września 20, 2018

września 20, 2018

Playboy

Playboy






On, Micah – najbardziej pożądany kawaler w całym Hollywood. Nie musisz otwierać gazety, by zobaczyć jego sylwetkę. Zawsze widnieje na pierwszych stronach, jego imię pojawia się na językach kobiet bez względu na porę dnia. Młody aktor wciąż jest widywany z wieloma kobietami, uchodzi za łamacza serc i wielkiego playboya, który nie potrafi się związać
na poważnie.

Ona, Maddie – ambitna, młoda kobieta, nieprzenikniona romantyczka, która nie lubi zbyt hucznego imprezowania, wykorzystywania drugiego człowieka i zbyt dużej dawki alkoholu na studenckich prywatkach. Większość życia poświęca studiowaniu swojej największej pasji, jaką jest produkcja filmowa i scenopisarstwo.

Pierwszy raz mają ze sobą kontakt, gdy Micah nie jest jeszcze sławny. Okazał się po prostu seksownym chłopakiem na imprezie, z którym połączyły Maddie upojne chwile. I choć dała mu numer telefonu, on już nigdy do niej nie zadzwonił…

Los chciał, że spotykają się ponownie po siedmiu latach. Maddie zostaje asystentką kamerzysty na planie najnowszego filmu, w którym Micah odgrywa jedną z głównych ról. Czy chłopak po takim czasie ją pamięta? A może jednak lepiej, żeby zapomniał o niej na zawsze? Czy fascynacja jego osobą zniknęła razem z upływem czasu i Maddie nie ma ochoty utrzymywać z nim innego kontaktu niż zawodowy? Tego dowiecie się po lekturze "Playboya".

Muszę przyznać, że choć historia jest dosyć banalna i przewidywalna, to bardzo się w nią wciągnęłam. Poznawałam głównych bohaterów krok po kroku, autorka bardzo skrupulatnie odsłaniała ich myśli i najgłębsze sekrety, by pozwolić czytelnikowi zrozumieć ich poszczególne zachowania. W pewnej chwili dochodzi do sytuacji, że odbiorca staje się elementem świata przedstawionego, czuje, jakby był obecny na planie zdjęciowym filmu, gdzie rozgrywa się cała fabuła. Osobiście obdarzyłam sympatią zarówno Maddie, jak i Micah. Ich sylwetki miały w sobie coś takiego, że nie mogłam przestać ich lubić. No nie dało się, naprawdę!

Pióro Laurelin Paige jest przyjemne, nie męczy i nie wprowadza irytacji w czytelniku. Autorka potrafi idealnie dostosować styl do treści, opisywać odczucia i emocje bohaterów, nie popada ze skrajności w skrajność, rozkłada wszystko tak, by kompozycyjnie całość przedstawiała się kompletnie i jednocześnie przystępnie dla odbiorcy.

Okładka nie kłamie – na planie tego filmu naprawdę było gorąco. Wiele się wydarzyło, dużo rzeczy zostało opowiedzianych, doszło do paru miłych spotkań oraz mocnych słownych potyczek. Nie była to historia prowadzona od początku do końca przez jedną ścieżkę usłaną różami, pojawiały się komplikacje, które dla czytelnika były propozycją do wgłębienia się w tę historię jeszcze mocniej.

Całość oceniam na mocną piątkę. Bestseller przeczytałam w dwa wieczory, wciągnęła mnie do tego stopnia, że zapomniałam o całym świecie i przeżywałam razem z bohaterami ich przygodę, która została idealnie przedstawiona przez autorkę. Jeśli szukasz lekkiej pozycji, którą możesz poczytać jesiennymi wieczorami pod kocem i z kubkiem ciepłej herbaty, „Playboy” jest dla Ciebie. Ja ze swojej strony naprawdę polecam i zachęcam do poznania zarówno Maddie, jak i Micah. Dajcie znać, co sądzicie na temat tej książki. Jestem ogromnie ciekawa!





Książkę można zakupić w  Księgarni Tania Książka.

.

września 19, 2018

września 19, 2018

Akuszer Bogów

Akuszer Bogów



Gdy zasiadałam do tego tomu, czułam lekki strach i nawet niechęć. Pierwsza część nie nastroiła mnie optymistycznie. Czytało się ciężko i nawet nie umiałam się konkretnie wciągnąć. Co chwila wypadałam z rytmu, co doprowadzało mnie do irytacji. No ale, kolejne części czekały. W końcu usiadłam do czytania. Pierwsze strony nie były łatwe, a później? O tym już za chwilę,


Nikita już wie, że matka wiele faktów zataiła. Dziewczyna tak naprawdę, nie ma pojęcia, kim jest, co się działo w jej dzieciństwie i dlaczego znalazła się w tym miejscu, którym jest. Aby odzyskać swoją przeszłość, udaje się do Skandynawii, to tam pokierował ją Ture, który jak się okazało, był jej bratem. Bratem, którego zresztą zabiła bez zastanowienia. Ta świadomość długo nie dawała spokoju. Uratowała matkę, wybrała między nimi, ale czy postąpiła słusznie? Czy ocaliła życie odpowiedniej osobie?

