z jakim strachem mierzyła się każdego dnia. Zresztą nadal żyje w niepokoju o jutrzejszy dzień. Przeczytam powyższą pozycję, ze względu na to, iż takie historie uświadamiają mi jak wiele dobrego w swoim życiu mam i jak wiele z tego nie doceniam. To niezapomniana lekcja pokory.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ależ to musi być emocjonująca książka. Muszę ją koniecznie przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja lubię takie tematy, choć nieczęsto po nie sięgam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziwnie to zabrzmi, ale uwielbiam takie trudne książki, które poruszają we mnie pewną strunę strachu, niepokoju... Ponadto, Socha pisze tak lekko, tak miło, że tym bardziej chcę przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Niełatwa lektura, ale mam ochotę się z nią zmierzyć.

    OdpowiedzUsuń
  9. W takim razie zapamiętuję ją i muszę koniecznie ją poznać.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © Niekończące się Marzenia - kobiety o literaturze . Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka