stycznia 16, 2016

stycznia 16, 2016

Mały książę - w nowej wersji

Mały książę - w nowej wersji


O "Małym Księciu" słyszał każdy. Nie chcę nawet myśleć, że jest osoba która nie zaznajomiła się z tą książką, że nie odkryła jej fenomenu. No oczywiście poza kategorią dzieci i młodzieży. Małego księcia należy zrozumieć, więc i wiek musi być odpowiedni. Ja swoją miłość do tej historii odkryłam w gimnazjum, kiedy to w szkole MUSIELIŚMY przeczytać. Nie miałam pojęcia czym jest owa pozycja, kim jest autor o tak trudnym nazwisku. Jednak kiedy zaczęłam czytać i gdy poznałam ukochanego liska...Przepadłam.
Dzisiaj chciałam Wam kochani przedstawić nową wersję i jak dla mnie bardzo ciekawie zrobioną, z rozszerzoną rzeczywistością.  Wydawnictwo Galaktyka     pokusiło się o świetne wnętrze, które dzięki interaktywnej aplikacji może zabrać czytelnika do świata Małego Księcia.

Warunkiem korzystania z aplikacji jest posiadanie telefonu bądź tabletu z androidem wersji 4.2. Niestety te starsze sobie nie poradzą i to jest taki spory mankament, bo nie każdy smatfon spełnia warunki. Sama przez jakiś czas nie mogłam skorzystać z tej świetnej funkcji, na szczęście w planach była zmiana telefonu i dzięki temu mogłam swobodnie wejść w ten piękny świat. 
W książce zawarte są wszelkie instrukcje w jaki sposób zainstalować i posługiwać aplikacją. Dla zainteresowanych zapraszam na stronę Tutaj.



Ogólnie książka została bardzo solidnie i estetycznie wydana. Twarda oprawa, kredowy papier oraz piękne ilustracje. Nawet jeżeli jeszcze nie możecie korzystać z funkcji 3D, to i tak czytanie będzie samą przyjemnością. A kiedy już rozpoczniecie przygodę w wirtualnym świecie, nie będziecie potrafili się od niego oderwać. Bo to nie tylko obrazy wyłaniające się poza karty stron, ale również klimatyczna muzyka. Zabawa i gry z postaciami tej wspaniałej książki. Efekty na żywo są tak piękne, no wręcz nie potrafiłam się napatrzyć, za każdym razem wpadałam w ten sam zachwyt.

Zdjęcia niestety nie oddają tego, co można zobaczyć podczas uruchomienia aplikacji. Oczywiście nie każda strona może nas przenieść do wersji 3d.  Na szczęście zostały one oznaczone w górnym rogu czerwoną różyczką, po przeskanowaniu automatycznie zostaje ukazany obraz w przestrzeni oraz dźwięki. Jak widać na zdjęciu, można dzięki "łapce" poruszać wybranymi postaciami czy rzeczami. Sprawia to wrażenie jakby ożywały na naszych oczach. 


Mogłabym tak bardzo długo wymieniać zalety oraz wygłaszać peany pochwalne na temat odświeżonego Księcia, jednak nie będę. Wydaje mi się,że każdy powinien sam krok po kroku odkryć te wspaniałości. Osobiście nigdy nie byłam za wrzucaniem do technologii czegoś co podbiło świat o wiele wcześniej..., ale tutaj naprawdę jestem na ogromne TAK.  Z początku troszkę się obawiałam, ale nie. Nie poczułam się rozczarowana. 
Skoro już jesteśmy przy temacie Małego Księcia. Chciałabym bardzo polecić bajkę - dla tych, którzy jeszcze nie mieli okazji zobaczyć. Mam nadzieje,że zachwycicie się tak samo jak i ja. Przepiękna muzyka Hansa Zimmera, ale nie tylko jego. Całość, wykonanie, ten przekaz. No podbiła moje serce. Wzruszałam się wiele razy i no cóż mogę powiedzieć? Kocham Małego Księcia!

Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować wydawnictwu Galaktyka.

stycznia 07, 2016

stycznia 07, 2016

Serce ze szkła

Serce ze szkła

Nowy rok, nowe postanowienia, marzenia, cele i dni. Jednak, niektóre rzeczy pozostaną stare. Tak jak ja (nie zamierzam się zmieniać) i czytanie egzemplarzy recenzenckich. I oto jest – moja pierwsza książka przeczytana w tym roku, która czekała jakiś czas na tę recenzję. Jaka była i czy warto? Zapraszam!

Główną bohaterką jest Juli – młoda córka pisarza. Dziewczyna nie jest szczęśliwa, gdy tata prosi ją, by spędziła razem z nim zimową przerwę świąteczną na wyspie Martha's Vineyard. Jej niecodziennym zadaniem ma być rozweselenie Davida – syna pracodawcy ojca Juli, którego narzeczona niedawno spadła z klifu. Po przybyciu na miejsce, dziewczyna odczuwa dziwną atmosferę i spotyka niesamowicie zamkniętego w sobie Davida. Smutny chłopak traktuje ją chłodno, ale ona mimo wszystko jest nim zafascynowana. Wkrótce Juli odkrywa, że narzeczona Davida nie jest jedyną kobietą, która zginęła w ten sposób, a wszystko podobno za sprawą dziewiętnastowiecznej klątwy, która skłania młode kobiety do rzucenia się w morską otchłań. Wkrótce Juli zaczyna słyszeć głosy i przestaje odróżniać, co jest prawdą, a co iluzją stworzoną w jej głowie. Jednak ogromne niebezpieczeństwo czeka na nią wtedy, gdy zakocha się w Davidzie. Co się stanie i czy klątwa rzeczywiście istnieje? Dlaczego nagle Juli przestaje logicznie myśleć? 

Muszę się Wam przyznać, że ta pozycja zawładnęła całym moim światem i pochłonęła mnie do tego stopnia, że zarwałam dwie nocki. Nie wiem czemu, ale czułam, jakbym była częścią fabuły, tak bardzo wdrożyłam się w akcję i tajemniczą klątwę, że zaczęłam nawet kląć pod nosem, gdy Juli popełniała błędy. Ja i Serce ze szkła w pewnym momencie byłyśmy jednością, nie potrafiłam się od niej oderwać, a gdy już musiałam, ciągle myślałam o tym, co stanie się na kolejnych stronicach tejże pozycji. A najlepsze w tym wszystkim i tak było to, że akcja rozgrywała się zupełnie inaczej, niż przypuszczałam. Za każdym razem byłam niesamowicie zszokowana tym, co działo się w świecie bohaterów. Świecie, który z biegiem czasu i stron, stał się również po części moim światem. 

Już zacieram rączki na myśl, że lada chwila pojawi się kontynuacja. Naprawdę! Nie mogę się doczekać, by dowiedzieć się, co stanie się dalej. Autorka sprawiła, że chce się tylko więcej i więcej. Okrutna była tylko w tym, że w takim momencie zakończyła pierwszy tom, ale ma to też swój niesamowity urok – jeszcze bardziej pragnie się trzymać w dłoniach kolejną część. Nie pozostaje mi więc nic innego, jak tylko polecić Wam bardzo gorąco zapoznanie się z historią Juli, Davida i tajemniczej klątwy. Mam nadzieję, że spodoba się Wam tak bardzo, jak mnie. No i oczywiście liczę, że razem z niecierpliwością będziemy czekać na kontynuację. 

stycznia 03, 2016

stycznia 03, 2016

Pan Darcy nie żyje

Pan Darcy nie żyje



Na temat książki Magdaleny Knedler, zrobiło się bardzo szumnie na długo przed premierą. I szczerze muszę przyznać, kiedy wyszła zapowiedź powyższego tytułu nie czułam się nim zainteresowana. Sama nie wiem dlaczego. Po prostu spojrzałam na okładkę, nietypowy opis i poczułam "Nie", skoro nie, no to nie. Czas mijał, niczym grzybki po deszczu wyrastały, a raczej pojawiały się dookoła pozytywne recenzje. Zdecydowałam się przeczytać jedną z nich i nagle się okazało, że ja jednak chcę,  i co gorsza MUSZĘ TERAZ przeczytać. Książeczka dotarła, odczekała swoje i ... ?


Kto z nas nie słyszał o Dumie i uprzedzeniu ? Chyba nie ma osoby, która by nie uległa urokowi powieści, która stała się ponadczasowa. Jane Austen, to nazwisko nie jest nikomu obce. I chociaż w adaptacjach filmowych można już niemalże "przebierać", to jak widać pomysły się nie kończą.  
Tym sposobem trafiamy wraz z naszymi bohaterami na plan filmowy, gdzie jeden z dość sławnych producentów postanowił odświeżyć znaną historię, a nawet pokusić się pójść o krok dalej i zawalczyć o największe nagrody. Bo przecież nikt nie jest niezastąpiony... 

Do obsady zostali wybrani różni aktorzy, jedni trafieni tak zwanym strzałem w dziesiątkę, drudzy budzący sprzeczne uczucia. Taką postacią był nie mniej, nie więcej, jak sam odtwórca najważniejszej roli, Peter Murphy. Według większości mężczyzna nie nadawał się by wcielić w tego, który złamał nie jedno kobiece serce. 
Niestety Pan Darcy nie zdąży na kolejne podbicie serc, nie dowie się czy przekonał do siebie widzów.. Umiera w dziwnych i dosyć podejrzanych okolicznościach. Czy śmierć aktora tak bardzo nielubianego była czystym wypadkiem, czy zaplanowanym morderstwem?  
Wieść o śmierci na planie filmu rozbiegnie się bardzo szybko, co gorsza zawiśnie czarna chmura w postaci wstrzymania dalszej produkcji. 
Współpracownicy, pozostały skład obsady automatycznie stają się podejrzani, zaczyna się walka o przetrwanie, oczyszczenie własnego imienia od potencjalnych zarzutów, a co za tym idzie, roi się od intryg i spisków.  

