Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sensacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sensacja. Pokaż wszystkie posty

maja 28, 2022

maja 28, 2022

Skrzydła i kości

Skrzydła i kości

 


Skrzydła i kości, a dokładnie opinie do tej książki, zobaczyłam na blogu do którego zaglądam. Recenzja na tyle mnie zaciekawiła, że od razu pobrałam książkę na swoją półkę Legimi.  Jako, że czytnik lubię nosić ze sobą do pracy - od razu wyjaśnię, nie, nie czytam w trakcie godzin pracujących. Po prostu często muszę zostać dłużej w oczekiwaniu na mojego R, czas przejazdu z jednego końca miasta na drugi, po mnie, wynosi około 30 min, szkoda marnować na siedzenie, więc czytam. Ten tytuł miałam tylko sprawdzić, czy przypadnie mi do gustu, ale od razu tak się wciągnęłam, że nie wiedziałam, kiedy i byłam na 50 stronie.  Co mnie w tej książce tak zainteresowało? 


Malumice to mała wieś, w której ludzie wiedzą o sobie wszystko, a każde nowe wydarzenie musi trafić do wszystkich mieszkańców. Podobnie było, gdy do dawno opuszczonego domu wprowadziła się rodzina Bocheńskich. Małżeństwo z dwiema córkami, małą i już dorosłą - Kingą. Dlaczego przyjechali do miejsca, z którego większość miejscowych marzyła o ucieczce, tylko jakoś brakowało odwagi? 

Najbliższa sąsiadka nowo przybyłych, spokojna i raczej najmniej plotkująca kobieta, próbowała nawiązać kontakt z sąsiadami, ale pani Bocheńska niekoniecznie wykazywała zainteresowanie. Widywała przez płot resztę rodziny, męża i dzieci. Pana Janusza, uważała za porządnego i pracowitego człowieka, pracował w pobliskim sklepie budowlanym. Starsza córka, z tego co można było zaobserwować, nie bardzo cieszyła się na mieszkanie w tym domu, w tym miejscu, a już tym bardziej ze swoją macochą - bo pani Bocheńska nie była jej rodzoną matką. Relacje tych dwóch były bardzo napięte, to też w domu często panowała ciężka atmosfera. 

Mieszkańcy wsi obserwowali nowych, Ci starsi i młodsi. W końcu najciekawsze jest cudze życie, a jeszcze bardziej tajemnice, które mogą ukrywać. Kinga nawiązała kilka znajomości, ale czy były to szczere relacje? Jednak potrzebowała wyjść gdzieś z domu, żeby nie być z kobietą, której nienawidziła. Wybrała się na dyskotekę do pobliskiego miasteczka, a później na festyn - wydarzenie zbierające chyba większość okolicznej ludności. 

Kinga z tego festynu nie wróciła. Czy byłą to okazja do ucieczki z domu? W końcu nie byłaby jej pierwszym wyczynem. Dlaczego nie zostawiła żadnej wiadomości? A może był świadek jej zniknięcia? Jaka jest prawda? 


Kiedyś już pisałam, że najbardziej lubiane przeze mnie thrillery to te, gdzie akcja rozgrywa się w małych miejscowościach albo wioskach. Wiadomo, że klimacik będzie odpowiednio ciężki, a każda tajemnica, odkryje kolejną. Aż w końcu układanka ukaże przerażający finał. 

Napisałam wyżej, że książka mnie wciągnęła od razu, ale nie miałam pojęcia co tam się wydarzy. W pewnym momencie to już wręcz na głos reagowałam, na pewne wydarzenia. O mój Boże, co tam się zadziało, nie wiem, gdzieś trafiłam na opinię, że było przewidywalne, szczerze? Przeczytałam naprawdę sporo książek w tym gatunku i jestem wymagająca, tutaj jak dla mnie, nie było niczego przewidywalnego. Ja to się już bałam, że zanim dotrę do końca, cała wioska się wymorduje. Takiej akcji to w życiu się nie spodziewałam, a już na pewno, nie po niektórych osobach. 

Według mojej skromnej opinii jest to bardzo dobrze napisana książka. Atmosfera jest pełna napięcia, czuć, że coś się wydarzy, nie wiadomo kogo oskarżyć, komu zaufać. Ja tam, już każdego w pewnej chwili się bałam, wiadomo, zadupia zawsze cechowały się dziwnymi ludźmi ze skłonnościami do odchyleń psychopatycznych. Bo przecież lepiej zabić, niż ktoś mógłby się dowiedzieć, że ukradłam rzodkiewkę sąsiadce. Jezu, ja to się czasem zastanawiam, czy na tej mojej wsi, też mieszkają tacy porąbani ludzie. Niby nie jest mała, ale jednak, niepokój zostaje. 

Cóż mogę więcej napisać, ja Skrzydła i kości szczerze polecam, mnie pochłonęła kompletnie, zakończenie było w porządku, nie czułam rozczarowania. Jeśli lubicie kryminały w tym klimacie, to jak najbardziej polecam. 


listopada 28, 2021

listopada 28, 2021

Dziewczyna z gór - Śniegi

Dziewczyna z gór - Śniegi

 


Pamiętam, jakie wywoływały we mnie emocje „Tropy”, historia porwania dziewczynki przez jej ojca. Jak próbowałam zrozumieć motywy mężczyzny, a później po prostu wchłonęła mnie ta historia. Żyłam nią i nie potrafiłam ocenić, kto był winny, a kto ofiarą? Nie wiedziałam, czy autorka napisze kontynuację, ale czekałam. Długo. I oto, jestem już po przeczytaniu dalszego ciągu tej historii.
Czy tym razem, moje stanowisko uległo zmianie? I mam swoich winnych tej sytuacji?

Życie Nadii, dziewczynki, której losem żyła cała Polska, znowu wywróciło się do góry nogami. Mimo że przez wiele lat jako dziecko, tęskniła do matki i poprzedniego życia. Wyobrażała sobie dzień, kiedy będzie mogła uwolnić się z niewoli, pobiegnie w ramiona matki. Z biegiem lat, jej opór słabł, aż wreszcie po prostu została przy Jakubie. Tworzyli duet, który dla postronnego widza wydawał się niesamowity, ale wzbudzał dziwne emocje. Widać było, że ojciec jest bardzo młody, często ludzie myśleli, że są rodzeństwem.

Niesamowita wiedza, jaką posiadał mężczyzna, wiele razy przydała się im obojgu. Nadia potrafiła rozpoznawać tropy wielu dzikich zwierząt, była zahartowana i fenomenalnie radziła sobie w ekstremalnych warunkach. Dzięki tym zdolnościom otrzymała świetną pracę w instytucie badawczym. Było to zajęcie, które dawało mnóstwo satysfakcji.

