Targi książki - Czyli będę zanudzać ;) albo i nie .. part. 1

Zastanawiałam się kiedy wrzucić post z wrażeniami targowymi, na początku miałam zrobić to za jakiś dłuższy czas - bo wiadomo zewsząd wysypują się relacje i chyba większość z Was ma po prostu dosyć. I wcale się nie dziwię, ale jak się okazało musiałam się troszkę podzielić z wpisami ponieważ będzie następująco. Jeden o tym co kiedy, z kim i  dlaczego. Drugi natomiast o moich wrażeniach, dotyczących atmosfery, ludzi i całego szału. Ostatni ukaże wszystkie zdobycze, które niestety nie przyjechały ze mną, dotrą dopiero za jakiś czas. 

Od razu proszę wybaczcie mój poziom językowy - mam pewne ubytki, nie mam pojęcia co się ze mną porobiło, może lecąc samolotem zostałam w chmurach? Któż to wie, nie ważne. Wracając do głównego tematu. Nie wiem od czego zacząć, więc zacznę od tego, że... 
Jestem MEGA SZCZĘŚLIWA i ogólnie zachwycona atmosferą. Nie miałam pojęcia jak będzie. Bo o samym wyjeździe zdecydowałam się pod wpływem chwili. I to dosłownie. Kupiłam bilety, zamówiłyśmy hotel. Nadszedł termin i oto 19-go o godzinie 7.40 jestem w Warszawie. A tam na lotnisku czekają na mnie.... 
 Moja kochana IRENKA i AGATA!!  Jak większość wie, poznałyśmy się z Bujaczkiem właśnie dzięki blogosferze, no i nagle po wielu wiadomościach, telefonach, skajpajach i tak dalej, doszło do naszego spotkania w realu. I to nie było ostatnie wielkie spotkanie, ponieważ cała niesamowita trzydniowa przygoda miała się dopiero rozpocząć. Ach cóż to były, są za wrażenia, no ale od początku. 


Kiedy już pierwsze powitalne zdjęcia zostały poczynione, udałyśmy się do centrum. No i tam dopiero rozpoczęła się zabawa. Bo moi drodzy, oto nas trzy można nazwać mistrzyniami gubienia się w Warszawie - coś pięknego ile razy my zabłądziłyśmy podczas pobytu. Każdy dzwonił, wypytywał co z nami się dzieje, a trzy księżniczki w tym czasie próbowały zrozumieć, dlaczego autobusy są tak pomieszane i dlaczego to musi być 117 a nie 505 ;). W końcu po trzech godzinach, tak, tak. TRZECH godzinach, z moim bagażem, zakupami lądujemy w hotelu, aby się ogarnąć i doprowadzić do ładu. By później na stadionie nie straszyć - chociaż jak wiecie JA miałam straszyć;)  No i jeszcze czekałam na obiecany stos - Kasiek?! Co z tym stosem? 
Po wielu pomylonych trasach autobusowych w końcu docieramy, No i jestę! No jestem w miejscu, które widziałam dwa lata temu, ale wtedy nie miałam pojęcia jak naprawdę może być na targach. Dopiero miałam się o tym przekonać...
W piątek na pierwszy ogień poszło spotkanie z Angeliką ( nie przez "dż"!) z Lustra Rzeczywistości, ja wiedziałam,że jest to świetna kobietka, ale okazało się, że jednak w realu jest jeszcze fajniejsza! :) Kochana wybacz,że musiałaś taszczyć te książki, tak dzielnie znosiłaś i jeszcze z uśmiechem na twarzy nas witałaś - a w końcu należało się nam dostać po głowach ciężkim torbiszczem :).  Angelika oczywiście zgarniała po drodze innych blogerów i tak oto wyglądało nasze pierwsze stadionowe/targowe zdjęcie! 

 
 Tak oto prezentują się blogerki, które po raz pierwszy mogły się zobaczyć w świecie prawdziwym, nie tym po drugiej stronie monitora czy też telefonu. Świetna sprawa!:)  Natalia wielkie dzięki za zdjęcia:).