Już od początku podróży, nie dzieje się tak, jak powinno być, ale nie chodzi o drobne przeszkody. Nikita wie, że pojęcie normalności, w jej słowniku oznacza coś zupełnie innego. Ktoś ją śledzi, próby są częstsze i bardziej dziwaczne. Tak naprawdę, nie wiadomo skąd przyjdzie kolejne uderzenie.

Czego chcą od słynne zabójczyni, dlaczego komuś aż tak zależy na jej zdobyciu. Czy w grę chodzi tylko zabicie, a może o zupełnie inną sprawę?


Wspomniałam na początku, że poprzedni tom, jak i początek Akuszera, bardzo źle się czytało. Tak naprawdę, byłam przekonana, że ta książka, jak i całość już mnie nie zaciekawi, ani nie poczuje radości z czytania. I nagle wydarzyło się nieoczekiwane. Historia chyba u mnie (nareszcie!) zaskoczyła, śledziłam wydarzenia, byłam wręcz zafascynowana. Nie wiem, czy ten klimat skandynawski, czy opowiadane legendy, coś sprawiło, że przeskoczyłam do wykreowanego świata.

Postać Nikity jest jedyna w swoim rodzaju. Dziewczyna mota się między tym, kim jest, kim kiedyś może chciała być i przeszłością, która jak się okazało, była kłamstwem. Nagle ma możliwość otrzymania odpowiedzi, tylko czy jest pewna, że właśnie tego chce? Co się stanie, gdy rozwikła wszystkie zawiłości pochodzenia?

Chyba tym razem, w końcu poczułam się, że ta seria jest naprawdę fajna. Fakt, miałam trudności we wgryzienie się w pióro Jadowskiej, nie umiałam się w nim odnaleźć. Coś mi zgrzytało, sprawiało, że historia, zamiast porwać, stawała się sztuczna i taka wymuszona. No na szczęście, gdzieś na pewnym etapie zaiskrzyło.

Cieszę się bardzo, że w końcu mogę z przekonaniem napisać, jak mnie wciągnęła fabuła. Bo później czytałam bez chęci robienia przerwy, a jeśli już musiałam, to jak najszybciej powracałam do przerwanego wątku. I to w końcu o to, chodziło.

Oczywiście polecam, w końcu to chyba najważniejsza dla Nikity część, odkrywamy tajemnice, które rzucą inne światło na jej historię.

września 11, 2018

września 11, 2018

Ksiądz Rafał - Niespokojne czasy

Ksiądz Rafał - Niespokojne czasy


Po moim ogromnym zachwycie pierwszym tomem, przyszła pora na opisanie drugiego. Musiałam oczywiście odczekać swoją kolejkę — mama dopadła się pierwsza. Co poradzić. Ja podsunęłam, a później zostałam odstawiona na bok. Takie życie czytacza.

Wiedziałam, że się nie rozczaruje, tego byłam pewna, ale i tak zasiadłam do czytania z ciekawością, tego, co zastanę. Będę szczera, w pewien sposób zżyłam się z książkowymi postaciami. I po prostu mi ich brakowało. Również i samego księdza Rafała.

Jak zatem było? Czym zaskoczył autor, co wydarzyło się ważnego w Gródku po dwóch ważnych wiadomościach, kończących pierwszą część?
 


Śmierć biskupa Jakuba była smutną informacją. Oczywiście nie dla wszystkich. Znaleźli się tacy, którzy jeszcze za jego ostatnich oddechów szykowali miejsce. Bo gdzie władza, nieważne świecka czy kościelna, tam ludzie potrafią zgubić człowieczeństwo.

Gdy został odczytany testament i ostatnia wola, najbliżsi rozpoczęli przygotowania do pogrzebu. I może nie byłoby w tym nic wielkiego. Niestety, nawet spokojny Gródek, stanął pod ostrzałem, a dokładniej, nikomu niewadzący, spokojny ksiądz Rafał. Miał świadomość, że zmiana zwierzchnika przyniesie zmiany.
Nie miał jednak pojęcia, jak jego własna wiara, zostanie wystawiona na ogromną próbę. Jak bardzo mocno odczuje na sobie, uderzenie chciwości i zawiści tych, którzy zostali zaślepieni stanowiskiem.

Co do mieszkańców, powoli i tutaj zaczyna się coś dziać. Dotąd spokojne miasteczko. Teraz zaczyna się w niektórych budzić chęć zmiany. Panujący ustrój doskwiera, działacze coraz prężniej wygłaszają swoje poglądy i stanowiska w sprawie. Tylko czy to odpowiedni czas? Jak mogą zakończyć się, potajemne spotkania, przeciwko rządzącym?

Dzieje się wiele. Niby pory roku wyznaczają rytm życia, ale jak to powiedział ksiądz Rafał, Strach pomyśleć, jeśli zmiany dojdą i do tego miejsca. A jeśli już, to co będzie?
 


Będę szczera, nie mogłam zbyt wiele napisać na temat fabuły. Mimo że mnie bardzo korciło. Zachowam jednak tę wiedzę dla siebie. Wiem, są jeszcze osoby, które zadeklarowały chęć przeczytania. Czytajcie! Będę apelowała, o poznanie tej cudownej serii. Nawet jeśli miałabym to robić cyklicznie raz na tydzień.

Wróćmy jednak do moich odczuć, podczas czytania, no i już, gdy zakończyłam. Tym razem działo się o wiele więcej. Już sam początek, sprawił, że wylewałam morze łez. Nie mogłam się opanować nad emocjami. Znienawidziłam następcę biskupa Jakuba.

Już nie pamiętam, bym podczas czytania, aż tak żywo reagowała na wydarzenia. Nie mogłam znieść tego (nie)człowieka. Podły i wyrachowany. Było mi tak strasznie źle. I kolejny raz, uderzyło we mnie, jak niewiele my, zwykli ludzie, wiemy na temat działań w kurii. Całym tym szczeblu kościelnej hierarchii. Z jednej strony czułam niechęć i rozgoryczenie, z drugiej zastanawiałam się, ilu jest takich księży Rafałów, a ilu okrutnych i bezwzględnych biskupów.

Zresztą, nie tylko o biskupach mowa. Chęć kariery i bycia kimś rodzi się w niektórych bardzo szybko. A droga do tego, często jest usiana ofiarami. I to dosłownie. Niby sutanna, posługa innym ludziom. Szkoda tylko, że całość jawi się hipokryzją. Mam świadomość, że są dobrzy i źli. Niestety kalkulacja wypada marnie.

Tym razem autor, o wiele mocniej uderzył w słabość człowieka. Mowa o każdym. Przeciętnym Kowalskim, księdzu i przedstawicielu organu władzy. Rzeczywistość w tych trudnych czasach dała popalić. I tylko ksiądz Rafał wierzył. W dobro ludzi. Nawet tych złych.

Nie mam pojęcia, co jest w tych książkach, ale nie można o nich przestać myśleć. Człowiek się scala i po prostu odczuwa tak, jakby te wydarzenia były prawdziwe. Ja naprawdę przez pewien czas, żyłam tylko tą serią. Bo muszę od razy przyznać, trzecia część przeczytana. O niej niebawem. I już mogę powiedzieć. Kolejny tekst, obkupię łzami, bo na samo wspomnienie, czuje okropny smutek.

Teraz powtórzę, to samo co wcześniej. Przeczytajcie. Tak cudnie napisanych książek, dawno nie miałam przyjemności czytać.
 
 
 

sierpnia 27, 2018

sierpnia 27, 2018

Dziewczyna z Dzielnicy Cudów

Dziewczyna z Dzielnicy Cudów

Sporo słyszałam, na temat twórczości Anety Jadowskiej, od dłuższego czasu zbierałam się do zapoznania z autorką. Jakoś miałam wrażenie, że jej książki na pewno wpiszą się w mój czytelniczy gust. Akurat nadarzyła się okazja, więc nie byłabym sobą, gdybym nie dała sobie szansę, na przygodę z nową serią. Mimo że od dawna obiecuje, niewchodzenie w kolejne cykle. Cóż mogę powiedzieć. Życie wszystko weryfikuje. Książka pojawiła się w domu, no i zasiadłam do czytania.
 


Wars i Sawa, dwa alternatywne miasta, które pod wpływem problemów z magią, nieco się przeobraziły.
Legendy głoszą, że dawniej było zupełnie inaczej, ale wydarzenia historyczne, które zatrzęsły światem, odcisnęły swoje znamię, również i tutaj.

Nikita, już ma rozeznanie w tych magicznych zawirowaniach. Poza tym nie ufa nikomu, nawet samej sobie. A dokładniej, drugiej naturze. Jako córka Ireny — matki zakonu, wie, że nie ma litości, nawet ze strony najbliższych. Może i nawet zwłaszcza z ich strony. Jakby nie patrzeć, niewola i cudem ocalone życie, które próbował jej odebrać ojciec, swoje nauczyło.

Opinię dziewczyna ma niezbyt przyjazną. To też, jeśli chodzi o przyjaciół, nie ma co liczyć, na poklepywanie po pleckach. Nikita pracuje sama. Dokładniej mówiąc — pracowała. Bo nagle, okazało się, że otrzymała partnera. Kto ją zna, wie, że jego dni będą policzone. I chociaż Robin wzbudza nieco inne emocje, niż pozostali partnerzy, to jednak nie do końca czuje, czy może mu zaufać.

Na dodatek w zaprzyjaźnionym miejscu, zostaje porwana jedna z pracownic. Nikita otrzymuje ważne zlecenie, na odnalezienie i dowiedzenie, kto i dlaczego posunął się do takiego kroku. Tropy zaczynaj niepokoić dziewczynę, zwłaszcza że otrzymuje dziwną przesyłkę i wieści od swoich szpiegów. Kółko się zawężą, a finał zadania, okaże się bardzo zaskakujący.
 


Chciałabym zacząć od tego, jak bardzo pochłonęła mnie książka i przepadłam podczas czytania. Niestety nie mogę tego uczynić. Pierwsze rozdziały czytało się strasznie. Styl autorki i to, w jaki sposób prowadziła fabułę, wydawał się twardy i jakby na siłę ordynarny, by nie można było powiedzieć — och, jakże przyjemna lektura. Ja rozumiem, że miało być strasznie, tajemniczo i cała reszta. Jednak nie do końca przemówiło do mnie to wszystko.

Na początku Nikita zostaje ukazana, jako chodzą zabójczyni, nie można jej dotknąć, a nawet popatrzeć, bo zostaje odstrzelony łeb, potencjalnemu delikwentowi. Całość jawi się jednym wielkim niebezpieczeństwem. Ogólnie, to nie wiem, nie da się tam żyć, ale jednak jest fajnie.

Wszędzie magia, demony i jakieś inne stworki. I ja naprawdę to lubię. Niestety klimat, który kreuje Jadowska, nie przemówił do mnie tak, jakbym tego oczekiwała. Myślę, że autorka bardzo chciała, by jej książki trafiły w gust mężczyzn. Ponieważ teksty, jakie odlatują, na to wskazywały.

W pewnym momencie coś się dzieje, Nikita jakby schodzi z tonu. I chyba autorka razem z nią, bo tekst przyswaja się przyjemniej
. I nie, ja nie oczekiwałam lekkiej bajeczki. Nie o to chodzi. Tylko, te ciągłe powtórzenia, jakie to dziewczyna przeżyła akcje, jak to wszędzie czyha śmierć, zaczynają nużyć, zamiast wzbudzać emocje. Umówmy się, na początku budujemy atmosferę, nawiązujemy do jakichś wydarzeń i już. Nie, Jadowska co chwila musi powtarzać się, co naprawdę jest męczące.

Najbardziej co w mnie w książce zachwyciło, to były ilustracje. No naprawdę, genialna robota. I to nazwisko autorki, tych rysunków, powinno widnieć, zaraz pod Jadowską. Bo dzięki niej, tak książka łapie czytelnika. Naprawdę.

Nie mogę powiedzieć, by fabuła totalnie mnie rozczarowała. W pewnym momencie, jak już się wgryzłam, poczułam się zainteresowana. Z zaciekawieniem śledziłam poszczególne wątki, chociaż no bywało różnie. To był ten stan, kiedy z jednej strony było coś nie tak, a z drugiej, ciągle myślałam, co będzie dalej.

Nie wiem, coś u mnie, nie tak zaskoczyło. Szkoda, bo naprawdę byłam napalona. Mam jeszcze przed sobą, dwa kolejne tomy, oby poszło lżej. Już wiem, na co nastawić.

Czy polecam? Oczywiście, jestem przekonana, że to u mnie był problem z zaskokiem. I mam ogromną nadzieję, że następne części, będą się o wiele lepiej czytały.


Książkę przeczytałam, dzięki wydawnictwu SQN.

sierpnia 24, 2018

sierpnia 24, 2018

Ksiądz Rafał - Dobra Nowina

Ksiądz Rafał - Dobra Nowina
Zazwyczaj ze sporą rezerwą, podchodzę do książek polecanych przez innych czytelników. I często te, najbardziej zachwalane, mnie się po prostu nie podobają. Cóż, taka jestem. Z pewnym wyjątkiem.

Kiedy dostaje polecenie od moje kochanej Kasiek, bo  Ona, jak już powie, to nie ma wyjścia.
Trzeba spod ziemi wykopać tytuł, siadać i czytać. 
Pamiętam, jak opowiadała o księdzu Rafale, jak mocno wczułam się w jej filmik. I postanowiłam, że ten cykl przeczytam. Na początek, skromnie, tylko pierwsza część. Bo różnie bywa. No i Rafał przyjechał do mnie, a ja siadłam do czytania.



W Gródku czas toczy się pewnym schematem, który określają pory roku i obowiązku z nimi związane.
Wiosną przygotowywanie ziemi do upraw, sianie i cała reszta. Później sianokosy, żniwa i tak dalej. Kto, chociaż troszkę interesował się życiem na wsi, tym dawnym, będzie wiedział, o czym mowa. Kto nie ma problem. Ja tłumaczyła nie będę.

W tym sennym miasteczku, gdzie twardą ręką do tej pory trząsł ksiądz Stanisław, nagle przyszła pora na zmiany. Bo proboszcz, po latach posługi i doglądania swych owieczek, umiera. I, mimo że różnie ludzie reagowali na jego metody nauczania, jedno było wiadome. Wszyscy go szanowali.

Zmiany jak to zmiany, przynoszą coś nowego, czasem lepszego, ale częściej gorszego. Nowy proboszcz jest witany z ciekawością, ale i strachem. Nie zapominajmy, jest przełom lat 70/80 a co za tym idzie, towarzysze partyjni czyhają wszędzie i szukają wszystkiego, co może przydać się do donosu.

I w to osobliwe miasteczko, trafia ksiądz Rafał Nowina. Młody i bardzo charyzmatyczny człowiek. Jego dotychczasowe doświadczenie, było zbierane na wikariatach. Kto nie wie, kim jest wikariusz, jego problem. Tłumaczyć nie będę.

W każdym razie Rafał trafia na pierwszą parafię. Jest tym nieco onieśmielony, bo odpowiedzialność, jaka spada, jest ogromna. A i poprzednik, który dokończył żywot, był bardzo ceniony i poważany. Mimo, że jego metody, były skrajnie surowe i często wzbudzały kontrowersje.


Nowy proboszcz wzbudza sensację samym przybyciem, a to dopiero początek, . Ponieważ jak się okaże, jego metody i podejście nie tylko do ludzi. Będą budziły różne reakcje, od szacunku po zgorszenie.
Otrzyma przydomek, rozmawiający ze zwierzętami. I nie na darmo.

Trudne zadanie przed księdzem Rafałem, jeszcze trudniejsze będą przed nim wyzwania, które los zaserwuje. Jego decyzje będą niosły różne konsekwencje, a wszystko w tym charakterystycznym klimacie komuny.


Zastanawiam się, pojąć nie mogę. Dlaczego tak cudowna książka, tak mądrze napisana. Przeszła bez echa w jakichkolwiek zapowiedziach? Czyżby sam tytuł zdegradował? Bo właśnie takie odnoszę wrażenie. Ja wiem, teraz jest nagonka na kler, nie będę się opowiadała po żadnej ze stron. Jednak, skoro erotyki dostają tak cudowne reklamy — a ja nimi gardzę i muszę to znosić. To dlaczego, książka, która mogłaby naprawdę trafić do szerokiego grona, została puszczona "po cichu"??

Gdyby nie Kasiek, gdyby nie jej film, nie miałabym pojęcia, że taki cykl w ogóle został napisany. Jednak chłam i dziadostwo ma sprzedaż imponującą.  Przykre, naprawdę przykre.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że większość, kiedy zobaczy tytuł, powie — to nie dla mnie. A proszę mi wierzyć, ja bardzo nie lubię księży. Mam swoje prywatne powody. Jednak mam świadomość, że nie każdy jest złym człowiekiem.

Autor w swojej książce, pięknie ukazuje tę stronę, z którą my, mamy niewiele wspólnego. Absolutnie nie gloryfikuje kościoła. Bynajmniej, jest tutaj ukazana ta dobra i ciemna strona mocy. Polityka, która również panoszy się za murami plebani czy kurii. I w tym wszystkim, ta niewielka część prawdziwych i wierzących w to, co robią księży.

Książka jest napisana pięknym językiem, przede wszystkim, z każdej strony bije mądrość życiowa. Ukazuje kościół, władze komunistyczne z każdej strony. I podobnie jak w kościele, mogą być i ci źli i dobrzy, podobnie było w partii. Nie każdy „komuch”, był podłym człowiekiem.

I właśnie o tym, jest ta książka, o ludziach, popełniających błędy, o wierze we własne idee, wartości i walce, by chęć władzy, nie zasłoniła tego, co najbardziej wartościowe.

