Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Egmont. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Egmont. Pokaż wszystkie posty

grudnia 10, 2018

grudnia 10, 2018

Pierwsze słowa. Bajki dla najmłodszych

Pierwsze słowa. Bajki dla najmłodszych


Kochani, dzisiaj przychodzę z propozycjami ślicznych bajek, dla najmłodszych. Kiedy je tylko zobaczyłam, byłam nimi wręcz oczarowana. Książeczki są skierowane do grupy dzieciaczków, które jeszcze nie czytają, a co za tym idzie, swoją naukę zaczynają od rozpoznawania obrazków. I te trzy konkretne Pojazdy, W domu i Na wsi  będą cudownym rozpoczęciem przygody z książkami. Co najważniejsze, zostały solidnie i pięknie wydane. Sami zobaczcie. 





Książeczki zawierają obrazki, które kojarzone są z tytułem. Na wsi — przedstawia zwierzątka, które możemy poznać, odwiedzając zagródkę rolnika. Chociaż z tymi osiołkami troszkę bym dyskutowała. Atutem bajki, są ruchome strony, którymi dziecko może się pobawić, przy ułożeniu paluszka w otworze, przesunie się ukryta dodatkowa strona. Myślę, że jest to bardzo miła niespodzianka dla malucha.



Kolejna propozycja jest skierowana do chłopców — chociaż jak pamiętam, ja bardzo lubiłam samochodziki i wszystko, co z nimi było związane. Zbierałam nawet obrazki przedstawiające wybrane modele. Dlatego nie będę sugerowała, że ten tytuł, jest li tylko dla młodych kawalerów. Może i znajdzie się chętna dziewczynka. Ja szczerze ze swojej strony polecam. Jednym i drugim.



Ostatnia bajeczka ukazuje nam przedmioty i wnętrze domu. Czyli dziecko może w łatwy sposób, nauczyć się zapamiętywać, poprzez zabawę najczęściej widzianych przedmiotów. Oczywiście nie zabraknie stron z ruchomymi kartami, które na pewno dostarczą sporo radości. Bo nie ukrywam, mnie też one miło zaskoczyły. A z dzieciństwa pamiętam, że miałam chyba trzy bajki z ruchomymi fragmentami, które po prostu mnie oczarowały i nie potrafiłam się rozstawać z tymi bajkami.

Myślę, że każda z trzech bajeczek, będzie z radością przyjęta u dzieci. A czas spędzony podczas zapoznawania się z wnętrzem, na pewno przyniesie uśmiechy na twarzy najmłodszych, ale i rodziców. Szczerze polecam. Również jako prezent.


Książeczki otrzymałam od wydawnictwa Egmont.

listopada 04, 2018

listopada 04, 2018

Basia i lato pod psem

Basia i lato pod psem



Mówiłam Wam, jak lubię Basię? Na pewno. Często na blogu pojawiają się kolejne tytuły, tej uroczej serii skierowanej do dzieci. Nie potrafię się oprzeć, kiedy widzę kolejne zapowiedzi. Baśkę po prostu trzeba kochać.

Tym razem, do czytelników trafia nieco obszerniejsza forma, dzięki czemu można dłużej spędzić czas, w towarzystwie tej zabawnej dziewczynki, jej rodziny i znajomych. A o czym dokładnie, jest Basia i lato pod psem? Już Wam opisuję.
 


Lato w pełni, a co za tym idzie wakacje. Basia wraz z mamą i braćmi szykuje się powoli do wyjazdu na urlop. Tylko muszą jeszcze poczekać na tatę — to znaczy na dzień, w którym powie, że to już. I chociaż dziewczynka cieszy się z wyjazdu, to jej myśli zaprząta jedno, chciałaby mieć psa. Swojego własnego. Bawić się z nim, tulić i po prostu mieć. Niestety mama uparcie odmawia. Na szczęście tam, gdzie jadą, powinien być pies stróża, może uda się z nim pobawić?

Podczas podróży, dziewczynka jest świadkiem smutnego zdarzenia, pewien mężczyzna bije i źle traktuje swoje pieska. Dla Basi, która marzy o własnym czworonogu, takie postępowanie jest straszne. I nie potrafi zrozumieć, dlaczego ktoś może krzywdzić własnego przyjaciela.

Na miejscu, okazuje się, że jest pies, zachwytu Baśki nie ma końca, w przeciwieństwie do jej kuzynki — która ma ogromnym problem z przesadną czystością, co nieco utrudnia jej, jak i towarzyszom funkcjonowanie. Wszyscy mają nadzieje, że wyjazd na kemping i przebywanie przy samej naturze, pozytywnie wpłynie na małą pedantkę.

Jakie przygody czekają na Basię, jej rodzeństwo i kuzynkę? Co wytropi Azor — pies stróża? I jaką ważną rolę otrzyma nasza bohaterka? Będzie sporo się działo, przygód co niemiara. I najważniejsze pytanie — dla kogo to będą udane wakacje?
 
 


Jestem ogromną fanką Basi i jej rodziny, ale to wszystko za sprawą autorek. Panie w cudowny i ciepły sposób przedstawiają z pozoru proste codzienne problemy, zwykłej rodziny.

Nasza tytułowa bohaterka, marzy o swoim piesku. Niestety możliwości mieszkaniowe sprawiają, że mama nie chce się zgodzić. Troje dzieci i rodzice, w mieszkaniu. Troszkę mało miejsca do zamontowania w nim psiaka, domagającego uwagi i przestrzeni.

Te wakacje jawią się nasze Basi, jako najgorsze pod słońcem, towarzystwo marudzącej kuzynki, no i niepokój, czy zastanie na miejscu jakieś inne pieski? I będzie możliwość pobawienia się z nimi. Nasza dziewczynka tylko o tym marzy. A jak się czegoś bardzo chce, to ogromna szansa by się ono spełniło.

Siadłam do czytania, a ukazana historia do reszty mnie pochłonęła. Niby jest to forma typowo dziecięca, ale tak ciekawie i wciągająca, że ja naprawdę, przeżywałam te wszystkie przygody i perypetie, z jakimi zmierzała się rodzina.

Bo przyjazd późnym wieczorem podczas ulewy, pobudka w podtopionym namiocie, prezentowały się chwilami przerażająco, ale chyba właśnie takie atrakcje, wspomina się z uśmiechem na twarzy.

Autorki jak zawsze, bardzo mądrze i przystępnie ukazywały problem Basi, tłumaczenie dziecku, dlaczego nie można spełnić jej życzenia związanego z psem, czy też w pomocy zrozumieniu, dlaczego są źli ludzie, znęcający się nad innymi zwierzętami. Co uczynić, by takie incydenty nie miały miejsca, tego wszystkiego i wielu inny bardzo mądrych oraz pomocnych zagadnień możemy znaleźć w tej historii. Przede wszystkim jednak to wspaniała rodzinna atmosfera, chwilami z muchami w nosie u niektórych biwakowiczów. Nic nie jest przekoloryzowane, tylko ukazane tak, jak wygląda życie.

Niesamowicie przyjemnie spędziłam te kilka godzin, pojechałam na wakacje i przyglądałam się zmaganiom tej małej dziewczynki w pokonywaniu własnych słabości i udowodnieniu samej sobie, że odpowiedzialność to sztuka, którą można wypracować. Tylko trzeba chcieć. Szczerze polecam tę pozycję, koniecznie powinna zasilić biblioteczkę każdego sympatyka Basi.
 
 
Książkę przeczytałam dzięki wydawnictwu Egmont.


października 03, 2018

października 03, 2018

Bing. Nowa kolekcja bajek + kolorowanka

Bing. Nowa kolekcja bajek + kolorowanka



Bajki lubię od zawsze, nie interesuje mnie, że jestem nieco za duża. Po prostu czasem lubię wrócić do tych opowieści, dzięki którym zainteresowałam się czytaniem. Co nie znaczy, że jestem zamknięta na nowości. Dlatego, gdy mam okazję, z przyjemnością sięgam po nowości kierowane, do tych młodszych czytelników. Bajeczki często zwracaj uwagę moich małych gości, dzięki temu, mogę sprawdzić, czy to główni odbiorcy, będą zaciekawieni.

Tym razem przyszła pora na Bing - nowa bajkowa postać, która wydawała się interesująca, a czy taka była? Jak odebrałam historię króliczka?

 
Bing, jak każde dziecko, jest ciekawy świata. Wszystko go interesuje, ma przeróżne pomysły. Uwielbia spędzać czas ze swoimi przyjaciółmi oraz karmić kaczki. Często wraz ze swoimi kolegami śpiewa i bawi się w chowanego.

Nie brakuje również przygód, jak wiadomo, tam, gdzie grupa rozbrykanych dzieci, tam nie może zabraknąć atrakcji.