Dzięki Angelice, miałyśmy możliwość poznać ekipę wydawnictwa Czwarta Strona oraz świetnego Piotra Sternala, który komunikuje się z nami blogerami w celu wiadomym :) Fotka rzecz jasna musiała być, w końcu zanim autorzy to najpierw są wydawcy i ich pracownicy prawda? A jak już są tacy sympatyczni to i zdjęcie jest koniecznością:))



Taak, teraz to już szczęśliwe i roześmiane byłyśmy gotowe na spotkanie z autorką, która dość porządnie wdarła się swym debiutem do serc czytelników. O kim mowa? O przesympatycznej oraz niezwykle skromnej Marii Paszyńskiej! Tak, tej Pani od Warszawskiego Niebotyka - którego mam w planach przeczytać :)


Kolejnym dniem. Chyba jednym z ważniejszych była sobota. Mnóstwo spotkań i polowań na autorów, ale przede wszystkim to jedno najważniejsze z Blogerami. Tak szczerze mówiąc nie miałam pewności czy chcę się ujawniać aż do tego stopnia w tłumie - zawsze to pewne ryzyko dla kogoś takiego jak ja... czyli brutalnie krytykującego ukochane przez większość książki;). A jednak poszłyśmy, ale o tym niebawem. Na początek o spotkaniach, które miałby być planowane i tych zupełnie przypadkowych, że tak ujmę "upolowanych". 


Tak, bo pojechać na targi to nie każdy może, więc ta zła i podła taszczyła książki dla biednych, nie mogących przyjechać i zbierała im autografy. Tutaj na "Diablicy" u Pani Miszczuk :).


I ta najważniejsza - nie dla mnie rzecz jasna, ale dla mojej Sylwiaczki, wybacz, że nie dotrzymałam słowa ze snapami, ale sama rozumiesz. Ten szał mnie pochłonął, ale co najważniejsze jest, no i niestety zostałam zdemaskowana. Koniec mojej ukrytej działalności. Życie jest jednak łatwiejsze gdy nie jest się rozpoznawanym ;););). 

No i ostatnia - dla mojej ukochanej Madzialenki, serduszka najdroższego. Autorka bardzo przez nas obie lubiana. Cudowna Ewa Nowak


I to jest właśnie przykład, że przypadki się zdarzają! Zupełnie niespodziewanie ujrzałyśmy Nataszę Sochę, która tak sobie rozmawiała z paniami, więc niewiele się zastanawiając - a raczej wcale. Dopadłyśmy do stoiska, zakupiłyśmy książki i prędko do Pani Nataszy po wpisy ;) To się nazywa szczęście:). 

Kto czytał "Pan Darcy nie żyje"? łapka w górę;) ha! będę się chwaliła, ale miałam swój pierwszy wywiad taki nie pisany, a nagrywany! Jestę dumnę;) Jest lans, a co! Z przemiłą i uroczą Magdaleną Knedler:). 



No i jeszcze Pani Krystyna Mirek, bardzo miła osóbka, która pisze naprawdę świetne książki. Szczerze polecam - taka mini reklama. 


No ... na dzisiaj koniec. Jutro tak sobie myślę, zdam relacje ze spotkania z blogerami. Tam na stadionie, czyli loterii oraz tego już poza. Mam nadzieje,że troszkę was zaciekawiłam. To tyle jeżeli chodzi o autorów. Następny post to już będą moje wszystkie przemyślenia. Zapraszam!


11 komentarzy :

  1. Jeszcze nie zgubiliśmy Twoich "zdobyczy" i ciągle wozimy je w samochodzie :) Mimo tego ciągłego spóźniania się i tak znacznie więcej ogarnęłyście podczas Targów niż ja!

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, bo się zaczerwienię, tyle miłych słów dawno o sobie nie przeczytałam :) Taszczyłam te Wasze książki, ale czego się nie robi dla fajnych ludzi (rachunek za rehabilitację kręgosłupa wyślę pocztą :))
    Widzisz, nie było się czego bać, krytykujesz te książki, ale przecież masz prawo, zawsze miło jest poznać jakiś krytyczny głos ;)
    Co do spotkań z blogerami, mam na ten temat ciekawe przemyślenia, które nie nadają się do upublicznienia, ale prywatnie kiedyś to obgadamy ;)
    Czekam na ciąg dalszy ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniała fotorelacja. Cieszę się, że chociaż w przelocie mogłyśmy się spotkać:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cóż ja mogę napisać. Wrażenia na całe życie. Cudne zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękna relacja!
    Czekam na jutrzejszą ;)
    PS. Zdjęcia są po to, by je wysyłać;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bujaczek nie wzięła polan, a ja benzynę opchnęłam pod Narodowym :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Niby tylko weekend a ile wrażeń :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Musimy to powtórzyć i to koniecznie. Tylko już bez umawiania się z innymi co by nas nie zabijali w myślach :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Jejku, tyle wspaniałych wspomnień!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © Niekończące się Marzenia - kobiety o literaturze . Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka