Pokazywanie postów oznaczonych etykietą romans historyczny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą romans historyczny. Pokaż wszystkie posty

lipca 02, 2023

lipca 02, 2023

Ostatnia Róża Szanghaju

Ostatnia Róża Szanghaju

 


Kiedyś pisałam, że są książki, które z daleka nas wołają, jeszcze zanim poznamy opis i tematykę, coś nas do nich przyciąga. Miałam tak właśnie w przypadku Ostatniej róży Szanghaju, gdy tylko zobaczyłam zapowiedź. Wiedziałam i czułam jedno - muszę tę książkę przeczytać. Dlatego zaraz po otrzymaniu przesyłki, usiadłam by sprawdzić czy przeczucie mnie nie myliło, miałam przeczytać tylko kilka stron... 


Szanghaj rok 1940, gdzieś daleko w Europie szaleje wojna. Wydawać się może, że Niemcy nie mają tu dostępu i można czuć się bezpiecznie. Nic bardziej mylnego. O ile Chiny nie odczuwały konsekwencji szaleństwa nazistów, to nie można powiedzieć by mieli spokój. Zagrożenie czaiło się od strony Japonii. Okupacja trwała i jak się z dnia na dzień okazywało, było coraz gorzej. We własnym kraju mieszkańcy nie mogli czuć bezpiecznie, tracili pracę, władzę i spokój. 

Młodziutka Aiyi Shao, bardzo wcześnie musiała dowiedzieć się jak prowadzić interesy by przetrwać w świecie pełnym niebezpieczeństwa. Po śmierci rodziców postanowiła zadbać o swój byt. Wykupiła nocny klub, w którym spędzali wieczory wysoko postawieni goście. Niestety niepokój ze strony okupanta narastał z dnia na dzień, blokowanie dostaw alkoholu oraz poruszanie ulicami, sprawiało coraz więcej trudności. 

W tym samym czasie do miasta, które miało stać się ostoją i spokojem, przybywa Ernest Reismann, Żyd niemieckiego pochodzenia. Uciekł z Berlina wraz z siostrą, zanim stało się to niemożliwe. Rodzice obiecali, że dołączą do nich później. Tymczasem młody mężczyzna, został odpowiedzialny za siostrę, która miała dopiero dwanaście lat. Szanghaj był jedynym miejscem w którym Żydzi mogli znaleźć schronienie i pomoc. Bardzo szybko rzeczywistość zweryfikuje nadzieję na lepszą przyszłość, nie tylko Ernesta, ale wielu ludzi, którzy uciekając z piekła, nieświadomie trafili jeszcze gorzej. 

Przypadkowo drogi Ernesta i Aiyi zostaną przecięte. Dziewczyna ze zdziwieniem przyjmie pomoc od obcokrajowca, do których jej stosunek był raczej niechętny. Z kolei mężczyzna, niewiele wiedząc o kraju w którym się znalazł, będzie potrzebował pomocy w znalezieniu pracy i bezpiecznego dachu nad głową dla siostry. Dwoje młodych ludzi, środek wojny i dwa różne światy. Czy taka znajomość ma szansę rozwinąć się i przynieść coś dobrego? 


We wstępie napisałam, że miałam przeczytać kilka stron, by sprawdzić jak się zapowiada książka. Nawet nie wiedziałam kiedy, byłam na setnej stronie. Po prostu pochłonęła mnie fabuła. I żeby nie było, akcja nie wyrywa z kopyta, nie dzieją się sytuacje, która wciskają w fotel, niemniej autorka wyśmienicie operuje słowem, pociągając czytelnika dalej i dalej. By dowiedzieć się co wydarzy się następnie, jak losy Aiyi i Ernesta potoczą, czy ich znajomość przyniesie więcej dobrego czy złego. 

Należy pamiętać, że dziewczyna jest Chinką, której kultura jest bardzo hermetyczna, co za tym idzie, rodzina niechętnie wyraża zgodę na ślub z wyznawcą innej religii i ogólnie pochodzenia. Aiyia zdaje sobie sprawę z komplikacji, była wychowywana w określony sposób. Małżeństwo nie miało nic wspólnego z miłością, to kontrakt między rodzinami, który ma przynieść same korzyści dla obojga stron. 

Ernest jako żyd, również powinien przestrzegać zasad religii, ale od początku wykazuje niechęć do wszystkiego, co utrudnia życie. Z jego strony nie ma problemu by pojąć za żonę, kobietę innego wyznania. Spotkanie z piękną Chinką wywiera na młodym mężczyźnie ogromne wrażenie. Może gdyby sytuacja polityczna była inna, ich relacja miałaby lepsze rokowania? 

Tymczasem oboje walczą o przetrwanie, Ona próbuje za wszelką cenę utrzymać swoją biznes, wbrew zakazom ze strony rodziny i narzeczonego, zatrudnia Ernesta w swoim klubie, jako pianistę. Przez pewien czas, wszystko wydaje się w miarę ustabilizowane. Niestety tylko do czasu. 

Japończycy rosną w siłę, aż w końcu przychodzi dzień, gdy walka o utrzymanie biznesu i pracy, przeradza się w walkę o zachowanie życia i przetrwanie. 

 Często podczas czytania zatrzymywałam się i zastanawiałam, do czego są zdolni "ludzie", specjalnie dałam to słowo w cudzysłowie, bo opisywane zdarzenia, trudno przypisać do ludzi. I nie chcę wiedzieć co działo się w ich głowach. Pozostaje mieć nadzieję, że nigdy, nie będziemy musieli być świadkami podobnych wydarzeń.

Ostatnia Róża Szanghaju jest piękną historią, nie tylko o miłości mężczyzny i kobiety, ale relacji międzyludzkich. Ukazuje siłę przyjaźni, pomocy nawet wtedy, gdy samemu posiadało niewiele, a przede wszystkim szukaniu człowieczeństwa, gdy nadzieja umierała. 

Podsumowując, szczerze i od serca polecam, jest to wspaniale napisana historia, która jest warta poznania. 




Książkę przeczytałam dzięki współpracy z wydawnictwem Znak.

lutego 17, 2023

lutego 17, 2023

Panna bez majątku

Panna bez majątku

 


Trochę zabawianie wstawiać zdjęcie książki w jesiennym anturażu, ale tak się złożyło, że zrobiłam bardzo dawno, książkę również przeczytałam dawno, a jakimś nieoczekiwanym splotem wydarzeń, umknęło mi napisanie opinii. Na szczęście nic straconego, może być w jesiennej odsłonie, chociaż teraz bliżej do wiosny, bo z zimy raczej niewiele w tym roku skorzystamy.


A zatem dziś przychodzę z "Panną bez majątku", książka, która należy do cyklu - W dolinie Narwii, z tego, co się zorientowałam, można czytać tę serię bez zachowania kolejności, ponieważ każda opowiada odrębną historię.
Małgorzata Strzelecka jest szlachcianką o dobrym pochodzeniu, jednak sam tytuł niewiele może zdziałać, ponieważ finanse rodziny są w opłakanym stanie. Kobieta zdaje sobie sprawę, że w jej przypadku idealnym wyjściem jest zamążpójście z mężczyzną, który będzie bardziej majętnym. Co rzecz jasna zawęża pole wyboru, gdyż ochotników na żonę bez odpowiedniego posagu jest niewielu.


W dodatku Małgorzata nie należy do kobiet, które tylko czekają na wydanie za mąż. Bynajmniej, jej zainteresowanie światem, a zwłaszcza nauką, często wprawiają w zakłopotanie płeć "brzydką", bo jak wiadomo, żona ma być ładna i zajmować się domem, a zadawanie pytań zupełnie jej nie przystoi. Taka cecha u panny na wydaniu nie jest mile widziana, zwłaszcza w sytuacji, w której znalazła się młoda Strzelecka.
Tymczasem, jest lato i kobieta spędza ten czas w posiadłości stryja. Upały, które za dnia uprzykrzają życie, wcale nie dają oddechu nocą, dlatego w przypływie odwagi, kobieta wymyka się z domu, by popływać w pobliskim jeziorku. Nie jest świadoma, że na podobny pomysł wpadła jeszcze jedna osoba. I nie będzie nią druga kobieta.


Ksawery Wigura przybył do swojej ciotki, ponieważ poprosiła go o pomoc w pewnej delikatnej sprawie. Otóż po śmierci męża, w domu zaczęły dziać dziwnie rzeczy. Wdowa uparcie przystawała przy wersji, że to duch zmarłego hałasuje w obejściu i niektórych pomieszczeniach zabudowy. Jedna młody baron uważa te teorie za niedorzeczną. Niemniej, nie chce okazać ignorancji względem ciotki. Dlatego postanawia wprowadzić w życie pewien plan, zapolowania na duchy.


Nocne eskapady to jedno, ale dręcząca duchota, sama wiedzie go do jeziorka, które kusi chłodną wodą. Traf chce, że gdy już zanurzy się w kojącej wodzie, dostrzeże, że nie jest sam, a jego towarzyszką jest, półnaga dama.
Zabawna sytuacja, zważywszy na czasy, w których rozgrywa się akcja książki, panna samotnie pluskająca w sadzawce bez towarzystwa odpowiedniej osoby i kawaler. Oboje w dosyć skąpej garderobie. Co z tego może wyniknąć?



Trochę celowo zawarłam w opisie fabuły, sam początek książki. Z pewnością pierwszą myślą, może być - ot przewidywalny romans. I tak i nie, jak wiadomo, te z tłem historycznym mają o wiele więcej do zaoferowania, jednak nie ma sensu ukrywać, że to romans. Bo oczywiście taki jest cel książki. Na szczęście, jak to bywa w tej kategorii literatury, można znaleźć sporo ciekawych wątków, jak również postaci.
Zacznijmy od głównej bohaterki, o ognistym temperamencie, który w dodatku ma poparcie w ogromnej wiedzy i inteligencji kobiety. Z jednej strony zaleta, ale zważywszy na wspomniane czasy, kobieta, która wykazywała się większą wiedzą od mężczyzny, traciła na atrakcyjności. Jak wiadomo, to mężczyźni mieli być wszechwiedzący i z dobrotliwym uśmiechem, tłumaczyć nieroztropność i brak rozeznania na temat swoich towarzyszek życia. Dlatego Małgorzata stanowiła pewne wyzwanie dla potencjalnego wybranka. W dodatku, manifestując swoją niezależność, ubierała się dosyć ekscentrycznie, jak na pannę gotową do wydania.
Z kolei baron Wigura, planował podczas pobytu u ciotki, nabrać większego doświadczenia w obyciu z kobietami. Do tego jednak potrzebował kobiety zamężnej, która znudzona życiem u boku wybranka, szukała niezobowiązującej rozrywki. Bo Ksawery, absolutnie nie planował ożenku, a już na pewno nie w tak młodym wieku. Najpierw musiał skosztować tego i owego. A na horyzoncie, zamiast ponętnej, cudzej żony, poznaje Małgorzatę, której usposobienie, jest dalekie od tego, co dotychczas doświadczał ze strony kobiet. Zwłaszcza tych, czyhających na dobry mariaż.
Gdy zaczynałam czytanie, nie wiedziałam jaki kierunek w fabule wybierze autorka. Bo patrząc na obszerność, domyślałam się, że płytki romans to nie będzie. I się nie pomyliłam. Wątków jest tutaj sporo, ale jednym i według mnie - najciekawszym, była tajemnica związana z podejrzanymi hałasami, które dochodziły z głębi komnat, oraz dalszych pomieszczeń majątku ciotki Wigury. Byłam niesamowicie ciekawa, co się za tym kryje, a każda kolejna wskazówka pobudzała jeszcze bardziej. Bo o ile duchy rzeczywiście stanowiły ciekawy kąsek z lekkim dreszczykiem, tak odkryta prawda, była chyba o wiele bardziej przerażająca.
I mogłabym napisać, że była to lektura wręcz idealna, jednak znalazło się kilka zgrzytów, które mi zaburzały czytanie. Otóż niektóre wątki, były zbyt mocno rozciągnięte, przez co czytałam i miałam wrażenie, że zaraz przekartkuje strony, by znaleźć się w interesującym dla mnie miejscu. Nie interesowały mnie opisy garderoby występujących kobiet ani analizy pewnych niuansów, które niewiele wnosiły do samej fabuły. A tylko służyły za zapychacze. Nie wiem, dlaczego autorka skupiła się na sprawach nieistotnych, kiedy całość miała fantastyczny zamysł.
Nie napiszę, że nie polecam, ponieważ mimo tych mankamentów, które mnie nużyły, całość plasuje się bardzo dobrze. Akcja z tajemnicą jest naprawdę świetna i to właściwie on, mimo że nie odgrywa pierwszych skrzypiec, dodaje pewnej atmosfery tajemniczości, może i nawet dreszczyku niepokoju.
Jest sporo potyczek słownych, zabawnych sytuacji, które świetnie wplecione dodają książce odpowiedniego klimatu. Świetne odzwierciedlenie w osadzonym czasie, właściwie dobrane słownictwo, które nie składa się z przypadkowych słów, charakterystycznych dla danej epoki. Warto przeczytać.



   Tekst
 stanowi oficjalną recenzje dla portalu  DużeKa

czerwca 18, 2022

czerwca 18, 2022

Bridgertonowie - Grzesznik nawrócony

Bridgertonowie - Grzesznik nawrócony

 


Jak już kiedyś pisałam, jeśli czytuję romanse, to tylko historyczne. A do cyklu o Bridgertonach mam wyjątkową słabość, chociaż nie wszystkie części na równi podbiły mój gust, to i tak uważam, że czas spędzony przy lekturze losów tej rodziny, są bardzo przyjemną odskocznią od codzienności. Może nie wyczekuję premiery książek ze zniecierpliwieniem, ale gdy już są dostępne, zazwyczaj biorę się za czytanie w wolnej chwili. Przy okazji czterodniowego wolnego, postanowiłam zapoznać się z Grzesznikiem nawróconym, który niedawno miał premierę wznowienia w nowej szacie. 


Tym razem poznajemy losy Franceski, szóstej w kolejności rodzeństwa. Chyba o niej było najmniej w poprzednich książkach. Ta postać była zazwyczaj na uboczu, z tego co pamiętam, nie pojawiała się zbyt często. Wreszcie mamy okazję do poznania się z Franceską, autorka ukazuje nam postać dosyć innej osobowości Bridgertonów. O ile pozostała część rodzeństwa, jest niesamowicie kontaktowa i wylewna w swoich emocjach, tak tutaj można się domyślić, trzecia z sióstr, jest bardziej zamknięta w sobie i powściągliwa.  

Gdy rozpoczynamy lekturę, dziewczyna jest już mężatką z dwuletnim stażem, a więc w tym przypadku nie jesteśmy świadkami  słynnego balu debiutantek i całej zabawy w szukanie odpowiedniej partii. Frannie, związała się z hrabią Johnem Stirling i jest bardzo szczęśliwa u jego boku. Oboje bardzo się kochają, ale jest jeszcze jedna osoba. A dokładnie mężczyzna, który od pierwszego poznania z Franceską, czuje coś więcej niż tylko sympatię. Michael, bo o nim mowa, stryjeczny kuzyn Johna. Obaj byli razem wychowywani, kochają się jak bracia. Pech chce, że jedyna kobieta, która wzbudziła w nim uczucia, których się nie spodziewał, nigdy nie będzie jego. 

 Myślę, że w tym momencie muszę zakończyć jako taki zarys fabuły, ponieważ jeśli ktoś nie poznał tej historii, albo nie zna ogólnie serii, mógłby się poczuć pozbawiony elementu zaskoczenia. 


Przejdźmy zatem do mojej ogólne oceny książki, jak odebrałam postać Franceski, która jak już wspomniałam, jest czytelnikom najmniej znana.  Gdzieś mi przemknęło, że sporo osób oceniło ją mniej pozytywnie. Właściwie sama nie wiem, niby mnie nie denerwowała, ale miała w sobie pewne irytujące zachowania, ale nie były zbyt dokuczliwe, ja bardziej przymykałam na nie oko.

Fabuła do pewnego momentu jest dosyć ciekawie poprowadzona, jest ten element czekania, co będzie dalej, jak też potoczą się dalej losy naszych postaci. Nie umiem powiedzieć, czy byłam zaskoczona, a jeśli nawet, to czy było zaskoczenie pozytywne, bo w pewnym momencie, zachowanie naszej Frani, zrobiło się dziwaczne i chwilami nie spójne z tym, co próbowała wykreować autorka. Troszkę czułam zgrzyty, ale mam wrażenie, że w przypadku tej historii, pisarka skupiła się na ukazaniu innego wątku, który trochę wykoleił temat wiodący. 

Trudno jest powiedzieć, by Franceska podobnie do reszty rodzeństwa, była zżyta ze swoją rodziną, wręcz przeciwnie. Zachowuje spory dystans w relacjach z siostrami, o braciach już nawet nie wspomnę. O ile w innych częściach, najlepsze sceny to te, gdzie rodzeństwo spędza wspólny czas, ich przekomarzania są po prostu fenomenalne. Tutaj bardzo tego brakuje. Widać, jak odseparowana od rodziny jest ta postać. 

Bardzo mnie rozbawił i uważam, za zupełnie nietrafiony tytuł. Nie wiem, kto jest tym grzesznikiem nawróconym - z chęcią go poznam, ponieważ każdy, kto przeczytał książki z serii, na pewno zauważył, że w oczach autorki, a zarazem jej bohaterek, praktycznie większość męskich przedstawicieli, które wzbudzały zainteresowanie wśród panien na wydaniu, byli hulakami i rozpustnikami. Właśnie te nazewnictwa na zmianę możemy spotkać. Cóż za rozwiązły świat Angielskiej socjety, nadmienić należy, że każdy z tych hulaków, był przystojny, inteligenty, czarujący z kryształową duszą, ukrytą za fasadą rozpusty.  

I gdyby czytać kolejno każdą część, jestem przekonana, że ta schematyczność mogłaby zmęczyć, jednak raz ,czy dwa razy w roku, nie przeszkadza, na tę chwilę można zapomnieć, że Ci przystojni, to a jakże hulaki, ale jak już spotkają tę jedyną to nagle miłość przesłania widok na inne kobiety. Ciekawe czemu, kobiety usilnie próbują wierzyć w te bajki?

Niemniej, lubię poczytać, dla klimatu odległych czasów, mają w sobie pewien urok i przede wszystkim język, który nie jest żargonem ulicznym. Pełnym wulgaryzmów, co można spotkać we współczesnych romansach. Właśnie dlatego, z ogromną przyjemnością sięgam romanse historyczne, są lekkie, sprawdzają się wyśmienicie, gdy człowiek potrzebuje zresetować głowę.     


marca 09, 2022

marca 09, 2022

Klątwa Berserkera

Klątwa Berserkera



Mam pewną słabość. Od zawsze lubiłam romanse historyczne. Dworskie klimaty, słownictwo i cała etykieta, sprawiały, że można się było przenieść w odległą przeszłość. A kiedy dodatkowo, był wpleciony wątek miłosny, gdzie para musiała zmierzać często z tajemniczymi zagadkami, to już wtedy przepadałam.  W ostatnim czasie zauważyłam, że autorów "wzięło", na odświeżanie Pięknej i Bestii, w przeróżnych kombinacjach. Nie mam nic przeciwko, jeśli rzeczywiście całość jest spójna i współgra ze sobą, a znana historia potrafi na nowo wciągnąć. 

Klątwa Berserkera, miała zaoferować coś w stylu wyżej wymienionej bajki. Z tą różnicą, że fabuła została osadzona w średniowieczu. Jest klątwa, jest tajemnica i wydarzenia, które mają zbliżyć do siebie kobietę i mężczyznę. 

Ona, jest dziewczyną, której los leży w rękach okrutnego szwagra. I mimo pochodzenia, nie może oczekiwać pomocy ze strony najbliższych. Kobiety muszą wykonywać polecenia mężczyzny, a ten, postanowił jak najszybciej pozbyć się jej z domu, by wydać za mąż, za równie jak On, strasznego człowieka. Strach przed przyszłością, która jawi się w najczarniejszych barwach, próbuje zrobić wszystko, byle tylko nie trafić do miejsca, gdzie będzie traktowana gorzej od nie jednej służącej. 

On, jest potomkiem mężczyzny, który przed wielu laty,
wyrządził wielką krzywdę swojej żonie i synowi. Od tamtej chwili, jego ród jest przeklęty i nic, nie jest wstanie tego odmienić. Władca posiadłości, postanowił, że będzie ostatnim potomkiem. Nie przedłuży swojego dziedzictwa, które przez lata, było pasem nieszczęść - zwłaszcza dla kobiet, który były pod przymusem brane za żony. 

Wszystko się zmienia, kiedy pewnego wieczoru ratuje życie młodej dziewczynie uciekającej przed wilkami. Kim jest i dlaczego znalazła się sama w tym miejscu? 


Uważam, że więcej nie trzeba pisać. Ponieważ całą książka, jak wspomniałam we wstępie, jest oparta na znanej historii. Tutaj, po prostu wydarzenia są nieco inne. 

Gdy widziałam reklamy i opinie do tej książki, byłam przekonana, że klimat średniowiecza i całość, będą naprawdę wciągające. Zasiadłam do czytania z ogromną ciekawością. No i niestety, ale moje końcowe odczucia są rozczarowujące. 

Zacznijmy od tego, że autorka miała jakiś zamysł, ale trochę nie bardzo potrafiła odnaleźć w klimacie, który postanowiła wybrać. Żeby książka miała ducha danej epoki, nie wystarczy napisać kilka zwrotów, które są charakterystyczne do danego okresu historycznego. Na każdym wręcz kroku, przewijały się te same określenia - chyba tylko po to, by podczas czytania nie zapomnieć, że to średniowiecze. Poza nimi, całość leci normalnym językiem, bez zachowania proporcji i atmosfery, jaka panowała w tym czasie. 

Jeśli ta książka, miała być parodią, to zgodzę się, była nią. Bo mnie było wiele razy do śmiechu, gdy czytałam niektóre zdania. Po prostu były tak nieudolnie konstruowane, że raziły w oczy. A proszę mi wierzyć, przeczytałam sporo książek osadzonych w odległych czasach.  Powtórzę, nie wystarczy napisać - giezło, by duch średniowiecza osadził czytelnika w ponurym i ciężkim zamczysku. Po prostu nie i koniec. 

Właśnie sobie uświadomiłam, że zarzutów, jest tak wiele, że nie będę dobijała tej opinii. Według mojego zdania, ta książka jest po prostu zamordowana brakiem podstawowej wiedzy autorki, jak pisać romanse historyczne. Ponury zamek, konie i rycerze - to za mało. Romans jest, banalny i bez polotu, ale co kto lubi. Tego akurat nie będę się czepiała. 

Czytałam w ramach odprężenia, było to po prostu czytadełko, dla zabicia czasu. Nie napiszę, że polecam, bo to przeciętniak niskich lotów. Jednak, jeśli akurat, będziecie stali w korku komunikacji miejskiej, a ta książka wpadnie w ręce/ czytnik. Można zaryzykować. 



lutego 09, 2022

lutego 09, 2022

Dziewczyna z Paryża

Dziewczyna z Paryża




 Gdy zobaczyłam zapowiedzi do Dziewczyny z Paryża, poczułam, że od razu chcę przeczytać tę książkę. W prawdzie tematyka wojenna jest dla mnie zwyczajnie za ciężka, to jednak miałam pewne przeczucie, że w tym przypadku nie będzie tak dramatycznie. Byłam bardzo ciekawa opowiedzianej historii z perspektywy kobiet mieszkających we Francji w tych jakże trudnych czasach. Na wstępie muszę napisać, że obraz wojny, jest tutaj tłem, które nie dominuje wydarzeń - nie znajdziemy się na polu walki bezpośrednio, ale jej skutki będą odczuwane przez pryzmat sytuacji bohaterów.


Lila jest krawcową u jednej z najmodniejszych paryskich projektantek - Coco Chanel. Uwielbia szyć ubrania, ale również projektować. Chodzą opinię, zresztą słuszne, że jej suknie mogłyby zrobić furorę gdyby zdecydowała się pracować na własny rachunek. Tymczasem, wybucha wojna, w Paryżu większość ludzi jest przeświadczona, że ich bezpośrednio nie dotknie. Bo jakim cudem, takie piękne miasto? Nic bardziej mylnego, już niebawem, każdy doświadczy na własnej skórze, że beztroska odeszła w zapomnienie. Lila boi się od samego początku, jeszcze zanim piekło rozpętało się na dobre, w przeciwieństwie do swojej przyjaciółki Amelii - ta, żyje dniem dzisiejszym, jest przekonana, że nie będzie tak źle, jak ludzie mówią. 


Sandrine wspomina ostatnią chwilę z mężem, kiedy to, musiała pożegnać się z nim na peronie. Został wezwany do walki z wrogiem. Rozłąka bolała, ale jeszcze bardziej niewiadoma i strach, że już się nigdy nie zobaczą. W domu zostali teście i ich syn Henri. Później, zostaną same kobiety i mały chłopiec, ale to na Sandrine spadnie ryzykowne zadanie, przez które będzie czuła strach każdego dnia i okrutną ocenę ze strony sąsiadów, a nawet bliskich osób. Niestety, ale w tym trudnym czasie, siła przetrwania, zwłaszcza gdy miało się dziecko, była warta wielu kosztów. Nawet, jeśli trzeba było znosić upokarzanie.  Wiara w powrót ukochanego męża i że w końcu wszystko jakoś się ułoży, dawała siły, gdy spadała na ramiona beznadzieja. 


Dwie kobiety, zupełnie dla siebie nieznane. Gdy ich życie jak wielu innych, podporządkowuje się pod rytm dyktatury wojennej, starają się ze wszystkich sił jakoś poradzić i walczyć, nie tylko o siebie, ale również o to, co najeźdźca, chce odebrać ich narodowi. Ryzykują wiele, ale są zdeterminowane, wierzą, że koszmar się skończy, a one, będą mogły zobaczyć tych, których kochają. Czy będą miały szanse?


Książka wciągnęła mnie już od samego początku. I tak, jest tutaj wątek miłosny - ja bym tego nie nazwała romanse, bo w tych okolicznościach, jedna z par, zdążyła się w sobie jedynie zakochać, a później wybuchła wojna. Z kolei druga, to małżeństwo, które zostaje rozdzielone. Mamy więc, dwie zupełnie różne sytuacje. Jednak obie te bohaterki, mają ze sobą sporo wspólnego. I myślę, że można poczuć sympatię do Lili i Sandrine. 

Co innego mogę napisać o koleżance Lili - Ameli. Och, to jest ten typ kobiety, którym ja niesamowicie gardzę i z chęcią bym dla takich wybudowała specjalne miejsce w piekiełku. Okropna postać, nie mogłam jej znieść i miałam nadzieję, że w końcu spotka ją los, na który sobie tak żmudnie pracowała. 

Dziewczyna z Paryża, jest według mnie, bardzo dobrą książką, chociaż jak wspomniałam we wstępie, nie należy jej traktować jak typowo wojennej. Ponieważ jest ona osadzona w tym czasie, są oczywiście wydarzenia, które z pewnością miały miejsce w realnym życiu, ale tutaj było sporo w oparciu o pewne fakty w wykorzystaniu na potrzeby tej właśnie historii. Mnie się podobało, ponieważ nie radzę sobie z mocnymi reportażami tego okresu. Nie umiem o tym czytać i najnormalniej w świecie, przerasta ogrom całego okrucieństwa. Jedynymi książkami, które przeczytałam od początku do końca, były historie Grzesiuka, ale to dlatego, że sposób w jaki pisał ten człowiek, nawet o makabrycznych wydarzeniach, był bardzo przystępny. Inne pozycje mnie przerażają. Może kiedyś, zagłębie się bardziej w temat. Teraz, tak krążę bocznymi uliczkami.  
Dlatego jeśli, ktoś jest bardzo dobrze obeznany z tematem oraz oczekuje mocnej dawki historii, to tutaj może się rozczarować. Jest to dobra książka, ale jakby ocenzurowana, a największe zło, dzieje się jakby troszkę dalej.  Niemniej, polecam, ponieważ warto przeczytać. 



Książkę przeczytałam dzięki wydawnictwu Znak.

stycznia 26, 2022

stycznia 26, 2022

Z piasku i popiołu

Z piasku i popiołu

 


Zarówno grudzień jak i styczeń, postanowiły mi dowalić po całości. Jeśli w grudniu myślałam, że jest źle i przestało mnie cieszyć wszystko co związane ze świętami, tak styczeń po prostu mnie wykoleił i porzucił na peronie bez drogowskazu. Przy zdrowych zmysłach trzymały mnie książki, jak zawsze zresztą. Dlatego ten paskudnie zaczęty rok, w całym jego tragizmie, oscyluje w  sporo przeczytanych książek - między innymi Z piasku i popiołu, Amy Harmon. Jeszcze w świątecznym anturażu, bo nim zabrałam się za pisanie, musiałam zająć przygotowaniem do pogrzebu. I tak, w tym wszystkim zostało zdjęcie, które teraz mnie drażni sielskością widoku, ale kompletnie mam ochoty na robienie nowego.  Przejdźmy zatem do treści książki, która wywołała we mnie niesamowite wrażenia. 


Zacznę od tego, że twórczość autorki znam bardzo dobrze. Przeczytałam wszystkie wydane w Polsce  książki Harmon, każda była świetna. Tym razem, autorka pokusiła się o zupełnie inny klimat fabuły. Bo znajdujemy się we Włoszech na początku lat 40-tych ubiegłego wieku. Jest niby końcówka drugiej Wojny światowej. Jednak właśnie w tym czasie, Niemcy na dobre rozpanoszyli się w tym kraju. Mieszkający od lat Żydzi, każdego dnia, można by rzec, pomalutku zostają wykluczeni ze społeczeństwa. 

W środku całego zamieszania była rodzina Evy Rosseli - żydówki i jej przyjaciela Angela Biancko. Chłopiec przyjechał do Włoch po śmierci matki, którą bardzo kochał i tęsknił za nią. Eva, również wychowywała się  tylko z ojcem. Tylko jej wspomnienie matki było odległe, straciła swoją bardzo dawno. To ojciec wychowywał ukochaną córkę, był zawsze wsparciem. Wraz ze swoją rodziną, która mieszkała w pobliżu. Trzymali się razem, chociaż nie brakowało kłótni. 

Dziewczynka i chłopiec szybko się ze sobą zaprzyjaźnili. To jej pierwszej Angelo pokazał swoją tajemnicę, z którą przyjechał z domu rodzinnego. Eva natomiast, odkryła przed chłopcem fragmenty swoich zapisków w dzienniku. Mijały lata, a byli dla siebie nierozłączni. Aż przyszedł dzień, gdy starszy Angelo poszedł do seminarium - marzeniem jego rodziny było, by został księdzem. On sam, również uważał, że kościół i modlitwa są dla niego przeznaczeniem. I chociaż bardzo kochał Boga, nie potrafił pozbyć się uczucia, którym darzył Evę. Z jednego musiał zrezygnować.