W książeczce znajdują się cztery opowiadania, wszystkie są opatrzone pięknymi i kolorowymi ilustracjami przykuwającymi uwagę. Historyjki skierowane są do małych czytelników, w wieku przedszkolnym, kiedy zainteresowanie światem rośnie z każdym dniem coraz bardziej.



 
Sami zobaczcie, książeczka jest naprawdę uroczo opisana i ilustrowana. Sama miałam przyjemność podczas przeglądania i czytania. A co najważniejsze, wiem, że dzieciom również przypadnie do gustu. Bo Bing już zyskał swoje wielbiciela. Małego Antosia, zachwyconego kolorowymi obrazkami. Treść natomiast spodobała się jego mamie. Myślę, że taka rekomendacja jest najważniejsza.


 KOLOROWANKA




Do bajeczki, można zaopatrzyć się w kolorowankę. I szczerze mówiąc, miło mnie zaskoczyła. Ponieważ wnętrze, przypomina bajkę, która dziecko musi uzupełnić. Czyli otrzymuje polecenie, co powinno narysować. Dla miłośników naklejek jest całkiem spora ilość nalepek, które można wykorzystać.


Myślę, że taka ilość jest wystarczająca. Dzieciaczek może sobie przykleić króliczka, gdzie będzie chciało. I tym sposobem, jego nowy przyjaciel będzie mu towarzyszył. 

Pamiętam, jako dziecko uwielbiałam naklejki i zawsze mi ich brakowało. 






 
Tutaj jest przykład, jak wygląda kolorowanka w środku, co powinno namalować dziecko. 
Myślę, że taka forma jest bardziej interesująca, niż wypełnianie kolorami gotowych już obrazków. 
Oczywiście, można pomóc dziecku, naszkicować kaczkę, dzięki czemu, wspólnie wykonane zadanie doświadczy radości.





Mnie Bing przypadł do gustu, jestem miło zaskoczona. I mam nadzieje, że ten uroczy króliczek wraz przyjaciółmi, podbije sympatię dzieci i rodziców. Ja polecam. 



Bajeczki otrzymałam od wydawnictwa Egmont.

listopada 29, 2017

listopada 29, 2017

Czas na ulubienicę dzieci, czyli - Basia i ... :)

Czas na ulubienicę dzieci, czyli - Basia i ... :)


Polecanek ciąg dalszy. Nie może się obyć bez Basi, którą uwielbia chyba większość dzieci, jeszcze więcej rodziców. Basine przygody podbiły serca czytelników dużych i małych. No i nic dziwnego. Wszystko co związane z tymi bajeczkami, wywołuje mega pozytywne reakcje. Od przepięknych solidnych okładek, po tematykę i ilustracje zawarte, które nawiązują do omawianych przez autorki spraw.



BASIA i BASEN



Mama Basi jest chora i musi leżeć w łóżku. Dla dzieci jest to nowa i zupełnie niespodziewana sytuacja. Zawsze chodzi i ma pełno energii, a teraz nie można jej budzić. Jak długo będzie spała? I jak spędzić czas, gdy trzeba zachowywać się cicho?

Tato zdecydował, że najlepszy będzie basen. Zabrał pełne energii dzieci do parku wodnej rozrywki. Tam Basia stwierdziła, że zjeżdżalnie i inne atrakcje muszą być dla olbrzymich ludzi. Wszystko było takie ogromne. Niestety przebywanie w miejscu, gdzie dookoła jest mokro, nie należy do zbyt łatwych. O czym boleśnie przekonała się nasza mała bohaterka. Na basenie panuje zasada, nie należy biegać, tylko poruszać się ostrożnie.

Kolejna lekcja w życiu Basi, która na pewno przyda się na przyszłość.

BASIA i TITI



Tym razem Basia wraz ze swoimi koleżankami zmierzy się z czymś bardzo poważnym. Spotka na swojej drodze chłopca zupełnie innego, niż ci, których widywała do tej pory. Titi — bo tak się nazywa, ma czarny kolor skóry. Przez co czuje się odmieńcem. Często słyszy smutne i obraźliwe słowa. Czy kolor skóry ma znaczenie w ocenie drugiego człowieka? I dlaczego ludzie, bardzo często obrażają innych, tylko dlatego, że różnią się od nas samych?

Temat bardzo trudny i chyba aktualnie na czasie. Bo trudno jest dziecku wytłumaczyć, dlaczego społeczeństwo reaguje agresją, niechęcią na widok obcokrajowca. I chociaż wiemy wszyscy, że nie można być agresywnym, zwracać się z pogardą o innych, to niestety tak się zdarza. Czy ze strachy, czy dlatego, że tak robi większość?

Jedno jest pewne, nie każdy wyglądający inaczej od nas, musi być złym człowiekiem. Często właśnie to „nasi”, wyrządzają krzywdę swoim". Dlatego należy pamiętać. Szacunek jest podstawą. I trzeba go uczyć od najwcześniejszego dzieciństwa.



BASIA I BIBLIOTEKA



W kolejnej części, Basia wraz z dziećmi w swojej grupie, wybierają się do biblioteki. Pani wyjaśnia, co to jest za miejsce, co można w nim robić. Dlaczego w bibliotece książki są za darmo i jak należy z nimi postępować? Dodatkową atrakcją ma być spotkanie z autorką ulubionej bajeczki dzieci. Jest to ogromna radość zwłaszcza dla Basi, która uwielbia książeczkę pisarki, którą spotkają.

Wyprawa wywołuje wiele emocji, każde z dzieci jest ciekawe spotkania, jak i miejsca, o którym do tej pory nie słyszały albo bardzo mało.

Jakie zadanie otrzymają dzieci i co ciekawego opowie pani pisarka? Tego i wielu innych ciekawostek dowiecie się, czytając książeczkę.



Zestawiłam dla Was trzy części, według mnie każda z nich jest godna polecenia. Uważam, że warto nabyć wszystkie. Bardzo lubię Basię i jej przygody. Ilustracje jak i oprawa są po prostu śliczne. No i najważniejsze, dzieci kochają tę małą dziewczynkę, a jeśli jeszcze jej nie znają, to pokochają!:)







września 11, 2017

września 11, 2017

Zerwij z nią!

Zerwij z nią!


Chyba nie potrafię rozstać się z twórczością Ewy Nowak, chociaż po każdej kolejne książce mówię sobie „to już pora”, nadchodzi nowość i nie potrafię się powstrzymać. I chociaż jestem w wieku dawno nienastoletnim, lubię poczytać o sprawach tych, którzy stoją u progu dorosłości. Ich problemach, rozterkach. W końcu w każdym z nas pozostaje cząstka tego niedojrzałego człowieka. Ewa Nowak pisze tak zgrabnie, że nauki mogą pobierać nie tylko młodsi czytelnicy, do których kierowane są książki...



Poznajemy Jacka, nastolatka z rozbitej rodziny. To znaczy, rodzice chłopca rozeszli się, On pozostał z matką, która po pewnym czasie związała się z innym mężczyzną. Jego ojciec zamieszkał z babcią. I do pewnego momentu wszystkim pasował ten układ. Jacek polubił nowego członka rodziny, niestety później ich wspólny język zaczął się rozmywać. Partner matki rościł sobie coraz więcej praw, rządził i próbował wychowywać młodzieńca. Co oczywiście napotkało się z buntem i ignorancją.

Atmosfera w domu była daleka od rodzinnej, to znaczy On czuł się wyobcowany, a mamusia z nowym synkiem i ukochanym tworzyli idyllę. Tylko jakby zabrakło miejsca dla pierwszego dziecka.

Tak odbierał obecną sytuację Jacek, coraz częściej przebywający poza własnymi czterema kątami. Schronienie znajdywał u przyjaciółki z klasy — Wandy. No i babci. Nie takiej, jaką sobie każdy wyobraża. Jego była pełna pozytywnej energii. Emanowała spokojem i mądrością. No i uwielbiała medytować, do czego namawiała wnuka.


Nastolatek od czasu do czasu pomagał ojcu i babci w wypożyczalni nart. Kiedyś całkiem dobrze prosperującej, teraz nieco z tyłu. Sprzęt stary, brak nowoczesności. Na szczęście znajdywali się chętni wypożyczania. Pewnie Ci, dla których brakło albo odechciało się czekać w konkurencyjnych zakładach.

Miniony tydzień nie należał do ulubionych, to też pozostanie w domu z „rodzicami” nie wchodziło w rachubę, Jacek z radością zajął się pracą przy ulubionym sprzęcie. I w miejscu chyba najbardziej bliskim poznał ją, nieco zabawną, ale mającą w sobie coś, co przykuło jego uwagę.

Jacek z rozbitej i nieco pokancerowanej rodziny. No i Emilka. Z pozoru mająca wszystko. Bogatych rodziców. Piękny dom, kieszonkowe, o które nie musiała się nigdy martwić. I plany na przyszłość. Niekoniecznie jej, ale chyba można sprawić rodzicom radość? Spełnić ich marzenia. I wszystko szło bardzo dobrze, dopóki tego zimowego dnia nie poszły po narty. Wiedziała, że nie może pozwolić sobie na chłopaka. Jak większość wie, sercu trudno porozumieć się z rozumem. Zwłaszcza gdy jest się młodym.

Znajomość z góry spisana na straty. Przynajmniej większość tak uważała. Ukrywanie przed rodzicami dziewczyny. Coraz większe problemy z ojczymem. I nie tylko z nim.

Jak zakończy się związek dwojga młodych ludzi, którym wydaje się, że mogą wszystko?




Byłam niezmiernie ciekawa powyższego tytułu, bo czy można jeszcze czymś zaskoczyć czytelnika? Wydaje się, że wszystko zostało napisane, każdy temat poruszony, a jednak. Autorka postawiła na trudne sytuacje w domach rodzinnych nastolatków, które kładą cień na ich funkcjonowanie. Wybory, jakie muszą podjąć niby własne, niestety nie do końca.

Bo chociaż Emilka  była bardzo mądra i świetnie przygotowana do medycyny,  gdzieś nurtowało pytanie — czy na pewno właśnie taką widziała dla siebie przyszłość? Kariera zawodowa jako lekarz? Poważna i odpowiedzialna sprawa. Ojciec już zacierał ręce, uzgadniał praktyki, dokształcanie i całą resztę. Brakowało tylko w tym całym przedsięwzięciu, głównej zainteresowanej. Dziewczyna robiła wszystko, co musiała, niestety nie mając radości na myśl o własnej przyszłości. Spotykając Jacka, poczuła, że oto nadeszła zmiana. Zakazana i bardzo niebezpieczna, ale jednak. Musiała tylko ukryć tę relację przed rodzicami niby nic trudnego.

U Jacka jest nieco inny problem, chłopak od dłuższego czasu miał problemy w szkole, matematyka nijak nie wchodziła do głowy, zapału do nauki brak. Ojczym ciągle wbijał mu szpilki, nic tylko na złość olać sprawę na całego. W końcu nauczycielka i tak się uwzięła, nie miał szans, żeby zmienić rokowania. Po pewnym czasie już nie tylko matematyka zagraża...

Gdy poznał Emilkę, szkoła przestała mieć znaczenie, nie zdawał sobie sprawy, że przyszłość nie będzie jawiła się zbyt kolorowo, zwłaszcza dla chłopaka o marnej reputacji.

Kolejny raz Ewa Nowak pokazała, jak świetnie potrafi wczuć się w problemy młodzieży, ale nie tylko ich. Również dorosłych, rodziców oraz otoczenie. Tych, którzy wydawać się może, powinni świecić przykładem, doświadczeniem i ogólną mądrością. A bardzo często zdarzało się, że to właśnie oni potrzebowali wsparcia i pomocy. By ktoś zwrócił uwagę na ich bezradność. Często pogubieni bardziej niż własne dzieci.

Bardzo polubiłam postać babci, osoby pozytywnej i mającej w sobie coś, co wzbudzało zaufanie. Nie była typową starowinką, pełna energii i chęci do zdobywania życia. Mobilizowała siebie i każdego, kto znalazł się w jej pobliżu. Nie pozwoliła na poddanie. Myślę, że takiej babci, potrzebuje każdy z nas. Osoby, która w najgorszej godzinie życia udowodni, że może być jeszcze gorzej i nie można siedzieć użalać się nad sobą.

Przeczytałam książkę jednym tchem i było mi szkoda, że muszę już kończyć. Przywiązałam się do bohaterów i trudno było z nimi rozstawać. Polecam każdemu, nie tylko młodzieży. Ciekawa i pouczająca.




Za możliwość przeczytania książki, dziękuję wydawnictwu Egmont.

kwietnia 13, 2017

kwietnia 13, 2017

Piękna i Bestia

Piękna i Bestia


Lubicie baśnie? Ja zawsze lubiłam. Zwłaszcza te trochę bardziej straszne. Przesłodzone mnie jakoś denerwowały. Sami przystojni książęta, szukający tej swojej wybranki losu. I, mimo że działy się różne wydarzenia, mające na celu nauczenia czegoś istotnego, to i tak nie były one bardzo spektakularne.

Ciągnęło mnie do tych bardziej mrocznych, czasem smutnych. I tak jak pokochałam „Dziewczynkę z zapałkami”, tak właśnie Piękna i Bestia podbiła moją sympatię od najwcześniejszych lat.

Zastanawiałam się, czy rzeczywiście można pokochać przerażającego potwora, czy Bella nie bała się zamieszkać w strasznym zamku. Jak wytrzymała rozłąkę z ukochanym ojcem... Wiele było tych pytań.

Książeczki z obrazkami przeważnie serwowały nieco okrojoną wersję, bez wielu szczegółów. I chociaż od dawna jestem dorosła, bardzo lubię wracać do bajek i baśni, ukochanych w latach dziecięcych. Dlatego też, gdy zobaczyłam zapowiedź formy typowo książkowej, postanowiłam się z nią zapoznać, po wieloletniej przerwie sprawdzić, czy dalej ma ten sam urok co kiedyś?

Opowiadać historii Belli i Bestii nie będę, większość się z nią dawno temu zapoznała. Myślę, że nie ma osoby, która na jakimś etapie życia nie spotkała się z bajką w telewizji, albo książeczką. Jak wspomniałam wcześniej, wersje ilustrowane są chyba nieco zubożałe. Spokojnie, aż tak bardzo nie umniejszają całości. Sens i przekaz pozostał niezmieniony.

Wydanie autorstwa Elizabeth Rudnick jest napisane bardzo przystępnym i lekkim językiem. Może przeczytać dziecko, ale i również osoba dorosła. Całość wciąga i odsłania więcej szczegółów, które ja chyba w czasach dzieciństwa nie miałam okazji poznać, być może jest to wina okrojonych wersji, jakimi dysponowały księgarnie. Nie mam pojęcia. W każdym razie miło było przeczytać odświeżoną wersję baśni.

Pomimo że znałam opowiadaną historię, dałam się ponieść temu niesamowitemu klimatu, wczuwałam się w akcje, jakby była czymś niesamowitym. I to należy uznać za największy atut. Książka pozbawiona wspomagających obrazków, tak intensywnie umiejąca działać na wyobraźnię. W końcu to była bajka jak dotąd znana z tych przepięknie ilustrowanych egzemplarzy. Gdzie Bestia przerażała swoim wyglądem, a Bella zdumiewała pięknem i gracją.

Poznawałam na nowo historię, która lata temu mnie podbiła. I chociaż minęło tyle czasu, znowu dałam się oczarować i wczuć w emocje bohaterów. Podziwiałam Bellę, denerwował mnie chwilami Książę. Och, wiele postaci wywoływało przeróżne emocje. A przecież to w końcu jedynie baśń...

Cieszę się, że mogłam sięgnąć po Piękną i Bestię, przenieść się na tych kilka chwil do innej krainy. Uwierzyć we wróżki, w zwycięstwo dobra nad złem. 
Szczerze polecam, zwłaszcza dla dzieci, które chcą czytać książeczki bez obrazków. Jest to bardzo dobra propozycja. Śliczna okładka, prosty język, niesprawiający trudności. Jestem jak najbardziej na tak.
 

grudnia 02, 2016

grudnia 02, 2016

Strażnicy kryształów

Strażnicy kryształów



Przygodę z Pięcioma królestwami rozpoczęłam zupełnym przypadkiem, coś w opisie było na tyle interesującego, że postanowiłam zaryzykować. Sięgając po pierwszy tom, nie wiedziałam czego, mogę się spodziewać. Nie znałam jeszcze słynnego autora. 
Gdy już wciągnęłam się w wir przygód porwanych dzieci, oczekiwałam kolejnego tomu. Niestety czas, z jakim przyszło się zmierzyć, był z byt długi.

Druga część za mną i teraz pora by opisać kolejną, trzecią już. Nie będę oszukiwała, te przerwy robiły na niekorzyść w odbiorze i kojarzeniu faktów z poprzednikami. Jednak zanim opiszę wrażenia, zacznę od nakreślenia fabuły.

Cole zmierza do kolejnego królestwa, po wielu przygodach, które nie jeden raz naraziły go na niebezpieczeństwo, nie czuje się, ani bliżej, ani dalej rozwikłania zagadki i sposobu powrotu do domu, do swojego świata.

