Pokazywanie postów oznaczonych etykietą między słowami. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą między słowami. Pokaż wszystkie posty

września 05, 2017

września 05, 2017

Dziewczyna, którą kochałeś

Dziewczyna, którą kochałeś




Jeden obraz. Na nim ona - ukochana malarza, kobieta z historią, okropnie trudnym, ale jednocześnie ciekawym życiem. Los pokierował wszystkim kompletnie inaczej niż sobie wyobrażała będąc młodą, pełną wigoru damą. Wędrowała przez wiele lat, szukając swojego miejsca, wielokrotnie wyszydzana i potępiana. I to za co? Za czyny, których nie popełniła, ale gdy przyszło co do czego, nikt nie potrafił postawić się na jej miejscu. W końcu trafia do domu Liv - osoby, która jako jedyna walczy o jej dobre imię i szacunek. Obraz to jej ulubiona rzecz w całym pomieszczeniu, a gdy pojawia się w jej życiu tajemniczy facet, który pragnie zabrać jej Dziewczynę, którą kochałeś, Liv zaczyna walczyć, bo jeśli się kocha, to można naginać i łamać wszystkie zasady. 

Kobietą z obrazu jest Sophie, która była kiedyś olśniewająco piękna, utalentowana i kochana. Wszystko się zmieniło w momencie, gdy na terenie Francji pojawili się Niemcy, a świat objęła pierwsza wojna. Wydarzenia kolejnych dni zabrały z bohaterki całą energię, a ona musiała mieszkać wraz z siostrą i z dziećmi w okupowanym miasteczku, w którym prowadziła restaurację. Każdego dnia kobieta tęskni za mężem - artystą, twórcą obrazu, martwi się o jego życie i nie potrafi normalnie funkcjonować. Coraz częściej płacze w kącie, jednocześnie walcząc o życie swoje i najbliższych, którzy jeszcze trwają przy jej boku. Historię dziewczyny poznajemy z jej własnej perspektywy, niestety w pewnym momencie "pamiętnik" się urywa, a losy Sophie pozostają nieodgadnione do pewnego momentu...

Gdy opowieść o Sophie zanika, czytelnik przenosi się do współczesności, by poznać kolejną główną bohaterkę - Liv. Jak się potem okazuje, kobieta jest aktualną właścicielką obrazu, który był prezentem od jej zmarłego męża. Liv nie jest kimś, kto łatwo się poddaje i tak się dzieje również tym razem, bowiem do końca walczy o coś, co jest dla niej najważniejsze, potrafi pokonać swoje słabości i zdaje sobie sprawę, co tak naprawdę powinno liczyć się na świecie. Jak potoczy się jej życie? Czy obydwie kobiety odnajdą wreszcie spokój i szczęście? Jaką rolę w całej historii odegra Paul?

Z powieściami Jojo Moyes miałam już do czynienia wielokrotnie. Za każdym razem autorka poruszała mnie do głębi i jednocześnie czułam podziw dla tej kobiety za to, jak barwne, piękne i realistyczne postacie potrafi wykreować. Tak samo było w przypadku Sophie i Liv z Dziewczyny, którą kochałeś. Nienaganny styl i język autorki to również coś, co przypadło mi do gustu i sprawiło, że wprost nie mogłam się oderwać od tej książki. I choć bywały momenty, że Liv i jej uparte podejście do świata bardzo mnie denerwowało, wiedziałam doskonale, że to wszystko zostało stworzone po coś. Samej autorce nie można odmówić jeszcze jednego - potrafi wzruszyć czytelnika i dokładnie tak było w moim przypadku. Śmiałam się i płakałam na zmianę. Gorąco polecam każdemu, kto nie boi się zarwać nocy przy lekturze i chce odciąć się od aktualnego świata, by poznać niesamowitą Dziewczynę, którą kochałeś. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi Papierowy Pies 
Recenzję na ich stronie można znaleźć TUTAJ

lipca 06, 2016

lipca 06, 2016

Kiedy odszedłeś

Kiedy odszedłeś



W jaki sposób można poradzić sobie po stracie kogoś bardzo bliskiego? I nie zawsze chodzi o partnera czy partnerkę, nie musi być to ktoś związany formalnie, bądź genetycznie. Wystarczy, że w naszym życiu zajmie jedną z ważniejszych ról, że pokochamy, dzięki niej i dla niej będziemy chcieli być lepsi.
A gdy nagle odejdzie, zabierze ze sobą cząstkę nas, pozostawiając tę okrutną pustkę, nie mówiąc jak dalej żyć. Co zrobić by świat wydawał się bardziej przychylny, a ból mniej dotkliwy? Louisa już wie, ale czy wskazówki otrzymane od Willa wystarczą? List skrzętnie ukrywany będzie miał moc jaką powinien?