Ubolewam nad zapomnieniem książki. Nad tym, jak mało o niej było i jest słychać. Nasze promocje książek, siedzą w czarnej dupie. Reklamując byle co, byle tylko się sprzedało. Nie chcę oceniać tego, co i kto czyta. Jednak kiedy widzę, że dobre książki nie mają siły przebicia. Odczuwam autentyczny ból. Wiem, że muszą być młodzieżówki, nawet te podłe erotyczki, ale dla Boga! Dlaczego to one mają pierwszeństwo?!

Wydawcy, pracownicy księgarni, co z Wami jest?? Czy naprawdę nie potraficie sprawiedliwie reklamować?
Polecam Wam księdza Rafała, nawet jeśli Wasza wiara jest inna. Tu nikt nie zmusza Was do biegania do kościoła. Ta książka ma bardzo wiele do zaoferowania. 
Kasiek, Ty powinnaś robić promocje, Ty masz cudowny talent do wyszukiwania perełek. Wielkie dzięki, że jesteś.


sierpnia 20, 2018

sierpnia 20, 2018

Wiedźmy na gigancie

Wiedźmy na gigancie


Niedawno poczyniłam wpis, który nawiązywał do głośnej afery. Zamieszanie i ogólne oburzenie wywołała ta książka. Aby mieć pełny wgląd na to, co tak naprawdę doprowadziło do publicznego żalu.

Wiedźmy zamówiłam, kiedy do mnie dotarły, od razu zasiadłam do czytania. Oczywiście nadmienić muszę, że nie żyję w wielkiej przyjaźni z autorką - żeby mi nikt tutaj nie zarzucał, że jestem po ciemnej stronie mocy, czy coś. W sumie jestem, ale nie w tym sensie.
Moja ocena jest mocno subiektywna. I oceniać będę stronę Pani Kursy, jak tę, która kilka miesięcy wcześniej, pokusiła się o coś podobnego.

Książkę nabyłam za własne pieniążki, Mogę powiedzieć — odmówiłam siedmiu kotom przysmaku, aby Wam kochani, napisać prawdę. Bez widma ręki autora/wydawcy nad głową. Jakbym kiedykolwiek się tego bała, he he he. No dobrze, jednak czego się nie robi dla publiczności. Nieprawdaż? Doceńcie, koty przez tydzień będą żarły psią karmę.
Jako że nie muszę pisać typowej recenzji — wolność Tomku w swoim domku. Kto jest wyczulony, na moje analizowanie tekstu, bez podawania konkretnej fabuły. W tym momencie może sobie iść. I nie, nie wypraszam. Absolutnie. Po prostu forma, jaką za chwilę przyjmę, nie każdemu może przypaść do gustu. Ja natomiast, nie mam zamiaru przejmować się Waszymi marudzeniami.
Mam nadzieje, że wszystko zostało wyjaśnione, mogę spokojnie zaczynać. 


Agencja literacka TERCET składa się z trzech kobiet, zajmującymi się wyszukiwaniem, najlepszych tytułów, autorów i promowaniem ich na swojej stronie. W skład załogi wchodzą kobiety, które mnie osobiście strasznie drażniły. I prędzej poszłabym do lasu na grzyby, niż złożyła podanie o pracę — nawet gdybym miała nóż na gardle.

Jest jeszcze sekretarek. Tak, dokładnie tak. SEKRETAREK — o imieniu Piotr. Facet dosyć uroczy i chyba zdrowo kopnięty, bo z nimi wytrzymuje. Ja bym dawno te baby zastrzeliła. I na wszelki wypadek podpaliła.

I nie, one nie były jakieś złe. Niestety ja, nie znoszę jazgotliwych kobiet. Po prostu nie znoszę takiego towarzystwa. Ogólnie lubię moje własne, ewentualnie jedną postać, z tendencją do przesadnego milczenia.

Wróćmy do załogi. Jedna coś tam pisze, druga szuka, a trzecia ogólnie zajmuje się wszystkim. Jedno jest pewne. Ich stanowisko w świecie literackim jest ważne. Mają dużo do powiedzenia, autorzy ich nienawidzą, ale i potrzebują. Dobra reklama jak widać, warta jest nawet znoszenia wariatek. Życie.

Wiedźmy nie lubią pewnego autora, który to, wydał jedno dzieło i aspiruje na poważnego pretendenta top roku. Marzenia jedno, możliwości drugie. Adaś nie ma niestety zaplecza. Za to serwuje cudowne histerie i taktyki. Uwielbiam autorów histeryków. Adaś bardzo z kimś się kojarzył. I mordujcie mnie, ile chcecie. Nic na to nie poradzę. Jest jeden autor, który nasuwa się, po przeczytaniu opisu tego ludzika.