Będę szczera, książka bardzo przypadła mi do gustu. Nietypowa konstrukcja, zaskakująca akcja. Ani przez chwilę nie poczułam się znudzona, wręcz przeciwnie. Każdy wątek, postać zdawały być się ważnymi fragmentami całości układanki. Było sporo humoru, tajemnic, a wszystko na naprawdę bardzo wysokim poziomie. 
Sami bohaterowie, nie potrafiłam wyczuć kto jaką rolę odgrywa, kto jest szczery, a kto ma za uszami. Do ostatnich stron autorka pozostawia czytelnika w niewiedzy. Jakbym miała się zastanowić kogo najbardziej polubiłam, to chyba byłaby oryginalna para, nie lubiących się ludzi Zoe i Jack.  Ależ ta dwójka intryguje, ona od samego początku, on od momentu nieszczęsnego wypadku. 
Jednak w książce, jak wspomniałam wcześniej, każda z postaci jest bardzo charakterystyczna o mocno zarysowanej osobowości. Nie mogłabym się przyczepić absolutnie do nikogo. No chyba tylko się przyznać, że sama nie polubiłam Petera, nieszczęśnika, który nie zdążył odegrać być może najważniejszej roli w swoim życiu. 
Każda strona, każde zdanie odzwierciedla wspaniały styl autorki, który powinien spodobać się wielu czytelnikom. Ja z pewnością będę wyczekiwała kolejnej pozycji pani Knedler, zaś Pan Darcy nie żyje serdecznie polecam, na pewno nikt się nie rozczaruje. 

Książka bierze udział w wyzwaniu 52 książki/2016.
Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować wydawnictwu Czwarta strona. 


grudnia 29, 2015

grudnia 29, 2015

Podsumowanie czytelniczego roku

Podsumowanie czytelniczego roku
Tak się jakoś dzieje, że przed zakończeniem każdego roku, robię podsumowanie tego mojego czytelniczego. I tak patrząc wstecz, muszę ze smutkiem przyznać, że bardzo mało przeczytałam. Może to dlatego, że sporo się działo w życiu poza blogowym, może nie potrafiłam tego jakoś sobie poukładać. Finał jest taki, że wynik wcale mnie nie zadowala. Nic to, mówi się trudno i żyje. Ważne,że książki dalej są i będą moim sensem istnienia:) 

Jako, że wstęp musiał jakiś być, możemy przejść do zestawień. I o ile pamiętam w roku 2014 obyło się bez wielkich rozczarowań i waleniem głową o ścianę, tak w 2015... ekhmm, no kochani. Kto pamiętam na co narzekałam? :))))) Tak, wierni bywalcy już chyba wiedzą o czym wspomnę, co wymienię w czołówce tych naj naj złych;)  Będę też chwalić, będę odkrywać. A więc? Do dzieła! Zamykamy rok!!! :) 


Rok 2015 jawił się zamykaniem rozpoczętych serii i tak musiałam w moim zestawieniu wprowadzić nowy "moduł"  



1.  ZAKOŃCZONE SERIE 


  KRONIKI CZERWONEJ PUSTYNI


Kroniki zawiodły mnie i to bardzo brutalnie, rzekłabym, że to było wręcz niehumanitarne.  Po mocnym i naprawdę świetnym pierwszym tomie, czułam się podekscytowana kolejnymi dwoma. A tutaj co? Do tej pory pamiętam te męki podczas czytania Dzikiego serca. Boże Wszechmogący, to było katastrofą. Myślałam, że nigdy nie dobrnę do końca, a jeszcze na dnie świadomości fruwała wieść o czekającym trzecim. 
Niestety, Moira Young zwiodła mnie. Bardzo. Nie myślałam, że autor może zepsuć coś, co tak wspaniale się zapowiadało. Szkoda.  


 TRYLOGIA NIEZGODNA
  

Zastanawiałam się, którą z wyżej wymienionych trylogii mam podać jako największe rozczarowanie. Bo Niezgodna była dla mnie totalnym nieporozumieniem. O ile pierwsza część jawiła się świetnie, zaostrzyła apetyt na dalsze wydarzenia, tak później? Później było już tylko gorzej. Autorka jak dla mnie zakpiła sobie z czytelników. Stworzyła namieszaną fabułę, bohaterom urządziła pranie mózgu, do tego stopnia, że nie mogłam ich zdzierżyć.  Tris, Boże! No sceny z nią doprowadzały mnie, nie powiem do czego. Dlaczego? Dlaczego musiało tak się stać z ciekawie zaczętą serią? Smutne. 

SERIA WODOSPADY CIENIA 

Z Wodospadami przeżywałam wiele skrajnych uczuć, chwilami denerwował mnie sposób w jaki autorka zwodziła czytelnika, z drugiej strony niesamowicie zżyłam się z tymi wszystkimi postaciami i na swój sposób bardzo polubiłam. Ogólnie wczułam w klimat wodospadów.  Dlatego czasem chciałam przerwać, ale później okazywało się, że jednak już jest lepiej więc czytałam dalej, aż dotrwałam do końca. W ogólnym rozrachunku, seria na plus. Tylko skierowana do młodszych czytelników. Ja naprawdę jestem już na pewien rodzaj młodzieżówek za stara..;))


 Na koniec, najlepsza z zakończonych serii: 

SPOD FLAGI MAGII


O Malice pisałam, oj pisałam i zachwycałam się. O jej wspaniałym ironicznym poczuciu humoru, o złośliwościach. Jedyna trylogia, którą całą przeczytałam w formie ebook, którą pokochałam i z łezką w oczach rozstawałam. Tak, Iga Wiśniewska podbiła moje serce przygodami tej jedynej w swoim rodzaju dziewczynie. Zmieniała się na oczach czytelnika, całość się przeobrażała i kurcze. Podobało mi się to! Musi ktoś kiedyś wydać w formie papierowej, albo ja sama wydam sobie! :) 


2. ULUBIEŃCY ROKU 2015 




Niepokorne, wciąż królują na mojej czytelniczej półce. Po wspaniałej Elizie przyszła pora na Klarę. Kolejny raz przepadłam. Kolejny raz nie potrafiłam oderwać się od stron. Zachwycając się stylem autorki, sposobem w jaki prowadziła czytelnika po fabule. Coś wspaniałego. Czytałam i czytałam i nie chciałam kończyć. Rozstawać się na kolejny długi okres z bohaterkami, które tak bardzo polubiłam, podziwiałam. Którym tak kibicowałam, przeżywałam ich rozterki.  
Wyczekuję Judyty, równocześnie mam świadomość, że to będzie już koniec. Rozstanę się nie na jakiś czas, ale tak zupełnie. I nie chcę, nie chcę żeby Niepokorne tak szybko się zakończyły. Jak żyć?
Jeżeli ktoś jeszcze nie czytał, nie zastanawiajcie się. Nie ma nad czym. Tutaj należy zasiąść i zatopić się w lekturze dwóch już wydanych. Jest to piękna trylogia. Cudownie napisane i pięknie wydane!! 





Tajemnica Bzów, książka za sprawą której miałam nie tylko zarwany wieczór i noc, ale i również przepłakaną. Losy jednej z ulubionych mieszkanek Malowniczego, zostały ukazane w taki sposób, że na te kilka godzin przeniosłam się do Lwowa, a wcześniej jeszcze do innych pięknych miejsc, w których przyglądałam się życiu wielu rodzinom. By później być świadkiem dorastania tej najważniejszej, tej która miała marzenia, która kochała, i która tak wiele wycierpiała. 
Kto nie ma jeszcze przed sobą lekturą z tą częścią Malowniczego, musi wiedzieć jedno. Bez chusteczek nie ma co siadać do czytania. Mnie nie miał kto uprzedzić i jak zwykle musiałam liczyć na wsparcie niezawodnego rękawa....  






Pojedynek. Niezwyciężona,  No i wpadłam niczym śliwka w kompot. Zabierając się za kolejną serię, a obiecałam sobie, że to już koniec, że nie będę i koniec.  Niestety, nie udało się. Jeszcze była nadzieja, że treść nie spodoba się i później bez wyrzutów sumienia zrezygnuje. Nic z tego.  Pierwszy tom niezwyciężonej wdarł się do mojego serca brutalnie i bez pytania. Narobił szumu, hałasu, doprowadził do emocjonalnej rewolucji i pozostawił w momencie gdy chciałam wiedzieć już, teraz natychmiast CO DALEJ ??? 

Nie miałam pojęcia, że tak bardzo wciągnę się w historię jaką ukazała autorka, co gorsza przez długi czas nie potrafiłam pogodzić się ze świadomością, że nie mam w posiadaniu kolejnej książki. Jeszcze troszkę, jeszcze troszkę. Wytrzymam, chyba..;)







3. ODKRYCIA ROKU 2015  - czyli nowi autorzy w biblioteczce. 






Iwona Banach,  ze swoim Lokatorem do wynajęcia, podbiła moje czytelnicze gusta genialnym humorem, tym czarnym oczywiście, świetną interpretacją ludzkich zachowań, przede wszystkim niesamowitą ironią i po prostu tego czegoś co sprawiło, że nie mogłam oderwać się od stron. Śmiałam się w głos, Lokator czy Utopce, obie książki okazały się strzałem w dziesiątkę. Bardzo przyjemnie spędziłam czas w towarzystwie powyższych tytułów, ze smutkiem rozstawałam się z bohaterami i po prostu aż szkoda mi było, że nie ma kolejnej nowości. Na pocieszenie mogę sobie otworzyć wybrane fragmenty i poczytać w celu odzyskania humoru.  Bo książki tej autorki to świetny sposób na chandrę, smutki i złości. Tutaj czas płynie zupełnie inaczej, pod znakiem ciągłego śmiechu:)