Kiedy Will odszedł przez pewien czas żyła w innym świecie, robiła to, co on chciał. Zwiedzała miejsca, o których opowiadał, w których sam często bywał zanim doszło do wypadku. Zanim przestał być tym wspaniałym młodym człowiekiem. Teraz, ona, Louisa musi złapać równowagę. Odnaleźć własną drogę życiową i nie tracić czasu na rozmyślania, żałobę i postój. W końcu on by tego nie chciał. Niby tak łatwo znaleźć pracę, codziennie wychodzić z nowego mieszkania, a później do niego wracać. Z pozoru wszystko zaplanowane i wydawałoby się, że jak należy. Tylko czy aby rzeczywiście tak było?

Zamieszkała w Londynie, jak najdalej od miejsca, od ludzi, którzy kojarzyli się z nim, a później z dniem, który zmienił nie tylko jej życie. Próbowała robić rzeczy, z których Will byłby dumny, chociaż nie do końca wychodziło, jak było w zamiarach. Usilnie wmawiając sobie, że w końcu stanie się coś, że będzie lepiej.
I nagle przez zupełny przypadek, chwilę nieuwagi dochodzi do zdarzenia, które może nie odmienią życia Lou o 180 stopni, ale jednak namieszają w dotychczasowych zmartwieniach. Dni pełne marazmu i znużenia zastąpi coś innego, nieoczekiwanego i w pewnym sensie wstrząsającego. Chyba w najśmielszych snach nie oczekiwałaby takiej "niespodzianki" od losu.

Niby nowa i odmieniona, ale jednak wciąż ta sama Lou. Chwilami pogubiona, nie potrafiąca ruszyć z miejsca, przejmująca rolę zbawicielki świata, oprócz samej siebie. Czy w końcu odważy się i odnajdzie to, o czym wspomniał w liście Will? Rozbudzi niespokojną duszę? A może wróci do dawnej i wycofanej dziewczynki?

Zanim przejdę do wrażeń po zakończonej lekturze Kiedy odszedłeś, nawiążę do tej poprzedzającej, do tej która sprawiła, że przez kilka godzina nie potrafiłam powstrzymać łez, nie potrafiłam zrozumieć dlaczego musiało się tak zakończyć. I chociaż próbowałam na wszystkie możliwe sposoby wytłumaczyć postępowanie i decyzję Willa, i tak nie pomagało. Czułam dotkliwy ból, jakbym to ja straciła tę osobę. Chyba jeszcze nigdy do tego stopnia nie wczułam się w fabułę i nie rozpaczałam po zakończonej książce.
Dlaczego wspomniałam o Zanim się pojawiłeś? Ponieważ jak dla mnie to na niej powinna zakończyć się historia Lou i Willa. Z chwilą kiedy przeczytała list, kiedy ruszyła w nową drogę swojego życia, powinniśmy byli się z nią pożegnać. Autorka jednak doszła do wniosku, że jednak chce pokazać co działo się u kobiety po całej tragedii. Jak sobie  radziła, albo i nie z bólem i każdym nowym nadchodzącym dniem bez ukochanego.

Znowu spotykamy Louise, która jest w żałobie i jeszcze  nie odzyskała w pełni równowagi emocjonalnej, mimo podjęcia pracy i kupna mieszkania. Z tą różnicą, że wraz z nią "przeprowadzamy" się do Londynu, nieumeblowanego mieszkania oraz pracy w kawiarni przy lotnisku. Tak więc jakby nie wiele się zmieniło. Will odszedł, a ona sama powróciła do starych nawyków, przed poznaniem mężczyzny. W prawdzie chciała spełniać obietnice złożone przed jego śmiercią, ale w praktyce okazało się troszkę trudniejsze. Tak więc razem z Lou siedzimy w domu, jedziemy do pracy, poznajemy nowych dziwnych ludzi, bierzemy udział w spotkaniach dla tych, którzy stracili kogoś bliskiego, ucząc się żyć bez nich.