Żeby było weselej, niespełniony artysta, zaczyna szukać pomocy. Znajduje sobie pisarkę, literatury miałkiej i bez polotu. Jednak znanej i dobrze prosperującej na rynku. Jakim cudem? Adaś ma jedno wytłumaczenie. Marietta — bo tak jej na imię. Wyśmienicie wciela się w odpowiednie role, przed swoimi czytelniczkami. A te, naiwne i niestety głupie, łykają niczym młode, głodne pelikany rybki.

Tutaj się w trącę. Ten opis, również skojarzył się z pewną panią, która prześlicznie wykreowała sobie wizerunek przed czytelniczkami. Ojejku, no przecież one tego chcą, Ona im to daje, wszyscy są zadowoleni, prawda? Nieważne, że ma ich głęboko w dupie. Oj tam, oj tam.



Adaś próbuje przebić się przez tłum, wyjść na podium. Marietta go drażni, ale musi ją jakoś znosić. Wiedźmy rzucają kłody pod nogi. A w tym wszystkim, niczym lampion oświetli mu drogę — złotokap pospolity.


Słuchajcie, od razu zapowiem. Ta książka nie jest typowym kryminałem. Większa część ukazuje świat autorów. I nie powiem, by to były karykatury. To byłoby zbyt piękne. A ja musiałabym nie siedzieć od ponad sześciu lat, tu gdzie jestem. I nie zderzyć się ze wszystkimi aferami.

Bo wszystko, co zostało napisane, jest po prostu prawdą. Czy można rozpoznać autorów, którzy aż tak się oburzyli, czy rzeczywiście wyciekły jakieś ważne rozmowy? Nie mam pojęcia. Podejrzewam, że nawet bystry bloger, tego nie wychwyci.


Oczywiście, można zauważyć podobieństwo do konkretnych nazwisk. Nie będę kłamała, że nie, no co Wy. Oczywiście, że można. Jeśli potraficie patrzeć oczami, a nie tym, czym mamią was autorzy. Zobaczycie.

Nie umiem napisać, że ta książka jest zabawna. Dla mnie jest przerażająca. Bo dotychczas, myślałam, że tylko ja widzę w ten sposób świat pisarzy/ autorów, wybaczcie, nie umiem wszystkich nazwać pisarzem, tylko dlatego, że wydrukowali mu książkę.
Sama siebie, nie nazywam recenzentką, ja piszę opinie. Do recenzji, bardzo mi daleko. Potrafię to dostrzec, nie będę robiła z siebie gwiazdy.

Szkoda, że większość autorów, nie potrafi zobaczyć, czego im brakuje. W co wpadli, w tym całym pędzie do zaistnienia. A jeszcze bardziej jest smutne, to jak blogerzy się sprzedali. Pięknie zostało napisane, jak działa prezentowanie blogerom. Szkoda, że większość, za te głupie gadżety, zachowuje się, jakby nie potrafili samodzielnie myśleć. I wiecie co, jest najgorsze? Pisze teraz do blogerów. Jak dajecie się napuszczać. Wasz autor zostanie skrytykowany, pisze żale, a wy co? Biegniecie jak dzicz, stratować tego, kto ośmielił się napisać odmiennie. Powtórzę kolejny raz. Wstyd.

Podziwiam Panią Kursę, zrobić coś takiego we własnym gnieździe. Trzeba mieć hart ducha, pozostać sobą. Brawo. Ja wiem, że był powód, by ta książka powstała. I bardzo się cieszę, że nie każdy pisarz zachowuje się jak Ci, ukazani w książce. Nie muszę wiedzieć, co Pani zjada na obiad, czy jaką ma piżamkę. Ja chcę czytać Pani książki. I tego się trzymajmy.

Reszta literackich celebrytów. No cóż. Kółka wzajemnej adoracji będą. Muszą się napędzać. Ja ich nie zlikwiduje ani ta książka. Jednak nie muszę w tym uczestniczyć. I nie będę.
Bardzo mnie rozbawiło, że książka wywołała aż taką aferę. Kochani. No co Wy? Przecież już podobna była napisana. W żenującym stylu, ale co poradzić, pisać nie każdy może, ale jak się uprze, to jest jak jest.  Dlatego darujcie sobie, bo sami sobie strzelacie w kolanka.


Czy i komu polecam książkę? Jeśli jesteście blogerami, jeśli znacie ten świat. Czytajcie. Może się obrazicie, może coś zrozumiecie. Kto jest poza, cóż. Zobaczy, jak ta machina działa od kuchni. Jednak wyroby, nie zawsze są smakowite. Decydujecie sami. Ja poczekam, na kolejną książkę autorki.
Jeszcze jedno. Moich "FANÓW", bardzo proszę, by linkowali do całości tekstu, kiedy już sobie powycinają fragmenty. Macie odwagę sobie wycinać. Miejcie odwagę mnie powiadomić.  