Krystyna Mirek, dała się poznać z jak najlepszej strony. Z wielką obawą zasiadałam do Podarunku, troszkę się martwiłam, że autorka została przereklamowana, a ja znowu poczuje się rozczarowana. Na szczęście, ku mojej ogromnej radości już od samego początku było świetnie, a później jeszcze lepiej!  Autorka zachwyciła mnie swoim talentem, trafnymi spostrzeżeniami i przede wszystkim mądrością życiową, którą tak świetnie potrafiła wykorzystać w książce. Coś niesamowitego. Jestem jak najbardziej na tak. Będe musiała zaopatrzyć się w inne tytuły pani Mirek :)
Bardzo lubię poznać nowych autorów, jeszcze bardziej lubię gdy okazuje się, że to nasz rodzimy, z którego powinniśmy czuć się dumni. Pani Krystyna Mirek jak najbardziej zalicza się do tej grupy.





Natasza Socha, Rosołem z kury wprawiła mnie w osłupienie. Świetna,  bardzo mocna książka. Błędem jest myślenie kobiet, które słysząc do czego nawiązuje mówią " mnie to jeszcze nie dotyczy" już to jest złe. On nigdy nie ma Ciebie dotyczyć, a dzięki tej książce możesz zapobiec temu, co spotkało nie tylko bohaterki, ale i wiele innych kobiet, których przykłady znajdziecie w rosole.   Wydaje mi się, że ten tytuł powinien być serwowany każdej pannie młodej w prezencie. Naprawdę, jako poradnik CZEGO NIE ROBIĆ :)  Autorka pisze bardzo ciekawie, bardzo zabawnie, chwilami brutalnie szczerze. I to wszystko tak ciekawie ubrane, że nic tylko czytać i wyciągać wnioski.
Będę musiała zaopatrzyć się w porządny regał, ponieważ mam dużo zaległych tytułów do nadrobienia.
Polscy autorzy górą! Jakież to wspaniałe:))






4. ROZCZAROWANIA ROKU 2015  


Colleen Hoover,  Maybe someday.... Do tej pory nie mogę przeżyć, że autorka tak bardzo mnie rozczarowała, że szykowałam się na coś wspaniałego, a otrzymałam co? No nic. No totalnie nic. Przegadane, naciągane i po prostu przelane na papier mrzonki jakiejś nastolatki, która w przypływie nie powiem czego wkręciła sobie, że idealny facet może być taki jak ten Ridge.  Boże i jeszcze te ich analizy psychologiczne. Nie, niee nieee.
To było tak bardzo naciągnięte, że aż nie mogłam sobie poradzić z nadmiarem wszystkiego co zaserwowała moja ulubiona autorka.
Udam, że tej książki nie czytałam, że nie wydałam na nią własnych ciężko zarobionych pieniędzy, że nie czekałam i ogólnie, nie wydarzyło się nic co związane jest z tym wytworem;)
Dla mojego własnego dobra....







Rachel van Dyken, kobieto! Coś ty uczyniła?? Dlaczego, no dlaczego mój Toxic, na który tyle czekałam, za którym wyglądałam niczym za pierwszą gwiazdką wigilijną, okazał się czymś tak  bezsensu, tak bardzo pozbawionym emocji? Dlaczego historia Gabe'a musiała zostać tak płytko skonstruowana, zwłaszcza związek z księżniczką, że o chwili jej śmierci nie wspomnę. To było tak bardzo spłycone, tak wyzute z tego co powinno wgnieść w fotel, zatrzymać dech na kilka sekund. A co było? To wkurzające zagryzanie japy i oblizywanie! Bożee miej nade mną litość, bo nie uniosę.
Przykro przykro. Był potencjał, bo był i gdzieś sobie poszedł, gdzieś nie wiadomo gdzie :(







Rainbow Rowell,  ze swoim FanGirl w sposób wręcz mistrzowski usypiała mnie każdego dnia, przy żadnej, normalnie przy żadnej książce nie odpływałam tak często myślami. To było po prostu niesamowite. Książka po to by wynudzić. Zero akcji, zero emocji. Nic się nie dzieje, już chyba wyścig dwóch ślimaków byłby o wiele bardziej emocjonujący.
FanGirl okazało się czymś tak beznadziejnym, że nawet nie potrafiłam tego porządnie skrytykować. Bo też i z braku jakichkolwiek wrażeń oklapły moje skrzydełka, mózg wpadł w stan uśpienia i miał po prostu gdzieś opiniowanie tego wytworu. Brawo droga autorko. Właśnie zostałaś nominowana do nagrody zgniłej książki za nudeeeee. Totalny, wręcz epicki niewypał literacki.