Tak naprawdę nie pojmuje jakim cudem książka urosła do tak wielkich gabarytów. Kiedy otrzymałam swój egzemplarz spodziewałam się czegoś, sama nie wiem czego, ale no jakiś wydarzeń. A otrzymałam przegadaną i nudną historyjkę o tym co działo się z kobietą po śmierci ukochanego. Ja nie wnikam i nie oceniam zachowań ludzi, którzy przeżywają żałobę. Prawdę mówiąc nie chciałabym przeżyć czegoś podobnego, co przedstawiła autorka w poprzedniej części. Wiem, że najnormalniej w świecie bym tego nie uniosła i pewnie oszalała z rozpaczy kończąc w szpitalu dla umysłowo chorych. Jestem zupełnie nieodporna na tego typu tragedie. Bo jeżeli zwykła książka poturbowała mnie do tego stopnia, że przez kilka dni nie wiedziałam jak poradzić sobie z rzeczywistością, to w faktycznej konfrontacji mój koniec byłby prędki. Cóż... nie każdy ma nerwy ze stali.

Wracając do omawianego tytułu. Moim zdaniem, według moich odczuć, autorka powinna zakończyć na jednym tomie. Nie roztrząsać i analizować każdego dnia, godziny a nawet chwili, w której bohaterka nie umie wytrzymać sama ze sobą, z natarczywymi myślami. Z tym jak bardzo czuje się nieporadna, albo jak każdy jej mówi, że robi nie to, co powinna. Oczywiście pojawiają się nowe postacie, ale no to nie jest coś, co wywołało we mnie efekt "WOW", nie. Ot, trzeba było coś zaserwować i voila! Tym razem Jojo Moyes mnie nie poruszyła, wręcz przeciwnie. Czułam się znudzona, jakbym wręcz wciskała nos do cudzej tragedii, by dowiedzieć się jak najwięcej. Miałam ochotę zadać pytanie "ale po co? W jakim celu została napisana ta część?".

Szczerze mówiąc nie umiem określić czy chcę polecić, tę kwestię pozostawiam każdemu indywidualnie. W moim odczuciu skoro już musiała zostać napisana, mogłaby być o wiele krótsza i nie rozdrabniać o sprawy niewiele wnoszące do treści. Cóż, każdemu podoba się co innego, wiem jednak, że jestem jedyną osobą nie zachwalającą. Nie powiem, że książka jest zła, aczkolwiek mnie nie poruszyła.
      
Tekst stanowi oficjalną recenzję dla portalu Papierowy Pies

lipca 30, 2015

lipca 30, 2015

After 2. Już nie wiem, kim bez ciebie jestem

After 2. Już nie wiem, kim bez ciebie jestem


Drugi tom słynnej sagi. Jednych odrzuca, drudzy nie mogą się oderwać. Wiele komentarzy, dyskusje, sprzeczne opinie. Wiele się mówi o tej serii. Słychać nawet, że będzie ekranizacja; szukają aktorów przypominających wyglądem głównych bohaterów – Hardina i Tessę. Trzecia część wydana i już można szukać jej w księgarniach, a czwarta za chwilę się pojawi. Wszystko pięknie, wszystko cacy, a jak ja to widzę? Odpowiedź jest prosta. Należę do ludzi, którzy zdecydowanie zakochali się w dziełach Anny Todd i nie mogę nic na to poradzić. Być może to głupia ludzka naiwność albo zamiłowanie do dokładnie takiej tematyki z jaką mamy tu do czynienia, ale trudno. Może po kolei...

Z pierwszym tomem spotkałam się tak naprawdę przez przypadek – był to prezent na urodziny. W pewnej chwili skończyły mi się egzemplarze recenzenckie, więc sięgnęłam po After. Muszę przyznać, że miałam mieszane uczucia co do tego wszystkiego. Ale na szczęście się nie zawiodłam.

Poznajemy Tessę – grzeczną, ułożoną dziewczynkę, która opuszcza rodzinny dom i rozpoczyna studia. Zamieszkuje w akademiku, gdzie jej współlokatorką jest buntowniczka i imprezowiczka, czyli jej zupełne przeciwieństwo. Do nowej znajomej Tessy przychodzą jej przyjaciele, a wśród nich Hardin – opryskliwy i wręcz chamski chłopak, który ma jedną ogromną wadę – działa na Tessę w taki sposób, w jaki jeszcze nikt inny nie działał. Dziewczyna nie może sobie z tym poradzić, a co więcej, dostrzega, że dla Hardina też nie jest tylko znajomą. Wszystko komplikuje się gdy na drodze pojawia się matka dziewczyny i jej chłopak, a sama Tessa odkrywa, że Hardin nie do końca jest tym, za kogo się podaje. Związek z nim jest nie lada wyzwaniem, a dodatkowo przeszłość chłopaka nie pomaga w zaistniałej sytuacji. Jakby tego było mało, Tessa odkrywa co tak naprawdę kierowało chłopcem na samym początku ich znajomości. Czy znajomość przetrwa tę próbę? Jaki będzie finał? Czy dziewczyna przebaczy ukochanemu? Ile jest w stanie dla niego zrobić?