Książkę sponsorowałam sobie SAMA.


sierpnia 14, 2018

sierpnia 14, 2018

Mgły Toskanii

Mgły Toskanii


Książki Nataszy Sochy, wzbudzają różne emocje. Część odbiorców jest zachwycona, sięga po kolejne tytuły niemalże w ciemno. Z kolei inni, twierdzą, że nie potrafią się odnaleźć. Jedno jest pewne, co łączy obie grupy. Styl autorki, który nie jest nijaki. I chociaż podczas czytania, można na pierwsze wrażenie, pomyśleć, że czasem fabuła spowalnia, to jednak, każde zatrzymanie, ma swój konkretny cel. I naprawdę sztuką jest, by umieć go wyczytać. 

Gdy wyszła zapowiedź Mgieł Toskanii, wiedziałam, że książkę chcę przeczytać. Troszkę sobie odleżała, ale w końcu przyszła na nią pora. Wrażenia mam różne, ale o nich, za chwilę. 



Lena jest konserwatorem zabytków. Pracę swoją bardzo lubi i oddaje się jej całą sobą. Zadania, które ma zlecane, są fascynujące i sprawiają, że nawet największy ignorant sztuki, z wrażeniem pochyli się, nad ukończoną pracą. Bo odkrywanie ukrytych obrazów, czy sprawdzanie autentyczności, musi być naprawdę wspaniałe. To też, zajęcie, któremu się poświęca, jest tym, co kobieta po prostu kocha.

Nasza bohaterka mieszka z Igorem, razem też pracują, bo chociaż mężczyzna konserwatorem nie jest, to jego zadania, również są bardzo istotne. I właśnie praca, połączyła tych dwoje. Można powiedzieć, trafił swój na swego. Porozumiewali się w domu i poza nim.

W końcu Lena otrzymuje propozycje pracy przy fresku, musi polecieć do Toskanii, tam w małym kościółku, czeka na nią coś bardzo interesujące.

Na miejscu nieoczekiwane sytuacje, sprawią, że kobieta poprosi o pomoc mężczyznę, którego w razie wypadku, polecił jej Igor. I tak się jakoś poukłada, że drogi tych trojga, będą się ciągle krzyżowały.


 
Pierwszy raz chyba, po przeczytaniu książki autorki, nie umiem się określić. Z jednej strony, nie zainteresowała mnie sytuacja Leny, tego jej romansu z Ianem. Nie potrafiłam się wczuć, zrozumieć jej postępowania. Najnormalniej w świecie, ta kobieta była mi zupełnie obca. I w żadnej części, nie odnalazłam w niej, coś z siebie.

Co innego jednak mogę napisać o sztuce, samego klimatu Toskanii. Bo ta warstwa, szalenie m nie pochłonęła. Byłam tam, przechadzałam się uliczkami, a nawet smakowałam potraw. I jeszcze sam fresk w kościele. To wszystko sprawiało, że naprawdę z przyjemnością czytałam.

Nie polubiłam Leny, to typ kobiety, z którym ja się rozmijam. Tak kompletnie, nie było mi z nią po drodze. Co do Iana, jako mężczyzna, nie pociągałby mnie. Opis wizualny, czy sposób bycia. Jedno co mnie u tego człowieka się spodobało — Było przeżywanie, tego, jak uczył Lenę odczuwać. Powoli, bez przesytu.

Z jednej strony byłam zachwycona samym klimatem, z drugiej drażniło mnie postępowanie Leny. Jej w pewnym sensie egoizm. No nie lubię takiego zachowania. Lubiłam Igora, fajny facet, no ale cóż zrobić, trafił na kobietę o głębokim sercu. Niespecjalnie potrafię uwierzyć na podział dwóch osobowości. Po prostu nie przemówiło to do mnie.

No i jeszcze Ian, szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, co ona w nim zobaczyła. Ja wiem, mówi się, że wiek to liczby. Mimo wszystko nie. Po prostu nie poczułam tego rzekomego uczucia.

Podsumowując, Mgły Toskanii, nie jest książką dla każdego. Nie wiem, komu może przypaść do gustu.
Myślę, że każdy powinien zdecydować sam. Mnie się szybko czytało. Jednak wątek uczuciowy, niczym mnie nie ujął. Atmosfera miejsc — bardzo.

Książkę przeczytałam dzięki wydawnictwu Edipresse Książki.
Copyright © Niekończące się marzenia , Blogger