5. DNA ROKU 2015 




Gail McHUGH, Collide.  Czyli coś, przez co chciałam płakać z rozpaczy, walić głową o ścianę, wywalić książkę przez okno, ale najpierw się troszkę nad nią popastwić, tak jak to uczyniła ze mną autorka tej szmiry. Boże, Jezusie Nazarejski i Wszyscy Święci!
Ale jak? Naprawdę? Dlaczego do mózgów kobiet, albo czym one tam mają wypchane głowy wpadają pomysły do wymyślania czegoś tak okrutnie pustego i debilnego. Wybaczcie fani, nie umiem tego inaczej nazwać. Bohaterzy --> Kretynki i debile. Ja nie wiem w którym miejscu tam jest coś fajnego. Widać byłam w czarnej dziurze i nie mam pojęcia o miłości, namiętności, i w ogóle to seks jest mi obcy, bo tak naprawdę nie mam pojęcia o co w nim chodzi. A jak już się zwierzam, to jestem dziewicą. Tak, tak jestem dziewicą.  Serio. Collide pozbawiła mnie wszystkiego, nawet wspomnień. Nie mam już żadnych pytań.





Kathryn Taylor, Barwami miłości pomalowała mój świat na czarno. Pozbawiła złudzeń i uświadomiła, że  aby wyrwać bogatego faceta trzeba spaść do poziomu muszli klozetowej, przy czym wcześniej trzeba wysra..to znaczyć pozbyć się zawartości czaszki, następnie wlać zawartość klozetu do łba  i iść na spotkanie z super biznesmenem. Do tego wymagane jest przyodzianie krótkiej spódniczki, wytrenowanie głupawego wyrazu facjaty, potykanie o własne kopyta i ... Volia! Facet pada nam pod zaplątane kończyny w celu ratowania... skrawka spódniczki, albo raczej zaglądania co się pod nią kryje.
Tak, lektura tejże książki była dla mnie odkrywcza, zrozumiałam dlaczego nie zostałam obsypana brajlantami, dlaczego tyle w życiu mnie ominęło! Na przykład windy, skąd ja mogłam wiedzieć, że są tak fascynujące? Mam klaustrofobie:(  Muszę korzystać ze schodów. 
Szlag trafił moje bogate zamążpójście. Idę wysmarkiwać musk.




Anna Gruszka, Z kołtunkiem porąbanej siostruni, nie do końca siostruni, w sumie to bardziej pustuni i puszczuni zdradziła mi pewien sekret. Otóż, w życiu najważniejsze jest... posiadanie w każdej chwili, w każdym momencie życia... GUMEK!!! Gdyż są one niezbędne do funkcjonowania, a bez gumek żyć się nie da, to znaczy seksić się nie da, no i jeszcze kolano. Zagadka kolana została niewyjaśniona. Smutna sprawa, minął rok, a ja dalej nie wiem dlaczego kolano jest takie ważne. Jednak pamiętajmy chłopcy i dziewczynki,  GUMKI mieć musicie. I to powinno być mottem życiowym. Ja sobie chyba napisze na ścianie.:) Jako sejtencjee rzyciowo. O tak, tak uczynie:)










Tak oto kochani wygląda mój rok w pigułce, jeżeli chodzi o książki oczywiście:) Mam nadzieje,że nikogo nie uraziłam swoimi opiniami, tutaj chodzi o moje własne odczucia, każdemu ma prawo podobać się co innego, więc sami rozumiecie;) A w Nowym Roku szykuję dla Was niespodziankę..., tego na pewno nikt się nie spodziewa! :) 




grudnia 28, 2015

grudnia 28, 2015

Wściekły

Wściekły

Od zawsze lubiłam zapoznawać się z debiutami literackimi. Fascynowała mnie ich lekkość, świeżość języka, niebanalne i nikomu nieznane pióro. Zawsze daje szansę takim pozycjom, by miały możliwość mnie zainteresować, wzbudzić moją sympatię i wciągnąć w swoją historię. Tym razem jednak... niestety się to nie udało.

Wściekły to opowieść o Kostku – siedemnastoletnim, wychowywanym przez ojca chłopaku. Historia jest przedstawiona z połączeniem śmierci, bolesnego dojrzewania i samotności. Konstanty pragnie stworzyć idealną muzykę. Oprócz tego ma jeszcze jeden sekret – niezrozumiałe i niezwykle realistyczne sny, które wykańczają go psychicznie i fizycznie.

Z tego co zorientowałam się na portalu Lubimy Czytać, opinie na temat tej książki są dosyć skrajne. Jednak ja mówię jej NIE. Od samego początku bardzo mnie męczyła, nie mogłam złapać wątku, skupić się na fabule. Patrząc na nią, nie miałam w sobie w ogóle siły przebicia, by przez nią przebrnąć. Przyznaję się z ręką na sercu – nie dokończyłam jej. Nie byłam w stanie. Zostałam znudzona i jednocześnie wkurzona, bo oczekiwałam od tej pozycji dosyć dużo. Zwróciłam oczywiście uwagę na młody wiek autorki, ale jak dla mnie to nie jest żadnym usprawiedliwieniem. Owszem – widać potencjał, pomysł na historię, ale moim zdaniem została ona po prostu źle przedstawiona. Do jednego nie mogę się przyczepić – styl Pani Kasi. Kobieta pisze dobrze, używa bogatego słownictwa, ciekawie dobiera słowa, co w konsekwencji tworzy całkiem niezłe dialogi i styl opisowy.

Kostek mnie nie przekonał. Mimo szczerych chęci niestety mu się to nie udało. Co nie znaczy, że autorkę skreślam, nic z tych rzeczy. Po prostu akurat ta pozycja nie przypadła mi do gustu. Zmarnowałam sporo czasu nie tylko na czytanie, ale przede wszystkim na zmuszenie się do sięgnięcia po Wściekłego. Elementy fantastyczne pojawiały się też tak nie wiadomo skąd – urwane z powietrza, kompletnie niespójne. Przykro mi jak nie wiem, że wyszło tak, jak wyszło. Zdecydowanie więcej oczekiwałam od tej książki i z przykrością muszę przyznać, że się rozczarowałam. Chyba pierwszy raz odkąd pamiętam, egzemplarz recenzencki tak mnie rozczarował i sprawił, że czuję niedosyt i irytację. No ale cóż, kiedyś musi być ten pierwszy raz.

Jeśli chcecie – przekonajcie się sami, czy mam rację, czy też po prostu oszalałam. Ja ze swojej strony nie zamierzam Wam polecać pozycji, która wywołała u mnie tyle zdenerwowania i gniewu. Czekam na kolejne książki Katarzyny Kebernik. Może następnym razem autorka bardziej mnie zaskoczy. 

grudnia 27, 2015

grudnia 27, 2015

Nomen Omen

Nomen Omen


Z niektórymi książkami bywa tak, że muszą swoje odleżeć zanim po nie sięgniemy. Później sami sobie zadajemy pytanie, dlaczego tak długo zwlekaliśmy z zapoznaniem się z treścią? Bo nagle okazuje się, że tytuł, który udawał się w zapomnienie wcale, ale to wcale na to nie zasłużył.  W moim przypadku bardzo często tak właśnie się zdarza, czy i Nomen Omen mogę zaliczyć do niesłusznie "oddelegowanych" na później? 

Trudno jest być kobietą, jeszcze trudniej kiedy ma się na imię Salomea, jest córką kobiety, która ma dziwne upodobania do zagłębiania wiedzy w rożnych "Sferach życiowych", interesuje potencjalnymi życiem seksualnym Salki, skrupulatnie doradzając jaki powinien być odpowiedni kochanej... Tak, matka 25 letniej już kobiety jawi się dosyć ekscentrycznie, co się tyczy rodzeństwa, a dokładniej mówiąc jedynego brata. Wcale nie jest lepiej. Ten jest samym utrapieniem. Dlatego Salka w przypływie desperacji decyduje się opuścić rodzinne mieszkanko i zamieszkać w wynajętym pokoiku.  Wydawać by się mogło, że stancja jest bardzo dobrym rozwiązaniem na początek próby usamodzielnienia, faktycznie tak mogłoby być... gdyby Salomea została uprzedzona gdzie dokładnie i przede wszystkim u KOGO zamieszka. 

Trzy starsze siostry, w pakiecie papuga. Dokładniej mówiąc papug o bardzo wymyślnym imieniu no  i charakterku. Oczywiście. Dom, uściślając starutka willa, jawiąca się rodem z horroru. Nawiedzone siostry i dziwni mieszkańcy w pakiecie. To znaczy, głosy odwiedzających. Tak. Salka trafiła pod bardzo oryginalny adres. Jednak mając w pamięci matkę oraz braciszka. Wie jedno, nic już jej nie jest w stanie zadziwić, czy aby na pewno?  
Żyje sobie nasza bohaterka,  otrzymuje nawet pracę i wszystko zdaje się układać prawie normalnie, do momentu gdy zupełnie niespodziewanie pewnego dnia zastaje w swym wynajętym pokoiku... Niedasia! Ukochanego braciszka, który musiał zwalić się jej na głowę, niekoniecznie wiedziony tęsknotą, a problemami. Bycie studentem jak każdy wie nie należy do łatwych, zwłaszcza kiedy się jest tak oryginalnym egzemplarzem, który reprezentuje właśnie Niedaś. 
Kiedy strapionej siostrze wydaje się, że gorzej być nie może, trzy szalone kobieciny, papug i ten okropny członek rodziny na głowie okazuje się, że... Właśnie znienawidzony, ale bądź co bądź braciszek, więzy krwi i te sprawy, napotkany wieczorową porą zamiast kulturalnie się przywitać łapie dziewczynę i... wrzuca do Odry.  Dlaczego? Co było powodem ataku i jaki będzie finał zaistniałych zdarzeń?