W końcu nadchodzi dzień, w którym zaginiona Nadia Okołotowicz, zostaje odnaleziona. A dokładnie, sama stawia się na komisariat policji i wyjawia, kim jest. Od tego momentu, jej życie dzieje się jakby poza nią. Badania, przesłuchania i w końcu spotkanie z rodziną. Obie czekały na tę chwilę wiele długich lat. Napisały sobie w głowie scenariusze tego momentu. I chociaż w głowie, jedna i druga, miały w pamięci małą dziewczynkę, to czas jest nieubłagany. Nadia wyrosłą na dorosłą już młodą kobietę. Dla obu jest to trudna chwila. Matka pamiętała małą dziewczynkę, a przed nią stoi piękna nastolatka.

Wyczekiwany powrót do domu. Miało być tak pięknie. A dziewczyna, nie potrafi odnaleźć się w tym miejscu. Tęskni do gór, martwi się o Jakuba, który w oczach wszystkich jest oprawcą, a ona? Nie potrafi o nim źle myśleć. Nikt jej nie pyta, jak traktował ją ojciec przez te lata, co robił? Jakie wiedli życie i czy tak po prostu, za nim tęskni. Wyrządził krzywdę całej rodzinie, ale czy rzeczywiście był jedynym winnym?

Policja prowadzi śledztwo, Jakuba porwała rzeka, zima jest w swoim szczycie. Zwykły człowiek, nie miałby wielkich szans na przeżycie. Tylko tutaj chodzi o człowieka, który nauczył się żyć z naturą, razem z jej mroczną i niebezpieczną stroną. Nadia wierzy, że jeśli ktoś mógłby przeżyć, to właśnie Jakub. Tylko czy zdążą go odnaleźć? I co się stanie, gdy do tego dojdzie?

Gdy zabierałam się za czytanie tej książki, nie czułam niepokoju - czy mi się spodoba? Co do tego, nie miałam żadnej wątpliwości. Byłam szalenie ciekawa, jak autorka poprowadziła losy Nadii i Jakuba, czy ich wspólna historia miała się zakończyć w momencie, gdy dziewczyna wkroczyła do komisariatu policji?

Najlepsze w tej książce, jest ukazanie wydarzeń, z różnych perspektyw i miejsc, również czasowych. Możemy zajrzeć do przeszłości, zobaczyć jak radził sobie młody mężczyzna z dzieckiem, którego praktycznie nie znał. Przyglądamy się, jak tworzy się niesamowita więź, chociaż tak naprawdę Jakub robił wszystko, by nie dopuść do siebie dziewczynki, jego urazy z przeszłości były silniejsze. Jednak gdzieś głęboko, czuł przywiązanie do dziecka, chciał jej pokazać inny świat, nauczyć wielu rzeczy.

Oczywiście, dla Nadii, sytuacja była o wiele trudniejsza, jako małej dziewczynce. Potrzebowała bliskości zaufanej osoby, czułości i opieki. Jej porywacz – ojciec. Skąpił okazywaniu uczuć, z początku robiła wszystko, żeby uciec, wydostać się z pułapki. Aż wreszcie, z biegiem czasu, zaakceptowała to nowe życie. I w pewnym momencie, chyba nawet pokochała.

Gdybym ktoś mnie zapytał, po czyjej jestem stronie? Miałabym trudności                              z odpowiedzeniem. Chociaż jestem do jednego z rodziców bardziej przychylna, to nie chcę jeszcze wystawiać końcowej oceny. Próbowałam odnaleźć się w uczuciach matki Nadii, która przez tyle lat wyczekiwała informacji dotyczącej dziecka. Nauczyła się jakoś funkcjonować z dnia nadzień. Snując plany, co zrobi, gdy jej ukochana mała córeczka wróci. Jak wspomniałam wcześniej, ta kobieta miała w pamięci małe dziecko. A wróciła, dorosła kobieta – samodzielnie myśląca, o własnym, zdaniu i ukształtowanej osobowości, Niekoniecznie zbieżnej z wizją i oczekiwaniami matki. Jest tu ukazana, naprawdę bardzo trudna sytuacja i relacja. Matka nie była do końca w porządku, odcięła Jakuba od córki.          I mimo że źle postąpił, czy zasługuje na kategoryczne potępienie?

Jestem niesamowicie ciekawa, co wydarzy się w trzecim tomie, nie mogę się już doczekać.  I mam ogromną nadzieje, że czas premiery, nie będzie aż tak odległy. Oczywiście, z całego mojego czarnego serduszka, polecam przeczytać obie części.


Tekst stanowi oficjalną recenzje dla portalu Secretum

kwietnia 23, 2018

kwietnia 23, 2018

Sprzeczne sygnały

Sprzeczne sygnały
źródło


Sprzeczne sygnały, przeczytałam dosyć dawno. Nie bardzo wiedziałam, o czym będzie, ponieważ tutaj decyzja padła w ciemno. Znam bardzo dobrze twórczość Kasi Bulicz-Kasprzak i jeszcze nigdy się nie zawiodłam. Dlatego widząc zapowiedź, nie musiałam długo się zastanawiać. Troszkę zmyliła mnie okładka, ponieważ według mnie, zupełnie nie pasuje do tego, co zastajemy w środku. Kojarzy się z młodzieżową opowiastką. Tutaj sprawdza się powiedzenie — nie oceniaj książki po okładce. Gdybym miała się kierować powłoką, raczej nie zdecydowałabym się na przeczytanie. No ale, autorka jest już pewnikiem samym w sobie, udawałam, że okładki nie widzę. Najważniejsze jest wnętrze, a jakie było?


Książka rozpoczyna się dosyć intrygująco, co najciekawsze, później mamy przeskok w czasie, który pokazuje, co wydarzyło się przed tym, do czego zostaliśmy wprowadzeni.

Poznajemy rodzinę Janickich, która jak się okazuje, skrywa sporo tajemnic. Z pozoru poukładana, niemalże idealna, a jednak za murami, opadają wszystkie wyuczone sztuczne uśmiechy, fasada idealnej żony, męża czy też siostry — opada, przedstawiając prawdziwe oblicza.

Zacznijmy od Ludmiły, bo to za jej sprawą, rozpocznie się plątanina dziwnych, często niebezpiecznych wydarzeń.

Kobieta pracuje w Urzędzie Miasta, tego dnia musiała zostać dłużej w pracy, aby dokończyć zaległe sprawy. W dodatku miała zły humor, do domu wróciła jej siostra bliźniaczka, z którą od lat żyła delikatnie mówiąc, niezbyt przyjaznych relacjach.

Akurat tego paskudnego dnia, musiała wejść do gabinetu, po dokumenty brata, startującego w wyborach na burmistrza. Znajduje ciało zabitego człowieka, nie ma przy tym żadnego świadka własnej obrony.

W dodatku, gdyby ktoś zaczął szukać motywu, stałaby się pierwszą podejrzaną. I chyba właśnie ta myśl, doprowadza Ludmiłę do decyzji, której w normalnej sytuacji w życiu by nie podjęła. Dzwoni po pomoc do swojej znienawidzonej siostry Izy.