Gdy Eva była w wieku wyboru studiów, okazało się, że żydów nie przyjmują na żadną uczelnie. Jej marzenia kariery muzycznej, przestają istnieć. Dziewczyna przepięknie grała na skrzypcach. To wujek odkrył jej talent i wiele godzin poświęcił na szkolenie warsztatu bratanicy.  Tymczasem rozpoczyna się coraz trudniejszy okres dla społeczności żydowskiej, o ile wcześniej, były tylko utrudnienia w życiu, tak z każdym dniem zaczynało się robić niebezpiecznie. W końcu, każdy kto miał możliwość uciekał poza granicę Włoch, by uniknąć wywiezienia do obozu lub rozstrzelania w nieoczekiwanych nalotach na domy. 

Przychodzi dzień, gdy Eva musi opuścić Włochy aby ukryć się w Watykanie, gdzie miejscowi księża i zakonnice przechowują żydowskie rodziny. Angelo, jako ksiądz ma możliwość podróżowania bez większego zagrożenia. Oczywiście istnieje ryzyko, ale o wiele mniejsze niż w przypadku Evy. Ona, musi jechać z fałszywymi dokumentami. By nie zostać zabitą. Gdy dociera na miejsce, ma nadzieję, że może tutaj będzie w miarę bezpiecznie. Jednak dosyć szybko się okazuje, że w tym okropnym dla ludzi czasie, spokój był na ostatnim miejscu.


Czytałam wiele książek Harmon, jedne były dobre inne wręcz świetne. I tak, jak pokochałam Pana Wilsona z Innej Blue, a raczej jego postać i całą ukazaną historię, której po prostu nie można przeczytać bez żadnych emocji. Tak równie wspaniale, czytałam Biegając boso. Myślę, że do te pory, były to moje dwie ulubione pozycje autorki. 

Teraz, poznałam zupełnie inną jej odsłonę, bo Z piasku i popiołu, już z samego poznania okresu rozgrywających wydarzeń, nie mogła być łatwa i przyjemna. Zazwyczaj unikam książek, w której jest tematyka wojny, obozów i całego okrucieństwa, które się wydarzyło.  Jednak, byłam bardzo ciekawa, jak autorka poradziła sobie z osadzeniem swoich postaci w centrum, tego piekła.  

Nie trudno jest się domyślić, że w fabule będzie ukazany wątek miłosny pomiędzy Evą i Angelo. Myślę, że w tym momencie, wiele osób może pomyśleć, ot jakaś przewidywalna fabuła. No cóż, ja znam Harmon i wiem, jak ta kobieta potrafi prowadzić swoich bohaterów i ukazać różne aspekty życia w taki sposób, że często samo czytanie sprawia ból. Dlatego, byłam ciekawa, ale zarazem bałam się, bo miałam świadomość, trudności tego, co zastanę. 

I tak, jest tu miłość. Tylko ta miłość jest okrutnie trudna i dosłownie bolesna. Eva od początku ma świadomość, że nie wygra z powołaniem Angelo. On, mimo wielkiego oddania do dziewczyny, nie rezygnuje i przyjmuje święcenia. Wyjeżdżą do miasteczka, gdzie obejmuje parafię. A później, kiedy wojna zatacza coraz szersze i brutalniejsze kręgi, pomaga tym, którzy są prześladowani. Również Evie i jej bliskim. 

Wszystko, co spotkało tę dziewczynę, było naprawdę straszne i chwilami przerażające. Ja zdaję sobie sprawę, że Harmon i tak, w mniej dokładny sposób ukazywała poczynania Niemców z Żydami. Bo te sceny były z pewnością o wiele bardziej brutalne. Jak można się dowiedzieć w posłowiu, autorka kilka fragmentów oparła o prawdziwe wydarzenia. Myślę, że dzięki temu, czuło się autentyczność. Ta książka nie jest reportażem, absolutnie. Ukazuje uczucie dwojga ludzi, który dzieli zbyt wiele, pochodzenie, religia i to, do czego zostali przeznaczeni. 

We mnie ta książka wywołała mnóstwo emocji, podczas czytania przeżywałam samą sobą. W tragedii, którą doświadczyło tych dwoje, uczucie jakim się darzyli, było wręcz niesamowite. Niestety ich relacje były zakazane, zwierzchnicy Angela, kategorycznie nakazywali odcięcia się od dziewczyny. Ona, nie potrafiła biernie czekać, aż przyjdzie wyzwolenie, niosła pomoc na różne, możliwe sposoby. Szczerze mówiąc, nie wiem, czy postać tej dziewczyny wywoływała we mnie poczucie sympatii, Eva była postacią specyficzną, niekoniecznie negatywną, ale bardzo charakterną. Z kolei Angelo, miał w sobie mnóstwo dobra, cierpliwości i spokoju. Oczywiście, było wiele innych postaci, ale to na tym dwojgu skupia się główna uwaga i na wojnie. 

Trudno jest powiedzieć, że ta książka jest piękna. Ponieważ wewnątrz spotyka się mnóstwo okrucieństwa i straty. Mimo to, jest w niej coś niesamowitego i chyba dlatego czegoś, naprawdę warto przeczytać. 









listopada 21, 2021

listopada 21, 2021

Kucharka z Castamar

Kucharka z Castamar

 




Spotyka się książki, które przeczyta się raz i odchodzą w niepamięć. Czasem, tylko skojarzymy tytuł, że już go gdzieś poznaliśmy. Jednak nie zostaje w pamięci na tyle, by móc wspominać z jakimiś emocjami. Jest też grupa książek, które zachwycają i prowadzą nas przez koleje losów bohaterów, a my, czytelnicy, zatracamy się w opisanej historii. Gdzie każdy gest i spojrzenie, potrafią wywołać ogrom emocji. Takie książki, muszą być na półce obecne, bo chce się wracać choćby do fragmentów. 

Gdy zobaczyłam propozycje serialu - Kucharka z Castamar, nie miałam pojęcia, że jest książka. I mniej więcej na jej podstawie, zrealizowano krótki serial. Obejrzałam go i wtedy, dowiedziałam się, o książce. Niewiele się zastanawiając zamówiłam i czekałam. Wiedziałam, czułam, że mnie nie zawiedzie. Miałam świadomość, że na pewno będą różnice z tym, co zostało pokazane w serialu. Pełna radości, a wręcz euforii, zasiadłam do czytania. Miałam świadomość, że takie oczekiwania potrafią być zwodne, ale w przypadku tej historii, ja wiedziałam, po prostu wiedziałam, że pokocham książkę tak, jak pokochałam serial. A jak było dokładnie? Najpierw opiszę fabułę, by mniej więcej nakierować na wydarzenia, z którymi spotykamy podczas lektury. 


Poznajemy Clarę Belmontę, córkę lekarza służącego w gwardii jego królewskiej mości. Rodzina dziewczyny jest wyższa statusem, ponieważ lekarze byli bardzo szanowani i mieli swoje, zasługi, które doceniane były przez króla. To też, córki doktora Belmonte - bo Clara miała też siostrę, otrzymały porządne wykształcenie, a ich grono znajomych było z dobrymi koneksjami. 

Niestety sytuacja kobiet ulega zmianie, gdy głowa rodziny ginie, w prawdzie w chwale, ale dla trzech samotnych dam, nie wiele może to pomóc. Muszą oddać dom rodzinny, w którym spędziły piękne lata życia, bratu zmarłego ojca i męża.  Jedyną pociechą jest zamiłowanie matki i Clary do gotowania, obie dzięki swoim talentom, mogły jakoś zadbać o swoją teraźniejszość. 

W wyniku pewnych zdarzeń, Clara musi podjąć pracę sama, jej matka i siostra wyjeżdząją. Dziewczyna pracuje w szpitalu,  gotuje i można powiedzieć, że jakoś funkcjonuje. Tylko przychodzi dzień, w którym musi opuścić znajome i pod pewnym względem bezpieczne mury i udać do pracy w posiadłości Castamar. 


A Castamar, niegdyś słynące z najwspanialszych bali i spotkań elity, od kilku lat, jest otoczone smutkiem i żałobą. Żona don Diega de Castamar, zginęła w wypadku. Od tamtej pory, dziedzic rodu, żyje w rozpaczy i niekończącej żałobie. Matka i brat - który wzbudza wiele emocji, ale o tym najlepiej przeczytać. Próbują wesprzeć zrozpaczonego mężczyznę, niestety, wydaje się, że strata ukochanej Alby, jest nie do pokonania. 

Zmarła żona Diega - Alba, wzbudzała wiele emocji, wielu ją kochało. Znalazły się jednak osoby, które szczerze nienawidziły kobiety, która miała wszystko i potrafiła wykorzystać swoje atuty oraz władzę. im wyżej w hierarchii, tym większe uczucia zawiści i chęci odebrania, tego, czego samego nie można dostać od życia. Alba była kochana, przez dwóch mężczyzn, jeden się z nią ożenił. Drugi, pozostał ze wspomnieniami i marzenia. I z czymś równie mocnym jak miłość - z chęcią zemsty napędzaną zazdrością.  Właśnie ten mężczyzna, będzie budził wiele emocji, negatywnych rzecz jasna. 

Gdy Clara trafi do kuchni posiadłości Castamar, otrzyma posadę niższą jej talentowi i przede wszystkim pochodzeniu. Co od razu będzie zauważone przez innych pracowników. Znajdzie się osoba, której dobre maniery i nienaganne zachowanie, będzie bardzo przeszkadzało. Spokojna i serdeczna natura dziewczyny zaskarbi sobie sympatię kilku osób, jak się później okaże, które później pomogą gdy będzie tego potrzebowała. 

Oczywiście, ważne jest spotkanie Clary i Diega, które będzie po prostu przypadkowe i może na początku niezbyt przyjemne. Niemniej, wywoła u pana domu, wiele emocji oraz myśli.  Moment, gdy rodzina oraz przyjaciele będący w posiadłości zasmakują potraw przygotowanych przez niepozorną kucharkę, będzie tym zwrotnym. 

Jest powiedzenie, że miłość można uzyskać przez żołądek do serca. Tutaj, ta droga byłą szalenie fascynująca, ponieważ w pewnym momencie, Clara zaczęła się porozumiewać z Diegiem, poprzez właśnie potrawy. I tylko oni, wiedzieli, co miało być przekazane w podaniu takiego czy innego dania. 


Cóż, myślę, że o fabule można by pisać i pisać. Ja jednak uważam, że każdy, kto chociaż troszkę zainteresował tą historią, powinien sam, odkrywać kolejne etapy książki. Ja byłam naprawdę zafascynowana z jaką dokładnością wszystko zostało ukazane. 