Dawno temu zapragnęłam przeczytać właśnie ten tytuł. Nie wiem dlaczego, ale okładka tak bardzo mnie przyciągała, że po prostu pragnęłam całą sobą. 
I tak dzięki wymiance, która miała miejsce chyba jeszcze latem tego roku, zdobyłam swój własny, śliczny egzemplarz Nomen Omen Marty Kisiel . Radość niesłychana i tak dalej. Jednak jak to ze mną bywa, książka musiała nabrać mocy i swoje odleżeć.  W końcu nadeszła TA chwila i zasiadłam do lektury. 
Było dosłownie tak jak sobie wyobrażałam. Humor, ironia, zagadka a nawet chwilami upiornie. Czyli taka mieszanka, którą  bardzo lubię. 
Pomysł na samą fabułę naprawdę trafiony, niby wydaje się, że nic nadzwyczajnego, a tutaj proszę co następna strona i kolejne znaki zapytania. Będę szczera, bardzo mnie ciekawiły siostry Bolesne, oraz to czym się parały. Całość była owiana tajemniczością, co w zderzeniu z grami komputerowymi wyglądało naprawdę zabawnie. Do chwili nieszczęsnego wypadku Salki z udziałem Niedasia. W tym miejscu zaczyna się robić momentami dosyć upiornie...
Co do samych sióstr. Zastanawiałam się, którą polubiłam najbardziej, szaloną czy bardziej poważną. Obie miały cięty język, celne spostrzeżenia i coś takiego za co lubi starsze panie. No i jeszcze ten papug. Skład nietuzinkowy. 
Bardzo miło spędziłam czas w towarzystwie Nomen Omen, naczytałam się sporo dobrego na temat tej książki i ku mojej wielkiej radości nie zwiodłam się. Bardzo miła niespodzianka. Słyszałam, że Dożywocie jest jeszcze lepsze... cóż, pozostaje mi jak najszybciej się zaopatrzyć. 
Szczerze polecam tą publikacje, nikt nie powinien poczuć się rozczarowany, jest sporo humoru, mieszanki historii dawnego Wrocławia. A wszystko okraszone dreszczykiem niepewności i strachu...

Książka bierze udział w wyzwaniu 52 książki.


grudnia 23, 2015

grudnia 23, 2015

Nie lubię świąt ....

Nie lubię świąt ....


Naprawdę. Nie znoszę świąt. Żadnych.  To siedzenie przy stole z rodziną, bo tak należy. Bo przecież święta to czas kiedy wszyscy się KOCHAMY - Taaa jasne. Obłuda. Te uśmiechy.  I pytania. Co u Ciebie? Masz pracę? Dobrze zarabiasz? A mąż/żona itp. Bla bla bla. Jeden wielki spęd po to by każdy mógł zrobić legalne rozeznanie komu lepiej, a komu gorzej. By później w domowym zaciszu podyskutować, albo przeanalizować jakim prawem temu X lepiej się wiedzie, ale jednak dobrze, że Y znowu się coś rozwaliło. 
Tak, święta są wspaniałym okresem gdy wysyłane w świat są sztuczne  i wymuszone uśmiechy. Radosne uściski, potajemne wywracanie oczami. Składanie życzeń, które mamy nadzieje, że się nie spełnią bo jeszcze ta osoba będzie szczęśliwsza i o czym będzie debata przy kolejnej okazji? W końcu musi być poruszony jakiś ważny temat między ugryzieniem jednego, a popiciem trzeciego. A o czym najlepiej się rozmawia? O potknięciach najbliższych, o błędach jakie popełnił. O tym, że "biedactwu" znowu się nie ułożyło. Ewentualne udawanie. Moje życie jest takie poukładane, to nic,że ledwo mam siłę wstać i iść do pracy, ważne by pozory nie zostały rozwiane...
Tak, święta są cudownym okresem. Urabianiem po pachy, słanianiem się na nogach, wykosztowywaniem ,a potem i tak droga rodzina stwierdzi, że pierogi niedosolone, barszcz mógł być ostrzejszy, i dlaczego jest sernik zamiast makowca? 

Nie lubię tej całej gorączki świątecznej, biegania po sklepach, trwonienia pieniędzy na jedzenie. Szczerze mówiąc, głupotą jest inwestować tyle funduszy na dwa dni siedzenia i żarcia. Serio. Głupota. 
Dla mnie wymarzone święta to byłyby wtedy gdybym mogła sobie gdzieś pojechać, najlepiej gdzie jest lato i po prostu cieszyć się słońcem.  Pospacerować, mieć święty spokój i możliwość nie odpowiadania na debilne pytania, które co roku wkurzają i co roku niebywale irytują. Co gorsza zadawane są przez te same osoby.  
Wiem, że dla wielu czytających ten post, moje słowa będą nie do pomyślenia. Bo przecież Święta to czas cudów. Taaak, z pewnością. Tylko dla mnie cuda jakoś nie kojarzą się z tym całym splendorem. Wyścigi w przygotowaniu jak najlepszych dań, najsmaczniejszych, najbardziej efektownych... Tak. To jest faktycznie magiczne.... 
Ostatnio oglądałam ciekawy film, szczerze mówiąc fajnie został w nim ukazany cały etap przygotowania do świąt, że czasem idealnie nie znaczy szczęśliwie. Kochajmy się od święta ... 
 Łapcie zajawkę filmu.






 
Copyright © Niekończące się marzenia , Blogger