Iza wyjechała wiele lat temu, ułożyła sobie życie, tak jak chciała. Przynajmniej takie miała wrażenie. Niestety, coś na pewnym etapie przestało działać, jak należy. Ukochany jakby przestał nim być, w końcu wyjechał na jakiś kontrakt, a ona odkryła, że znalazła się na zakręcie życiowym. I by odszukać stabilizacji we własnym życiu, wraca do rodzinnego miasteczka, do rodzinnego domu, po co? Chyba sama niespecjalnie potrafi odpowiedzieć, na to pytanie. W dodatku Ludmiła, stare sprawy jakby dalej są aktualne, no i na domiar złego musiała wpaść w tarapaty.

Gdy siostry, próbują działać wspólnie, na światło dziennie zaczynają wychodzić sprawy, o których wielu nie miało pojęcia.

Jak zakończy się sprawa morderstwa, jakie skrywane sekrety ujrzą światło dzienne, podczas prowadzenia dochodzenia?


 
 
Muszę przyznać, że książkę czytało się niesamowicie szybko. Byłam niezmiernie ciekawa tego, kto jest kim, jakie ma powiązania i dlaczego. Może nie jest to, taki typowy kryminał, bo te akurat są bardziej brutalne, może trzymają w większym napięciu. No i policja działa konkretniej. Niż bohaterowie tej historii. Tutaj mamy lekki humor, nie przerysowany, taki w sam raz. Może chwilami zachowanie panów policjantów drażniło, no ale, nie ma ideałów.

W książce pojawia się wielu bohaterów, ich mnogość może chwilami przytłoczyć, aby ogarnąć kto i dlaczego, jakie ma powiązanie z daną osobą. Na szczęście jak dla mnie, po pewnym czasie, było wszystko wiadome. Chociaż zdaje sobie sprawę, że nie każdemu może przypaść do gustu, aż tyle postaci, które nie zawsze odgrywają szczególną rolę.

Wspomniałam na początku o okładce, no nie mogę jej dopasować do całości. Jest oderwana od historii, no po prostu trąci tanim romansem, z najniższej półki, aż szkoda. Bo chociaż Sprzeczne sygnały, nie należą do mocnego kryminału, tylko ciekawie zarysowanej sensacji, z wieloma rodzinnymi tajemnicami, nie zasłużyłaby zostać, sprowadzona, do jakiegoś słabego romansu. No a niestety, okładka jednak odebrała wiele.

Dlatego bardzo proszę, nie kierujcie się dziewczyną, bo ona chyba niewiele ma wspólnego z fabułą. Już spotkałam się opisami nie na temat, teraz okładki zaczynają żyć własnym życiem. Na całe szczęście, książka się broni, dobry poziom, warto przeczytać.



Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Edipresse Książki.

lipca 22, 2017

lipca 22, 2017

Detektyw Kris. W półmroku świtu

Detektyw Kris. W półmroku świtu

Jeden detektyw. Jedna sekretarka. Trudna i nietuzinkowa sprawa. Wszystko dzieje się nagle, niespodziewanie, wątki się ze sobą łączą, żeby za chwilę znowu się rozgałęzić w przeciwnych kierunkach. Czasu jest coraz mniej, adrenalina wzrasta, a chęć rozwikłania zagadki przewyższa wszystko. Tak było w fabule książki Detektyw Kris. W półmroku świtu, a jakie emocje towarzyszyły mi podczas lektury? 

Detektywa Krisa poznajemy w momencie kiedy siedzi u siebie w gabinecie, do którego przychodzi kobieta i prosi o pomoc.
Jej stara-nowa miłość życia zniknęła bez śladu zabierając ze sobą samochód już prawie byłego męża klientki. To jednak nie jest w tym wszystkim najlepsze. Z pozoru błaha sprawa z biegiem czasu przybiera takie obroty, jakie nikomu się nie śniły. W grę wchodzi troska o kraj, ochrona prezydenta, machlojki, gangsterskie porachunki i walka dwóch "gryzących" się ze sobą stron. Jaką rolę w tym wszystkim odgrywa tytułowa postać? Czy udaje mu się wyjść z twarzą i rozwikłać zagadkę? Czy komuś stanie się krzywda, czy może czeka na nas szczęśliwe zakończenie?

Było dużo pytań, nadszedł czas na szczere odpowiedzi. Troszkę zbierałam się do tej pozycji. Co prawda przekonywała mnie do siebie okładką, wydawała się bowiem intrygująca i tajemnicza. Nie miałam nigdy możliwości poznać innych dzieł pana Piotra, więc to tym bardziej działało na korzyść książki. Stwierdziłam, że będzie to ciekawa sensacyjna przygoda, a że mało u mnie na półce takich pozycji, to czemu nie. Jednak... tak bardzo się zawiodłam.

Nie mam w zwyczaju krytykować wszerz i wzdłuż egzemplarzy recenzenckich. Jestem bardziej takim typem, który stara się szukać pozytywnych aspektów, światełka w tunelu. Niestety tym razem chyba się nie uda. Nie pamiętam kiedy ostatnio byłam tak rozczarowana jakąkolwiek książką. Nie dość, że nie mogłam się skupić na fabule, to jeszcze ciężko było mi połączyć jeden wątek z drugim. Fakt, że prawie wszyscy bohaterowie mieli nazwiska rozpoczynające się na literę "K" wcale mi nie pomagał, ponieważ myliło mi się kto jest kim. Moim skromnym zdaniem sama zagadka, historia i jej przebieg pozostawia wiele do życzenia. 

I choć pozycja ta jest krótka, strasznie się namęczyłam zanim udało mi się przez nią przebrnąć. Nie takiego mojego początku z sensacyjnymi historiami oczekiwałam. Denerwowało mnie przeskakiwanie co rozdział z wątku na wątek i okrojone dialogi. Tytułowy bohater jest mdły i próbuje być wykreowany na superbohatera, ale moim zdaniem niekoniecznie to wyszło. Nie ma w nim dominujących, rzucających się w oczy cech, które porwą czytelnika na długie chwile. 

Tej książce mówię zdecydowanie NIE. Z całym szacunkiem dla pana Piotra, ale jestem rozczarowana i trochę zażenowana, ponieważ już wiem, że oczekiwałam od Detektywa Krisa... zbyt wiele. Może nie potrafiłam zinterpretować zamierzeń autora, ale podsumowując nie jest to pozycja, którą polecam i mówię, że warto. Jeśli ktoś jest fanem autora/wydawnictwa, może spróbować. Ja jednak pozostaje wierna swojemu pierwszemu odczuciu, które mówi mi, że nie warto. Zdecydowanie wolę poświęcić czas na inne książki z Novae Res. 

lutego 06, 2016

lutego 06, 2016

Sicario - FILM

Sicario - FILM




Sicario - w języku, a raczej slangu hiszpańskim oznacza płatnego zabójcę. Jak większość się orientuje Meksyk czy też Columbia poza pięknymi terenami oraz kulturą, słynie z okrutnych morderstw, porachunków gangsterów i ogólnie złem w najczystszej postaci. Twórcy filmu pokusili się o ukazanie małego fragmentu mrocznej strony świata przestępczego, które ma swoje źródło dużo wyżej, u ludzi będących pozbawionych wszelkich granic.  Jak to wyszło w ogólnym rozrachunku? Czy reżyser (Denis Villeneuve) podołał  i osiągnął zamierzony cel, czy Sicario uniosło swoją poprzeczkę?  

Zacznijmy od pomysłu fabuły, film rozpoczyna się dość mocno, nawet brutalnie. I za to wielkie brawo. Nie ma przydługiego wstępu, niepotrzebnego budowania napięcia.  Grupa agentów FBI podczas jednej z akcji odkrywa ukryte ciała, jak się okazuje był to masowy mord. Zleceniodawcą jest meksykański boss, parający się przemytem narkotykami. Aby móc przechwycić głównego oprawcę grupa musi dostać się do świata przestępczego, gdzie prawo rządzi się innymi kategoriami. Młoda agentka - w tej roli Emily Blunt.  Zostaje wytypowana do wzięcia udziału w całym trudnym i oczywiście niebezpiecznym przedsięwzięciu. Jak wiadomo Meksyk to nie Ameryka. Tam wszystko wygląda inaczej. 

Akcja toczy się miarowo, nie można powiedzieć, że coś zostało rozwleczone, czy może zbyt podkolorowane. Jest brutalnie, jest napięcie. I wszystko byłoby dobrze gdyby momentami nie zaczęły się dziać dziwne rzeczy, mianowicie zbyt wiele przeróżnych zbiegów okoliczności, wydawałoby się,że plan jest niebezpieczny, misja na bardzo wysokim poziomie i nagle PUFF. Chyba wątki poboczne wzbudzały więcej emocji, i tak naprawdę to one ratowały całość.  Nie do końca zrozumiałam dlaczego reżyser po dobrym rozpoczęciu postanowił pokierować fabułę w taką, a nie inną stronę. Zamiar i pomysł był naprawdę bardzo dobry. Świetna muzyka, wprowadzała odpowiednie emocje z czego jestem zadowolona, ale...Coś zaczęło się rozjeżdżać, jakby nagle panu Villeneuve znudziło się to co nagrywa, i postanowił szybciutko uciąć. Szkoda wielka, ponieważ  z tak ciekawą obsadą, scenariuszem można było naprawdę "poszaleć", bez podkoloryzowania. 

Co się tyczy aktorów, mam skrajne uczucia. Byłam bardzo mile zaskoczona doborem i wiele oczekiwałam... Niestety postać, w którą wcieliła się Emily Blunt,  porażała swoją beznadziejnością. Agentka FBI, wysyłana do zadań specjalnych, strzelająca do ludzi, nagle kiedy jej noga staje na Meksykańskiej ziemi, przemienia się w ciapę z wiecznym grymasem przerażenia na twarzy. Do pewnego momentu tłumaczyłam to zachowanie szokiem, jednak im dłużej, tym co raz gorzej, kobieta drażniła do tego stopnia, że zaczęło mi to przeszkadzać w oglądaniu filmu. Cały czas zastanawiałam się o co chodziło z jej rolą, po co na siłę została upchnięta do filmu? Niby agentka, a przypominała "świeżaka" dopiero co po ukończonej szkole policyjnej. Żenada. Moja ulubiona aktorka doprowadzała mnie do szału, wprost nie potrafiłam znieść scen w których się pojawiała.

Na szczęście Sicario broni doskonała gra Benicio Del Toro, który wcielił się w rolę Meksykańskiego agenta, w prawdzie jego misja była bardziej prywatna jak ku dobru całego społeczeństwa, jednak cała charakteryzacja i wczucie w rolę było bardzo dobrze ukazane, widać aktor świetnie sobie poradził, dzięki czemu Alejandro, mimo nie do końca nieskazitelnej przeszłości i zamiarów, wzbudzał sympatię. 

Nie będę zbyt wiele rozwodziła się na temat całej obsady,  wydaje mi się, że Blunt i Del Toro grają pierwsze skrzypce, z tą różnica, że aktorka poległa z kretesem i nawet jeżeli jej rola miała być właśnie taka, to niestety odegrała ją tak słabo  i nienaturalnie, że całość wołała o pomstę do niebios. W moim własnym odczuciu największym atutem  filmu jest rola Benicio Del Toro, aktor dzięki któremu Sicario  się wybroniło. Bo ze względu na właśnie tę postać warto obejrzeć film, z perspektywy czasu dochodzę do wniosku, że to nie jest produkcja najwyższych lotów, jednak nie można powiedzieć, że nie warto zwrócić na niego uwagi. Byłoby to chyba zbyt krzywdzące. Nie ma szaleństwa, nie ma "ochów i achów", ale było przyzwoicie... Gdyby nie Emily Blunt...

Podsumowując, jeżeli nie podejdziecie do filmu zbyt krytycznie, a lubicie strzelaninę, brutalne morderstwa i działalność przemytniczą, możecie śmiało sięgać po ten film. Początek i zakończenie to takie mocne strony Sicario...

Tekst stanowi oficjalną recenzję dla portalu DużeKa. 

grudnia 14, 2014

grudnia 14, 2014

Niemoralna gra

Niemoralna gra



Sięgając po Niemoralną grę  szykowałam się na naprawdę mocne wrażenia, wartką akcje oraz ciekawych bohaterów. Nie poznałam wcześniej twórczości  pani Kosowskiej , więc nie wiedziałam czego mogę się spodziewać po wnętrzu książki. Tak naprawdę teraz po zakończeniu mam mieszane uczucia... ale zanim ubiorę w słowa co czuję przedstawię zarys fabuły.
 
Głównym bohaterem jest Konrad, wykładający etykę na jednej ze studenckich uczelni. Część czytelników poznała jego postać we wcześniejszej powieści Deja vu. Mężczyzna uchodzący za znanego podrywacza, łamacza serc, nie potrafiący zbyt długo utrzymać się w jednym związku, kobiety zmienia od razu gdy zaczyna czuć, że sprawy nabierają tempa w wiadomym kierunku. Wtedy zgrabnie się wycofuje, w większości mając już na celowniku kolejną "ofiarę". 
Tego dnia Konrad miał zostać na dyżurze w studenckim telefonie zaufania, jego kolega poprosił o przysługę, ten nie zdążył odmówić i tak tym sposobem wylądował w miejscu, w którym jak twierdziła większość z jego wydziałowych znajomych absolutnie się nie nadawał.  Duma nie pozwoliła wykładowcy zamienić się z Melanią, bardziej doświadczoną osobą, znającej się na rozwiązywaniu problemów młodych ludzi. Uparcie przekonywał, że musi zostać i został. Kiedy już mu się wydawało, że spędził bezczynnie godziny czekając na dźwięk aparatu, ten nagle się rozdzwonił. Jedna rozmowa, z nieznajomą dziewczyną, wywarła na mężczyźnie ogromne wrażenie. Sprawa wyglądała naprawdę poważnie, potrzebna była interwencja by pomóc zagubionej studentce, tylko jak sprawdzić kim była skoro nawet nie podała imienia, jedynie nagranie rozmowy nie daje spokoju Konradowi. Zaczyna rozmyślać, prosi nawet o pomoc Melanie, która mając większe wyczucie będzie potrafiła wyłapać coś istotnego między słowami.
 
W życiu prywatnym Konrada dochodzi do zmian, sam jeszcze nie bardzo rozumie co się z nim stało, a może tak naprawdę wie, że do tej pory wszystko co robił  było grą, przed ludźmi, ale przede wszystkim przed samym sobą, dopiero jedno nieoczekiwane wydarzenie sprawiło, że się otrząsnął. Dotarło do niego coś ważnego, postanowił działać, jego celem stało się odnalezienie tajemniczej rozmówczyni. Nie zdawał sobie sprawy jak bardzo emocjonalnie zaangażuje się w szukanie, przecież do tej pory nigdy nie zaprzątnął by sobie głowy jedną z wielu zrozpaczonych studentek. Dlaczego więc teraz nagle postanowił coś zrobić? W dodatku zaczynają go nękać głuche telefony, głuche ponieważ dzwoniący nie czekał aż odbierze, ani też nigdy nie próbował zostawić wiadomości na poczcie głosowej. Sprawa zaczyna zataczać większe kręgi, zaś w poszukiwanie dołączają się znajomi.  Mężczyzna aby uchronić przed straszną tragedią studentkę wybierze się w podróż do Saksonii, jak zakończy się ta wyprawa? Czy Konradowi uda się zrobić coś dobrego? Czy naprawdę zaszły w nim zmiany na lepsze?
 
 
Moja wrodzona ciekawość wzięła górę i zrobiłam coś czego staram się nie robić przed napisaniem własnej recenzji, przejrzałam opinię do tej książki. Otrzymała naprawdę bardzo dobre opinie,  czy zgadzam się z nimi? Nie do końca. Oczywiście każdy ma prawo stwierdzić, że jest to pozycja fenomenalna, mnie nic do tego.  Po prostu chciałam zobaczyć czy jest ktoś oprócz mnie, kto ma podobne odczucia po zakończeniu... Zostawiam więc cudze opinie, przechodzę do swojej własnej, subiektywnej oczywiście.
Zacznę od bohaterów, Konrad nie rozumiem dlaczego uchodził za mężczyznę, któremu nie mogły się oprzeć kobiety, nie dowiedziałam się jak wyglądał, czy był chodzącym adonisem, jego postać nie przyciągała mnie, był mi zupełnie obojętny jako mężczyzna. Jednak uchodził za łamacza serc, nie będę się spierać, widać mało wiem.  Nagle zaczyna się zmieniać, wspaniale, cieszmy się i radujmy. Melania była według mnie tłem więc jej nie ma sensu poświęcać zbyt wiele uwagi, przejdę więc do jej córki Julii, chodząca sprzeczność. Nie wiedziałam jak mam odbierać tę kobietę. Z jednej strony nie znosiła Konrada, miała o nim jak najgorsze zdanie, ale nagle zachciała mu pomóc szukać, owszem później mamy wyjaśnienie co było powodem, ale jak dla mnie blado to wypadło.  Krzysztof przyjaciel, coś tam pomagał, coś szukał. Chyba najbardziej bystrym i konkretnym w tej "ekipie" był Andre, od razu polubiłam jego postać i tok rozumowania, dobrze obserwował i analizował.
No i w końcu ogólnie całość. Nie do końca rozumiałam o co chodziło z narracją, najpierw widzimy całość z perspektywy Konrada, później nagle, przechodzimy na Andre, czego musiałam się domyślić bo przecież nastąpiło "CIACH" i siedzieliśmy w głowie rozmówcy Konrada, super.  Andre sobie porozmyślał, wrócił do przeszłości, pokazał nam część swojego życia związanego z pewną dziewczyną i ... wracamy do Konrada. Z Konrada przenosiliśmy się na Julię, z Julii na Krzysztofa. I tak dalej.  Może dlatego, że to był wieczór, może dlatego, że bolała mnie głowa, ale coś takiego absolutnie nie podeszło w mój gust. Skakanie "z głowy do głowy" nie spodobało mi się.   Trzy gwiazdki jestem w Krzysztofie, kolejne witaj Julio! 
Przemierzałam Saksonię, gdzieś przeczytałam, że piękne widoki, w deszczu śniegu rzeczywiście musiała się ta Saksonia jawić cudownie... Nie byłam tam, więc moja wyobraźnia w żaden sposób nie pomagała w zobaczeniu czegoś pięknego w zawierusze śnieżnej.
Pomarudziłam, musiałam ponieważ byłam przyszykowana na całkiem inną historię, a zastałam to co zastałam, widać ostatnimi czasy mylnie interpretuje noty od wydawców. Pomysł wydawał się być genialny, byłam przekonana, że spotkam się z naprawdę świetną akcją, a tak naprawdę cofałam się w przeszłość, musiałam męczyć z rozmyślaniami Konrada, które drażniły mnie niezmiernie. Nie czułam napięcia, nie porwała mnie całość.  Chciałam dotrzeć do końca by dowiedzieć się kto stał za telefonem, zakończenie mnie zawiodło, bardziej nijak chyba nie można było go zrobić. Szkoda. Na szczęście moja opinia jako jedyna będzie krytyczna, książka zyskała sporą liczbę fanów, więc wyjdzie, że jak zwykle ja się czepiam...
Być może jest coś, czego nie zdołałam wyczytać, niech każdy oceni indywidualnie.
          
 
Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować wydawnictwu Novae Res.
 
 

sierpnia 19, 2014

sierpnia 19, 2014

Szósty

Szósty



"W szóstym dniu Bóg stworzył człowieka - mężczyznę i kobietę,
W szóstym dniu ...odbiorę ci życie, bo ja jestem twoim bogiem".



Jakiś czas temu poznałam twórczość Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, niestety nie wpasowały się w mój gust czytelniczy jej najnowsze publikacje, może dlatego,że kategoria erotyku nie znajduje się na mojej liście ulubienic, albo też sama autorka inaczej podchodzi do pisania tych czytadeł. Prawda jest taka,że po pierwszym tomie znanej trylogii odpuściłam sobie i miałam więcej nie sięgać po książki tejże pisarki. Minął czas i postanowiłam dać szansę, nie Lingas-Łoniewskiej, bo ta ma już rzeszę fanów, ale sobie. Bo skoro jest tak rozchwytywana to musi gdzieś tkwić talent, tego miałam się dowiedzieć sięgając po "Szóstego".  Jakie więc są moje wrażenia i czy warto było zrobić kolejne podejście, przekonacie się w recenzji. 

 Śląska Grupa Śledcza prowadzi nietypową sprawę, Marcin Langer od jakiegoś czasu zastanawia się kim jest zabójca, który porywa młode kobiety, przetrzymuje, by na szósty dzień od porwania zabić i pozostawić ciało. Langer zbiera wszystkie możliwe informacje, nawet te najbardziej absurdalne by móc chociaż o krok zbliżyć się do rozwikłania sprawy. W końcu nie chodzi o jakieś zagadki, tylko o ludzi, a dokładnie kobiety, które brutalnie wyrwane ze swojego codziennego życia padają ofiarą psychopatycznego zabójcy. 
Marcin czeka na zjawienie się psycholog, która zajmie się tworzeniem profilu psychologicznego, szukanego zbrodniarza. Kiedy w otwartych drzwiach ukazuje się sylwetka kobiety, która od sześciu lat prześladuje w snach Marcina, czas cofa się o te kilka lat i mężczyzna przypomina sobie pewne tajemnicze wydarzenie,które teraz nabiera innych, znacznie realnych kształtów. Układanka zaczyna składać się w całość, ale zanim dojdą do najważniejszych elementów wiele czasu upłynie.
Praca w policji, szkolenia, ogólne dokształcanie się, sprawiło,że Alicja poradziła sobie z tragedią, która spadła na nią sześć lat temu. Gdyby ktoś jej tego pamiętnego dnia powiedział,że szczęście zgaśnie szybciej niż zapalony ogień zapałki, popukałaby się w czoło. Jednak życie nie tylko potrafi spłatać figla, ale również odebrać z dnia na dzień to co najważniejsze, coś co było głównym motorem napędzającym. Teraz gdy kobieta miała w miarę ustabilizowaną sytuację zawodową oraz prywatną, chociaż z jej życia prywatnego nie można było za wiele oczekiwać, bo Ala więcej czasu spędzała w pracy jak we własnym domu, to jednak nie było one takie najgorsze. Owszem tęskniła do czasów przed, ale nie można go cofnąć,a życie toczy się dalej, chce tego czy nie. Dlatego gdy okazało się,że w Grupie Śledczej potrzebują pomocy profilera, i to tego najlepszego była dumna i lekko spięta z nowego, poważnego zadania, z którym już niebawem miała się zmierzyć. Nie zdawała sobie tylko sprawy z jednej rzeczy. Chwila gdy przestąpi próg pomieszczenia głównego dowodzącego będzie przełomowa, ale i zaważy na dalszym postępowaniu pewnej osoby. 
Morderca cyklicznie atakuje i zabija. Jego styl jest bardzo intrygujący, ciała kobiet nie noszą praktycznie żadnych śladów walki, bądź pobić, na dobrą sprawę są  nie ruszone, nawet umyte.. poza otarciami świadczonymi o zadanym gwałcie  wyglądałoby,że śmierć nastała w sposób niespodziewany, z zaskoczenia. Co więc dzieje się z porwanymi kobietami, przetrzymywanymi przez sześć dni, dlaczego każde morderstwo wygląda podobnie i jaki jest główny motyw zabójcy, który  nie dość,że sprytnie wybiera, a potem "poluje" na swoje ofiary, ale i  maskuje. Wie jak zatrzeć ślady, kryjówka umieszczona w takim miejscu by nie było świadków. Wszystko precyzyjnie zaplanowane.
Liczba zamordowanych kobiet rośnie, brakuje tropów, Langerowi powoli puszczają  nerwy, bo zamiast zapobiec śmierci niewinnych osób, stoi w miejscu czekając na telefon o kolejnym znalezionym ciele...


Chciałabym napisać więcej na temat samej fabuły, ale niepotrzebnie odebrałabym radość z czytania tym, którzy jeszcze nie mieli przyjemności z powyższą książką. Ja zaś muszę przyznać,że jestem mile zaskoczona i żałuję,że nie zaczęłam swojej przygody z twórczością autorki od jej pierwszych tytułów. Bo może nie miałabym przed sobą tego zniechęcenia i dystansu, który towarzyszył mi zanim nie wciągnęłam się w centrum wydarzeń. Na szczęście fabuła niesamowicie szybko mnie pochłonęła. Nie ma co się dziwić gdyż według mnie została dopracowana w najdrobniejszych szczegółach. Jestem pod ogromnym wrażeniem, stworzone przez autorkę morderstwa, postać psychologiczna zabójcy były genialne. Miewam czasem podczas czytania,że będąc tak bardzo ciekawa co będzie dalej mam ochotę przewrócić strony o kilka dalej, by dowiedzieć się tego co od początku nie daje spokoju, a wyobraźnia działa na najwyższych obrotach. Bohaterowie po prostu świetni, każdy ma swoją wyrazistą osobowość, nie można powiedzieć,że któryś z nich był nijaki, każda z ofiar jest "jakaś". Pokrótce dowiadujemy się jakie prowadzą życie osobiste i odczuwamy żal gdy ich życie zostaje nagle, tak niesprawiedliwie odebrane. Dodatkowo mamy wgląd na przemyślenia mordercy psychopaty, jego podejścia do ofiar oraz prowadzonych poszukiwań. Zaskakujące jest również jak autorka przez długi czas  nie pozwala by trafnie wytypować postać kto jest tym podejrzanym, przez chwilę miałam wrażenie,że już wiem kto to jest, by nagle uświadomić sobie,że zostałam wyprowadzona w tak zwane"pole".Przyznam szczerze,w takiej odsłonie Lingas-Łoniewska prezentuje się fenomenalnie, jestem pod ogromnym wrażeniem. Książka jest świetna i jeżeli inne jej pozycje, oprócz serii typowo dla kobiet,dorównują poziomem, jestem zdecydowana "brać w ciemno".  Warto czasem się przemóc i sprawdzić autora jeszcze raz.






Książka bierze udział w wyzwaniu "Polacy nie gęsi" oraz "wyzwanie kryminalne", " historia z trupem".



kwietnia 14, 2014

kwietnia 14, 2014

Porwana

Porwana


Jak dobrze znamy osobę z którą decydujemy się spędzić życie? Czy przeszłość może odegrać kluczowe znacznie w chwili gdy stanie się tragedia, zaś niewiedza z jednej strony będzie doprowadzała do obłędu ale i odkrywała karty z tymi najmroczniejszymi stronami...

Pracę można lubić, tolerować bądź nie znosić. Justyna należy do tej ostatniej grupy ludzi. Za każdym razem gdy musi udać do wielkiego biurowca  by zająć znienawidzonymi tabelkami. Nie potrafi się odnaleźć w tym zatłoczonym miejscu gdzie pracownicy zamiast pracą z o wiele większym zainteresowaniem śledzą najnowsze plotki.  Justyna siadając przy swoim biurku marzy tylko o jednym by te ustawowe godziny jak najszybciej upłynęły, zrobi swoje i wraca do domu. Nie wychodzi na plotki przy kawie jak inni koledzy, z nikim nie nawiązała bliższej znajomości. Oprócz Mirka. Mężczyzna z innego działu, na pierwszy spojrzenie niepozorny, a jednak z nim najlepiej się rozmawiało. Właśnie dzięki niemu dowie się o aktualnych problemach firmowych, ale nie tylko. Pewna niepokojąca sprawa. Niby nie powinno być niczego podejrzanego w fakcie,że dawno niewidziany rzekomy kolega z klasy ją poszukiwał. Zastanawiające jest jakim cudem mógł znaleźć koleżankę nie znając nazwiska po mężu. Coś w zaistniałej sytuacji nie podoba się Justynie. Ma przeczucie,że opisywany przez Lubickiego mężczyzna nie dość,że nie jest tym za kogo się podaje, ma wrażenie o niebezpieczeństwie związanym z tym człowiekiem. Zaczyna mieć lęki, niestety nie potrafi powiedzieć o swoich rozterkach mężowi. Nie żeby mu nie ufała. Po prostu ciągle coś staje na przeszkodzie. Łukasz nie dostrzega sygnałów dochodzących z zachowania żony, jest za bardzo zaabsorbowany swoją pracą. Kiedy rozmowa z kolegą uświadamia  mężczyźnie,że powinien coś zrobić jest już za późno. Justyna zostaje porwana na jego oczach z pod ich własnego mieszkania w biały dzień. Akcja jest dokładnie zaplanowana i przeprowadzona profesjonalnie. Nie wiadomo kto i dlaczego to zrobił. 
Od tej chwili Łukasz żyje jakby wyjęty z samego siebie, z jednej strony zdaje sobie sprawę,że musi brać udział w dochodzeniu bo siedzenie i zamartwianie w niczym nie pomoże uprowadzonej żonie. Jednak rozpacz i bezsilność biorą górę, najgorsza jest niewiedza jaki jest motyw. Gdzie mają szukać wskazówek. Wprawdzie ma jakieś nikłe domysły, ale czy mają coś wspólnego ze sprawą? Może tajemniczy domniemany znajomy nachodzący Justynę w pracy brał udział w napadzie bądź jest w niego zamieszany. Sprawy zaczynają się komplikować, coraz więcej tropów. Jeden dziwniejszy od drugiego. A wiadomości na temat kobiety nikt nie posiada. Gdy do Łukasza dochodzi,że ukochana nie została porwana dla pieniędzy zaczyna się dramatyczna walka z czasem. Ktoś chce się pozbyć Justyny, szukając jakich kolwiek informacji na temat jej życia z przeszłości na światło dzienne wychodzą skrzętnie ukrywane tajemnice. Łukasz dopiero teraz zauważa jak mało wie na temat swojej ukochanej. Dlaczego nie powiedziała czym zajmowała się przed ich ślubem? Co takiego strasznego wydarzyło w jej życiu,że postanowiła wymazać z pamięci?

Leżała obolała na niewygodnym posłaniu, śmierdzącym stęchlizną i lasem. Zrozumiała,że znajduje się daleko od miasta. Osoba, która zleciła jej porwanie jeszcze się nie zjawiła. Z podsłuchanych rozmów wywnioskowała,że będą czegoś od niej chcieli. Najprawdopodobniej wymuszą istotnie wiadomości, jakie tego jeszcze nie wiedziała, a później zabiją...Musi spróbować uciec. Tylko sprawa nie wygląda zbyt ciekawe, ręce i nogi zostały związane, w dodatku potworny ból głowy i zlepione włosy świadczące,że podczas przewożenia musiała nieźle oberwać, wszystko razem działa na niekorzyść. Jednak nie może się poddać. Kiedy przyniosą jej coś do zjedzenia trzeba będzie się zmusić i posilić. Jest jej potrzeba dużo siły, głodzeniem tylko by sobie niepotrzebnie zaszkodziła. Już wie ilu jest pilnujących porywaczy. Pozostaje jak najszybciej w miarę ostrożnie zacząć działać...
W głowie słyszy głos osoby, która nie jeden raz doradzała jej jak zachowywać się w niebezpiecznych, wyczerpujących sytuacjach. Prowadząc ten dziwny dialog starała się by wszystko co zaplanowała wyszło po jej myśli.

Chciałabym napisać o wiele, wiele więcej na temat fabuły, jednak doszłam do wniosku,że osobom, które jeszcze nie miały okazji przeczytać Porwaną  mogłabym zepsuć całą radość z odkrywania tajemnic, osobiście nie spodziewałam się tego wszystkiego. Książka jest genialna. Chyba to jedno określenie powinno wystarczyć, ale postaram się mniej więcej opisać występujące postaci, moje odczucia względem każdego z nich. 
Zanim sięgnęłam po mój egzemplarz książki starałam się nie czytać recenzji, tylko podsumowanie czy warto. Dlatego nie wiem jak osoby mające za sobą lekturę odebrały bohaterów. być może nie zgodzą się z moją oceną. 
Jako kobieta staram się obstawać po "naszej" stronie, jednak w przypadku tej właśnie książki i tej właśnie głównej bohaterki powiem szczerze. Zupełnie się z nią nie zgrałam. W żadnym momencie nie wczułam w jej sytuacje, odczucia oraz tok rozumowania. Więcej chwilami przerażała mnie jej osoba. Ten spokój, analityczne myślenie. Nie tylko w pracy nad tabelkami...musiałabym zdradzić fabułę, a tego niestety nie mogę. Jednak osoby czytające książkę powinny wiedzieć o czym myślę. Zdradzę tylko nazwy Bambi, Żółw, Gogol i Krokodyl. Nie wiem zupełnie nie potrafię zrozumieć tego co tam się działo. Chyba nie za bardzo odnalazłam się z takim typem kobiety. 
Natomiast Łukasz, jego cierpienie to wszystko jak on przeżywał. Szczerze to cierpiałam razem z nim. Dosłownie wczułam się w jego ból oraz bezradność. W zasadzie nie identyfikuje się z uczuciami mężczyzn jednak tutaj postać Łukasza była tak realna, jego cierpienie wręcz namacalne. Niemalże czuło się jego ból i rozpacz. Nie będę ukrywała, polubiłam tego faceta, jak każdy nie był ideałem,ale otrzymał te wszystkie cechy za które cenię ludzi. Były momenty gdy zastawiałam się dlaczego Justyna zachowuje się w taki czy inny sposób, dlaczego ukrywała przed nim te wszystkie sprawy.Moim zdanie zasłużył na zaufanie, a tego nie otrzymał ze strony najbliżej mu osoby. 
Większość występujących postaci została świetnie dopracowana, dzięki czemu dopełniali całości. Koledzy z wydziału byli lojalni chociaż i tam znalazły się tak zwane "perełki", wielką sympatią obdarzyłam Kota. Być może nie zupełnie nadawał do przydzielonej funkcji, niemniej jednak jego wrażliwość była potrzebna. 
Chcąc ocenić fabułę, to w jaki sposób została skonstruowana nie mogę się chyba do niczego przyczepić. Autorka świetnie przygotowała się do napisania książki, wydaje mi się,że perfekcyjnie podeszła do sprawy dzięki czemu całość wypadła niesamowicie. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Wczułam się w nią całą sobą, każda strona przynosiła coś nowego. Tak naprawdę nie wiedziałam czego mogę się spodziewać w ostatnim zdaniu, a te pozostawiło mnie z wieloma pytaniami.
Nie stawiam ocen, jednak w drodze wyjątku muszę przyznać,że zasługuje na sześć z plusem.


 
Książka bierze udział w wyzwaniu "Polacy nie gęsi" .


lutego 19, 2014

lutego 19, 2014

Prawdziwe morderstwa

Prawdziwe morderstwa

Aurora Teagarden pracuje jako bibliotekarka w małym miasteczku Lawrencton, zajęcie jak każe inne, daje jej sporo przyjemności, jednak poza pracą ma swoją pasję. Uczęszcza na spotkania grupy zajmującej się dziwnymi morderstwami, o których niegdyś było głośno. Sprawy są bardziej bądź mniej poważne. Każdy z członków ma za zadanie poprowadzić wykład dotyczący otrzymanej sprawy. Tego popołudnia wybrała się na comiesięczne spotkanie. Przypadała akurat jej kolej wykładu, starannie się do niego przygotowywała, miała zrobione notatki. Przyjeżdżając na miejsce spotkań nie ma pojęcia co za chwile ma ją spotkać. Jedna z członkiń zostaje zamordowania bardzo podobnie do ofiary, którą właśnie tego wieczoru miała omawiać, na domiar złego to Aurora jest osobą, która znajduje ciało koleżanki ze spotkań. Policja nie daje wiary przypuszczeniom, według nich jest to paskudna sprawa. Zajmują się śledztwem, badając wszelkie poszlaki. Kobieta wraz ze swoimi znajomymi z klubu nie potrafi otrząsnąć się z szoku. Czyżby to był fatalny zbieg okoliczności, czy ktoś rzeczywiście ma w planach kopiować słynne zbrodnie? 
Ślad się gubi, sprawa powoli cichnie, podczas zwołanego prywatnego zebrania w domu bibliotekarki, pada podejrzenie,że oto ktoś z ich grupy jest mordercą, ponieważ nikt inny nie zajmował się podobnymi sprawami. W dodatku atmosfera między zebranymi staje się zbyt napiętą nie skutkując w żadne nowe wiadomości. 

Miasteczko powoli wraca do normalnego życia, jednak w domu Rory nie jest całkiem spokojnie, ktoś przysłał zatrute czekoladki, dla niej albo jej matki, tego nie wiedzą. Kim jest tajemniczy nadawca? I czy znowu sprawa wiąże się z jedną z omawianych na spotkaniach klubu? Kobieta snuje swoje własne podejrzenia, tak naprawdę zaczyna mieć swoje typy co do mordercy. Każdy dziwnie zachowujący się osobnik budzi niepokój. Kiedy w dziwnych okolicznościach ginie kolejna osoba grupa zaczyna się zastanawiać na kogo padnie kolej. Samotna staruszka, posiadająca niesamowitą wiedzę na temat spraw kryminalnych próbuje połączyć fakty, szuka nawet sprawy pasującej do jej osoby. Aurora próbuje w miarę normalnie żyć. Na ile to jest możliwe, spotyka się z niedawno zamieszkałym w domu obok pisarzem Robinem. Mężczyzna preferuje właśnie kryminały, znajdując się w samym centrum "akcji" może nie czuje się zagrożony co podniecony. Nie znał osobiście ofiar, więc tym łatwiej jest mu przyswoić brutalne wiadomości. 
Razem z Rorą próbują dowiedzieć się jak najwięcej, prowadzą swoje "śledztwo" co nie bardzo podoba się policji oraz Pani detektyw. Kim jest prawdziwy morderca i czy działa sam? Może jest ich dwoje, pomagając sobie nawzajem, kto pasuje do układanki? Wyjdzie wiele faktów, niektóre zaprzeczające tym pierwszym. Coś nie będzie pasowało kobiecie i jakie znaczenie mają w tym wszystkim brązowe włosy ? 

Prawdziwe morderstwa z początku wydawały się lekkim kryminałem, fakt zaczyna się od morderstwa jednak nie wiem w sumie dlaczego myślałam,że będzie to tylko jedno takie zdarzenie, zaś akcja będzie toczyła wokół szukania zabójcy. Język jest niezwykle lekki, przez co odnosi się wrażenie,że książka wcale nie dotyczy strasznych zbrodni. Ja bynajmniej nie odczuwałam mrocznego klimatu, tej aury niebezpieczeństwa kiedy na każdym kroku czyha zagrożenie. Bohaterowie są ciekawi, każdy ma jakieś znaczenie, jednak nie można tak sobie na samy wstępie powiedzieć kto jaki jest. Dla mnie niesamowitym zaskoczeniem było samo rozwiązanie, mianowicie kiedy już dowiedziałam się kto był tym strasznym mordercą. Nawet przez chwilę nie typowałam właśnie tej osoby. Sama osoba Aurory jest dosyć ciekawa, chociaż nie mogę powiedzieć,że bardzo ją polubiłam. Chyba była mi w pewnym stopniu obojętna. Bardziej przypadł mi do gustu Robin, fajny facet. Niby cichy nie rzucający się w oczy, a jednak potrafił zaskoczyć. 
W dodatku te morderstwa, nie byle jakie, dobrze przemyślane, jak ze sceny z naprawdę mocnego thrillera. Kiedy stanęły mi przed oczami ciała zamordowanych z relacji świadków.... Co najważniejsze nie ma nudy, akcja zaczyna się od początku i do samego końca się toczy. Mniej lub bardziej dynamicznie. Jako,że narracja jest pierwszoosobowa, miałam okazję jeszcze bardziej wczuć w fabułę. Muszę przyznać,że bardzo przypadł mi do gustu pierwszy tom z panią bibliotekarką. Mam nadzieje,że będę mogła zapoznać się z jej kolejnymi zagadkami kryminalnymi. 




Copyright © Niekończące się marzenia , Blogger