Jak pisałam wyżej, jestem zaskoczona, że coś tak wbrew pozorom banalnego, jak ta historia, może okazać się jednocześnie niesamowitym przeżyciem dla czytelnika. Książkę – choć wydaje się być po prostu "kobyłą" nie do przeczytania – pochłania się bardzo szybko. Autorka zaskoczyła mnie swoim lekkim piórem i niesamowicie dowcipnymi i błyskotliwymi dialogami, które przeprowadzają ze sobą główni bohaterowie. Całość czyta się z wypiekami na twarzy (przynajmniej ja tak miałam), a co najlepsze – chce się więcej, więcej i jeszcze więcej. 

Podsumowując, ja ze swojej strony polecam gorąco całą tę serię. Jest lekka, przyjemna, a co najważniejsze – mogłam się przy niej zrelaksować i odpocząć od codzienności. Z wielką niecierpliwością czekam na ostatni tom After, no i oczywiście na adaptację filmową. 



Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować wydawnictwu Między słowami.


maja 27, 2015

maja 27, 2015

Piękny dzień

Piękny dzień

Sporo słyszałam o Pięknym dniu.  Książka zyskała status najlepiej się sprzedającej, osiągnęła niebywałą liczbę wydanych egzemplarzy. Zewsząd niemalże same pozytywne hasła promujące, tę jakże niezwykłą i wspaniałą historię ślubną, w którą zostało wplecione życie członków rodziny zaproszonej na ślub, a całość osadzona na uroczej wyspie Nantucket. Nota od wydawcy, jak i większość pochwał pojawiających się dookoła sprawiła, że i ja postanowiłam zapoznać się z twórczością "królowej wakacyjnych powieści".  Czy rzeczywiście autorka zasłużyła na to miano? 

Autorka podzieliła rozdziały opisując je z perspektywy wybranych członków rodziny, którzy są na różnych etapach swojego życia w czasie przygotowań do ślubu. I tak siostra panny młodej, Margot, rozwiedziona matka próbuje odnaleźć się w roli druhny honorowej, ogarnąć bałagan w swoim życiu rodzinnym, ale i również prywatnym, a dokładniej mówiąc "związku" z przyjacielem ojca. Edge  jest od niej jedynie dziewiętnaście lat starszy. Co dla zafascynowanej kobiety nie jest żadnym problemem. Fakt trzech ślubów i tyleż też rozwodów również nie stanowi problemu. 
W Edge'u jest coś co przyciąga. Co? Może pewność siebie oraz sposób w jaki potrafi manipulować kobietami? Dla Margot widać to nie ma znaczenia, zwłaszcza teraz gdy dowiedziała się, że jej były mąż bierze ślub z trenerką pilatesu. Przekonana o nieistnieniu miłości zadowala się ochłapami jakie ma do zaoferowania podstarzały mężczyzna z przeszłością. 
Doug, ojciec panny młodej mimo ponownego ożenku, przeżytej żałobie, dalej nie potrafi pogodzić się z myślą, że jego ukochana Beth nie będzie obecna na ślubie najmłodszej ukochanej córeczki. Pocieszeniem dla całej rodziny jest notatnik, w którym matka zapisywała swoje sugestie dotyczące tego jedynego i najważniejszego dnia w życiu, rozpoczynającego nową wspólną drogę. 
Zmarła Beth postanowiła krok po kroku rozdysponować zadaniami jakie będzie miała do wykonania przyszła żona. Dla Jenny zeszyt jest najcenniejszym wsparciem, ale przede wszystkim  namiastką matki, która jest przy niej chociaż na kartach brulionu.  
Jako,że ślub odbywał się na wyspie każdy z gości był zobowiązany do wcześniejszego potwierdzenia terminu, by można było ustalić ilość noclegów do zarezerwowania oraz całej reszty związanej z organizacją. Dla wielu zaproszonych przybycie na Nantucket będzie okazją do spotkania z dawno nie widzianymi osobami. Nie każde relacje były pozytywne, nie dla wszystkich ceremonia będzie radosna. Kumulacja wrażeń na wielu płaszczyznach. Piękny dzień, ale czy dla każdego? 