Jest to książka wielowątkowa, dlatego poznajemy mnóstwo postaci, które z pozoru mogą się wydawać niezrozumiałe w danym momencie. Później, z biegiem kolejnych wydarzeń, okazuje się, że nagle otrzymujemy odpowiedź na wcześniejsze sprawy. Oczywiście będzie sporo intryg, ale to słowo wydaje się zbyt delikatne. Ponieważ co innego, gdy jedna osoba, robi na złość drugiej i wykrada cenny klejnot. A na przykład, gdy w grę wchodzi ludzkie życie. W kucharce z Castamar, zazdrość będzie wywoływała w ludziach najgorsze instynkty, budzące przerażenie i nawet niezrozumienie - że tacy ludzie mogą naprawdę istnieć. 

Pięknie zostało ukazane uczucie rodzące się pomiędzy Clarą i Diegiem. Tutaj nie ma wielkich deklaracji i uniesień, za to gesty i spojrzenia oddają taką chemię i czułość, że po prostu czuło się pod skórą wszystkie emocje. Uwielbiałam sceny z tym dwojgiem, jak cudownie można ukazać uczucie, nie pisząc wprost, jak można oddać szaleństwo zmysłów, bez dokładnych opisów. Myślę, że gra słów, budowanie napięcia, można uznać za majstersztyk. Ja pokochałam Diega, tego w jaki sposób myślał o ludziach, jak wspaniale walczył o Clarę i jego troskliwość, ulokowana w tak mocnym charakterze.  Jak niesamowicie potrafił wyłapywać, podsyłane przez dziewczynę potrawy, które były nawiązaniem do ich wspólnego sekretu.  Ach, ja bym mogła zachwycać się i zachwycać, po prostu uczucie między nimi jest tak pięknie budowane, bez pośpiech czy gwałtowności. No magia. 

Muszę napisać, że każda ukazana postać, ma mocno zarysowaną osobowość. Nie ma bohatera, nawet najmniej istotnego, który byłby nijaki. Tutaj każdy, odgrywa swoją rolę i robi to naprawdę świetnie. Wszyscy zostali dopracowani z niesamowitą dokładnością, za co uważam, należy się ogromne uznanie. Nie ma postaci płaskich i bez wyrazu.  Zwłaszcza, gdy się pozna Major domu i Donię Ursulę.  Zarządzających służbą i pracownikami domu. 

Zdaję sobie sprawę, że rozbudowane opisy, które często dotyczą gotowania - miłości Clary, mogą niektórych nużyć, zazwyczaj opisowe fragmenty spotykają się z nieprzychylną reakcją. Ja właśnie bardzo lubię takie rozwleczone wątki,  dzięki nim, można bardziej wczuć się w klimat. Niemniej, warto jest przemęczyć i poznać tę historię. W moim rankingu, Kucharka z Castamar plasuje się bardzo wysoko, polecam książkę i serial. 



maja 26, 2019

maja 26, 2019

Rektorski Czek

Rektorski Czek


Ta książka od razu mnie do siebie przekonała, zanim jeszcze trafiła w moje ręce. Nie wiem, ale miała w sobie zapowiedź naprawdę ciekawej i zajmującej lektury. I kiedy w końcu usiadłam do czytania, okazało się, że miałam racje. Zacznę jednak od początku. Bo chociaż na okładce napisane jest — romans kryminalny, to tego romansu, ku mojej radości było nie za wiele. Dlatego też nie do końca rozumiem, dlaczego taka kategoria widnieje na okładce. W każdym razie książka przeczytana, teraz napiszę o moich wrażeniach.

Akcja toczy się dwutorowo, zaczynamy od zapisków z przeszłości pewnego człowieka, który przed śmiercią, chce opowiedzieć historię kilku bardzo ważnych osób. Sto lat później, te notatki będą miały bardzo wielką wartość. Na razie, ów człowiek, prowadzi w pewnym sensie spowiedź z całego swojego życia.

Następnie przenosimy się do czasów współczesnych, poznajemy Karolinę, pracownicę archiwum. Wraz ze swoim mężem mieszkają w bardzo starej kamienicy, przez przypadek, kobieta znajduje nieprzytomną sąsiadkę, starszą panią. Może nie do końca jest to przypadek, po prostu Karolinę zaciekawiły niedomknięte drzwi mieszkania, weszła i jej oczom ukazał się dosyć nieprzyjemny widok. Gdy wezwała odpowiednie służby, postanowiła odwiedzić chorą w szpitalu, by oddać klucze. Na jednej wizycie się nie skończyło, bo dosyć osobliwa staruszka, okrutnie drażniąca, miała coś, co fascynowało archiwistkę. Mianowicie, stare i bardzo cenne zapiski. Przetrzymywane w sposób, który przyprawiał o dreszcze, osobę zajmującą się cennymi dokumentami.

Od chwili kiedy Karolina poznaje leciwą sąsiadkę, w jej życiu zachodzi wiele zmian. Zaczyna odkrywać tajemnice sprzed wieku, a ta wciąga i zajmuje każdą myśl. I chyba przez to całe zamieszanie, umyka kobiecie coś bardzo istotnego.

Nagle zaczynają pojawiać się dziwni ludzie, ona sama pada ofiarą napaści, później jest świadkiem tragicznej śmierci. A to dopiero wierzchołek góry lodowej. Wszystko ma powiązanie ze starym mieszkaniem i jego właścicielką. Jaką tajemnice kryje stuletnie mieszkanie i jego właścicielka?

Jak napisałam na początku, nie do końca rozumiem tego romansu. Cóż, będę się tego czepiała. Romansu tam tyle, co kot napłakał, owszem są jakieś wyskoki na polu damsko-męskim, ale żeby od razu podpiąć pod kategorie romansu? Nie bardzo mi pasuje. W każdym razie uważam, że jest to atut. Bo zagadka dokumentów i treści zapisków, wciągały z każdą kolejną stroną.

Przede wszystkim, człowiek, który postanowił spisać swoje wspomnienia, był bliskim sługą słynnego lekarza, Rektora Uniwersytetu w Poznaniu. Człowieka niezwykle cenionego i poważanego. Te zapiski były niezwykle ciekawe. A wydarzenia, które miały miejsce przeszło sto lat temu, robiły wrażenie. Także chyba ta część książki, była dla mnie najbardziej interesująca.

Oczywiście, ciekawe były zadania, jakie otrzymywała Karolina od swojej upierdliwej sąsiadki. Obie kobiety miały w sobie coś drażniącego, chociaż staruszka, później, kilka razy wprowadziła mnie w rozbawienie.

Pani Joanna Jodełka, bardzo ciekawie połączyła przeszłość z teraźniejszością, wplatając w wydarzenia postaci, które, kiedy wniosły wkład w założenie Uniwersytetu. Ja cały czas będę się upierała, że to notatki historyczne zrobiły najwięcej dobrego dla książki, ale wątek kryminalny był świetnie i naprawdę ciekawie skonstruowany. W życiu nie domyślałam się, kim jest brodaty mężczyzna z samochodu, ale chyba właśnie o to chodziło. By do końca nie wiedzieć.

Czytałam książkę zainteresowaniem od początku do końca, nie było nawet chwili, bym poczuła znużenie, czy niechęć. Jak już zaczęłam, tak musiałam skończyć. Tylko nie dajcie się zwieść temu romansowi, bo tego akurat jest mało, za to kryminał w sam raz. Na całe moje szczęście. Polecam.


Za możliwość przeczytania książki, dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal.


marca 30, 2017

marca 30, 2017

Tajemnica Zamku

Tajemnica Zamku



Wspominałam już kilka razy o swojej sympatii do twórczości Pani Krystyny Mirek. Autorki, która potrafi o sprawach zwyczajnych pisać w taki sposób, że wciągnie czytelnika do wykreowanego świata i nie wypuści z niego dopóki nie przeczyta ostatniego zdania. Taki talent posiada niewielu. I  bardzo się cieszę, że miałam przyjemność poznać kolejną wspaniałą polską pisarkę.


Tym razem Pani Mirek postawiła na odległe czasy, gdzie etykieta była ponad wszystko, klasy społeczne odgrywały często największą rolę,  prawdziwe szczere uczucia były spychane na boczne tory, czego efektem było rozgoryczenie oraz poczucie porażki życiowej.


Czy w świecie konwenansów, zazdrosnych spojrzeń i ciągłej rywalizacji może znaleźć się miejsce na piękne uczucie, miłości? Odpowiedzi na te i inne pytania szukałam w najnowszej powieści autorki, jakie są moje wrażenie po zakończonej lekturze?

W pięknej posiadłości hrabiego Aleksandra Cantendorfa dochodzi do tragedii, kolejna żona opuszcza ziemski świat, w niewytłumaczonych okolicznościach. Sprawa przybiera nieprzyjemny obrót, gdyż jest to chyba czwarta wybranka przystojnego dziedzica. Co się dzieje na zamku? Kim jest przystojny, ale i chyba nieobliczalny mężczyzna, skoro ledwie po zakończonym ślubie, dochodzi do pogrzebu.


Okolica huczy od plotek i domysłów. Nikt nie zna prawdy, wielu czuje się zlęknionych, ale i nie brakuje śmiałków, chcących oddać pod "opiekę" zamożnego hrabiego swej córki, a i one mają marzenia zostać tymi, która odmieni okrutny los poprzedniczek.


Swoje plany ma również pewien bankrut, który chowając resztki dumy, musi znaleźć sposób na odzyskanie dawnej pozycji. Jego jedyną nadzieją są córki. Jego małżeństwo od dawna przestało sprawiać radość, a wręcz przeciwne. Przez lata skrywane żale właśnie w chwili kryzysu znajdą ujście, jaka przyszłość czeka rodzinę Miltonów? I w jaki sposób może namieszać nieokiełznana Kate?



Chyba większość czytelników mojego bloga wie, jak bardzo lubię dworskie klimaty. I każda książka, która jest napisana właśnie w tej epoce, przyciąga mnie jak magnes. Dlatego, gdy tylko ujrzałam zapowiedź Tajemnicy zamku, wiedziałam, że muszę przeczytać.
Niesamowicie nastrojowa okładka, tylko zapraszała do przeczytania tego, co znalazło się w środku.
Kolejny raz poczułam się oczarowana stylem autorki, nie wiem, jak Pani Krystyna to robi, ale ja po prostu nie potrafię się oderwać od książek, które stworzyła.

Tutaj mamy zaledwie wstęp do wydarzeń, które - jak mniemam, dopiero się rozwiną w kolejnym tomie, ale uwierzcie. Jest nastrój, można wczuć się w zagadki, emocje, jakie towarzyszą każdemu bohaterowi.

Za każdym razem, gdy sięgam po książkę, w której ważną rolę odgrywają etykiety i te wszystkie pozory, zastanawiam się, jak trudne musiało być życie w tamtych czasach. Nie twierdzę, że teraz jest lżej, wcale nie.

Jednak być kartą przetargową, która może odmienić los całej rodziny, nie napawa optymizmem, a wtedy, tak właśnie często się działo. Miłość była czymś mało znaczącym, to zgodność pozycji i układów odgrywała kluczową rolę. O małżeństwie decydowali rodzice, natomiast wybrankowie albo pogodzili się z wyborem, albo uciekali do drastycznych decyzji, jednak tych było niewiele. W większości dwoje ludzi tkwiło w relacji, która nie przynosiła radości żadnej ze stron.

Jaka była szansa poznać kogoś, kto podzielałby zainteresowania, patrzył tym samym wzrokiem, odczuwał podobnie? Aleksander powoli zaczął tracić nadzieje. Zmarłe żony z początku wydawały się idealnymi, niestety rzeczywistość odzierała z początkowej fascynacji... Jakież było więc zdziwienie, gdy pewnego dnia na leśnej drodze spotkał przedziwną istotę przytuloną do drzewa.

Historia, w której o miłość trzeba będzie zawalczyć, dosłownie i w przenośni, gdzie czarownice budziły szczery przestrach, ale potrafiły pomóc. Natomiast zazdrość popychała do przerażających czynów. Gdzie w tym wszystkim tkwi rozwiązanie zagadki i jakie może mieć konsekwencje znalezienie odpowiedzi?

Podsumowując, najnowsza książka Krystyny Mirek jest bardzo ciekawą i wciągającą lekturą, która na kilka godzin przeniesie nas do odległych czasów. Miłośników tego klimatu nie muszę namawiać, niezdecydowani niech porzucą wątpliwości. Naprawdę warto!
 
Tekst stanowi oficjalną recenzje dla portalu PapierowyPies

kwietnia 02, 2016

kwietnia 02, 2016

Północ i Południe - Książka

Północ i Południe - Książka

Jakiś czas temu opisywałam wrażenia, po obejrzeniu serialu "Północ i Południe" w oparciu o książkę Elisabeth Gaskell.  Przyszła w końcu pora abym mogła już jak należy, przedstawić opinię dotyczącą oryginału, tej jakże pięknej historii. I chociaż film od książki niewiele się różni (Dzięki Bogu!) To jednak należy wspomnieć o tym czego nie zobaczymy na ekranie, czego możemy doświadczyć tylko podczas czytania. 
Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki, po oczarowaniu Piórem Charlotte Bronte, zapragnęłam poznać inną, jak się okazuje równie wspaniałą pisarkę, ale czy lepszą od tej pierwszej?  Pozwolę sobie na maleńkie porównania...

Snuta przez Elisabeth Gaskell opowieść zaprowadza czytelników do świata, który jawi się niesamowicie odlegle, niektóre opisywane miejsca są niemalże już jak nierealne krainy. Jedne pełne przepięknych krajobrazów, drugie natomiast przerażające w swej dramaturgi biedy, życia na skraju ubóstwa.  
Margaret, córka pastora oraz niegdyś zamożnej damy z Londynu, lata dzieciństwa spędziła u siostry matki. Rodzice wspólnie zdecydowali, że dom ciotki oraz towarzystwo kuzynki, będą odpowiednie dla dorastającej panienki. I tak jako niewiele rozumiejąca dziewczynka rozstała się z ukochanymi rodzicami. Z biegiem lat Margaret przywiązała się do miejsca, uroczej i zarazem troszkę zapatrzonej w siebie kuzynki. Do ciotki, która żyje chwilą, od spotkania z przyjaciółkami, do urządzonych wystawnych przyjęć. 
Życie w wielkim mieście miało wiele wspaniałych zalet, wyjścia na koncerty, spotkania miłych ludzi. I chociaż panienka czasem była po prostu zmęczona, tym zmanierowanym trybem życia, to nigdy się nie skarżyła. Stała u boku Edith, która wierzyła,że świat się kręci wokół niej, wspierała ją i nigdy nie poskąpiła swoją radą. Do czasu wyjazdu. Gdy przyszła pora pożegnać się z ukochanym pokojem, zaciszem będącym ostoją.  
Po zaślubinach kuzynki, Margaret wraz z ojcem wróciła do domu na plebani w Helstone, była to bardzo urokliwa i malownicza osada. Chociaż nie każdy potrafiłby się w niej odnaleźć. Tam życie płynęło swoim rytmem, mieszkańcy pracowali w polu, oporządzali zwierzęta. Spotkania towarzyskie nie miały miejsca, tak jako odbywało się to w Londynie, a jednak dla Margaret, było jedyne w swoim rodzaju, na swój sposób je pokochała. 

Powrót do domu oraz ciągłe przebywanie z matką bywały trudne, żona pastora bardzo często uskarżała się na swój los, na miejsce w jakim przyszło jej mieszkać. Nad utratą ukochanego syna, który popadł w niesłuszny konflikt z prawem. I tak naprawdę dla córki w sercu matki jakby zabrakło miejsca. Poświęcała jej niewiele uwagi,  więcej czasu spędzała z osobistą oddaną pokojówką, która wiedziała o każdym sekrecie pani Hale. 
Dziewczyna zaś często udawała się na przechadzki po okolicy, zapoznawała się z okolicznymi mieszkańcami. Zachwycała urokiem miejsc, które latem były wręcz bajeczne.  I kiedy już poczuła,że jest jej dobrze, los znowu postawił na zmiany dla całej rodziny...

Południe kojarzyło się ze słońcem, ciepłem i w pewnym sensie większą beztroską. Północ odstraszała fabrykami, ogromnymi szarymi budowlami, które przytłaczały i zasłaniały to co piękne. I właśnie do tego okrutnie odpychającego miejsca zaprowadziły ścieżki rodziny Hale.  Domek, w koło którego cudownie kwitły róże, musieli zastąpić ciasnym, mniej wygodnym i co gorsza  z szarym otoczeniem miejscem, gdzie nawet powietrze nie było przychylne ludziom...Każdy oddech wydawał się trudny. 
Margaret nigdy nie wątpiła w słuszność decyzji ukochanego ojca, ale w tym jednym przypadku czuła ogromny smutek i niepewność. W dodatku matka bardzo źle znosiła klimat nowego miejsca, powietrza przesyconego oparami miejscowych fabryk. I tylko silna osobowość młodej kobiety trzymała ją w spokoju ducha, by nie poddać się załamaniu. 

John Thornton, typowy ekonomista, myślący praktycznie i pragmatycznie. Jego celem było utrzymanie firmy w jak najlepszej kondycji. Zapewnienie odpowiedniego bytu matce, oraz zabezpieczenie przyszłości siostry. To on stał się odpowiedzialny za rodzinę, za przemysł, którym przewodził. Nie mógł pozwolić na słabości, nie mógł jej też okazać. Sprawiający wrażenie nieprzystępnego, nie mającego cieplejszych uczuć względem nieszczęścia drugiej osoby. Taka postawa bywała niezbędna w świecie gdzie każdy czyhał na nawet najdrobniejsze potknięcie. 

Ona, wrażliwa kobieta z południa, nie potrafiąca przejść obojętnie obok cudzej krzywdy i On, typowy mieszkanie północy, bezwzględny przedsiębiorca. Ich drogi będą się przecinały, ale ta znajomość nie okaże się łatwa. Dla żadnej ze stron. Duma i własne racje bardzo długo sprawią, że tych dwoje nie spojrzy na siebie nawzajem przychylniejszym okiem...


Rozpisałam się na temat fabuły, ale to jest naprawdę niewiele w porównaniu z tym co chciałabym przekazać, by przekonać wahających się przed przeczytaniem. Starłam się chociaż w maleńkim stopniu oddać klimat zawarty w jakże pięknie opisanej historii. Nie rozwinęłam wątku uczuciowego... ponieważ jest tak niesamowicie ukazany, że chybabym nie potrafiła oddać tego wszystkiego. Trzeba samemu doświadczyć. Inaczej się nie zrozumie piękna ukrytego w myśli, jednym geście, czy uczynku. Po prostu magia. Teraz w książkach wszystko jest podane na tacy. Dawniej pisarki zagłębiały się w  psychikę bohatera, jego przemyśleń i głębi przeżywanych rozważań. To co najważniejsze było ukryte, i tylko uważny obserwator potrafił odczytać między ukrytymi wierszami. Chyba tak naprawdę tego mi brakuje w teraźniejsze literaturze. Tego słownictwa, jego bogactwa.  Nastały czasy upraszczania, zapożyczania i skracania. Jaka wielka strata dla czytelników.  
Wspomniałam o lekkim porównaniu stylu Gaskell i Bronte, pewne jest, że obie panie wyśmienicie kreowały świat swoich bohaterów. Dbały o piękno każdego zdania, wypowiedzi. Opisów otoczenia, tak aby można było poczuć atmosferę opisywanych czasów. Jednakże odnoszę wrażenie, że to Bronte jest mistrzynią w analizie ludzkich emocji, tego jak niesamowicie budowała napięcie, wzbudzała emocje, które były odpowiednio stopniowane. Natomiast Gasekell troszkę mniej poświęcała ukazaniu wnętrza postaci i ich rozważań.  

Dlatego jeżeli chcecie rozpocząć swoją przygodę z klasyką, to we własnym odczuciu zalecałabym aby była to pani Elisabeth Gaskell, ponieważ jest łatwiejsza do przyswojenia, u Bronte na pierwszy raz może przerazić ilość analiz i ten charakterystyczny właśnie opis wewnętrznych rozterek głównych postaci. Dla mnie jest to fascynujące, ale z drugiej strony może przytłoczyć. 

Wracając do omawianej książki. Północ i Południe  czytałam bardzo, bardzo powoli. Dawkowałam sobie każdą stronę, smakowałam poszczególne fragmenty, niekiedy wracałam, zatrzymywałam i zastanowiłam  nad  wyglądem świata ukazanego w książce,na przeszłością. W jaki sposób prowadzone był rozmowy, etykieta. Cała ta może i śmieszna, ale według mnie urokliwa ceremonia na przykład picia herbatki.  I oczywiście wątek miłosny. Ja powtórzę kolejny raz, ale co poradzę, że kiedyś to wyglądało przeuroczo, magnetycznie. Był dreszczyk emocji, niedopowiedzeń, skradzionych spojrzeń, niewinnych gestów, a jednak jakże ważnych... Achy i ochy. Do tej pory jak sobie przypomnę spotkania Margaret z Johnem czuje takie przyjemne ciepło. I chociaż ich miłość nie była tak łatwo poprowadzona, nie padały słowa typu " kocham go, muszę z nim być!" czy " Ona jest taka seksowna" to powiem wam jedno. O wiele bardziej działają na wyobraźnie właśnie takie zdania wypowiedziane okrężną trasą. Ach Ach.... 
Nie ma możliwości chociaż na chwilkę przenieść się do lat gdy po ulicach spacerowali gentelmeni..
I chociaż mam świadomość, że panowie i panie zresztą również, nie byli krystalicznie idealni, to mimo wszystko spoglądam tęsknym wzrokiem do tamtych epok... 

Podsumowują, polecam z całego serca. Przeczytajcie i poznajcie tę jakże uroczą historię, opowiadającą nie tylko o pięknie, ale również trudach, zmagania się z głodem, z brutalnością oraz  ludzką dobrocią. Naprawdę warto!:)

grudnia 22, 2015

grudnia 22, 2015

Rzeka przeznaczenia

Rzeka przeznaczenia


Życie nie zawsze musi toczyć się na ziemi, dom nie zawsze musi mieć fundamenty i stać w jednym miejscu... Są ludzie, którzy nie wyobrażają sobie osiedlenia na konkretnym skrawku ziemi. Tak, dla pewnych osób przeznaczeniem jest woda i to co może oferować, niekoniecznie morze, te bywa niekiedy zbyt odległe i przerażające, ale rzeka? Dlaczego nie. Blisko lądu, a jednak będące niewiadomą...
Statek, bądź parowiec może okazać się takim samym domem jak ten postawiony z cegły, czy drewna. Wystarczy mieć przy sobie bliskie osoby i kochać to co zsyła los.
 
Joe Callagan kocha rzekę, kocha swoją pracę na pokładzie ukochanego parowca. Tutaj spędził najpiękniejsze chwile swojej egzystencji.  Niestety przeznaczenie bywa nieprzewidywalne, w najmniej oczekiwanym momencie Joe popada w długi, nie czuje motywacji do walki o parowiec, nie widzi możliwości wyjścia na prostą, do tego wszystkiego o niczym nie informuje jedynej córki, która lata temu wyjechała pobierać nauki. 
Teraz dorosła już Frnaceska wraca w rodzinne strony, by zamieszkać wraz ze swym ojcem i wieloletnim przyjacielem rodziny, Nedem. Niestety wspomnienia, które nosiła w pamięci są dalekie od tego co ukazuje się jej oczom. Statek wygląda wręcz przerażająco, stan ojca jest również nie najlepszy. 
Na szczęście młoda, silna i uparta kobieta ani przez chwilę nie pozwala dopuścić do myśli poddania się, obmyśla plan spłaty długów oraz wyremontowania zaniedbanego parowca. 
Nieświadoma Frannie, nie zdaje sobie sprawy, że miasteczkiem potrząsa okropny człowiek, którego boi się praktycznie każdy. Silas Hepburn, odrażający i cyniczny człowiek. Wyrachowany intrygant, który podstępem potrafi zyskać to, na czym najbardziej mu zależy... również kobiety. 

Rzeka przeznaczenia była moim pierwszym spotkaniem z twórczością Haran, które uważam za niezwykle udane. Mimo, że książka jawi się jako zwykły romans osadzony w odległych czasach, to dzięki barwnym opisom otoczenia oraz naprawdę lekkiej formie prowadzenia fabuły, całość jawi się jako niesamowita przygoda, w której motywem przewodnim jest codzienne życie, radości i smutki. Miłość i zdrady, ale i również intrygi. 
Haran bardzo ciekawie przedstawiła życie toczące się rytmem rzeki, tego w jaki sposób radzić sobie w różnych nieprzewidzianych okolicznościach. Stworzyła klimat, który mnie, osoby nie za bardzo lubiącej wody w pewien sposób przypadł do gustu, a nawet chwilami fascynował. 
Barwne postaci, których było naprawdę sporo, odgrywające mniejszą już większą rolę w całości można było podzielić, na tych dobrych, bądź zepsutych do szpiku kości. Tutaj na miano czarnego charakteru wpasował się Silas, typ którego szczerze nienawidziłam i po prostu nie mogłam znieść kiedy pojawiał się na horyzoncie. Co innego tyczyło pewnego siebie, ale i wesołego Nela, mieszanka tego wszystkiego co przyciąga kobiety, nawet najbardziej oporne, znalazł się również zrównoważony, poukładany Monty.  Trzech mężczyzn i Ona jedna. Każdy miał swoje plany względem młodziutkiej panienki... Tylko dla którego zabiło serce Franceski? I czy los zechciał skrzyżować drogi w odpowiednim momencie? 

Przyznam się, że książkę czytałam dosyć długo. Z większymi lub mniejszymi przerwami. Nie dlatego, że było nudno, bądź mnie drażniła. Przeciwnie. Robiłam wszystko aby rozstanie nastąpiło jak najpóźniej. Autorka utkała tak wspaniały klimat, tak ciekawie snuła swoją może i mało przewidywalną opowieść,ale za to jakże przyjemną w odbiorze. Oczami wyobraźni płynęłam statkiem, przebierałam się w suknie razem z Frannie, denerwowałam na Silasa, tak jakbym była w samym centrum fabuły. Rzeka przeznaczenia zaskarbiła sobie u mnie bardzo wysokie noty, żałowałam, że nie mam innych tytułów Haran. Jestem przekonana, że przypadną mi do gustu jak ta najnowsza. Tak naprawdę jest to historia, która sama się opowiada, czytelnik jest jakby widzem. Wystarczy się odpowiednio wczuć i za sprawą chwili przenieść do Echuca by przemierzać nieznane tonie rzeki.  Cóż mogłabym jeszcze napisać, wydaje mi się, że jest to pozycja godna uwagi i warta przeczytania.  Szczerze polecam. 

Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować wydawnictwu Akurat. 
Książka bierze udział w wyzwaniu 52 książki. 

października 12, 2015

października 12, 2015

Sisi. Cesarzowa mimo woli.

Sisi. Cesarzowa mimo woli.

Z historią jednej z najsłynniejszych cesarzowych zapoznałam się już jako dziecko. Oglądając piękny film opowiadający o pięknej miłości rodem z bajki, życiu niezupełnie takim jakie można sobie wyobrażać w pałacu u boku ukochanego, a przede wszystkim zapoznaniem z tym co tam wewnątrz nie zawsze było kolorowe, jak to się wydaje ludziom z zewnątrz. Jak autorka ukazała cesarzową Elżbietę? Czy obraz przedstawiony w filmie jest podobny do spostrzeżeń autorki? W celu dowiedzenia się czegoś więcej, albo  spojrzenia z nieco innej perspektywy sięgnęłam po książkę pani Allison  Pataki, o której wspomnę w poniższej opinii. 

Historia rozpoczyna się w domu rodzinnym młodziutkiej Sisi, która to wraz ze swą siostrą Heleną przekomarza się z bratem, który niezupełnie jest taki jak można by sobie wyobrażać. Nie spodziewające się nadchodzącej zmiany, dziewczęta wszczynają spór z bratem. Od zawsze w ich rodzinie panowała większa swoboda, oczywiście obowiązywała etykieta, lecz matka nie wychowywała ich zbyt surową ręką. Elżbieta była przyzwyczajona do konnych przejażdżek o każdej możliwej porze, bądź nocnych spacerów...
Kiedy pamiętnego wieczoru padają słowa, których żadna z sióstr się nie spodziewa, nikt nie ma pojęcia, że oto teraz historia została zaplanowana w nieco innych sposób, zaś główna zainteresowana mająca być oparciem dla przyszłej cesarzowej znajdzie się na jej miejscu. 
Podróż do miejsca, które jawi się jak ze snów. Nie jedna panna chciałaby znaleźć się na miejscu Heleny, oprócz niej samej. Nieśmiała i nieco wycofana Nene, zamiast radości czuje przerażenie. Jedyną otuchą jest świadomość, że u boku będzie miała ukochaną siostrę.

Los zadecydował inaczej. Między przyszłym cesarzem, a Elżbietą kiełkuje uczucie, którego żadne z nich się nie spodziewało. I to właśnie młodsza z sióstr zostaje wybrana na przyszłą żonę. Z początku radość, ekscytacja. Ślub i życie jak z bajki. Czy jednak rzeczywiście? 
Niedoświadczona i nieświadoma Sisi, nie spodziewa się, że od teraz każdy dzień będzie diametralnie różnił się od tego, które ma w pamięci z domu rodzinnego. Rola przyszłej cesarzowej jest odpowiedzialna, stanie u boku męża, cesarza jest przywilejem, ale i również poświęceniem własnej prywatności. Etykiety, plany dnia. No i przede wszystkim, co najważniejsze. Pozbawienie intymności, relacji z własnymi dziećmi... Miłość doprawiona goryczą.


Przede wszystkim muszę wspomnieć o stylu autorki. Troszkę się obawiałam sposobu jaki obierze pani Patak, na szczęście już po przeczytaniu pierwszych zdań uspokoiłam się. Historia, która od zawsze mnie fascynowała została przedstawiona bardzo przychylnie w stronę odbiorcy. Czyta się z ogromnym zainteresowanie i lekkością, za co jestem ogromnie wdzięczna.
Jak wspomniałam na wstępie, chciałam porównać film z książką, która jak wiadome zawsze różni się od ekranizacji. I tak oto dzięki autorce dowiedziałam się więcej na temat ojca Sisi, oraz relacji panujących w domu między rodzicami cesarzowej. Niezmiernie zdumiała mnie postawa Heleny. Nie spodziewałam się, że aby była tak nieśmiałą i zamkniętą w sobie kobietką.  Matka również troszkę odbiegała od moich oczekiwań, jednakże największy szok przeżyłam przy Nene. 
Chyba każdy kto w mniejszym, bądź większym stopniu zapoznał się z historią Sisi, nie tylko przez film, zdaje sobie sprawę, że była to kobieta nieszczęśliwa. Życie, które z pozoru jawiło się wspaniale tak naprawdę nie przynosiło zbyt wielu powodów do radości. 
Cesarz, bądźmy szczerzy, był trudnym człowiekiem, który niekoniecznie przypominał księcia z baśni. Sisi musiała z początku młoda, nie mająca siły przebicia dość nieporadnie walczyła o swoje racje, ciotka przy każdej możliwej okazji przysparzała trosk. Zofia władcza, nieznosząca sprzeciwu w każdej nadarzającej się okazji sprzeciwiała się decyzjom synowej. Chyba największym ciosem było odseparowanie od dzieci.  
Dworskie życie niosło więcej wymagań i zakazów niż mogła sobie wyobrazić. Z biegiem czasu, nabierała więcej pewności siebie. Dzięki wrodzonej dobroci oraz chęci pomagania innym podbiła serca poddanych. I chociaż we własnym życiu nie mogła wygrać z intrygami ciotki, tak w niektórych sprawach uparcie dążyła do celu. 

Uważam, że autorka bardzo dobrze poradziła sobie z tematem, który zapewne zainteresują sporą część odbiorców. Opowieść snuje się bardzo realnie, dzięki czemu chyba każdy doskonale może się wczuć w omawiane czasy. Poczuć skrawek historii, na której znaczący wpływ miała ta niepozorna cesarzowa.
Pozostaje pytanie, dla kogo powyższa książka? Wydaje mi się, że dla każdego. Nie tylko pasjonatów historii, ale również lubiących opowieści o miłości, osadzonej  w dalszej przeszłości.
Ze swojej strony dodam jeszcze, że książkę czyta się naprawdę szybko, jest bardzo wciągająca, nie można się nudzić. Szczerze polecam.

Za możliwość przeczytania książki chciałam podziękować wydawnictwu HarperCollins.

marca 27, 2014

marca 27, 2014

Krucjata

Krucjata
 

W drugiej części Zakonu Ciemności nasi bohaterowie zmierzają w stronę miasteczka Piccollo, jeszcze nie wiedzą,że w tym oto miejscu wydarzą się rzeczy zakrawające na cud, albo i przekleństwo...
Tymczasem grupa podróżników zbliża się do bram osady, gdzie mają zatrzymać się na pewien czas. Relacje inkwizytora Vero oraz Izoldy dalece odbiegają od przykładnych zachowań nowicjusza i damy dworu, co nie podoba się Skrybie Piotrowi, który uważa,że obie kobiety powinny jak najszybciej odłączyć się od ich grupy o podążać z innymi cywilami, najlepiej pielgrzymami. Innego zdania jest Iszrak, nie widzi niczego złego w rodzącym się uczuciu między dwojgiem młodych ludzi. 
Podczas przygotowywania się do kolejnej podróży Luca dowiaduje się,że do miasteczka mają przybyć pielgrzymi, jest bardzo zaciekawiony przewodnika prowadzącego grupą ludzi oraz celu do jakiego się wybierają. Jakież jest zdziwienie mieszkańców gdy do miasteczka przybywa olbrzymia grupa dzieci. Okazuje się,że prowadzi ich nastoletni chłopiec twierdząc, iż słyszy głosy samego Boga. Ten kazał mu odbyć Krucjatę do Jerozolimy by oczekiwać końca świata i zbawienia. Luca wraz z Piotrem zaczynają się interesować dziwną sprawą, muszą sprawdzić czy słowa chłopca nie są wymysłem i kieruje nim sam Bóg. 
W tym celu wybierają się na jego kazanie, które ma wygłosić na placu kościelnym.  Kiedy Johann zaczyna przemawiać porusza serca wszystkich zebranych, wydaje im się,że zna skrzętnie ukrywane tajemnice. Coś jest w tym młodym chłopcu co sprawia,że chcą dołączyć do jego grupy i udać wraz z dziećmi do Ziemi Świętej. Luca próbuje dowiedzieć się czy to o czym mówi młodzieniec jest kierowane czystymi pobudkami, być może zamiary Johanna nie są takie szlachetne...

Kiedy pielgrzymi mają wyruszyć w dalszą podróż zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Nagłe trzęsienie ziemi wprawia w niepokój ludność, w dodatku stan morza zaczyna opadać, jakby woda się cofała. Młody Johann twierdzi,że oto Bóg sprawił cud i rozstąpił wody aby mógł wraz ze swymi zebranymi przejść po suchym dnie do Ziemi Świętej. Dzieci oraz sam Luca nie mogą uwierzyć w zjawisko jakie ma miejsce na ich oczach. Jedynie służący Freize nie daje się ponieść euforii, jest coś co nie daje mu spokoju, otóż zachowanie zwierząt wydaje się być bardzo niepokojące. Próbuje ostrzec przyjaciół oraz dzieci. Nie wierzy,że woda  rozstępuje się w wyniku cudu. Niestety gdy ta zaczyna przybierać jest za późno na odwrót, napiera z ogromną siłą niszcząc wszystko napotkane na swej drodze.


Od pierwszych stron widać,że Philppa Gregory podniosła poprzeczkę samej sobie. O ile Odmieńca czytałam z wielkim zainteresowaniem, tak tutaj wręcz nie mogłam oderwać się od stron. Akcja nabiera tempa, w dodatku chwilami sama zastanawiałam się co się tak naprawdę dzieje w tym niepozornym miasteczku. Bohaterowie ulegają zmianie, niekoniecznie na lepsze, wychodzą ich wady, które wcześniej były ukrywane. Izolda z pozoru mądra i stateczna kobieta zaczyna poddawać emocjom zaślepiającym zdrowy rozsądek. Iszrak wykaże się niesamowitą rozwagą oraz czymś jeszcze, w pewnym momencie zaczęłam wątpić w szczerość jej zachowania, czy czasem nie podaje się za kogoś kim naprawdę nie jest...
Wbrew wszystkiemu największym rozumem oraz bystrością wykazywał się przez wszystkich uznawany za głupca sługa Freize. Jego zmysł obserwacji oraz analizy nie jeden raz pomógł oraz zadziwiał. Przy tym charakterystyczne poczucie humoru sprawiało,że tę postać wręcz nie można nie polubić.
Krucjatę czyta się niebywale szybko, autorka doskonale wykreowała bohaterów oraz miejsca w których się znajdowali. Doszły nowe tajemnice,  fakty, które rzuciły cień na pewne sprawy oraz i ludzi. Co do zakończenia, pobudziło moją ciekawość do tego stopnia,że nie wiem jakim cudem doczekam się kolejnej części. Jestem pod ogromnym urokiem pióra Philippy Gregory, nie spodziewałam się,że powieści historyczne zawładną mną do tego stopnia. Gorąco polecam ponieważ tę serię czyta się lekko i przyjemnie.



Książka bierze udział w wyzwaniach - "Grunt to okładka" motyw kobieta, oraz "Klucznik"


marca 26, 2014

marca 26, 2014

Gra o miłość

Gra o miłość


Trzecia i zarazem ostatnia część Kronik Rodu Lacey, tym razem opowiadająca o nieślubnym synu hrabiego Dorset. Kit od najmłodszych lat, dokładnie po śmierci matki wychowywał się wśród aktorów, jego opiekun dbał o chłopca wprowadzając w tajniki trupy teatralnej. Turner już jako młodziutki chłopiec bardzo dobrze odnajdywał się na scenie, niestety ten sposób zarobku niósł ze sobą wiele nieprzyjemności. W czasach gdy fanatycy religijni oskarżali grających na scenie o niegodne zachowanie, tępiąc oraz grożąc strasznymi konsekwencjami. Kit znał z doświadczenia jakim niebezpieczeństwem jest znaleźć się samemu w tłumie fanatyków...
Natomiast Mercy Hart to skromna młoda panienka, wychowująca się w zamożnej rodzinie kupca, pobożny ojciec wiele razy wygłaszał swoje poglądy na temat ludzi oglądających przedstawienia wystawiane na deskach teatru. Mercy obawiająca się wszelkich możliwości zgrzeszenia nosi się bardzo skromnie, by w żaden sposób nie okazać swej próżności, ani grzesznych myśli. Dziewczyna swym ubiorem nie tylko ukrywa swe wdzięki, ale również szpeci.
Gdy dostaje zaproszenie na przyjęcie do swej przyjaciółki  nie ma pojęcia,że spotka tam jednego z najsławniejszych aktorów. Z jednej strony podziwianego jak i potępianego za wykonujący zawód. 
Młodzi ludzie spotykający się spojrzeniami, jedna chwila i oto ich życie ulega zmianie, Mercy nie zdaje sobie sprawy czym jest zakochanie, jednak w obecności Kita tak dziwnie się czuje, jest jej na zmianę zimno i ciepło. W dodatku została poproszona o zagranie na lutni, Stres oraz to drugie nieznane uczucie mieszają w sercu i umyśle niedoświadczonej młodziutkiej kobiety. Kit również zwrócił uwagę na tę właśnie ostatnią z przedstawionych panien, jej twarz, figura i zachowanie niesamowicie przyciągały. Nieśmiałość z jaką spoglądała na mężczyznę. Jeżeli wcześniej nie wierzył w miłość od pierwszego wejrzenia to teraz stał się jej świadkiem. 
Niestety ta miłość nie ma prawa bytu. Ojciec dziewczyny nie uznaje związku kimś takim jak aktor, komediant. W jego oczach jest to rzecz niedopuszczalna, Mercy chcąc związać się z ukochanym będzie musiała wybrać między nazwiskiem, majątkiem oraz rodziną. Bądź zrezygnować z pięknego uczucia, które tak nagle się zrodziło...

Każdy kto zapoznał się z poprzednimi częściami Edwards może spodziewać się wspaniale odzwierciedlonymi czasami epoki panowania królowej Elżbiety. Dokładne opisy miejsc akcji przenoszą czytelnika na Londyńskie ulice gdzie w zgiełku codzienności można przyglądać się rozgrywającym sceną. 
Na pozór wydawać by się mogło,że kolejna powieść o miłości nie może nam zaoferować niczego nadzwyczajnego, jednak w przypadku tej autorki w żaden sposób coś znanego nie od dziś będzie można chłonąć całym sobą.
Autorka kolejny raz ukazała kunszt pracy i wiedzy historycznej, którą w bardzo przystępny sposób oddaje w swej powieści. Czyta się lekko z ogromnym zainteresowaniem, czekając do samego końca jak rozwikłają wszystkie zagadki na drodze młodych zakochanych.  
Zdecydowanie polecam, tutaj nie muszę namawiać bo kto rozpoczął przygodę z losami Rodu Lacey z pewnością będzie chciał dowiedzieć jak zakończą życiowe perypetie ulubionych bohaterów. 
Mnie osobiście jest bardzo przykro,że muszę się rozstać ponieważ naprawdę polubiłam tę serię. Dla tych, którzy jeszcze się łamią czy mają czytać, odpowiem. Warto! 



Książka bierze udział w wyzwaniu - "grunt to okładka" - motyw kobieta, oraz "Klucznik"

Copyright © Niekończące się marzenia , Blogger