Wkraczając do Zeropolis zupełnie nie spodziewa się tego, co tam zastanie. Miejsce, które w pewien sposób najbardziej przypomina to, w którym niegdyś przyszło mu się wychowywać, a z którego został niespodziewanie porwany. Każda decyzja, jaką musi podjąć albo oddala, albo utrudnia powrót do domu. Nadzieja jest coraz mniejsza, ale w tym nowym królestwie wraz z grupą podróżujących przyjaciół dowie się wielu istotnych informacji, dzieci będą musiały kolejny raz zmierzyć się z przedsięwzięciem, do jakiego wprowadzi ich ruch oporu i śmiałkowie, którzy sprzeciwiają się wielkiemu formiście. Sytuacja groźna, ale mająca na celu odnalezienie zaginionej siostry Miry, Konstancji oraz przyjaciół Colea.

Chłopiec dowie się, że jego pojawienie się chyba nie do końca stało się przypadkowe, otrzyma wiadomość, która pozostawi jeszcze więcej pytań, ale niestety żadnych odpowiedzi. Czy rzeczywiście rola Colea będzie miała aż tak ogromne znaczenie dla mieszkańców Pięciu Królestw i jaka jest szansa, by ponownie znaleźć się w swoim świecie, no i dodatkowe najważniejsze pytanie, kiedy już dojdzie do powrotu? Jak będzie wyglądało życie jego i reszty porwanych dzieci, czy prawdą jest, że tam w domu nikt o nich już nie pamięta, a jeśli tak? Co wtedy?

Napisałam we wstępie, że dosyć długie odstępy między tomami nie posłużyły na plus w odbiorze całości, ponieważ fabuła każdej książki jest naprawdę mocno rozbudowana, składająca z wielu elementów, które odgrywają ważną rolę. I tak szczerze mówiąc, nie bardzo pamiętałam co, działo się w drugim, nie wspominając już pierwszego. Chwilami musiałam dłuższy moment przypominać, o czym mowa w fabule, by skojarzyć, że jest nawiązaniem do poprzednich wydarzeń.

Wracając do omawianej książki, to strażnicy kryształów mogę chyba uznać za najlepszą część. Nie wiem dlaczego, może samo Zeropolis było dla mnie łatwiejsze do wyobrażenia i poruszania po nim wraz z bohaterami. Czego nie miałam w poprzednich częściach, oczywiście nie oznacza to, że są one gorsze. Tutaj bardziej chodzi o moją wyobraźnię, chyba jestem troszkę oporna na pewne schematy. I za nic nie mogę wizualizować niektórych opisów miejsc.

Natomiast trzecie królestwo jawiło się bardziej przychylnie dla mojego umysłu, mogłam wtopić się w uliczki, albo usiąść w pojeździe podobnym do naszego pociągu czy też samochodu. Nawet ubrania i niektóre przyrządy były jakby wzorowane na tych ziemskich.

Co do samej akcji, była oczywiście wartka i nie pozwalała na znużenie, tutaj dowiadujemy się różnych ciekawostek na temat tego, czy powrót Colea jest możliwy, jak to może wyglądać w praktyce. Razem z chłopcem, gdzieś tam na dnie świadomości zadamy sobie pytania, czy naprawdę jest sens, by walczyć o opuszczenie pięciu królestw. Może życie tutaj nie byłoby takie straszne. Tak wiele minęło czasu, nie ma pewności, że rodzice oraz inni znajomi będą pamiętali o grupce dzieci, które pewnego halloweenowego wieczoru wyszły po cukierki i ślad po nich zniknął.

Sama wielokrotnie zastanawiałam się, czy chłopiec powinien jeszcze wracać do domu, z drugiej jednak strony jestem bardzo ciekawa, ile jest prawdy tym, że gdzieś daleko rzeczywiście nikt o nich nie pamięta. Mam nadzieje, że rozwiązanie będzie zaskoczeniem, którego się nie spodziewam.

Autor postarał się o niesamowicie rozbudowaną i bogatą w detale fabułę. Co w pewnym sensie jest ogromnym autem, ale znowu chwilami męczy. Czasami odnosiłam wrażenie, że wszystkie przygody, sytuacje nigdy się nie skończą, cały czas coś się musi zepsuć, nagła zmiana akcji i znowu Cole jest w niebezpieczeństwie, a nie zapominajmy, że jest dzieckiem. Natomiast opisywane sceny są jakby dla starszych bohaterów. Tutaj będę się czepiała. Bo niby dzieci — cóż to jest dziesięć lat. A zadania, z którymi nie jeden dorosły miałby problem, tu mi się gryzie i nie bardzo pasuje do całości. Zbyt wiele przeszkód, za wiele komplikacji, których no ja nie ogarniam. Na szczęście to tylko moje jakieś marudzenie, podejrzewam, że dzieci lepiej się odnajdują w tego typu lekturach, a ja chyba zbyt krytycznie podeszłam. Niemniej jednak książki są naprawdę ciekawe i serwują sporo wrażeń.

Dodam tylko od siebie, aby z rozpoczęciem serii wstrzymać się do wydania całości, gdyż czas oczekiwania psuje efekt uczestniczenia w przygodach.
 
 Tekst stanowi oficjalną recenzje dla portalu Secretum.

września 03, 2015

września 03, 2015

Pierwsze koty

Pierwsze koty


Nie znam osoby, która w swoim życiu nie popełniła błędu. Chyba najwięcej można ich policzyć wspominając wiek dorastania. Wtedy każdy nastolatek chce udowodnić swoją dojrzałość, zaistnieć w grupie, pokazać się z wielu jak najlepszych stron. Tak, czasem chęć zaimponowania zagłusza rozsądek. Mając odpowiednie wzorce, wsparcie u boku kogoś komu możemy zaufać pomaga w przejściu, przez nieco skomplikowany etap dojrzewania. 
Ewa Nowak w chyba każdej swojej powieści ukazuje świat młodzieży z różnych perspektyw. Poruszając tematy znane, ale chyba nie do końca zagłębianie przez społeczeństwo. W końcu łatwo jest przechodzić obok cudzej tragedii. Ignorować i drwić. 
Jak poradzić sobie w grupie, która jest niechętnie nastawiona, co zrobić by uwolnić się od rodzinnego terroru i dlaczego ukochany może zmienić się tak nagle? Czy Adzie uda się znaleźć własne szczęście? 

Szczęście, ile osób, tyle opinii dotyczących tego pojęcia. Dla Ady szczęście jawi się spokojnym powrotem do domu gdzie nie będzie miała wyliczanych szklanek wody, zużytej rolki papieru toaletowego czy innego marnotrawienia pieniędzy. Dom. W którym zamiast z radością siadać do posiłku, ze wstrętem odwraca się głowę czując zapach znienawidzonej potrawy. 
Będąc córką ojca o bardzo surowym podejściu do rozporządzania pieniędzy, musiała nauczyć się sztuczek, które pomogą uniknąć niepotrzebnych kłótni. Obie z siostrą z doświadczenia wiedzą, że najlepszym sposobem jest cisza, przemilczeć nadciągającą burzę. Jednak życie pod presją musi pozostawić ślad w psychice. Bez względu jak udane byłby relacje z resztą członków rodziny. 
Pierwsze uczucie, pierwsze spotkania i zaangażowanie w relację z drugą osobą są bardzo delikatne, ale mogą nieść konsekwencje w dalszym życiu, w wyborach, które dokonamy. Ada, spotykająca się z Konradem czuje się zadowolona ze związku, chyba. Bo od pewnego czasu między nią, a ukochanym zaczyna się coś psuć. Nie mając odpowiedniego wzorca w domu, próbuje wytłumaczyć niestosowne zachowanie chłopca.  Zauroczenie bardzo często odsuwa w dal rozum, oddając pole uczuciom, niekiedy naiwnym. 

Gdy Adrianna poznaje małą Helcię oraz jej rodzinę, zauważa rażącą różnicę, jaka panuje w jej domu, w relacjach między żoną a mężem, ojcem i córkami. Dostrzega jak wiele straciła nie mając kochającego tatusia u boku, jak inaczej może wyglądać dom bez wyliczania każdego grosza. Dosłownie grosza. W dodatku Michał, ojciec małej Heli w oczach Ady staje się ideałem i wzorcem, którego bardzo szybko idealizuje. 
Przed gimnazjalistką z dnia na dzień coraz więcej się dzieje, wybór nowej szkoły, co raz gorsza sytuacja między rodzicami oraz kłopoty w związku. Kiedy na horyzoncie pojawiają się zupełnie inni mężczyźni niż ci, z którymi do tej pory miała styczność dociera do niej, że musi podjąć decyzje, o zmianie swojego życia. 

Powoli stanę się monotematyczna, ale nie umiem wymyślić nic nowego, kiedy nastaje chwila w opisaniu wrażeń po lekturze książek Ewy Nowak.  Z każdego spotkania wynoszę nowe nauki, nowe spostrzeżenia względem odbioru młodych ludzi, tego jak należy postępować, czego unikać. Zawsze podziwiam zmysł obserwacji autorki, dzięki któremu możemy śledzić z pozoru banalne życie bohaterów, by później przekonać się jakie przesłanie niosła każda scena. Do czego dążyła w swym zamyśle autorka. 
I tak na przykładzie Ady, jesteśmy świadkami sytuacji, które bardzo często mają miejsce tuż obok, tylko tak naprawdę nie zdajemy sobie z nich sprawę. Może nieświadomie, czasem celowo. Bo lepiej nie widzieć i nie zwracać uwagi ne "nie moje" kłopoty.  
Bardzo często oceniamy kogoś pochopnie, rozprawiamy o tym w jaki sposób postąpiłoby się na miejscu głównej zainteresowanej. Jednak w praktyce wszystko wygląda inaczej. Mnie samej podczas czytania towarzyszyło wiele skrajnych uczuć, i kiedy już myślałam, że wiem co się wydarzy, zostawałam zaskakiwana. Dzięki temu uświadamiałam sobie jak mało wiem o ludziach, jak prosto jest osądzić, wydać wyrok. 
Pierwsze koty kierowane są przede wszystkim do młodzieży, jednak uważam, że tę pozycję powinien przeczytać każdy. Ponieważ niesie ze sobą wiele lekcji i przesłań. Szczerze polecam. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Egmont.
Książka bierze udział w wyzwaniu 52 książki. 

Premiera:  23 września 2015

sierpnia 23, 2015

sierpnia 23, 2015

Niedaleko pada jabłko od jabłoni?

Niedaleko pada jabłko od jabłoni?




"Dawno, dawno temu gniew matki Mal przeklął pewną księżniczkę.

  Dawno, dawno temu gniew matki Mal sprawił, że bezsilny książę padł na kolana.

  Dawno, dawno temu gniew matki Mal sprowadził sen na całe królestwo.

 Dawno, dawno temu matka Mal dowodziła wszystkimi siłami piekieł.

 A Mal w głębi serca nie pragnęła niczego bardziej niż tego, żeby jej dorównać. "


O Baśniach powiedziano już wszystko. Chyba wszystko. Przeważnie ukazywane były w cudowny, sielski i magiczny sposób. Gdzie dobro zawsze, ale to zawsze zwyciężało ze złem, jednak do tej pory nie spotkałam się z historią ukazaną od drugiej, mroczniejszej strony. Jak się okazuje opowieść jaką zaserwowała Pani De La Cruz różni się od tych, które czytywałam w przeszłości.

Wybieramy się na wyspę potępionych, gdzie za sprawą króla Bestii, wszystkie ale to wszystkie złe postaci, które do tej pory siały przestrach zostały zamknięte, pozbawieni mocy, która była blokowana przez szczelny klosz, żyli w wiecznej niedoli. Do kary przywrócono nawet umarłych, aby odpokutowali swoje grzechy. 
I tak poznajemy dzieci tych, którzy zasłynęli z mrocznej strony w opowiadanych bajkach.
Mal była zła, zła jak jej matka. W końcu najgorsze cechy były ich atutem i budziły przestrach w całym miasteczku. Dlatego nikt nie ryzykował gniewu wielkiej Diaboliny, nawet jeżeli została pozbawiona mocy. Prawie nikt.  
Carlos żył we własnym świecie techniki, jako syn Cruelli de Mon musiał stawiać czoła wielu wyzwaniom. 
Jay, potomek Dzafara, który słynął ze sprytu oraz zuchwalstwa. 
Na końcu była Evie, córka Złej Królowej, tak tej od zwierciadełka. 
Czworo dzieci, nie lubiących się, pobierali nauki w tej samej szkole, prześcigali się w pomysłach wyrządzaniu zła, splotem wydarzeń połączą siły, w jakim celu i jakie będzie zakończenie historii ?



Szczerze mówiąc, nie miałam pojęcia o czym będzie powyższa książka. Kiedy jednak przeczytałam pierwsze zdania wiedziałam, miałam pewność, że w tym przypadku nie ma mowy o nudzie, zaś całość mnie nie zawiedzie. 
 Autorka pokusiła się o napisanie opowieści dotyczącej złych bohaterów w krzywym zwierciadle. Tutaj nie znajdziemy kolorów i barw jakie nasuwają się podczas czytania znanych nam baśni. 
Postacie są do szpiku kości złe, w celu pielęgnowania swych najgorszych cech pobierają lekcje w jakże zacnej szkole,  noszącą jakże wymowną nazwę szacowna placówka złej edukacji,  Mottem szkoły, które każdego dnia witało uczniów był "cudowny" napis "ZŁU UFAMY" .  
Tak, każdy element diametralnie różnił się od świata, jaki zwykliśmy pamiętać z dzieciństwa, ale uważam,że chyba brakowało właśnie tej wersji. Kiedy przyszło do zapoznania się z przedmiotami myślałam, że nie wytrzymam ze śmiechu. Ogólnie, całość napisana jest w bardzo ironiczny i zabawny sposób.  
Wykreowani bohaterowie również podbili moje serce, oczywiście prym wiedli Mal i Jay, którzy byli bezkonkurencyjni we własnych potyczkach słownych  i nie tylko.


"- Kim jesteś? - zapytała ostro. - Jakimś księciem, czy coś w tym stylu? - Spojrzała podejrzliwie na jego piękną koszulę z wyhaftowaną małą, złotą koroną. 
- Przecież wiesz, kim jestem - odparł chłopak. - Twoim przyjacielem. 
Mal od razu poczuła ulgę. 
- A więc to jednak sen - rzekła z przebiegłym uśmiechem. - Bo ja nie mam przyjaciół. (...)" 

Moją faworytką zdecydowanie została Mal, w sumie nie ma co się dziwić, ze złych postaci najbardziej lubiłam Diabolinę i odkąd pamiętam właśnie jej kibicowałam. Cóż poradzę, że dobre zakończenia bardzo szybko zaczęły się nudzić... 
Pozostaje pytanie, do kogo skierowana jest Wyspa potępionych ? Odpowiedź jest bardzo prosta, dla każdego kto ma poczucie humoru, jest ciekawy losów drugiej strony i... chce poznać jak zakończy się historia czwórki nikczemnych dzieci. 
Książka została naprawdę pięknie wydana, jestem nią zachwycona. Szkoda, że dalsze losy są w wersji filmowej...

 Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować wydawnictwu Egmont.
Książka bierze udział w wyzwaniu 52 książki. 

lipca 28, 2015

lipca 28, 2015

Nie do pary

Nie do pary

Chyba większość zna jedną z najsłynniejszych polskich autorek poruszającą trudne tematy młodzieży. Pani Ewa Nowak jako pedagog-terapeuta, a przede wszystkim świetny obserwator wykorzystuje swoje doświadczenia w powieściach kierowanych do i dla nastolatków, ale nie tylko do tej grupy odbiorców. Rodzice również, a może i przede wszystkim powinni zapoznawać się z literaturą zajmującą sprawami, o których często nie mają pojęcia, albo po prostu nie chcą widzieć i wiedzieć.  Z każdym nowym tytułem sięgam i zaznajamiam z poruszonym wątkiem problemu, jak więc było w przypadku tej pozycji? 

Bycie jedynakiem chyba od zawsze miało swoje plusy i minusy, z jednej strony zero "konkurencji", z drugiej zaś obciążenie wizji ideałów rodziców. Aleks jest właśnie takim ideałem mamusi, która go bardzo kocha, ale i również wymaga. Chce aby jej jedyny ukochany syn był najmądrzejszy i bystry. Aluś od najmłodszych lat, kiedy to już zaczął rozumieć intencje rodzicielki w sprytny oraz przemyślany sposób mścił się, ze katorgi, które były mu serwowane. Matka, niespełniona artystka miała swoje wizje świata. Ojciec pracoholik, w domu bywał gościem, jeżeli zjawił się wcześniej niż  zwykle domownikom było dziwnie. W prawdzie Aleks nie miał nic do ojca, ale zazwyczaj bywał tylko z matką, którą lubił denerwować. 
Wchodząc w okres buntu jego pomysły stają się coraz bardziej dziwaczne, jednak zyskuje nowe problemy. Otóż jak każdy młodzieniec zaczyna interesować się płcią przeciwną. A z tą jak wiadomo bywa różnie. Nie potrafiąc swobodnie rozmawiać z dziewczynami radzi się swego bardziej "doświadczonego" przyjaciela, który lekcje podrywania ma w małym paluszku.  Tak o to niedoświadczony Aleks poznaje świat dziewcząt, nie zawsze niewinnych i głupiutkich. Z pozoru niewinna Karina potrafi się sprzeciwić, a nawet postawić, natomiast nieprzewidywalna Agata to chodząca bomba, nigdy nie wiadomo kiedy wybuchnie, a jednak ma w sobie coś co przyciąga. Czy można zdecydować się na jedną kobietę? Kilka niewinnych kłamstw jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Mając naście lat wydaje się, że świat stoi otworem, niewinne żarciki w najgorszym razie mogą spotkać się z karą... jednak takiej niespodzianki  którą bohater sam sobie nieświadomie zaserwował,  nigdy by się nie spodziewał... 

Mam wiele sprzecznych uczuć po zakończeniu nie do pary, głównie dlatego, że Aleks okropnie mnie drażnił. Jego sposób myślenia, traktowania matki czy później dziewczyn z którymi się umawiał doprowadzały mnie do szału. I kiedy już myślałam, że gorzej być nie może, pojawiła się niezrównoważona Agata. I w tym momencie doszłam do wniosku, że ja to chyba nigdy nie byłam nastolatką, a okres dojrzewania przespałam. Wiem, że sytuacje, które przytacza autorka mają swoje miejsce, że to nie jest żadna fikcja, bo w końcu buntującej się młodzieży nie brakuje. Tylko kiedy czytam przykładowe zachowania, zdarzenia odnoszę wrażenie, że z tymi młodymi ludźmi jest coś bardzo źle, rozum został gdzieś wyssany, albo chwilowo przyćmiony nie powiem czym. Ja nawet rozumiem zaciekawienie seksem, bo to przez długi czas jest temat zakazany i nagle w szkole ponadgimnazjalnej można poczuć się dorosłym (w marzeniach) i popróbować tego owocu
Jednak nigdy, ale to nigdy nie pojmę dziewcząt i ich swobody do obcowania z kim popadnie, obojętnie gdzie i kiedy, naprawdę tego to już chyba nawet ten naiwny i głupi wiek nie tłumaczy. Przypadek Agaty jest chyba najgorszą odmianą jaka może istnieć. I kiedy czytałam książkę cały czas zastanawiałam się, co te dziewczyny mają w głowach, czym się kierują. 
Aleks, no nie polubiłam tej postaci. Denerwował mnie i nie umiałam wczuć w jego sytuację, tego jak został wychowywany. Szczerze mówiąc nie mogłam się doczekać kiedy w końcu dostanie jakąkolwiek nauczkę.  
Książka oczywiście niesie ze sobą bardzo ważny przekaz, jednakże ja już jestem za stara na tego typu lekcje. Jak wspomniałam mój okres buntu był ospały, i jedyne do czego byłam zdolna to nielegalny wypad na dyskotekę miesiąc przed osiemnastymi urodzinami, jakieś słabe wagary, z których i tak z wielkimi wyrzutami sumienia tłumaczyłam się mamie.  Może wszystko zależy od człowieka, albo nie wiem czego. W końcu każdy rodzic wymaga. Jedno jest pewne. Okres buntu jest bardzo indywidualny,współczuję rodzicom których dzieci zachowują się w podobny sposób do bohaterów książki. 
Podsumowując, Nie do pary będzie bardzo dobrym prezentem dla nastolatków oraz ich rodziców. Pozostali odbiorcy mogą poczuć się troszkę nie na miejscu czytając o rozterkach niedoświadczonego chłopca. 

Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować wydawnictwu Egmont.
Książka bierze udział w wyzwaniu 52 książki. 

czerwca 18, 2015

czerwca 18, 2015

Scarlet

Scarlet


Czytając serie nie znoszę jednego, czekanie na kolejny tom. W przypadku Sagi miałam ten komfort, że obie książki nabyłam jednocześnie, dlatego też po zakończeniu Cinder od razu zabrałam się za czytanie Scarlet. Jak już wiecie jedynka była, jaka była. Może mnie nie oczarowała na tyle bym mogła powiedzieć, To jest to! jednak było na tyle interesująco, że nie miałam problemu by kontynuować swoją przygodę z bohaterami.  Jakie zatem są moje wrażenia po lekturze Scarlet? Czytajcie dalszą część recenzji. 

czerwca 16, 2015

czerwca 16, 2015

Cinder

Cinder


Z Sagą Księżycową wynikła dziwna sytuacja, wydane zostały dwie części. O trzeciej ani widu, ani słychu. Co najśmieszniejsze czytelnicy owszem są zainteresowania, upominają się, a wydawca siedzi cichutko mając zamknięte uszy i oczy na prośby tych, którzy zapewniają im zyski, ciekawe nieprawdaż ? Sięgnęłam i ja po sławną serię, która u nas niestety serią być przestała, ale może kiedyś mole zrobią zrzutkę i sami wydrukują kolejne? Zobaczymy. 

czerwca 12, 2015

czerwca 12, 2015

Wielka Księga przygód - Basia (część 3)

Wielka Księga przygód - Basia (część 3)


Basia porusza sprawy dorosłych widziane oczami pięciolatki. Próbuje zrozumieć dlaczego pieniądze kiedyś się kończą i dlaczego nie można kupić wszystkiego na co by się miało ochotę. Dlaczego mama twierdzi, że najlepiej zrobić listę zakupów, by nie wydawać na niepotrzebne rzeczy dla domu, skoro ona, Basia chciałaby mieć w posiadaniu większość asortymentu proponowanego w każdym sklepie. Pytań jest bardzo dużo, nie każda odpowiedź jest satysfakcjonująca, bo jak wyjaśnić zaledwie kilkuletniemu dziecku, że pieniążki nie rosną na drzewach, nie można ich sobie wziąć ot tak tylko trzeba zarobić, a to co już się dostaje musi wystarczyć nie tylko na przyjemności. 

Skoro już jesteśmy w sklepie, to ciekawostką są słodycze czy można zjeść ich tyle żeby się przejeść i co gorsza jakie będą konsekwencje nadmiaru łakoci?  Jak to jest możliwe, że nie każdy lubi słodkości, i czy w ogóle coś takiego jest możliwe? 

Te pytania oraz cała masa innych zostanie postawiona w najnowszej części Wielkiej Księgi przygód Basi, która nie tylko nie zawodzi, ale jak zwykle jest świetnie wydana, mądrze opisana oraz sprawia, że każdy, nawet starszy czytelnik zechce sprawdzić z jakimi przeciwnościami będzie musiała się zmierzyć znana ulubienica.


Mogłoby się wydawać, że małe dziecko nie jest wstanie zaskoczyć. Nic bardziej mylnego to właśnie dociekliwość przedszkolaków (i nie tylko) zmusza nas dorosłych do myślenia, czasem głębszego zastanowienia nad odpowiedzią, którą często musimy udzielić bardzo dokładnie. Bo to co dla nas wydaje się zrozumiałe i logiczne, nie koniecznie jest wystarczające dla dziecka, które w swojej małej główce ma gonitwę myśli,ciekawość świata z każdym kolejnym dniem jest coraz większa. 

Dzięki Basi, która zajmuje się naprawdę ważnymi zagadnieniami mamy możliwość zrozumieć postrzegania świata przez dzieci. Zatrzymać się na chwilę, oderwać od codziennych spraw i zagłębić w lekturze, która pomoże przebrnąć i rodzicom i dzieciom przez ich najważniejsze etapy w życiu.

Autorki jak zawsze nie zawodzą, w każdą historię wplatają nurtujące, często problematyczne pytania wraz z odpowiedziami. Jeżeli jesteście ciekawi czym tym razem zaskoczy was dociekliwa pięciolatka, co nowego wydarzyło się w jej rodzinie koniecznie sięgnijcie po "Wielką Księgę Przygód 3", dobra zabawa gwarantowana.  


Za możliwość przeczytania bajki chciałam podziękować wydawnictwu Egmont. 

maja 25, 2015

maja 25, 2015

Czytam sobie - Marta i Basia

Czytam sobie  - Marta i Basia


Bajeczki z serii Czytam sobie są ciekawie wydanymi propozycjami dla rodziców, których pociechy rozpoczynają przygodę z samodzielnym czytaniem. Autorzy zadbali by słowa, które mają być przyswajane zostały odpowiednio wyróżnione, w dodatku krótkie formy wypowiedzi mają dodatkowo ułatwić czytanie na najwcześniejszym jego etapie. Pełna gama barw przykuwa oraz zwraca uwagę, nie tylko najmłodszych. 





Bajeczki zostały podzielone na trzy poziomy: składam słowa, składam zdania, połykam strony.   Pierwszy, oznaczony kolorem żółtym ma za zadanie pomóc składać wyrazy w krótkie zdania. Literować w celu utrwalenia oraz ćwiczeniu głoskowanie poszczególnych wyrazów. Każda strona zawiera nawiązujący do czytanego zdania obrazek. Całość ma na celu nauczenie dziecka różnych przydatnych czynności, które nauczą obowiązku w codziennych sprawach.  Takie jak na przykład sprzątanie zabawek.




Dodatkowo książeczki zawierają zestaw naklejek, które należy umieścić w odpowiednich miejscach na wybranych stronach.  Ilustracje jak zawsze są barwne oraz zrozumiałe w swoim przekazie.
Basia oraz Marta wspaniale pełnią rolę w życiu każdego dziecka, uczą, bawią oraz poruszają wiele "trudnych" tematów, z którymi muszą się zmierzyć nasi milusińscy.
Uważam, że każda z historyjek będzie ciekawą podróżą dla Waszych pociech.  Sama z chęcią sięgam po serie z Basią, a teraz również Martą, ponieważ są przemyślane i naprawdę z mądrą prostotą trafiają do początkujących czytelników.
Odpowiadają na wiele pytań, na które rodzicie wielokrotnie muszą się zastanawiać. Często powtarzałam, że jestem fanką Basi,ale chyba każdy kto miał możliwość poznania się z tą wesołą rezolutną dziewczynką przyzna mi rację. Szczerze polecam każdemu rodzicowi.



Za możliwość przeczytania książeczek chciałam podziękować wydawnictwu Egmont. 

kwietnia 27, 2015

kwietnia 27, 2015

Gniewna gwiazda

Gniewna gwiazda


Nadeszła chwila rozstania z Kronikami, dowiedzeniem się czy bohaterowie ułożą sobie życie, czy wyjdą zwycięsko ze starciem z Tontonami oraz Wielkim Pionierem.
Po jakże nieudanej przygodzie z drugim tomem z lękiem sięgałam po ostatnią pozycję, podejrzewam, że gdybym nie była w jej posiadaniu odpuściłabym sobie i tak już słabą ciekawość zakończenia. Mimo niechęci nie było rady, zasiadłam do czytania by ( przyznam się z ręką na sercu) jak najprędzej pożegnać się z Czerwoną pustynią...

Ocalała grupa "rozbitków" szykuje się do swojej ostatecznej walki, ale tak naprawdę to Saba ma przed sobą najtrudniejsze zadanie do wykonania. Ograniczona czasem, który wyznaczył jej DeMalo stara się ze wszystkich sił wymyślić najlepsze i najrozsądniejsze rozwiązanie. Niestety nic nie jest jak być powinno. Seth wymarzył sobie, że wraz z nią stworzą Nowy Eden, ona go poślubi i będą wspólnie dążyli do zmian, pod jego przewodnictwem rzecz jasna.  Druga sprawa dotyczy  Jacka, który mimo służeniu Tontonowi stara się pomóc buntownikom. Nic nie jest takie jak powinno w dodatku, ktoś z obozu jest zdrajcą. Wprawdzie Saba nie do końca jest przekonana by oskarżać kogoś ze swojego kręgu, ale po wydarzeniu, które miało miejsce Ash pobudza ją do podejrzeń. Kto i dlaczego mógłby zrobić coś takiego? Jaki ma cel? Z pewnością chodzi o DeMalo, ale dziewczyna nie ma pewności. Sama ma sporo do ukrycia przed przyjaciółmi. Nie może z nikim podzielić się nabytymi informacjami, ciężar z każdym dniem jest coraz większy, czasu coraz mniej, a światełko w tunelu wydaje się ledwo tlić...
Czy przed upływem wyznaczonego czasu Saba zdoła znaleźć rozwiązanie, czy osoba, która śledzi przeszkodzi w ostatecznej rozgrywce? I przede wszystkim kto będzie wygrany?

Uradowałam się niezmiernie, kiedy rozpoczynając czytać Gniewną gwiazdę okazało się, że jest dobrze, wprost nie mogłam wyjść z podziwu jak autorka potrafi zamieszać, rozczarować by ponownie wrócić do poziomu. Tym razem nie musiałam się denerwować niezrozumiałymi poczynaniami bliźniaków. Zachowywali się w miarę względnie. Tutaj Tommo jakby wyszedł z cienia, było go jakby więcej, Creed mnie chwilami irytował, ale on po prostu taki musiał być. Ciekawiła mnie druga sprawa, kim był śledzący Sabę, który z rzekomo lojalnych znajomych wyłamał się i służył dla wrogiego obozu? Autorka bardzo długo zwodziła, niby podsuwała podpowiedź by za chwilę ją zniweczyć. Miałam dwa mocne typy, trzeci był tylko niewyraźny, ale dosyć szybko zrezygnowałam z tego tropu. I tak śledziłam zachowanie dwóch osobników ( autorka od początku nie ukrywa, że zdrajcą jest mężczyzna). DeMalo próbuje zamydlić oczy Sabie swoimi śmiesznymi wizjami, być może zbyt duża ilość Dżaaalu w przeszłości zrobiła swoje. A bardziej poważnie, jego koncepcja oraz sposób w jaki chciał stworzyć Nowy Eden był przerażający i zakrawał o kiepski żart z działu czarnego humoru...
Ogólnie musze przyznać, że książkę czytałam z nieukrywanym zainteresowaniem, śledziłam poczynania Saby, nawet popierałam ją w niektórych decyzjach. Lugh lekko wycofany, troszkę mnie to niepokoiło, ale może autorce o to chodziło by mocniej zarysować Tomma, co później miało swoje wyjaśnienie w końcówce. 
Widziałam, że książka zebrała wysokie noty, troszkę mnie one zadziwiają ponieważ, zwieńczenie całości nie powaliło mnie na łopatki, nie było zdziwienia nagłym obrotem spraw. Czytałam sobie spokojnie.  Owszem było kilka spraw, których się nie spodziewałam, może dlatego, że przygotowałam się na silniejszy element zaskoczenia. Tak naprawdę przeżyłam stratę jednej z postaci, którą bardzo polubiłam, nie tak sobie to wyobraziłam. Cóż autorka postanowiła zrobić coś dziwnego. Niemniej jednak i tak było lepiej niż poprzednio. Na samym końcu Lugh doprowadził mnie do białej gorączki, ale tego człowieka od początku nie polubiłam. Ani razu nie widziałam w nim takiego brata jakim widziała go Saba, albo może jakim go pamiętała.
Mam mieszane uczucia co do ogółu. Trylogia miała ogromny potencjał, jednak odnoszę wrażenie, że autorka w pewnym momencie się pogubiła i zgubiła to co zaserwowała nam na początku. Mimo wszystko Numer jeden i trzy ocaliły przed moim potępieniem. Zabrakło fajerwerków, ale można przeczytać, może tylko ja nie poczułam się zaskoczona?

Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować wydawnictwu Egmont.
Książka bierze udział w wyzwaniu 52 książki.

kwietnia 23, 2015

kwietnia 23, 2015

Dzikie serce

Dzikie serce

Kiedy rozpoczynałam swoją przygodę z  Kronikami Czerwonej Pustyni byłam zaciekawiona i przede wszystkim pozytywnie nastawiona, do czegoś co bardzo różniło się od dotychczas przeczytanych przeze mnie książek. Oczekiwałam kontynuacji serii, pierwszy tom wywołał wiele pytań, trzymał w ogromnym napięciu, czytanie było przyjemnością.  Z radością oczekiwałam dwóch pozostałych części. W końcu mając w dłoniach długo wyczekiwaną publikację zasiadłam do czytania i...

Saba po odbiciu ukochanego brata z rąk oprawców jest przekonana, że od tej pory ich życie ulegnie zmianie, że wraz Lugh i Emmą osiedlą się w jakimś najbezpieczniejszym miejscu i będą wiedli w miarę spokojne życie. Niestety realia drastycznie różnią się od marzeń dziewczyny. Zdarzenia z którymi przyszło się zmierzyć rodzeństwu oraz ich towarzyszom kładą cień, ich wspomnienia, wewnętrzne przeżycia chwilami bywają obezwładniające. W dodatku zło czai się jeszcze bardziej potężne, niż to z którego udało się im uwolnić. Tontoni wprawdzie zmienili swoje dotychczasowe poczynania, ich przywódca obrał inną taktykę, ale nie zmienia to faktu, że ludzie, rodziny z dziećmi są bezpieczni. 
Trójka rodzeństwa zmierza ku miejscu gdzie ma być lepiej, tak naprawdę to Saba wiedziona swoim uczuciem do Jacka chce przybyć do miejsca spotkania, które wybrał ukochany. Niestety brat ma niezbyt pochlebne zdanie na temat młodzieńca, który zagościł w sercu ukochanej siostry, co gorsza ich relacje diametralnie się zmieniły. Niegdyś nierozłączni, ufający sobie i wspierający. Teraz każde noszące w sercu rany, mroczne cienie nie dające spokoju ducha, żal nie potrafiący się uzewnętrznić.  Lugh już nie potrafi być tym samym człowiekiem sprzed porwania, Saba czuje, że więź między nimi się urywa, że stają się dla siebie odległymi ludźmi.  Jedynie Emma stara się łączyć coś co wydaje się niemożliwe, wierzy w lojalność Jacka. Kocha swoją rodzinę i wydaje się być rozsądniejsza i poważniejsza niż wskazywałby jej wiek.
Niestety sprawy ulegają nieoczekiwanemu zwrotowi, wędrowcy dowiadują się o wielu tragicznych zdarzeniach, zaś ku rozpaczy Saby okazuje się, że jej ukochany wcale nie jest tym za kogo go uważała. Jaka okaże się prawda? Co napotkają na drodze? I czy Jack rzeczywiście okazał się podłym zdrajcą?