Chyba nie znam kobiety, która by nie snuła marzeń dotyczących swojego ślubu (sama w przypływach depresji odlatuję do dnia, który nigdy nie nastąpi). Dla jednych będzie się kojarzył z ceremonią na wielką skalę, która przebije wszystko i wszystkich, z kolei inna grupa skłoni się do skromnej ceremonii, w kameralnym klimacie wśród najbliższych. Jakby nie było ślub powinien być piękny. Dla pary młodej wyjątkowy, zaś dla gości niezapomniany ( by mogli o czym opowiadać na poprawinach lecząc ból głowy).  
Nasza książkowa oblubienica, robi wszystko co zasugerowała matka w swych ostatnich dniach życia.  Nie rozstaje się z zeszytem traktując go za swoją ślubną "biblie", wypełniając każdą, ale to każdą sugestie matki, nie zastanawiając się nad własnymi pomysłami. Jakby wychylenie się poza wskazówki oznaczało zdradę. Mnie osobiście drażniły wstawki z notatnikiem, jeszcze bardziej denerwowały mnie "sugestie", ponieważ zmarła mamusia zaaranżowała ślub jaki sama zechciałaby drugi raz przeżyć, nie dając pola wyobraźni córce. Bo komentarze typu "zrobisz oczywiście jak uważasz, ALE JA BYM TAK I TAK CHCIAŁA" było niebywale wymowne.  Gdzieś przeczytałam, że pomysł ze stronami notesu był wzruszający, nie wiem tylko w którym momencie. Ja go tylko przelatywałam wzrokiem. Drażniły mnie wytyczne względem najdrobniejszych rzeczy, tak jakby matka uważała, albo obawiała się, że córka jest albo upośledzona, albo nieogarnięta i nie będzie wiedziała  jaki zamówić tort, nałożyć buty i może jeszcze umyć ząbki. 
Ogólnie nie polubiłam Jenny, mimoza, bez wyrazu, nie przystosowana do życia, a szczególnie  do problemów. Nie mam pojęcia jak oni to dziewczę chowali, ale coś im nie poszło. Było jej mało jako przyszłej panny młodej, jakby była gdzieś obok, wszak zeszyt rządził. O wiele więcej działo się u Margot, może nie polubiłam starszej siostry, ale jakoś bardziej interesowały mnie jej sprawy niż całe zamieszanie wokół ceremonii. Finn, najlepsza przyjaciółka Jenny, totalne nieporozumienie. Ojciec rodziny,  na końcu pokazał twarz, w sumie on wydawał się w porządku. Ann (teściowa) dziwna kobieta, naprawdę dziwna. Próbowałam zrozumieć jej postępowanie, ale niestety, poległam. Nie będę wypowiadała się o każdym bohaterze, wspomniałam o tych najważniejszych.
Podsumowując, książka mnie rozczarowała i to bardzo. Nie potrafię określić w jakim jest typie, ani to romans, ani to dramat, obyczaj marny. Tak naprawdę nie było żadnej akcji. Większość bohaterów niebywale mnie irytowała. Czytałam bo czytałam. Czekałam na coś, nic mnie nie zaskoczyło. Zabrakło elementu zaskoczenia. Przegadana, potencjał był, ale się zbył.  

Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować wydawnictwu Znak między słowami. 
Książka bierze udział w wyzwaniu 52 książki. 

marca 02, 2015

marca 02, 2015

Obietnica Łucji

Obietnica Łucji



Zapewne wielu z Was słyszało o najnowszej, debiutanckiej premierze książki autorstwa Doroty Gąsiorowskiej. Moją uwagę przykuła okładka, która teraz zimą napełniła mnie ciepłem, za którym tak tęsknie. Dlatego też gdy zapoznałam się z notką od wydawcy zdecydowałam się na lekturę. 

Tytułowa  Łucja znajduje się na tak zwanym zakręcie życiowym. Dlatego też postanawia zrobić coś ze swoją przyszłością. Po rozstaniu z mężem, zmianie fryzury wsiada w pociąg i udaje się do miejsca, które ma pomóc w odnalezieniu własnej tożsamości. Miejscem docelowym jest Różany Gaj, gdzie już niebawem zacznie pracować na stanowisku nauczyciela historii, w miejscowej szkole podstawowej. Kobieta dawno temu postanowiła sobie, że nie wróci na wieś, a teraz ku ironii to właśnie zamiast apartamentu w wielkomiejskim gwarze wybrała skromne życie w oddalonej o wiele kilometrów wsi. Dlaczego? Jaki ciężar wiezie ze sobą Łucja, co wydarzyło się w jej przeszłości, że postanowiła uciec. 
Na miejscu zastanie srogą zimę, o wiele bardziej dotkliwszą niż tam daleko w mieście. Domek w którym przyjdzie zamieszkać będzie przytulny i ciepły, mimo swej skromności. Ona, nigdy nie poczuła tego ciepła w swoim własnym pięknym mieszkaniu. Zabrakło czegoś bardzo istotnego. Czego? Rozpoczynając pracę w szkole czuje się bardzo zestresowana, na szczęście współpracownicy, jak i uczniowie są pozytywnie i otwarcie nastawieni do nowo przybyłej. Między czasie Łucja zapoznaje się z pewną młodą, ale bardzo chorą kobietą, która prosi nauczycielkę o pomoc. Mając świadomość nadchodzącej śmierci martwi się o córkę, po jej odejściu dziewczynka zostanie zupełnie sama. Dlatego matce zależy by Łucja odnalazła ojca, jej dawną miłość. Zadanie i proste i trudne, czasem chcąc dobrze można skomplikować życie i sobie i wielu osobom, o czym przekona się sama Łucja...

Chciałabym powiedzieć, że książka jest wspaniałym i naprawdę zachwycającym debiutem, ale nie byłabym wtedy szczera. Historia ukazana przez autorkę jest ciekawa, przez większą część czytałam z zainteresowaniem, do pewnego momentu byłam niezmiernie ciekawa co dalej będzie się działo. No i nagle... Zanim dojdę do tego co się stało nakreślę postaci. Przede wszystkim Łucja, od początku była owiana tajemnicą, chociaż nie do końca, niby autorka starała się stworzyć otoczkę niewiadomego, wykreowała kobietę na nieprzystępną i zdystansowaną do otoczenia, do pewnego momentu miało to swoje pokrycie w zachowaniu, gdy nagle w starciu z nauczycielem wychowania fizycznego, Łucja nie miała pojęcia jak zaprotestować ,wyrazić swoją dezaprobatę względem zachowania Filipa. I w tym momencie zaczęło mnie drażnić zachowanie nauczycielki. Z jednej strony jawiła się jako skryta,  nie okazująca zainteresowanie randkami, czy relacjami, które nie mają przyszłości, ale nie potrafiła przerwać drażniących zalotów nielubianego kolegi. Jak wspomniałam na początku byłam przychylna Łucji, ale im dalej w fabułę tym bardziej mnie irytowała. Gdy doszło do sprawy z odnalezieniem ojca miałam ochotę jej coś zrobić. Może w tym momencie przemówią przeze mnie emocje, ale przedłużanie czegoś co i tak miało wyjść na światło dzienne było bezsensu i nie potrzebne. Odniosłam wrażenie, że autorka na siłę chciała stworzyć dramat miłosny. Który do mnie absolutnie nie przemówił.
Bardzo polubiłam Panią Matyldę oraz Anię, te dwie kobietki były naprawdę szczerze sympatyczne i mądre, w przeciwieństwie do stwarzającej takie pozory Łucji, nic nie poradzę, że tak na mnie podziałała. Nawet przeszłość, która rzekomo miała być piętnem nie usprawiedliwiała tego niezrozumiałego dla mnie zachowania. 
Trudno jest mi ocenić książkę, ponieważ do połowy było przyzwoicie, cieszyłam się czytaniem, ale później zepsuło się, odniosłam wrażenie, że autorka naciągała temat przez co w moim odczuciu końcówka wydała się nużąca. Jednak mimo zastrzeżeń uważam, że Obietnica Łucji jest warta przeczytania, za sprawą Ani można się wiele nauczyć, dziewczynka wiele razy bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła, niezwykła sympatią obdarzyłam Ignacego oraz Eleonorę. Wplecione tło historyczne lokalnego pałacyku dodaje klimatu i uroku. Uważam, że każdy indywidualnie podejdzie do tej pozycji. Zaś w ogólnym rozrachunku książkę oceniam pozytywnie. 


PREMIERA - 05.03.2015 

Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować wydawnictwu Znak, między słowami.
Książka bierze udział w wyzwaniu - 52 książki. 



Copyright © Niekończące się marzenia , Blogger