Przyznam szczerze, nie tego oczekiwałam po spotkaniu z bohaterami, którymi bądź co bądź kibicowałam, przeżywałam wraz z nimi wszystkie tragiczne sytuacje. Zakończenie sprawiło, że ze zniecierpliwieniem wyglądałam premiery Dzikiego serca a tutaj okazało się ,że lektura tej części wywołała we mnie masę emocji, ale niestety negatywnych. Przede wszystkim zmiana bohaterów.
Wiem, każde z nich przeżyło koszmar, mieli prawo do traumy, ale ... Jak okropnie drażnił mnie Lugh za, którego Saba wiele razy narażała życie by go odnaleźć, robiła rzeczy, które ją samą odrzucały, ale wiedziała, że musi by dotrzeć do celu. A teraz "ukochany" braciszek ciągle się czepiał, rzucał kąśliwe uwagi do jej zachowania, do tego co przeżywała po przymusowym zabiciu Epony. Co do tej sprawy. Odnoszę wrażenie, że z halucynacjami Saby autorka popłynęła z wyobraźnią. O ile przez pewien czas mogłam znieść ciągłe zwidy, co za tym idzie lęki, przerażenia i Bóg wie co jeszcze w zachowaniu dziewczyny,to po pewnym czasie miałam tego tak serdecznie dość, że chciałam rąbnąć książką o stół i po prostu zrezygnować z dalszego czytania. Kiedy w końcu następowała przerwa w ataku duchów na plan wchodził kto? A jakże, Lugh, Nie mam słów do jego zachowania, nawet nie interesuje mnie co przeżył podczas porwania bo i tak zachowywał się jak...
Teraz kilka zdań o postaciach, które polubiłam. Emma oraz Moly, ta pierwsza chyba najmądrzejsza z dwójki swojego rodzeństwa. Mimo młodego wieku, małego doświadczenia umiała obserwować, wyciągać wnioski, czytać między wierszami, a nawet i z gestów. Polubiłam Em i dzięki niej dobrnęłam do końca książki, jest jeszcze Moly, nieszczęśliwa kobieta, doświadczona przez los, ale i silna. Było mi jej bardzo szkoda. W tej części również pojawia się wiele postaci, które w różny sposób wpłyną na dalsze losy bohaterów. Zastanawiał mnie DeMalo, człowiek zagadka, ciekawa jestem jaki okaże się w końcowej rozgrywce. 
Muszę powiedzieć, że całość była słaba, fabuła niesamowicie nużąca (mimo walk) często przewidywalna, zachowania całej grupy irytujące. W dodatku męczył mnie styl autorki, nie pamiętam czy za pierwszym razem nie zwróciłam uwagi, czy akcja tak się toczyła, że nie miało to dla mnie znaczenia, ale teraz bardziej analizowałam. Brak oznaczenia dialogów przegryzłam, ale ciągłe stwierdzenie, czy to zaznaczenie podczas wypowiedzi Saby typu: " trzeba ich zabić, mówię", ciągłe powtarzanie "mówię" doprowadzało mnie do szału, nie rozumiem do czego został taki zabieg zastosowany, miał coś podkreślić? Wyróżnić? Mnie denerwował. Ogólnie nie będę ukrywała. Cała książka mnie drażniła.  Jestem przerażona trzecim tomem, jeżeli będzie tak jak tutaj (nie daj Boże gorzej) chyba umrę.  Nie wiem co mam powiedzieć, mnie książka zawiodła, jednakże uważam, że każdy odbierze ją w inny sposób. Mnie kroniki na tym etapie rozczarowały. Jest mi niezmiernie przykro. Zdecydujcie sami czy chcecie poznać dalsze losy rodzeństwa. 


Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować wydawnictwu Egmont.
Książka bierze udział w wyzwaniu 52 książki.


grudnia 03, 2014

grudnia 03, 2014

Wielka księga przygód 2 - Basia :)

Wielka księga przygód 2 - Basia :)



Basię polubiły wszystkie dzieci, ja też. Kiedy siadam do czytania o tej wesołej i bystrej dziewczynce, czuję się jakby czas cofnął się o  te "kilka" lat. Dlatego też z wielkim zainteresowaniem śledzę każdą nową historyjkę, zastanawiając się co też nowego przytrafi się Basi i jej rodzinie. Wielka księga przygód zawiera siedem opowieści o głównej bohaterce oraz jej bliskich. co ciekawego tym razem spotkało moją ulubienicę?
 
Nie będę streszczała wszystkich opowiadań, ponieważ każdy powinien sam sprawdzić co nowego zaserwowały nam autorki, ale na dobry początek wraz z młodą damą poznajemy tajemniczego chłopca, który ma czarną skórę i jest bardzo zamknięty w sobie. Od niedawna zamieszkał w Polsce i teraz będzie uczęszczał do tego samego przedszkolna co nasza Basia. Dziewczynka od razu postanowi zapoznać się z kolegą, niestety ku jej ogromnemu zdziwieniu spotka się z niechęcią chłopca, bardzo zaskoczy to dziewczynkę, ponieważ jako niezwykle otwarta osoba poczuje się odtrącona. Będzie próbowała zrozumieć zachowanie kolegi, ale czasem potrzebna jest porada u kogoś mądrzejszego, czyli kochanej mamy.
Z kolei jeszcze bardziej trudnym doświadczeniem będzie decyzja rodziców o przyjęciu do pracy opiekunki dla dzieci. Nie każdemu ta wiadomość przypadnie do gustu, w końcu jak obca osoba może zastąpić mamę oraz tatę? Oczywiście Basia dojdzie do wniosku, że w żadnym wypadku nie ułatwi zadania jakiejś innej kobiecie.  Niekiedy z góry negatywnie oceniając decyzję rodziców, można stracić coś bardzo ciekawego, na szczęście Basia sama przed sobą przyzna się do popełnionego błędu.
Mamy też czują zmęczenie, praca oraz zajmowanie się domem bywa absorbujące, tak też się stało z rodzicielką naszej bohaterki, która pewnego dnia stwierdziła, że potrzebuje chwilę odpoczynku.  Tato postanowił wraz ze swoimi latoroślami zająć się przyrządzaniem kolacji, jakież to było czasochłonne ale pełne radości zajęcie. Jak się okazało pomocników nie brakowało, każdy chciał mieć swój wkład w przygotowanie posiłku. A jaki był efekt końcowy? Tego nie zdradzę.
 
 
Kolejne spotkanie z Basią, jak zawsze udane. Za każdym razem kiedy mam okazję sięgnąć po lekturę obu autorek nie czuję obawy,że się rozczaruję. Każda opowieść jest naprawdę ciekawa, wesoło napisana, lekkim językiem by każde dziecko z zainteresowaniem śledziło przebieg wydarzeń. dodatkowo pięknie zilustrowane karty stron stanowią dopełnienie całości. Tutaj spotkamy się z wieloma wyzwaniami jakie mogą spotkać małe dziecko, ich reakcjami oraz poradami, które naprawdę mogą być bardzo przydatne dla każdego rodzica. Maluchy odbierają wiele rzeczy intensywniej, przez co dogłębniej analizują by móc po swojemu zrozumieć, na przykład dlaczego od następnego dnia to nie mama odbierze z przedszkola, tylko inna zupełnie nieznana osoba, i mimo, że nawet jeszcze jej nie znają to gdzieś instynktownie czują niechęć, z powodu zagrożenia. Bo może już mama albo tato nie będą się nim interesowali tak samo, jak do tej pory. Poruszona sprawa z nowym kolegą pochodzącym z Haiti, ukazuje problem  integracji z kimś odmiennym, dzieci jako spostrzegawcze z ciekawością, ale może i dystansem podchodzą do rówieśników o innym kolorze skóry, autorki sprawnie i inteligentnie poprowadziły ten wątek. Jestem jak najbardziej na TAK tego typu opowiadaniom. Książka nie tylko bawi, poprawi humor, ale również edukuje.
Świetna lektura dla dzieci jeszcze nie czytających i tych już zaczynających swoją przygodę z literaturą. Szczerze polecam rodzicom i ciociom, powyższa książka na pewno zainteresuje pociechy i ich opiekunów.
 
 
 
Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować wydawnictwu Egmont.
 
 
Copyright © Niekończące się marzenia , Blogger