Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty

kwietnia 28, 2025

kwietnia 28, 2025

Wakacje pod morzem

Wakacje pod morzem

 


Książkę wyszarpałam w biedronce na jakiejś promocji. Czasem przechadzając się po sklepie, lubię zajrzeć do koszy z książkami. Akurat wpadła mi w ręce, opis był dosyć osobliwy, o samej autorce wyczytałam tyle skrajnych opinii, że nie było innej możliwości. Musiałam sprawdzić o co tyle jazgotu, które opinie są prawdzie, albo zbliżone do mojego gustu lub nie. Zatem złapałam pod pachę, zapłaciłam, a później przeczytałam...


Leo odkąd jej matka zapadła w śpiączkę jest pod opieką brata. Nieco starszego, bo Robert dopiero niedawno osiągnął pełnoletność i aktualnie   zajmuje się szukaniem praktyk, które pozwolą mu nabrać doświadczenia w zawodzie, który chce w przyszłości wykonywać. Dziewczyna stara się wspierać brata, a na pewno nie utrudniać mu codzienności, która przyjęła taką a nie inną formę. Zastępowanie obojga rodziców nie jest łatwe dla tak młodego człowieka.

Oboje cały czas wyczekują informacji kiedy otrzymają wiadomość, że mam się wybudziła, niestety póki co, są zdani sami na siebie. Dlatego, gdy Robert otrzymuje propozycję odbycia stażu w hotelu, który niegdyś był bardzo bliski ich rodzinie, przyjmuję ofertę i tym samym, stawia Leo w sytuacji z której nie ma wyjścia. Musi pojechać z bratem nad morze i zamieszkać w hotelu "Bursztyn", w dzieciństwie lubili to miejsce, ale nagle coś się stało i przestali przyjeżdżać? Czy przyszła pora żeby otrzymać odpowiedzi?


Opis może zapowiadać, że będzie to taka z pozoru lekka, może i nawet przewidywalna letnia historia, gdzie dwoje nastolatków wybiera się nad wybrzeże, próbując udawać dorosłych. Znaczy Robert jest pełnoletni, co nie jest równoznaczne z byciem, a dokładnie zachowaniem jako dorosły. Jednak tutaj nie ma co czarować, chłopak otrzymał rolę tego dojrzalszego mimo wieku. Tak więc, wszystko co robi jest zaplanowane i milion razy przemyślane. 

A Leo? To dziewczyna o której jest wiele i niewiele. Wiemy na pewno, że ma problemy ze snem, a dokładnie nie śpi wcale. Od kiedy matka zapadła w śpiączkę, ona przestała spać. Taka lekko nierówna równowaga  - zamieszałam, ale to jest nic w porównaniu do tego co jest w książce.                                Leo jest nieznośnie szczera, co sprawia, że ma problemy w relacjach. Ja tego akurat nie zauważyłam, ale trzeba być mną żeby zrozumieć. Kto mnie zna, ten zrozumie dlaczego. Kto nie, cóż. Lepiej żeby dalej żył w błogiej niewiedzy. W każdym razie, informacji o dziewczynie jest mało, mimo jej głównej roli w całej historii. Zabawne prawda?  

Otóż moi drodzy, nieznajomość postaci, to nic w porównaniu co się dalej dzieje. . Jeśli przeczytacie w odmętach internetu jak pisze Marta Bijan, to z pewnością natkniecie się na przeróżne określenia np. "Dziwnie, odjechane czy - co tu miało sens?" Muszę przyznać, że trudno jest się z niektórymi nie zgodzić. Rzeczywiście, pomysł na fabułę Wakacji pod morzem, przerósł moje wyobrażenia i w pewnym momencie znalazłam się na etapie - o mój Boże, co się tutaj dzieje?! ale! Było to w pozytywnym wydźwięku, bo ja już wiedziałam czego się spodziewać. 

A czego powinni czytelnicy spodziewać po książce pani Bijan? Od razu uprzedzę - wszystkiego! Jeśli nie lubicie fabuły, która w pewnym momencie zaczyna jawić się jak odrealniona i nie wiecie, czy to już jest fantasy, a może jakieś słabe paranormal,  możecie odpuścić. Mnie te opinie nie zniechęciły. Lubię od czasu do czasu poczytać pokręcone opowiastki i tutaj tak było. Nie mam pojęcia, czy cokolwiek trzymało się kupy, ponieważ po zadaniu pytania, które zacytowałam wyżej, popłynęłam na fali tego, co stworzyła autorka.  

Jest to książka szalenie pokręcona i z gatunku spodziewajcie się wszystkiego i niczego konkretnego. Nic nie wniesie do waszego życia. Do odmóżdżenia i jednocześnie zjechania głowy nadaje się idealnie. Mnie było tego potrzeba - taki trochę reset od codzienności. Później szczęśliwie wróciłam do prawdziwego życia:).  Sami zdecydujcie czy chcecie zaryzykować, czy raczej odpuszczacie. 



lutego 17, 2025

lutego 17, 2025

Kolory zła - Czerwień

Kolory zła - Czerwień


W końcu nadeszła wiekopomna chwila, opiszę Kolory Zła! No dobrze, może nie wiekopomna, ale jednak dawno nie zabierałam się za opinie książek, dlatego chwila podniosła. W ostatnim czasie moja motywacja oscylowała pomiędzy - nie chcę i nie widzę sensu. Na szczęście się odwiesiłam i wracam. Kto chce będzie czytał, a reszta wiadomo. 

Zatem dziś pierwsza część serii, od której większość poznała Małgorzatę Oliwię Sobczak, ale ja nigdy nie idę za tłumem i zaczęłam od d.. strony, znaczy się w odwrotnej kolejności, nie od debiutu. Jednak Ci co mnie znają, wiedzą, że potrafię czytać od środkowego tomu, by potem cofnąć do początku. Także sami rozumiecie.  Grunt, że nadrobiłam zaległości i teraz nie wiem, co dalej zrobić ze swoim życiem. Nie pozostaje nic innego, jak pomęczyć Was opiniami. Zaczynamy!


Sopocka plaża, a w morzu dryfujące zwłoki kobiety. Pierwsze hipotezy - z pewnością ktoś się utopił. Sprawa zaczyna się komplikować, kiedy po wydobyciu ciała okazuje się, że denatka została pozbawiona ust. Kto i dlaczego posunął się do takiego "oznaczenia" ofiary? Kim była i co  zrobiła? No i przede wszystkim, kto zabił?

Do sprawy zostaje przydzielony prokurator Leopold Bilski. Rozpoczyna dochodzenie, szukanie elementów układanki, które mogłyby przybliżyć rys psychologiczny mordercy. Im bardziej prokurator zagłębia się w sprawę, tym więcej mrocznych faktów zaczyna być odkrywana. Czego nikt by się nie spodziewał, śmierć kobiety, jest podejrzanie podobna, do morderstwa sprzed 17- tu lat, gdy zginęła córka znanej sędzi Heleny Boguckiej.

Dlaczego po tylu latach zginęła kobieta w podobnych okolicznościach, jej ciało zostało pozbawione okaleczone w podobny sposób. Co najważniejsze, fizycznie bardzo przypominała zabitą córkę sędzi? Jak te dwie sprawy mogą się ze sobą łączyć i jaki motyw ma morderca? 


Nie będę ukrywała, że ta część serii, jest przeze mnie, najmniej lubianą. Nie wiem właściwie dlaczego, ponieważ motyw morderstwa i cała zawiłość sprawy, była szalenie mroczna i chwilami wywoływała niepokój podczas czytania. Niemniej zabrakło mi tego czegoś, co sprawia, że nie mogę się oderwać od stron. Oczywiście byłam bardzo ciekawa, rozwiązania zagadki, ale, no właśnie zostało no ale. 

Żeby nie było, że tylko narzekam. Uważam Czerwień za dobrą książkę, ale z widocznymi cechami wstępu do serii, która uwierzcie z każdym kolejnym tomem podnosi poprzeczkę coraz wyżej. Co najważniejsze, o czym pisałam w moich poprzednich skrótach do innej serii Sobczak. Autorka fenomenalnie przygotowuje się do warstwy psychologicznej. Widać, że jest to temat do którego podchodzi bardzo poważnie i wykazuje się ogromną dokładnością. Za każdym razem, gdy jest ukazany inny portret psychologiczny, jestem pod wrażeniem. Wspaniale zrobiony research, który nie jest potraktowany tylko pobieżnie, bo przecież można się zawsze zasłonić fikcją literacką. Jak już wiele razy spotkałam się z czymś podobnym. W przypadku Sobczak, nie ma mowy o pisaniu bzdur wyssanych z palca, bądź lekkim odjechaniu wyobraźni. 

Przyjrzyjmy się jeszcze postaciom - prokurator Bilski, taki facet, który wzbudza mieszane uczucia. Niby ma coś w sobie, a jednak nie do końca wiemy, czy go polubimy, czy może jednak jeszcze trzeba poczekać na ostateczny osąd. Ciekawi współpracownicy - Kita i Pająk, którzy może nie odgrywają ról pierwszoplanowych, to jednak ich obecność w fabule dopełnia całości. Oczywiście sędzia Helena Bogucka i jej córka - na temat, której jest dosyć sporo, dzięki rzutom w przeszłość. Obie skrywające swoje sekrety, z tą różnicą, że jedna z nich, zapłaciłą wysoką cenę..

Podsumowując, jak napisałam nieco wyżej. Czerwień może nie porywa, ale jest naprawdę dobrym początkiem kolejnych tomów. Gdzie akcja będzie rozkręcała się coraz mocniej. Już mam swój "ulubiony kolor". Wstrzymam się jednak ze zdradzeniem, o którym myślę. Dajcie znać, czy już przeczytaliście Kolory zła? Może widzieliście film? Nie będę oszukiwała, jak zobaczyłam, kogo obsadzili w roli Bilskiego, odpuściłam. W mojej wyobraźni wygląda zupełnie inaczej. I niech tak zostanie.  A książkę polecam!

sierpnia 01, 2024

sierpnia 01, 2024

Szept

Szept

Ach.. urlop jest pięknym czasem kiedy mogę czytać i potem pisać. Mam czas i ogólnie czuje, że żyję. Jeśli chodzi o mój blog i całą resztę. Jeszcze kiedy dojdzie do tego "szczęścia" choroba, to nie pozostaje nic innego jak leżeć i czytać, by nie wpadać w czarną rozpacz. Tak też pochłonęłam książkę, która przypadkowo przeleciała mi przed oczami. Jak zawsze zerknęłam na opis i wstępne opinie. Jednak patrząc na wydawcę, wiedziałam, że tutaj nie powinno być słabizny. Czwarta strona zazwyczaj celuje w konkretny poziom.

Zatem o czym opowiada Szpet i czy warto się pochylić nad tym tytułem?  

 

 Karolina Sajna wraca po urlopie macierzyńskim do pracy w policji. Ma nadzieję, że zajmie się sprawą morderstwa nastolatki, którą znała osobiście. Co nie znaczy, że w innym przypadku jej podejście byłoby mniej zaangażowane. Po prostu pierwszy raz, poczuła, że zamordowana osoba, jeszcze niedawno była u niej w domu, zajmowała się jej córeczką. A teraz po prostu jej życie się skończyło, bo ktoś tak zdecydował.  Dlatego chce sprawdzić, czy podejrzany, który został schwytany na pewno dokonał zbrodni, jeśli tak, co nim kierowało i dlaczego właśnie Kaja?

Siostra zamordowanej dziewczyny nie potrafi wytrzymać w domu. Zawsze bywało trudno, ale odkąd doszło do tragedii, jej rodzina przestała istnieć. Matka trwa w dziwnym letargu, ojciec jest ciągle spożywa alkohol. A ona, musi uporać się z własnymi myślami. Ze wspomnieniami, które nie dają spokoju i wracają falami. To jasne, że morderca powinien ponieść karę, ale czy nie powinien tego zrobić ktoś odpowiedni? Dlaczego ten chłopak skrzywdził Kaję, dlaczego oboje znaleźli sie wieczorem przy wodzie? Czy było coś, o czym siostra nie wspomniała? Ich realcje nie były idealne, różniły się od siebie, ale w końcu nie chciała, by Kaja zginęła..

Kim jest Piotr Janik, który czeka w areszcie na osądzenie, dlaczego tamtej feralnej nocy spotkał się z Kają i do czego doszło między nimi? Chłopak jak dotąd nigdy nie zrobił nikomu krzywdy. Był inny, jednak nie sprawiał kłopotów z prawem. A przede wszystkim, co ma wspólnego przedawniona sprawa zaginięcia ciotki chłopaka, która przed laty wyszła z domu i ślad po niej zaginął? 

 


Autorka stworzyła ciężką fabułę, w której pewne wydarzenia mogły wzbudzać niepokój w czytelniku. Zwłaszcza na początku, kiedy mieszczają się dwie płaszczyzny czasowe. Jesteśmy rzuceni do przeszłości, czasów młodości sióstr Janik, by później próbować połaczyć te dwa wydarzenia w spójną całość.

Siostry Janik były zupełnie różne.  Starsza ta twardo stąpającą po ziemi, wypełnia swoje obowiazki i nie buja w obłokach. Z kolei druga, delikatna wiecznie rozmarzona. Wierzy, że może doświadczyć czegoś ciekawego. Zwłaszcza gdy na Wielkiej Żuławie zjawia się ekipa filmowa w celu nakręcenia filmu. Młodziutkiej Annie marzy się otrzymanie roli w filmie, jednak szybko się okazuje, że jej pomoc będzie przydatna zupełnie w czym innym. Dla dziewczyny czas spędzony na planie jest ogromnym przeżyciem, zwłaszcza, że zaprzyjaźniła się z kostiumografką.                                                                                            Niestety niespodziewany wyjazd kobiety, zaburza codzienność Anny, staje się apatyczna i próbuje odszukać celu. Swoją osobowością wzbudza zainteresowanie, ale i często utyskiwania ze strony najbliższych. A Ci, nie mają pojęcia, co zdarzyło się pewnego wieczoru nad brzegiem jeziora. 

Mimo upływu lat, nikt nie wiedział co stało się z młodszą sióstr Janik. Piotr od dziecka interesował się losem ciotki. Wiedział ze zdjęć jak wyglądała, często porozumiewał się z nią w myślach. Wiedział o innych tajemnicach, ale nikomu o nich nie mówił. Jego pasją było obserwowanie puszczyków. Zapisywał w notatniku gdzie gniazdowały i ile ich jest. Często wybierał się wieczorami w celu obserwacji, zauważył sowę przy domu Kai, tam też pierwszy raz oboje się zobaczyli. 

Weronika Mathia ciekawie połączyłą wątki przeszłości z teraźniejszymi, chociaż przez większą część książki, trudno jest zrozumieć, co te dwie sprawy może mieć ze sobą wspólnego. Poza pokrewieństwem podejrzanego o morderstwo Piotra z zaginioną przed laty ciotką Anną.  Dlatego, gdy doszło do rozwiązania zagadki, byłam  pod wrażeniem. Mam pewien niedosyt, ponieważ pewne sprawy autorka porzuciała. Szkoda, jakoś mi brakowało spięcia sytuacji jaka działa się w pracy Inspektor Sajny. 

Niemniej uważam, że książkę warto przeczytać, ma odpowiedni klimat, który współgra z opisywanymi wydarzeniami.

 


marca 27, 2024

marca 27, 2024

Ta, którą znam

Ta, którą znam


 Chyba pomału kończą się książki Małgorzaty Wardy, których jeszcze nie przeczytałam. Niestety jako czytelnicy musimy długo czekać na kolejną powieść. Wiem oczywiście, że warto, bo pisarka naprawdę świetnie przygotowuje się do stworzenia fabuły. Niemniej, jest mi zawsze smutno, gdy zostaje w oczekiwaniu. No cóż, podczytuje sobie te wcześniejsze. Tym razem, wybrałam "Ta, którą znam". 




Poznajemy Adę, pracuje jako modelka w Paryżu. Jej początki kariery wcale nie były takie piękne, jak można sobie wyobrazić. Droga do miejsca, w którym jest teraz, była niezbyt ciekawa i do końca przyjemna. Jednak uważała, że warto było. Daleko od domu, miejsca, które po śmierci matki stało się trudnym do przetrwania, a chwilami dosłownie tak się czuła. Jakby musiała przetrwać. Na szczęście - jak uważa, jest dobrze. Może żyć tak jak chciała. To znaczy mogła, do chwili zanim odebrała telefon. Z informacją, która wstrząsnęła, ale dopiero po pewnym czasie uzmysłowiło, jak wielkie zmiany, znowu będzie musiała wprowadzić w swoim życiu. 

Siostra Ady miała wypadek. Lekarze jasno dali do zrozumienia, że żyje tylko dzięki aparaturze podtrzymującej funkcje. Ojciec obu kobiet, nie umiał podjąć decyzji o odłączeniu sprzętu. To na młodszą siostrę spadło brzemię wypowiedzenia tych trudnych słów. A jeszcze gorsze było przed nimi. Były jeszcze dziewczynki, siostrzenicę, które właśnie miały zostać bez matki. Matki, którą cały czas miały obok siebie. Ojciec po rozstaniu, ciągle gdzieś podróżował. Teraz, gdy im obu zawalił się świat, też był nieobecny. Dlatego właśnie na Adę spadnie ciężka odpowiedzialność, zajęcia sprawami pogrzebu, wsparciem dziewczynek i jeszcze ojciec. 

Niełatwy powrót do domu. Konfrontacja ze wspomnieniami, z którymi nie chciała się mierzyć. Namierzenie Pawła - ojca dziewczynek. Próba zrozumienia i wyjaśnienia w jaki sposób doszło do tak tragicznego wypadku, w którym ucierpiała jedna z sióstr. 
Teraz pozostaje przed trudnym zadaniem - w jaki sposób wesprzeć dzieci, po tak brutalnej stracie? W dodatku z każdej strony zaczyna pojawiać się przeszłość, a z nią sprawa sprzed wielu lat. 




Jeśli ktoś czytał, albo przeczyta wcześniejsze moje opinie do książek Małgorzaty Wardy, będzie mógł zauważyć, że za każdym razem powtarzam jedno - to nigdy nie są łatwe historie. Czasem są wręczę obciążające czytelnika. Tym razem, może nie było aż tak trudno, jednak nazwisko pisarki zobowiązuje. Nigdy nie zawodzi i nigdy nie jest lekko. Tutaj będzie sprawa starego morderstwa, niejasnych relacji rodzinnych, gwałt i radzenie sobie z wypartą traumą. 

Postać Ady jest trochę złożona. Jej życie kiedy jeszcze mieszkała w domu rodzinnym, było skomplikowane. Gdy zmarła matka, starsza siostra przejęła obowiązki zajmowania domem. Z kolei na Adzie zostało wymuszone zarabianie na życie. To starsza siostra kontynuowała naukę w szkole Wyższej, zaś młodszej wmówiono, że musi pracować, by mogli przetrwać. Można zapytać co z ojcem. Ojciec, policjant i alkoholik. Właściwie pasowałoby, napisać w odwrotnej kolejności. Relacje Ady z ojcem nie były dobre, wręcz przeciwnie. Często stosował wobec niej przemoc psychiczną, a zdarzało się i fizyczną. Siostra, zdawała sobie z tego sprawę, ale zajęła się swoimi celem. Miała plany na życie, a co do Ady, musiała się podporządkować. 

Życie dziewczyny mogło się zmienić, gdy poznała Pawła. Ich relacja zaczęła się rozwijać pomału i szła ku dobremu. Do tego feralnego dnia. A później, po prostu nic nie było takie jak powinno. W domu było źle. Dlatego skorzystała z możliwości wyjazdu do Niemiec. Miała zapewnioną pracę i mieszkanie. Tak zaczęła się podróż do kariery, do szukania siebie, by na końcu odnaleźć odpowiedź w zupełnie innym miejscu. 

Książka jest napisana dwutorowo. Mamy wgląd w przeszłość i teraźniejszość. Widzimy jak wyglądało życie obu sióstr zanim ta młodsza wyjechała za granicę. Można zwrócić uwagę, że ich relacje były dosyć osobliwe. Mijały się ze swoimi celami życiowymi. Starsza osiadła w domu rodzinnym z córkami i mężem. Wiodła spokojne i wręcz można, by określić nudne życie jako nauczycielka w szkole. Z kolei mąż, nie potrafił usiedzieć. Jako dziennikarz i podróżnik, ciągnęło go do świata, miejsc niebezpiecznych i tematów, które wywoływały emocje. 

Gdy zagłębiamy w przeszłość i aktualne życie Ady, możemy zauważyć, że ciągle gdzieś pędziła. Na początku po prostu uciekła z domu, w którym spotkało zbyt wiele złego. Jednak wyjazd do Paryża wcale nie dał ukojenia, którego tak bardzo potrzebowała. Niechętnie wraca do Polski, do domu. Jednak właśnie powrót, będzie tym, co skonfrontuje z niedomkniętymi sprawami. 

Tematyka nie jest łatwa, ponieważ musimy wraz z bohaterką zmierzyć z wieloma trudnymi, wręcz traumatycznymi doświadczeniami. Nie wszystko jest takie, jak można na początku wyobrażać. Każda kolejna strona odkrywa tajemnice i przybliża do zrozumienia. Chociaż trudno powiedzieć, czy można zrozumieć popełnione krzywdy? 

Oczywiście polecam książkę, ale szczerze uprzedzam, nie znajdziecie tutaj lekkiej tematyki, którą można przeczytać w ramach poprawy humoru. Z drugiej strony, nie jest aż tak obciążająca, jak przy innych tytułach autorki. Ze swojej strony jak najbardziej polecam. 




lutego 29, 2024

lutego 29, 2024

Zniszcz mnie jeszcze raz

Zniszcz mnie jeszcze raz

 

                                                                             źródło

 

 Podczas choroby czytam sporo - o ile gorączka, czy inne dolegliwości nie są zbyt problematyczne. W każdym razie, jest to czas kiedy czytam. Właśnie w chwili niedyspozycji sięgam po nieco lżejsze gatunki, bo organizm obciążony, to nie ma sensu dodatkowo umysłu poniewierać. Sięgam po lżejsze pozycje, co nie oznacza, że lubię czytać jakieś badziewia. Tutaj trafiło na tę pozycję -  miała dobre opinie - chyba przestanę brać pod uwagę niektóre recenzje..  Dziś przychodzę z opinią do książki,  która zapowiadała się naprawdę bardzo interesująco.. a jak było w rzeczywistości? 

 

 

Lea jest uczennicą szkoły baletowej. To miejsce jest dla niej wszystkim - również domem w którym jeśliby miała możliwość spędzałaby każdy wolny dzień. Mimo panujących reguł, które niejednego mogłyby odstraszać, dziewczyna nie miała z nimi problemu. Może dlatego, że w swoim rodzinnym domu czuła się jak intruz. Ojciec wojskowy, który z rodziną postępował jak z żołnierzami. Zamiast rozmów od zawsze były polecenia i ewentualna krytyka. Dlatego  panujące w paryskiej szkole zasady nie były straszne. Tam przynajmniej nie musiała widzieć wiecznie niezadowolonej twarzy ojca. 

Niestety wakacje, czy inne przerwy od szkoły musiała spędzać z rodzicami, chociaż czasem po prostu uciekała i nawet przestano zwracać uwagę na obecność uczennicy w terminie, gdy nikogo nie było. Zamykała się w pokoju dzielonym z przyjaciółką i po prostu odpoczywała. 

Pewnego popołudnia niespodziewanie wpadła pod nogi młodemu mężczyźnie. Przypadkowe spotkanie, które miało się zakończyć w chwili rozejścia się każdego w swoją stronę. Jakież było zdziwienie dziewczyny, kiedy podczas rozpoczęcia roku szkolnego nieznajomy z parku okazał się nowym nauczycielem tańca. Lea wiedziała, ze znajomość jaka się wtedy rozpoczęła, na pewno nie będzie miała dalszej kontynuacji. Nauczyciel i uczennice. Nie miało żadnych rokowań na przyszłość. 

Przez dłuższy czas obojgu udwało się utrzymywać postawę nauczyciel - uczennica, ale z każdym kolejnym dniem poznawali się coraz bardziej. Nie było łatwo udawać, że widzą się poraz pierwszy, a rozmowa wtedy w parku dawała nadzieję na podtrzymanie znajomości. W sytuacji jakiej się znajdowali, trudno było udawać, że poznali się dopiero w szkole. Oboje czuli do siebie jakieś przyciąganie. Cedric za wszelką cenę starał się zachowywać profesjonalnie, jednak widział w Lei kogoś bliskiego sobie. A i ona, czuła się przy tym mężczyźnie bezpieczniejsza. 

Zaczęło się od indywidualnych lekcji tańca, które nie były niczym niedozwolonym w szkole. Jednak dla obojga z biegiem czasu, stawały się czymś więcej. Pilnowali, by nikt nie zwrócił uwagi na ich już mniej formalną relację. Aż do mometnu gdy doszło do pewnego wydarzenia..

 


Ta historia zapowiadała się naprawdę obiecująco i miała ogromny potencjał. Przede wszystkim tematyka tańca - bardzo lubię i ciągle się łudzę, że w końcu trafię na książkę, napisaną przez kogoś, kto wykorzysta ten temat, nie tylko jako tło, a będzie więcej czasu poświęcała temu wątkowi.

 Kolejna sprawa. Znajomość Lei i Cedrica, tutaj trochę zabawnie było powtarzane jaka jest między nimi różnica wieku. I jeszcze bym zrozumiała, gdyby w chwili pozania się Lea miała 15 lat a chłopak jakieś 24, ale tutaj nie było tragedii. Lea była u progu 18- tki, a Cedric miał 25 lat. Nie wiem, dlaczego było ukazane jako zbrodnia i ogólnie dramat.  Rozumiem problem relacji uczennica - nauczyciel. Gdzie wchodzimy w rejony etyki zwodowej, regulaminu i całej reszty. Jednak autorka bardziej postawiła na wiek. Zbrodnia po prostu zbrodnia. Siedem lat różnicy...

Nie przypadkowo urwałam opis fabuły w momencie kiedy doszło do pewnego zdarzenia. Właśnie do tego momentu książka jeszcze bardzo dobrze rokowała i miałam szczerą wiarę, że pójdzie w świetnym kierunku. Niestety szybko zrozumiałam, że jest to równia pochyła i od teraz nic dobrego autorka nie ukaże. 

Przykro jest mi to pisać a nawet używać takie wyrażenia, ale nic innego nie przychodzi do głowy. Bo po prostu autorka zamordowała połowę książki. Nie mam pojęcia co się wydarzło. Czy nagle przerwała pisanie i później już nie umiała połączyć wątków? Postać Cedrica z każdą kolejną stroną odlatywała do wymiarów nierealnych. Mam świadomość, że kobiety tworząc postacie męskie idealizują bohaterów. W tym przypadku wyszła cukierkowa papka, po której zaczęło mnie mdlić.  

Z kolei Lea zachowywała irracjonalnie i kompletnie nie pojmowałam w jakim kierunku zmierza ta postać. O ile na początku polubiłam kreację dziewczny, tak później coraz mocniej zaczynała mnie irytować, by wreszcie doprowadzać do nerwów. 

Muszę napisać, że druga połowa książki jest po prostu koszmarkiem, który nie wnosi niczego interesującego do fabuły. Chyba lepiej było zostawić czytelnikowi pole do popisu co mogło być dalej. Szkoda, ponieważ takie zmarnowanie potencjału jest wręcz bolesne. Jedynym plusem jest szybkie czytanie, ale nie o to chodzi.


lutego 03, 2024

lutego 03, 2024

Każde kolejne lato

Każde kolejne lato



Witajcie w lutym! Powyższą książkę przeczytałam jeszcze w styczniu, ale nic to, będę teraz nadrabiała zaległości.

Każde kolejne lato, wypatrzyłam na Instagramie, z bardzo dobrymi opiniami. Stwierdziłam, że historia zapowiada się obiecująco i postanowiłam przeczytać. Pierwsze podejście do tej historii nie bardzo mnie przekonało, ale już później poszło naprawdę szybko. Czy warto sięgnąć po Każde kolejne lato? Za chwilę postaram się opisać własne wrażenia. 


Persephone i Sam poznali się podczas wakacji, kiedy rodzice zakupili posiadłość nad jeziorem w Barrys Bay. Chłopak mieszkał w miasteczku wypoczynkowym razem mamą i starszym bratem. Prowadzili tawernę, w której w późniejszych latach pomagali matce podczas letniej przerwy od szkoły.  Jednak na wczesnym etapie dorastania piękne upalne dni mijały na pływaniu w jeziorze i wspólnym oglądaniu horrorów. Z każdym kolejnym rokiem relacja Percy i Sama się pogłębiała, ale ich życie podzielone było na czas kiedy przyjeżdżała do miasteczka i swojego w rodzinnym mieście. 

Gdy oboje weszli w ten etap dojrzewania i  zaczęli zwracać uwagę na płeć przeciwną, każdy z ich znajomych podejrzewał, że będą razem. Oni natomiast uparcie trwali w etapie beztroskiej przyjaźni. A kiedy zrozumieli, że chcą być ze sobą i z nikim innym, wydarzyło się coś, co rozdzieliło tych dwoje na wiele lat. 

Gdy spotkali się po ponad dekadzie, można powiedzieć, byli niby tymi samymi, ale już innymi ludźmi. Ona nie wiedziała jak wyjaśnić swoją postawę sprzed wielu lat, On znalazł się w jednej z najtrudniejszej sytuacji w życiu.  Czy ponowne spotkanie, pozwoli na wyjaśnienie decyzji, które zaważyły na przyszłości obojga? 



Zawsze kiedy czytam książki, które opowiadają historię ludzi spotykających po latach. Gdzie w młodości byli w sobie zakochani i nagle po pewnym czasie to uczucie wraca. Zastanawiam się nad realnością. Bo w końcu zmieniamy się z biegiem czasu i po prostu trudno jest zobaczyć w tych ludziach, tego kogoś kto nam zawrócił w głowie. Nie wiem, ja tego nie kupuje, ale wróćmy do książki. 

Zacznijmy od postaci. Percy i Sam, ta dwójka jest bardzo interesująca i można śmiało napisać, że nie da się ich polubić. Relacja rozpoczyna się gdy są podlotkami, w dosyć zabawnej sytuacji, może dlatego wydaje się być bardziej naturalna. Percy nikogo nie zna w miasteczku, w którym ma spędzać wakacje, a Sam jest njbliższym sąsiadem. Dlatego siła rzeczy mieli okazję często się spotykać. Później już nie zawsze przypadkiem, czy nieporadnie umawiani. Tylko wyczekując każdego dnia i lata.. 

Za sprawą rozdziałów dotyczących przeszłości, śledzimy dorastanie Percy i Sama.  Autorka bardzo lekko i ciekawie prowadziła fabułę i naprawdę lubiłam wracać do tych wątków, które miały czytelnika naprowadzić do sytuacji, która później wpłynęła na rozdzielenie przyjaciół. Polubiłam starszego, gdy już był młodzieńcem wiedzącym czego chce i jak ma osiągnąć swój cel. Nieco inaczej podchodziłam do Percy, miałam wrażeniem jakby to były dwie osoby. Jedna w domu rodzinnym i druga nad jeziorem. Niby były jakieś argumenty tego, dlaczego była jaka była, ale mnie po prostu nie przekonywało. 

Oczywiście jesteśmy świadkami tego co się dzieje między dorosłymi Percy i Samem, którzy sprawdzają siebie wzajemnie i szukają zmian, jakiw w nich zaszły. Teraz mają już ustabilizowane życie. Okoliczności spotkania są dosyć mało przyjemne i właściwie nie dziwi mnie jedna z opinii, w której jest zarzut co do tła w którym "startujemy". Szczerze mówiąc nie patrzyłam na to w taki sposób, ale po dłuższym zastanowieniu, rzeczywiście osobliwy kierunek obrała autorka.

Czy są jeszcze jakieś zarzuty? Cóż, trudna sprawa, myślę, że gdy czytelnik poznaje powód przez jaki się rozdzielili, wtedy w głowie zapala się dziwna lampka. I tak, tutaj jest dziwna sytuacja, ale ze sfery w której nikt nie chciałby się znaleźć, bo później jak wybrnąć? 

Podsumowując - spędziłam bardzo przyjemnie czas przy książce, nie skupiałam się na wymienionej wyżej krytyce, ponieważ zwróciłam uwagę, że proza amerykańskich twórców różni się od naszych właśnie takimi wzbudzającymi emocje wątkami. Niemniej uważam, że Każde kolejne lato warto przeczytać, choćby dla sprawdzenia pomysłu autorki. 




grudnia 03, 2023

grudnia 03, 2023

Opowieść błękitnego jeziora

Opowieść błękitnego jeziora

 

Sezon na książki świąteczne już od pewnego czasu otwarty, zatem i u mnie chociaż jedna z tego gatunku powinna się pojawić. Nie jestem fanką przesłodzonych opowieści, ale żebym nie wyszła na stuprocentowego Grincha, jedna przeczytana!  

Twórczość Doroty Gąsiorowskiej poznałam jeszcze przy debiutanckiej powieści, pamiętam byłam mile zaskoczona, ponieważ fabuła mocno mnie wciągnęła, a pióro autorki okazało się przyjemne dla oka. Później gdzieś się nasze drogi rozeszły, aż w tym roku miałam możliwość przeczytania - "Opowieści błękitnego jeziora". Jak już wspomniałam, książki świąteczne u mnie występują w minimalnej liczbie, ale zawsze staram się zrobić chociaż jeden wyjątek. Pozostaje pytanie - czy to był dobry wybór? 

 

 

Sonia wybrała się do Bukowej Góry w celu zbierania materiału do artykułu. Okres przedświąteczny, który i tak miała spędzić samotnie, postanowiła wykorzystać podwójnie. Bo i dłuższy wyjazd poza miejsce gdzie mieszka i pracuje, odpocznie od codzienności, a przy okazji na luzie, bez pośpiechu dowie się najciekawszych rzeczy do napisania tekstu. Wcześniej poznani właściele kawiarni okazali się bardzo przyjaźni, dlatego kobieta zdecydowała się na dłuższy pobyt, niż  początkowo zamierzała. 

 Gdy przyjechała na miejsce, zobaczyła, że zima w tym małym miasteczku rozkręciła się na dobre, ale nie zniechęciło to kobiety, przed wyruszeniem zapoznawczym po okolicy. Wcześniej wstąpiła przywitać się z właścicielami, by później ruszyć w dalszy rekonesans. Oczywiście nie mogła doczekać się wieczornego spotkania, podczas którego miała usłyszeć opowieść o historii złotego serca.  

W końcu kiedy dochodzi do rozpoczęcia jakże ciekawej opowieści, razem z Sonią zagłębiamy się w niesamowitej historii, która opowiada o jeziorze, przy którym nieliczni mogli spotkać pewną osobę. Tutaj zaczyna się początek losu ludzi, żyjących codziennością i cieszącym tym, co mieli, a nie liczyli, że mogą zyskać jeszcze więcej. 




Mam do tej książki mocno mieszane uczucia. Jak można się dowiedzieć z nakreślenia fabuły, Sonia przyjchała do Bukowej Góry w przedświątecznym okresie - bo jak wiadomo świąt nie lubiła. I wiecie, ja naprawdę rozumiem, że jest wielu ludzi nielubiących święta, ale naprawdę już tyle książek zostało napisanych w tym temacie, że można było sobie odpuścić epatowaniem niechęcią do gwiazdki, a później magicznym odczarowaniem...

No dobrze, ale nie myślcie, że będę cały czas narzekała, bo Opowieść błękitnego jeziora, ma naprawdę mocny filar fabuły, a jest nim, właśnie ta historia, po którą przyjechała Sonia.  Gdybym mogła, z chęcią bym wycięła z książki wstawki dotyczące Sonii, a zostawiła tylko tę o jeziorze. Nie mam pojęcia, jak autorka może napisać inaczej jedną książkę. Rozdziały dotyczące teraźniejszości były dla mnie drogą przez mękę, ale w momencie przejścia do przeszłości, nie mogłam się oderwać od stron. 

 Tytułowe jezioro ma swoją bardzo ciekawą przeszłość, która później opowiadana była jako jedna z wielu legend. Jedni wierzyli, inni  nie bardzo, ale  każdy był ciekawy, kto może zostać wyróżniony, by poznać kobietę mieszkającą nad jeziorem - Marana, bo o niej mowa, nie ukazywała się każdemu, ale pewnego dnia, wracającemu młodzieńcowi, który był u kresu sił, postanowiła pomóc. Z początku młody mężczyzna myślał, że się przewidział, ale trzymał w dłoni dowód, który był prawdziwy - złote serce. A razem z nim, jego życie miało się odmienić... I tak rozpoczęła się historia manufaktury czekolady.


Moim głównym  zarzutem co do rozdziałów z Sonią, była narracja pierwszosobowa. Naprawdę, kochani autorzy, nie róbcie tego powieściom obyczajowym! Można to przełknąć w przypadku młodzieżówek, kiedy faktycznie te przemyślenia mają sens i wnoszą sporo do fabuły, jednak obyczajówka? Czytało się jak po grudzie, a szkoda, ponieważ moja ocena byłaby zupełnie inna, gdyby nie narracja.

 Podsumowując, uwielbiałam rozdziały dotyczące historii złotego serca i klimatu jaki  stworzyła autorka do tego fragmentu książki. Wyczekiwałam, kiedy bedę mogła wrócić do tych ludzi i ich życia jakie wiedli. Naprawdę dla samej tej opowieści warto sięgnąć po książkę. Oczywiście nie ujmuje całości, mnie niestety nie porwała postać Sonii, ale jak wspomniałam, ciężko mi było przebrnąć przez formę narracji  i po prostu czułam zniechęcenie. Jednak jeśli komuś nie przeszkadza, to myślę,  że będzie zachwycony Opowieścią błękintego jeziora, ponieważ jest naprawdę wciągająca.

 

 

Książkę przeczytałam w ramach współpracy z wydawnictwem Znak Literanova.



września 03, 2023

września 03, 2023

Wszystkie Mroczne miejsca

Wszystkie Mroczne miejsca

 


Pamiętacie jak pisałam o moim maratonie czytelniczym, kiedy pobiłam rekord przeczytanych książek? Zaczęłam go od tego właśnie tytułu. Wszystkie mroczne miejsca, zapowiadały się naprawdę świetnie, a i opinie były przychylne. Z tego co pamiętam, po przeczytaniu jednej z recenzji postanowiłam pobrać plik na półeczkę. W końcu podczas chwilowego uziemienia postanowiłam przeczytać.  
Czy książka spełniła moje czytelnicze wymagania i było warto poświęcić czas na jej lekturę? 



Jest zimowy wieczór, Molly razem ze swoim mężem szykują się do przyjęcia urodzinowego wydawanego z okazji czterdziestych urodzin mężczyzny. Do domu mają przyjechać najbliżsi przyjaciele, więc para czuje radość z nadchodzącej wizyty. Jednak Molly nie do końca może przyznać przed samą sobą, że jest rozluźniona. Z pewnością jej obawy czające w zakamarkach umysłu, będą towarzyszyły przez dłuższy okres. Teraz jednak, stara się ze wszystkich sił sprawić, by wieczór był udany. 

Gdy następnego dnia rano nie budzi jej znajomy zapach kawy, ma pewne niepokojące przeczucia. Mimo wszystko stara się odepchnąć natarczywe myśli z głowy. Idzie sprawdzić co robi Jay, ale gdy go znajduje już wie, że już nic nie będzie takie jak wcześniej. Jay nie żyje. Ktoś go zamordował w jego gabinecie, a ona nic nie słyszała. Nie miała pojęcia, że podczas jej spokojnego snu, okrutny człowiek  odebrał życie jej mężowi. 

Policja próbuje zabezpieczyć ślady i zebrać najważniejsze informacje na temat wieczoru poprzedzającego śmierć mężczyzny. Oczywiście pierwszymi podejrzanymi są goście, świętujący urodziny przyjaciela. Co dla Molly wydaje się absurdalne. Jednak podejrzanych może być więcej, w końcu Jay był znanym psychoterapeutą, nigdy nie wiadomo kto mógł poczuć się niezadowolony z przebiegu leczenia, albo kogo Jay mógł podejrzewać o zachowania wykraczające poza normy społeczne...

Rozpoczyna się śledztwo, ale dla Molly czas żałoby zaczyna być początkiem koszmaru. Nie dość, że straciła jedynego przyjaciela, który znał jej przeszłość. W dodatku powraca sprawa o której pragnęła zapomnieć. Kobieta czuje strach i niepewność, ma wrażenie, że morderca Jaya jest dalej niebezpieczny również dla niej. Tylko jaki ma motyw? I co mają wspólnego wydarzenia z dzieciństwa kobiety? 






Książkę przeczytałam dosyć dawno, dlatego emocje są już nieco inne. Jednak pamiętam, że atmosfera była ciężka i cały czas się zastanawiałam, kto jest zabójcą Jaya. 
Zacznijmy od początku. Molly, trudno jednoznacznie ocenić tę postać. Nie umiem stwierdzić, czy polubiłam się z nią, czy raczej czułam niechęć. Z jednej strony starałam się zrozumieć uczuciom, które towarzyszyły kobiecie z powodu straty męża. Z drugiej, jej zachowanie często było bezmyślne i tak naprawdę denerwowało. Niestety nie mogę przytoczyć przykładu ponieważ musiałabym zdradzić zbyt istotne wątki fabuły. 

Z kolei przyjaciele pary, byli zbyt mało ukazywani, żeby czytelnik mógł porządnie wyrobić opinie i ewentualnie posnuć różne domysły. Niby możemy co nieco wywnioskować podczas rozmów z policją, ale jest tego niewiele.  Chyba więcej dowiedziałam się na temat policjantki i jej partnera, którzy prowadzili śledztwo, niż o głównych podejrzanych. 

Ciekawym elementem jest przeszłość Molly, ponieważ cały czas dostajemy tylko jakieś fragmenty, które są przebłyskami. Możemy się domyślać co dokładnie spotkało kobietę, gdy była dzieckiem. Tutaj polecam czytać bardzo dokładnie, właśnie te fragmenty, ponieważ później łatwiej będzie zrozumieć końcowe wydarzenia. 

Mimo kilku naprawdę niewielkich minusów, uważam ten tytuł za naprawdę bardzo dobry. Trzymał odpowiednie napięcie, czuło się niepewność podczas czytania. Zakończenie, a dokładnie rozwiązanie zagadki, kto wtargnął w życie małżeńskie Molly i motyw tej osoby, są nie małym zaskoczeniem i robią wrażenie. Przynajmniej na mnie zadziałało odpowiednio. Po przeczytaniu książki zwróciłam uwagę na pewne niezbyt pochlebne opinie, ale moi drodzy - to jest debiut. Chciałabym aby większość debiutów utrzymywała podobny poziom. Ja w każdym razie polecam. 



sierpnia 13, 2023

sierpnia 13, 2023

W imię miłości. Opowieść o wielkim uczuciu w najtrudniejszych chwilach

W imię miłości. Opowieść o wielkim uczuciu w najtrudniejszych chwilach

 


Po otrzymaniu propozycji "W imię miłości. Opowieść o wielkim uczuciu w najtrudniejszych chwilach", byłam przekonana, że spotkam się z historią, która wzbudzi we mnie wiele emocji. Temat poruszony przez autorkę, jest niebywale trudny.  Decyzja zakończenia życia na etapie, gdy jeszcze świadomość jest sprawna i ciało nie odmawia posłuszeństwa. Odwaga, czy pójście na skróty? Można zadawać wiele pytań. Jednak Amy Bloom postanowiła opowiedzieć światu historię z perspektywy żony, która musiała stanąć u boku mężczyzny zdecydowanego na śmierć. Jaka była to droga? 



Książka ukazuje czas na chwilę przed śmiercią męża Amy Bloom oraz retrospekcje ważniejszych wydarzeń. Wstawki przybliżające czytelnikowi jakimi byli ludźmi zanim usłyszeli diagnozę, również już po tym kiedy się o niej dowiedzieli.  Amy opowiada czytelnikom jak doszło do poznania Briana, co sprawiło, że będąc już w wieku dojrzałym postanowili spróbować szczęścia we dwoje. Później wracamy do momentu na kilka dni przed wyjazdem do kliniki. Autorka dzieli się wspomnieniami ostatnich wspólnych spacerów, rozmów oraz przemyśleń, które towarzyszyły jej po przybyciu do Szwajcarii. 

Wszystko zostało bardzo dokładnie zaplanowane. W chwili gdy Brian dowiedział się o chorobie, było wiadomo, że nie będzie chciał umrzeć pokonany przez własny mózg. Bardzo szybko zdecydował o śmierci na własnych warunkach. Dla Amy jego decyzja oznaczała proces szukania odpowiedniego miejsca, gdzie procedura odbędzie się w pełni legalnie bez problemów prawnych. Sprawa okazała się bardziej skomplikowana, niż mogli się spodziewać. W Stanach Zjednoczonych można otrzymać zgodę na zakończenie życia dopiero, gdy stan zdrowia jest krytyczny. To znaczy egzystowanie w wielkim cierpieniu fizycznym, ale również rokowania na przeżycie nie mogą być dłuższe niż pół roku. 

Wiadome było, że przypadek Briana zostanie odrzucony. Miał przed sobą więcej niż pół roku. Pozostało znaleźć odpowiednie miejsce poza granicami kraju. I znaleźli - w Szwajcarii. Diginitas nie posiada aż tak restrykcyjnych wymagań. Pacjent musi być sprawny umysłowo i fizycznie, z zaświadczeniem od psychiatry, że nie leczył się nigdy na depresję. Nie miał innych problemów psychicznych. 
Amy Bloom zdecydowała się napisać do Dignitas z prośbą o wstępną analizę ich przypadku  w celu zakwalifikowania.

Pozostawało czekać na odpowiedź i mieć nadzieję, że tym razem odpowiedź będzie pozytywna. Inaczej przed Amy Bloom, ukazałaby się wizja niezbyt legalnego sposobu zakończenia cierpienia ukochanego męża. 



Trudno jest pisać opinię do książek biograficznych. Zwłaszcza gdy głównym motywem jest śmierć bliskiej osoby autora. Niemniej, autorka  opisując historię swojego męża i również własną, dała przyzwolenie na dzielenie się swoimi przemyśleniami. Właśnie o tym, będzie moje podsumowanie. 

Nie mam pojęcia, czy miałabym odwagę na podjęcie decyzji o odebraniu sobie życia w taki sposób. Nie będę się o tym wypowiadała, ponieważ nie wiem. Raczej chciałabym by śmierć mnie zastała nagle, ale co szykuje przyszłość? Pozostaje czekać. 

Tymczasem postaram się opisać moje wrażenia dotyczące całej historii. "W imię miłości" - nie opowiada tylko o chwili zażycia śmiertelnej substancji, ale tego co działo się przed wyjazdem do Zurychu. Jakimi byli ludźmi Amy i Brian? No właśnie. Książka niby ma ukazać wielką miłość, ale ja nie mogłam się doszukać tego uczucia. Pani Blood, często powtarza jakim mąż był cudownym człowiekiem. Pięknie się ubierał i ładnie prezentował, jednak to wszystko było powierzchowne, bez uczucia. Jakby opisywała kogoś obcego. 

Kolejna sprawa to chronologia wydarzeń. Czasem rozdziały są podpisane datami, ale po chwili wpadamy w rozdział, który nie wiadomo do czego nawiązuje, jaki ma sens w odniesieniu do całości. Ot, autorka w trakcie pisania stwierdziła, że jakaś historyjka będzie pasowała, więc wrzuci do tekstu.  

Zabrakło mi uczuć, jakie można wyczuć między dwojgiem ludzi. Nie umiem tego sprecyzować, ale podobne historie czytałam ze łzami w oczach i bólem w sercu, tutaj tego nie było. Odniosłam wrażenie, że Amy nie umiała poradzić sobie ze zmianą męża, która nastąpiła przez chorobę. Mam świadomość, że nie było łatwo, wiem jak zachowują się osoby z podobną diagnozą, jednak Brian, nie był jeszcze na etapie kompletnego zaniku osobowości. Para uczęszczała na terapię, więc tym bardziej większość zachowań była dla mnie dziwna. 

W książce jest sporo informacji na temat choroby, tego ile osób zapada, jak można rozpoznać pierwsze symptomy oraz testy sprawdzające, czy istnieje ryzyko zachorowania - chodzi o wykrycie we wczesnym stadium. Według mnie, sporo z tych informacji było zapychaczem, ponieważ zainteresowani mogą sobie "wygooglować". Zwłaszcza dane obejmujące tylko Stany Zjednoczone.

Podsumowując.. Nie mam pojęcia, czy polecić prezentowaną książkę. Jest napisana bardzo chaotycznie. Można zrzucić to na stan emocjonalny autorki. Jednak z tego co odkryłam, inne publikacje są napisane na podobnie niskim poziomie, więc nie ma mowy o wpływie traumy na jakość tekstu. 
Kolejna sprawa. Uczucia. Tytuł wręcz krzyczy do czytelnika, jaka siła uczuć zostanie ukazana w środku. Możecie ochłonąć. Siła uczuć może i była, ale do napisania jak trudno przejść etap weryfikacji do świadomego samobójstwa - co bardzo złościło autorkę. 
Można odnieść wrażenie, że jest to opowieść napisana przez jedną z pielęgniarek pracujących w Diginitas. Jedyne co poczułam odkładając - to rozczarowanie i smutek nad zmarnowanym potencjałem. Wystarczyło włożyć więcej serca. 





Książka została przeczytana w ramach współpracy z wydawnictwem Filia.

 

lipca 27, 2023

lipca 27, 2023

I Wanna Kiss You

I Wanna Kiss You

 


Kilka postów wcześniej napisałam o swoim czytelniczym maratonie, który dotyczył książek skierowanych do młodzieży. Moja opinia na temat pierwszej była bardzo pozytywna, czego niestety nie mogę napisać w odniesieniu do I Wanna Kiss You. Zamysł fabuły był naprawdę genialny. Dlaczego zatem moja opinia nie będzie zbyt pozytywna? Zacznijmy od początku. 

Blue uwielbia fotografować i właśnie ze swoją pasją chce wiązać plany na przyszłość. Tymczasem musi się zmierzyć ze zmianą w życiu. Musi pójść do nowej szkoły, ale co gorsza zamieszkać w domu, do którego nigdy nie chciała trafić. A wszystko za sprawą matki, która od zawsze polowała na bogatego męża (czego specjalnie nie ukrywała). Teraz dziewczyna musi zostawić swoje stare życie, może i biedne, ale prawdziwe i szczere, by zmierzyć się z towarzystwem bogatych nastolatków, zapatrzonych w metki i wszystko czym można szpanować. 

Tego dnia była na pomoście. Zbierała zdjęcia do portfolio oraz do konkursu, którego wygrana mogłaby ułatwić studiowanie. Gdy patrzyła w obiektyw aparatu ujrzała chłopaka płynącego żaglówką. Myślała, że jest wystarczająco daleko, by nie zauważył, że robi mu zdjęcie. Jednak London zwrócił uwagę na aparat skierowany w jego stronę. Gdy dopłynął do brzegu postanowił poznać dziewczynę stojącą na pomoście. Jedno spotkanie, jeden pocałunek. Mieli się więcej nie zobaczyć. 


Na początku muszę napisać o pomyśle odnośnie fabuły. Według mnie był znakomity i miał wiele możliwości pociągnięcia i skonstruowania naprawdę genialnej historii. Poznajemy dziewczynę wychowującą się w biednej Amerykańskiej dzielnicy. Jej matka poluje na faceta z kasą, czego nawet nie stara się ukryć. Kiedy osiąga swój cel, postanawia zmienić nie tylko swoje życie, ale jak wiadomo również córki. Dziewczyna emocjonalnie jest związana z byłym partnerem matki, który aktualnie przebywa na misji w Iraku - one jeszcze przez chwilę mieszkały w jego domu. Nagle, okazuje się, że materializm matki wyleciał w totalny kosmos. Uczucia córki przestały mieć znaczenie. 

Teraz Blue będzie musiała się zmierzyć z nową "rodziną", zmianą nie tylko miejsca zamieszkania, ale również szkoły, co jest już po prostu gwoździem do trumny. Prywatna szkoła, do której uczęszczają dzieciaki z bogatych rodzin i Ona.  Jak można się spodziewać, start nie będzie łatwy, zwłaszcza gdy przybrana siostra (córka aktualnego partnera jej matki),  nienawidzi dziewczyny za sam fakt, że weszła do jej życia. Jest przekonana, że Blue podobnie do swojej rodzicielki, dybie na pieniądze bogaczy. 

W ten oto sposób nastolatka już pierwszego dnia nowego życia stoi na przegranej pozycji. Musi zmierzyć z nienawiścią rówieśników, którzy otrzymali nieprawdziwe informacje dotyczące jej osoby. Jakby mało było nieszczęść, chłopakiem przybranej siostry,  okazuje się ten z pomostu, któremu robiła zdjęcie, który ją również pocałował.  

Fabuła zaczęła się super, bo poznajemy dziewczynę, która ma swoje marzenia, ale musi przemęczyć się do osiągnięcia pełnoletności i uniezależnienia od matki. Wtedy planuje opuścić dom jej partnera i zamieszkać z tym, którego uznaje za ojca. Tymczasem ma przeciwko sobie większość szkoły. 

W końcu mogę napisać, że Blue to postać, która nie nadstawia drugiego policzka, gdy dostanie w twarz. Staje oko w oko z przeciwnikiem i się broni, nie dając satysfakcji tym, którzy chcą  ją złamać i upokorzyć. Nawet jeśli płacze, nawet gdy słowa ranią, nigdy nie pokazuje tego publicznie. Dzielnie idzie do przodu, bo wie, że jeśli ktoś jej nie chce poznać, to nie ma prawa oceniać przez pryzmat pochodzenia, czy postępowania jej własnej matki. Tutaj wielkie brawo, bo właśnie takich bohaterek brakowało w książkach i prześladowaniu przez innych uczniów. 

Niestety, na tym mogę już zakończyć pozytywy. Dalej jest równia pochyła do upadku całości.  Dlaczego? Ano dlatego, że autorka po świetnym rozpoczęciu, chyba zgubiła wątek, albo zapomniała do kogo kieruje książkę. Znaczy ja rozumiem, że dla nastolatków sfera seksu i seksualności w ogóle jest ważna i w pewien sposób wokół tego tematu kręci się ich życie. Jednak jest różnica między zahaczaniem o wątek, a skupieniu tylko na nim i to w dosyć ordynarny sposób. 

W pewnym momencie relacje  dwójki bohaterów skupiają się tylko na tym, jak to On puszcza wodze fantazji (a my niestety musimy o tym czytać), jak to chce - uwaga cytat - "wsadzić swojego fiuta  do cipki Blue". Naprawdę, ale naprawdę można sobie darować tego typu określenia. Zawsze powtarzam sceny seksu są ok, wszystko jest dla ludzi, ale jak Boga kocham, czy to muszą być wulgarne teksty? Żargon uliczny rodem z niezbyt dobrze cieszącej się ulicy, o której wszyscy słyszeli. 

Gdyby jeszcze podobne kwiatki pojawiły się raz, czy dwa, mogłabym przymknąć oko i udawać, że autorka bardzo mocno wczuła się w osobowość siedemnastolatka - chociaż będę się upierała, że młodość nie oznacza rynsztokowy sposób wypowiedzi. No ale, niech już się przytrafi. Można wybaczyć, jednak dalej jest gorzej i gorzej. On myśli tylko o jednym, gdzieś pomiędzy wychodzą na wierzch ciekawe sytuacje. Jestem bardzo zła, bo przez napalone kwestie chłopaka, został spłycony bardzo, ale to bardzo poważny problem. Autorka zepsuła tak dobrze rokującą książkę. 

Niestety mam świadomość, że grupa docelowa przeczyta i przyklaśnie tej książce. Tylko jest mi smutno, że najważniejsze zostanie niezauważone, ponieważ wątek wiodący to seks, seks i jeszcze raz seks.  Sami zdecydujcie czy chcecie poznać tę historię, mnie mocno rozczarowała i nie wybaczę autorce. 

lipca 24, 2023

lipca 24, 2023

Taniec w ogniu

Taniec w  ogniu

 


Miałam długą, nawet mogę stwierdzić bardzo długą przerwę od fantastyki. Przyszedł moment, kiedy jak dotąd połykane tytuły stanęły mi ością, nie mogłam więcej i każdą kolejną książkę, odkładałam z niechęcią. Jednak co się zaczęło, dobrze jest skończyć. Serie o czarownicach z Salem, rozpoczęłam już naprawdę dawno, pierwszy tom był fenomenalny i czułam ogromną radość, że na półce czekają pozostałe dwa. Gdy tylko skończyłam, zabrałam się za czytanie „Tańca w ogniu”. I mogę już teraz napisać, że poszło nie do końca tak, jak oczekiwałam. Książkę przerwałam i odłożyłam na jakieś 70 stron przed zakończeniem. Dlaczego? Za chwilę wyjaśnię.



Lily po walce, którą stoczyła w równoległym świecie, teraz potrzebuje mnóstwo czasu, by odpocząć, nabrać dystansu do wszystkiego, z czym przyszło się jej zmierzyć w miejscu, o którym nie miała pojęcia, że istnieje. Razem z przyjaciółmi z „jej” świata, wracają do prawdziwego domu, a dołącza do nich Rowan – mechanik, pochodzący z linii czasowej, do której trafiła dziewczyna w pierwszym tomie. Teraz ich życie chwilowo się uspokoiło, można powiedzieć, że niewiele się dzieje.
Młoda czarownica dowiaduje się, co wydarzyło w jej życiu, gdy była nieobecna – zajęta w walce z paskudnymi Splotami i starciem ze swoją „drugą wersją” Lilian.
Do pewnego momentu można uznać, że akcja nie ukazuje niczego nadzwyczajnego, bo Rowan, który zostaje wprowadzony w nasz świat, wszystkie nowinki technologiczne i całą resztę, budzi pewne zainteresowanie, ale nie za długo, później jest po prostu już nudno. Aż w końcu na horyzoncie pojawia się czarna postać – brat naszego mechanika, którego celem jak można się domyślić, jest namieszanie w życiu całej grupy, ale co się dokładnie wydarzy?
Powrót do dawnego życia, próba złapania równowagi po wszystkim, czego się nie spodziewała, chwilowa równowaga, by kolejny raz stanąć w miejscu, w którym na każdym kroku czai się niebezpieczeństwo. Czego tak naprawdę chce Lily i kto mówi prawdę w świecie tak różnym, od tego, w jakim do tej pory żyła?



Nie mam zamiaru przed nikim ukrywać, że „Taniec w ogniu”, jest tym słabszym ogniwem trylogii. Sam fakt, że książka mnie wymęczyła do tego stopnia, by porzucić na „ostatniej prostej”, do zakończenia, mówi samo za siebie. Jak później sama się przekonałam, te ostatnie strony były wciągające i ukazały tę historię w zupełnie innym świetle, rzuciły cień, na ludzi początkowo działających w dobrej wierze. A jakby łaskawszym okiem ukazały negatywną postać.

Tym razem nasza Lily jest trochę miałka i mnie wymęczyła większa część opisów, miałam wrażenie, że autorka nie wiedziała jak ugryźć kolejne przejście między wydarzeniami, bo zastój zadziałał na szkodę, jeśli ktoś zapozna się z pierwszą częścią i ta, przypadnie do gustu, niech ma świadomość, że do pewnego momentu nie będzie lekko – ale warto się przemęczyć. Już teraz zdradzę, że w trzeciej części jest szalenie ciekawie i chyba nie tego się czytający spodziewają.

Jednak zanim trójka, jest „Taniec w ogniu”, który przypomina bardziej nudnego „przytulańca”, niby każdy lubi, ale co za dużo, wręcz nie zdrowo. Dlatego, można powiedzieć wtargnięcie złego braciszka, jest wręcz witane z radością. Co można nazwać kuriozalnym, zważywszy na fakt, że jego pobudki nie bywają dobre, a już na pewno nie przynoszą szczęścia. Niemniej, po mocnym rozpoczęciu serii, czytelnik ma w głowie mnóstwo pytań, na które potrzebuje odpowiedzi. Nie czas na mdłe sceny niewnoszące zbyt wiele do fabuły.

Dlaczego Lilian postąpiła w taki, a nie inny sposób? Czy rzeczywiście alternatywna postać jest tym złym odbiciem? A może Lily wcale nie jest tak dobra, a jedynie chce być w ten sposób postrzegana? W rzeczywistości ma więcej wspólnego z Lilian? Czym tak naprawdę są znienawidzone i przerażające Sploty, czy można zapobiec ich atakom?

Dla sympatyków książek o czarownicach, magii i przedziwnych światach, ta seria jest jak najbardziej odpowiednia, nie zrażajcie się zatem moim narzekaniem na tempo akcji, być może ktoś inny odbierze spowolnienie bardziej pozytywnie, mimo wszystko, jestem zadowolona, że nie zrezygnowałam, ponieważ jest to bardzo dobrze skonstruowany świat magii – a ten bardzo lubię.


Tekst stanowi oficjalną recenzje dla portalu Papierowe motyle

lipca 16, 2023

lipca 16, 2023

Zawsze chodziło o ciebie

Zawsze chodziło o ciebie

 

W poprzednim tygodniu zrobiłam swój życiowy rekord w czytaniu książek, a dokładnie w ciągu jednej doby  (nie mam pojęcia jak do tego doszło) pochłonęłam 2,5 książki, co dało 1000 przeczytanych stron. Chyba jeszcze nigdy w mojej karierze czytelnika, a miałam miesięczne naprawdę imponujące wyniki, nie zdołałam tak dużo przeczytać jednego dnia i w sumie nocy. Była ku temu przyczyna, ale teraz nie o tym, a o książce, którą rozpoczęłam mój Maraton. 

Zawsze chodziło o ciebie - Agaty Polte, poznałam twórczość tej pisarki już kilka lat temu, chyba nawet recenzowałam debiutancką książkę. Później jakoś mi umknęły dalsze losy  pisarskie, aż w końcu przeglądając bibliotekę, wpadł mi w oczy ten tytuł. Był upał, więc coś lżejszego było mile widziane i zaczęłam czytać.


Maeve jest siedemnastolatką, która mieszka wraz z mamą, jej ojciec wyprowadził się do kochanki, dlatego od tamtej pory nie utrzymuje z nim kontaktu. Dziewczyna ma pewne kompleksy, które w dosyć nieprzyjemny sposób podkręcają niektóre dziewczyny ze szkoły. Co nie znaczy, że Mae jest typową ofiarą losu, absolutnie. Zwłaszcza mając u boku niezawodną i zawsze stojącą u straży przyjaciółkę. Spokojne jak dotąd życie, zaczyna się komplikować, gdy zupełnym przypadkiem - bo nie od własnej matki. Dowiaduje się,  że w domu zamieszka koleżanka mamy wraz z synem. Ich dom się spalił i na czas remontu postanowiła przyjąć pod dach potrzebujących. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że Mae nie znosi chłopa, który zamieszka na wprost jej pokoju. 

Shane, bo o nim mowa, odkąd dziewczyna pamięta, robił wszystko by skompromitować w oczach innych. Dlatego świadomość, że będzie musiała z nim widywać we własnym domu, doprowadza do rozpaczy. Zwłaszcza, że Mae ma chłopaka, dosyć zazdrosnego o kolegę ze szkoły, a teraz współlokatora.  

Nastolatka próbuje poradzić z problemem akceptacji własnego ciała, niby ma świadomość, że nie wygląda źle, ale częste przytyki w szkole, a teraz w domu o Shane'a wcale nie pomagają. W dodatku jej własny chłopak coraz częściej naciska w pewnej sprawie, a ona nie jest pewna swoich uczuć. Sytuację utrudni, zachowanie jednej z koleżanek, która z dnia na dzień, będzie coraz gorzej zachowywała wobec Mae.. 



Na samym początku muszę napisać - żeby nie było. Jest to książka, typowo młodzieżowa, a więc dialogi, poziom jest tak totalnie nastolatkowy, dlatego decydując się na czytanie - o ile jest się już po tym przedziale wiekowym. Należy przestawić myślenie, na właśnie ten wiek. Ja na początku miałam pewien zgrzyt, bo problemy i rozmowy wydawały się okrutnie naiwne. Dopiero po jakiś stu stornach, puknęłam się w czoło, że w końcu oni mają te siedemnaście lat, a nie ponad trzydzieści, więc nie mogę mieć pretensji do niektórych przemyśleń. 

Skoro już mam wstęp za sobą, uprzedziłam i wyjaśniłam, przechodzimy do reszty. Książka porusza wiele ciekawych tematów, które są naprawdę w tym nastoletnim życiu istotne, dopiero później człowiek uczy się bycia ponad te sprawy, ale okres młodzieńczy rządzi się swoimi prawami. 

Mae bardzo trudno przychodzi zaakceptowanie niedoskonałości ciała, zbyt masywne uda, szerokie biodra. Gdyby jeszcze rówieśnicy nie zwracali uwagi, może byłoby łatwiej, ale niestety w każdej grupie znajdzie się ktoś, kto znajdzie czuły punkt i będzie go wykorzystywał. Dlatego dziewczyna nie potrafi przejść obojętnie, do przytyków i zrozumieć, że nie każda musi mieć długi chude nogi.  Mnie akurat bardzo łatwo było zrozumieć ten kompleks, bo sama przez wiele lat, miałam podobny dramat, tak więc, tutaj uwierzcie, sprawa nie jest przesądzona, wygląd nóg potrafi wpędzić w solidne kompleksy. 

Shane, to chłopak, którego człowiek od razu musiał polubić, tak docinał swojej koleżance, ale ich relacja była naprawdę urocza i zabawna. Bardzo przyjemnie czytało się fragmenty kiedy oboje rozpoczynali przepychanki słowne. Co innego, gdy dziewczyna spotykała ze swoim ukochanym, ten wywoływał równie silne emocje, ale z gatunku tych negatywnych. 

Wcześniej pisałam o wątku, w którym Mae będzie musiała zmierzyć z pewnym dręczeniem ze strony koleżanki ze szkoły, bardzo ciekawie została poprowadzona fabuła w tym kierunku, ale za dużo nie będę pisała. Jednak choćby dlatego, warto się zapoznać z tematem.

Agata Polte wspaniałe wykreowała każdą postać, niesamowicie naturalnie i bez zbędnego przerysowania. I tak, jak polubicie przyjaciółkę głównej bohaterki, tak możecie być pewni, że do jednej z dziewczyn poczujecie ogromną niechęć, by później mieć pewność, że nie było pomyłki. Nawet te najmniej wysuwane postaci, mają swój ważny udział w fabule, dlatego całość jest tak spójna. Lekkie pióro autorki - ale nie ubogie, proszę się nie pomylić! Sprawia, że książka po prostu sama się czyta.

Zawsze chodziło o ciebie - uwierzcie mi na słowo! Jeśli już przestawicie się, że macie te siedemnaście lat, albo chociaż przestaniecie oceniać z perspektywy swojego wieku, to ta książka po prostu was poniesie ze sobą, a wy odpłyniecie. Jest cudownie lekka, taka motylkowa, aż człowiek ma wrażenie, że sam przeżywa wszystkie wydarzenia. 

Przede wszystkim - na co zawsze zwracam uwagę i cenie u autorów - nie jest wulgarna, nie ocieka okropnym słownictwem. I nie ma seksu. Znaczy jest oczywiście poruszony temat, ale nie w sposób ordynarny. Za co z mojej strony potężny plus. Niewiele jest już takich książek. Spędziłam bardzo miły czas czytając ten tytuł i gdy skończyłam, było mi autentycznie smutno, że już mam za sobą. Szczerze polecam, nawet jeśli wiek docelowy dawno przeminął, nie trzeba się przejmować, fabuła pociągnie za sobą, nie wiadomo kiedy. Jest to chyba mój numer jeden tego lata z gatunku dla młodzieży. A będą jeszcze kolejne opinie.

lipca 02, 2023

lipca 02, 2023

Ostatnia Róża Szanghaju

Ostatnia Róża Szanghaju

 


Kiedyś pisałam, że są książki, które z daleka nas wołają, jeszcze zanim poznamy opis i tematykę, coś nas do nich przyciąga. Miałam tak właśnie w przypadku Ostatniej róży Szanghaju, gdy tylko zobaczyłam zapowiedź. Wiedziałam i czułam jedno - muszę tę książkę przeczytać. Dlatego zaraz po otrzymaniu przesyłki, usiadłam by sprawdzić czy przeczucie mnie nie myliło, miałam przeczytać tylko kilka stron... 


Szanghaj rok 1940, gdzieś daleko w Europie szaleje wojna. Wydawać się może, że Niemcy nie mają tu dostępu i można czuć się bezpiecznie. Nic bardziej mylnego. O ile Chiny nie odczuwały konsekwencji szaleństwa nazistów, to nie można powiedzieć by mieli spokój. Zagrożenie czaiło się od strony Japonii. Okupacja trwała i jak się z dnia na dzień okazywało, było coraz gorzej. We własnym kraju mieszkańcy nie mogli czuć bezpiecznie, tracili pracę, władzę i spokój. 

Młodziutka Aiyi Shao, bardzo wcześnie musiała dowiedzieć się jak prowadzić interesy by przetrwać w świecie pełnym niebezpieczeństwa. Po śmierci rodziców postanowiła zadbać o swój byt. Wykupiła nocny klub, w którym spędzali wieczory wysoko postawieni goście. Niestety niepokój ze strony okupanta narastał z dnia na dzień, blokowanie dostaw alkoholu oraz poruszanie ulicami, sprawiało coraz więcej trudności. 

W tym samym czasie do miasta, które miało stać się ostoją i spokojem, przybywa Ernest Reismann, Żyd niemieckiego pochodzenia. Uciekł z Berlina wraz z siostrą, zanim stało się to niemożliwe. Rodzice obiecali, że dołączą do nich później. Tymczasem młody mężczyzna, został odpowiedzialny za siostrę, która miała dopiero dwanaście lat. Szanghaj był jedynym miejscem w którym Żydzi mogli znaleźć schronienie i pomoc. Bardzo szybko rzeczywistość zweryfikuje nadzieję na lepszą przyszłość, nie tylko Ernesta, ale wielu ludzi, którzy uciekając z piekła, nieświadomie trafili jeszcze gorzej. 

Przypadkowo drogi Ernesta i Aiyi zostaną przecięte. Dziewczyna ze zdziwieniem przyjmie pomoc od obcokrajowca, do których jej stosunek był raczej niechętny. Z kolei mężczyzna, niewiele wiedząc o kraju w którym się znalazł, będzie potrzebował pomocy w znalezieniu pracy i bezpiecznego dachu nad głową dla siostry. Dwoje młodych ludzi, środek wojny i dwa różne światy. Czy taka znajomość ma szansę rozwinąć się i przynieść coś dobrego? 


We wstępie napisałam, że miałam przeczytać kilka stron, by sprawdzić jak się zapowiada książka. Nawet nie wiedziałam kiedy, byłam na setnej stronie. Po prostu pochłonęła mnie fabuła. I żeby nie było, akcja nie wyrywa z kopyta, nie dzieją się sytuacje, która wciskają w fotel, niemniej autorka wyśmienicie operuje słowem, pociągając czytelnika dalej i dalej. By dowiedzieć się co wydarzy się następnie, jak losy Aiyi i Ernesta potoczą, czy ich znajomość przyniesie więcej dobrego czy złego. 

Należy pamiętać, że dziewczyna jest Chinką, której kultura jest bardzo hermetyczna, co za tym idzie, rodzina niechętnie wyraża zgodę na ślub z wyznawcą innej religii i ogólnie pochodzenia. Aiyia zdaje sobie sprawę z komplikacji, była wychowywana w określony sposób. Małżeństwo nie miało nic wspólnego z miłością, to kontrakt między rodzinami, który ma przynieść same korzyści dla obojga stron. 

Ernest jako żyd, również powinien przestrzegać zasad religii, ale od początku wykazuje niechęć do wszystkiego, co utrudnia życie. Z jego strony nie ma problemu by pojąć za żonę, kobietę innego wyznania. Spotkanie z piękną Chinką wywiera na młodym mężczyźnie ogromne wrażenie. Może gdyby sytuacja polityczna była inna, ich relacja miałaby lepsze rokowania? 

Tymczasem oboje walczą o przetrwanie, Ona próbuje za wszelką cenę utrzymać swoją biznes, wbrew zakazom ze strony rodziny i narzeczonego, zatrudnia Ernesta w swoim klubie, jako pianistę. Przez pewien czas, wszystko wydaje się w miarę ustabilizowane. Niestety tylko do czasu. 

Japończycy rosną w siłę, aż w końcu przychodzi dzień, gdy walka o utrzymanie biznesu i pracy, przeradza się w walkę o zachowanie życia i przetrwanie. 

 Często podczas czytania zatrzymywałam się i zastanawiałam, do czego są zdolni "ludzie", specjalnie dałam to słowo w cudzysłowie, bo opisywane zdarzenia, trudno przypisać do ludzi. I nie chcę wiedzieć co działo się w ich głowach. Pozostaje mieć nadzieję, że nigdy, nie będziemy musieli być świadkami podobnych wydarzeń.

Ostatnia Róża Szanghaju jest piękną historią, nie tylko o miłości mężczyzny i kobiety, ale relacji międzyludzkich. Ukazuje siłę przyjaźni, pomocy nawet wtedy, gdy samemu posiadało niewiele, a przede wszystkim szukaniu człowieczeństwa, gdy nadzieja umierała. 

Podsumowując, szczerze i od serca polecam, jest to wspaniale napisana historia, która jest warta poznania. 




Książkę przeczytałam dzięki współpracy z wydawnictwem Znak.

maja 17, 2023

maja 17, 2023

Dom po drugiej stronie jeziora

Dom po drugiej stronie jeziora

 


Kolejna książka przeczytana pod wpływem recenzji, na jednym z blogów, które obserwuje. Tym razem padło na "Dom po drugiej stronie jeziora". Zabierałam się do niej chyba z trzy razy, ale nie dlatego, że miałam problem z wczytaniem, ale po prostu musiałam złapać ten moment, żeby mnie wciągnęło. Akurat długi weekend majowy bardzo się temu przysłużył, książka przeczytana, teraz jeszcze zarys fabuły.


Casey została "odesłana" do rodzinnego domu znajdującego się nad jeziorem.Miejsce o tyle ciekawe, że znajduje się w środku lasu, dodatkowo oprócz jej domu, stoją jeszcze trzy. Otoczenie spokojne, sprzyjające każdemu kto potrzebuje odciąć się od pędu życia, albo problemów. Jak w przypadku naszej bohaterki, która po nagłej śmierci męża, średnio radząc z sytuacją, musiała uciec od tłumów paparazzi. Jako dosyć znana aktorka - jeszcze bardziej znanej matki, ma świadomość, że każdy jej krok, a tym bardziej potknięcie, jest tylko zanętą dla rządnych sensacji dziennikarzy. 

Kobieta tymczasowo pomieszkuje w domu, w którym ostatni raz była wraz z mężem, tuż przed jego tragiczna śmiercią. Można to nazwać jako konfrontacje z traumą, chociaż ona sama uważa, że gorszego zesłania otrzymać nie mogła. Pobyt umila sobie szklaneczkami brandy, siedząc na tarasie i obserwując dom sąsiadów po drugiej stronie jeziora. A możliwości ma dobre, ponieważ budynek w większości skonstruowany jest z szyb, które nie są niczym zasłonięte. Pokusa ogromna, zwłaszcza gdy jest świadomość, że nie jest się widzianym. 

Przez przypadek pewnego popołudnia, Casey ratuje swoją sąsiadkę z domu na przeciwko. Katherine zasłabła podczas płynięcia przez jezioro, gdyby nie interwencja z pewnością by utonęła. Przez chwilę ta pierwsza, była przekonana, że wyłowiona kobieta nie żyje, jednak po chwili odzyskała funkcje życiowe. Okazuje się, że niedoszła ofiara utonięcia, to sławna była modelka, która jest znana w całym, kraju. Razem z mężem kupili niedawno dom po drugiej stronie jeziora.  

Podglądanie sąsiadów staje się dla Casey pewnym uzależnieniem - nie jedynym. W towarzystwie szklaneczki alkoholu lub kieliszeczku, zasiada wieczorami na tarasie i przez lornetkę zmarłego męża, podgląda życie Katherine i jej męża Toma. Dziwny jest obraz bez dźwięku, a jednak, trudno jest kobiecie zrezygnować, zwłaszcza gdy pewnego dnia jest świadkiem niepokojącego incydentu, po którym nie może skontaktować z Katherine.


 Gdy przeczytałam opis książki, byłam przekonana,że jest to jeden z kryminałów, który będzie wodził za nos, by później rozwiązanie zagadki wywołało oczekiwany element zaskoczenia. Nie ukrywam typowałam różne scenariusze, zwłaszcza, gdy przez długi czas podsuwane są pewne wskazówki, które jasno mogą dać do zrozumienia, kto może być winny. Wiadomo, że zazwyczaj taki zabieg jest w celu namieszania czytelnikowi w głowie, ale uwierzcie, takiego obrotu sprawy, w życiu bym się nie spodziewała i teraz z perspektywy czasu, mam jeszcze w głowie mętlik. 

Zacznijmy od Casey, trudno jest określić czy tę postać się lubi. Poznajemy kobietę, która nie potrafi poradzić z uzależnieniem od alkoholu - oczywiście nie widzi problemu w chęci codziennego wypicia odpowiedniej dawki trunku. W końcu ma nad tym kontrolę, ale czy rzeczywiście? Przez długi okres czytania, nie dowiadujemy się więcej, jak planu picia poszczególnych wariantów drinków, później zostaje wrzucona historia śmierci męża Casey, następnie tego, w jaki sposób trafiła do domu nad jeziorem. 

Małżeństwo Katherine i Toma, zostało ukazane minimalnie, tak naprawdę wszystko na czym można oprzeć swoją opinię, jest filtrowane przez spostrzeżenia głównej bohaterki. Dlatego widzimy, że Tom jest podejrzany, jego zachowanie sprawia, że można czuć pewne obawy, co do postępowania wobec żony. Tylko czy perspektywa osoby będącej ciągle pod wpływem alkoholu, ma prawo być wiarygodna? 

Gdy Katherine niespodziewanie znika, Casey postanawia rozpocząć swoje własne dochodzenie. Jest przekonana, kto postanowił się jej pozbyć i przede wszystkim dlaczego. 

Właśnie w tym momencie książki, akcja zaczyna się rozkręcać do tego stopnia, że były chwile, kiedy zastanawiałam się czy nadążam, za tokiem myślenia, a dokładnie wyobraźni autora. Nie mogę niczego zdradzić, jednak jestem szalenie ciekawa, co myślą o tym wszystkim, osoby, które przeczytały książkę. Bo ja naprawdę spodziewałam się wszystkiego - może poza Zombie.  Nie wiem, czy jestem rozczarowana, ponieważ to jest tak mocny element zaskoczenia, ale jednocześnie "odjechany", że oczy mi niemalże wypadły z wrażenia.  

Podsumowując, książkę warto przeczytać, ale zaznaczam - zaskoczenie jest dosyć osobliwe i z pewnością będą osoby, które go "nie kupią", co uważam za zrozumiałe, ponieważ sama jestem lekko rozdarta. Niemniej, całość plasuje się naprawdę dobrze, a koniec uznajmy, że jest z przytupem. 



maja 04, 2023

maja 04, 2023

Inkarnator

Inkarnator


 Pierwsze spotkanie z piórem Maxa Czornyja i akurat trafiłam gdy wokół autora toczyła się dosyć głośna afera. Nie powiem, pochyliłam się nad przedmiotem sporu publiki, ale jako osoba, która nie miała punktu odniesienia, stwierdziłam, że zapoznam się jeszcze ze stanowiskiem głównego zainteresowanego, po czym radośnie zasiadłam do czytania. W końcu nic bardziej nie podkręca chęci poznania pisarza, jak burza tocząca wokół jego osoby, prawda? 

Tytuł, który do mnie trafił nie ma nic wspólnego z tym, który wzbudził kontrowersje - od razu muszę o tym nadmienić, by nie było wątpliwości. Tutaj jest seria z Mortalistą, ja jako czytelnik wiecznie mieszający kolejność serii, zaczęłam chyba od środka? Nie ważne, gdzieś mi się obiło o oczy, że można czytać bez znajomości wcześniejszych części, ale warto się z nimi zapoznać. Dlatego teraz będzie o Inkarnatorze, a później wrócę do reszty. 


Trafiamy do Krakowa, gdy na miasto, a przynajmniej pewną jego część pada podejrzenie o atakach seryjnego mordercy. I to nie byle jakiego, ponieważ sposoby zabijania są delikatnie ujmując wyrafinowane, co niejednego ze śledczych przebywających na miejscu zbrodni, doprowadza do mdłości.  Oczywiście rozpoczyna się dochodzenia, kto gdzie i kiedy, jaka jest zależność pomiędzy ofiarami, czy znajdzie się coś, co sprawi,że będzie możliwie zapobiegnięcie kolejnemu? 

Gdy sprawa zaczyna wyglądać coraz upiorniej, o pomoc zostaje poproszony znany w policyjnych kręgach Mortalista. Honoriusz Mond - bo o nim mowa. Jest jedynym w swoim rodzaju i dziedzinie człowiek, który jest w stanie zrozumieć postępowanie zabójcy i ustalić jakie motywy nim kierują. Odpowiedź na pytanie, które nie daje spokoju policji, będzie gorsza niż niewiedza. Bo według wszystkich łączących ofiary punktów, będzie wskazywało na powrót jednego z najbardziej brutalnych i upiornych morderców. Czy jest zatem szansa, by tym razem uniknąć kolejnej masowej tragedii? W jaki sposób odnaleźć szaleńca, którego imię od lat, wywołuje zimny dreszcz przerażenia? 


Znany Mortalista w duecie z nietuzinkową "partnerką" Allegrą, która nieformalnie towarzyszy w tych bardziej dziwacznych przypadkach . On uważający, że wszystko można wytłumaczyć racjonalnie i naukowo, Ona wierząca w siły nadprzyrodzone. Wydaje się, że współpraca jest wręcz niemożliwa, ale nic bardziej mylnego. Pozostaje pytanie, czy wspólnymi siłami uchronią kolejne ofiary przed makabryczną śmiercią? 


Drodzy państwo, cóż to jest za lektura. Już pierwsze strony wywołują reakcje obrzydzenia, a dalej jest tylko "lepiej", w pewnym momencie zwątpiłam czy podołam, ale jestem uparciuch, więc myślę nie poddam się okrutnym opisom, będę dzielna i przeczytam. Na szczęście takich wątków, nie jest przesadnie wiele, a kiedy na prowadzenie wychodzi Honoriusz w towarzystwie Allegry, nie mogłam się wręcz oderwać od czytania. 

Przede wszystkim Mortalista - postać według mnie fantastyczna. Nie wiem od czego zacząć, by zapewnić, że z taka postać nie często się pojawia, a już na pewno nie  choćby w małym stopniu jak Honoriusz Mond. Mężczyzna, którego pocięte i dosyć przerażająco wyglądające zwłoki nie wprawiają w żadne silniejsze emocje. Jeśli już, to ciekawości, nad tym,co myślał mordercą wykonując pewne działania zanim zabił. Chłodne podejście i ocena sytuacji, później fenomenalna analiza tego co zobaczył i do czego można powiązać. Mnie wręcz fascynowało w jaki sposób łączył fakty. Dodatkowo sposób bycia od wyglądu po zachowanie, bo wiecie facet Fedorze i płaszczu przemieszczający po mieście hulajnogą elektryczną, wywoływał osobliwe wyobrażenie. 

Jest jeszcze Allegra, całkowite przeciwieństwo swojego dobrego znajomego, trudno opisać by relacja tych dwojga była typową przyjaźnią, jedno jest pewne - łączy ich spora więź, ale nie z tej materii co można wywnioskować. W każdym razie, kobieta, która ma ciekawą osobowość, wyczuwa pewne sytuacje intuicyjnie, a również zachowanie ludzi. Głęboko wierzy w zjawiska nadprzyrodzone. Dodatkowo uwielbia sączyć Chichę, której Mond nie znosi. 

Byłam niezmiernie ciekawa pióra Czornyja i oddać muszę, że pisze w sposób, który mnie kupił już od pierwszych stron. Świetnie wykreowane postaci, dialogi, które nie były przerysowane czy w drugą stronę drętwe i nie wywołujące zamierzonego efektu. Opisy morderstw przyprawiają o mdłości i ich opisy, no nie będę kłamała, ale całość tworzy atmosferę, która budzi strach, a chęć odgadnięcia kto kryje się za wszystkimi czynami, nie pozwala oderwać od książki. 
Uważam, że moje pierwsze spotkanie z autorem było niezwykle udane, jestem szalenie ciekawa innych tytułów z tego cyklu, dlatego mam w planach nadrobić. Polecam każdemu fanowi gatunku naprawdę warto przeczytać. Dla Monda i Allegry wręcz trzeba. 




Książkę przeczytałam w ramach współpracy z wydawnictwem Filia. 

kwietnia 18, 2023

kwietnia 18, 2023

Co wyszeptał nam deszcz

Co wyszeptał  nam deszcz


 Witajcie w ten deszczowy dzień - ostatnio słońca jak na lekarstwo, nic tylko czytać książki, jeśli nie ma możliwości spaceru. Dziś przychodzę z książką, na temat której niewiele się dowiedziałam zanim zaczęłam czytać, a gdy już się domyśliłam do czego zmierza fabuła, było za późno by zmienić decyzję. I od razu uprzedzam - to nie jest zła książka, a moja ewentualna niechęć wynikała z zupełnie innej przyczyny, jednak wszystko po kolei. 


Olivia i Rain znają się od dziecka, teraz są w wieku w którym stoją u progu podejmowania decyzji dotyczącej przyszłości. Chłopak marzy by zostać gwiazdą rapu. Od zawsze pisał teksty, pragnął by zaistnieć dla szerszej publiczności. Miał ku temu warunki - łowcy talentów lubią szukać perełek wśród tak zwanego marginesu społecznego. A rodzina Raina można przyznać była dysfunkcyjna. Dlatego talent z takiego domu jak najbardziej będzie mile widziany. 
Olivia to wschodząca gwiazda baletu, tanie był i jest jej pasją. Marzenie, które ma nadzieję spełnić to zatańczyć na wielkiej scenie, zaistnieć jako znana baletnica. 

Dwoje młodych ludzi, którzy wiedzą co chcą zrobić ze swoim życiem. Nic piękniejszego, nie jeden nastolatek gdy dochodzi do momentu wyboru, nie ma pojęcia jak poprowadzić swoją drogę ku dorosłości. Oni wiedzą, są bardzo blisko spełnienia swoich pragnień, ale tylko jedno z nich zrealizuje marzenie.  Drugie rozpocznie bardzo trudna walkę, niekoniecznie po szczeblach kariery zawodowej. 



Teraz mogę napisać dlaczego, moja niewiedza tematyki książki, sprawiła, że zwątpiłam czy chce kontynuować czytanie. Otóż jedna z postaci, a dokładnie Olivia, dowiaduje się o chorobie, która na pewien czas uniemożliwi jej realizowanie się jako baletnicy. Gdy zapadnie diagnoza, jej przyjaciel otrzyma informację o wielkiej szansie wyjazdu i nagrywaniu swojej płyty. Taka szansa zdarza się tylko raz i nie może jej zaprzepaścić. Tylko w tej sytuacji będą musieli się rozstać, ich drogi się rozdzielają. 

Rain jest przekonany, że przyjaciółka rozpocznie swoje przygotowania do wielkich występów baletu, nie ma pojęcia, że jej przygotowania będą o wiele poważniejsze, a powodem okaże walka o coś znacznie ważniejszego. Olivia nie wyjawiła prawdy o swoim stanie zdrowia, od zawsze miała słabsza odporność, ale nikt nie przypuszczał, że przyczyna jest tak poważna. 

Gdy Rain spełnia swoje marzenia, nagrywa płyty, jeździ po kraju dając koncerty, żyje na pełnych obrotach, Olivia traci siły z każdym dniem. Jej życie się zatrzymało, stara się być dzielna i mieć nadzieję, że leczenie przyniesie oczekiwane efekty. 

W tym miejscu muszę napisać o postaciach. Rain - trudno jest mi stwierdzić czy to chłopak, który wzbudza sympatię, na pewno jego życie było trudne, ale odniosłam wrażenie, że autorka pozostawiła jego jako jego, tylko skupiła na innych tematach, które oczywiście były bardzo ważne. Jednak wierzyć na słowo, że relacja między Rainem i Olivią była wyjątkowa, jest nieco trudne. Jeśli nastawicie się budowanie niesamowitej więzi od dziecka po dorosłość, a później przerwę, która wpłynie na dwoje bliskich ludzi, to mogę od razu uprzedzić. Tego nie będzie. Niestety autorka pozbawiła czytelnika poczucia emocjonalnej więzi, jaka rozwinęła się między bohaterami. Bo gdy ich ścieżki się po pewnym czasie ponownie splatają, nie jest łatwo poczuć, że to jest naprawdę głębokie. 
Wielka szkoda, bo wtedy, moja ocena byłaby zupełnie inna. To nie jest tak, że książka byłaby bardzo obszerna, będę uparcie powtarzała, że są pisarze, którzy potrafią ukazać etapy rodzenia się pięknej przyjaźni, by później zrobić oczekiwany przeskok w czasie, jak na przykład moja ukochana Amy Harmon  w Biegając boso tutaj cudowny przykład, jak można stworzyć piękna historię. 

Wróćmy jednak do Co wyszeptał nam deszcz - jest to trudna książka, przede wszystkim choroba Olivii, jesteśmy świadkami zmaganiem się z poważną diagnozą, która dzień po dniu odbiera dziewczynie nadzieję na normalne życie. Został poruszony jeszcze jeden ważny temat, jakim jest uzależnienie. Ja się jednak skupie na Olivii, ponieważ to nad nią w moim odczuciu bardziej pochyliła się autorka. Gdy przeczytacie posłowie, zrozumiecie dlaczego. 

Co zatem było trudne i w pewnym sensie obciążające podczas czytania? Chyba cały proces leczenia, traceniu nadziei i w końcu rezygnacja. Jak mama dziewczyny za wszelką cenę, wszystkimi możliwymi sposobami chciała utrzymać córkę przy życiu. Można rozumieć obie strony - jak matka może odpuścić, powiedzieć sobie i dziecku, że się poddaje? Myślę, że nie jedna kobieta, która ma dziecko powie jedno - nie umiałabym. Przychodzi taki moment, gdy Olivia ma dosyć, jest zła, że matka nie liczy się z jej uczuciami, tylko myśli o sobie, o  tym, że nie jest gotowa na stratę córki. Jakże trudno jest powiedzieć najbliższej osobie - możesz odejść, jestem gotowa. Wydaje się niemożliwe prawda? Niestety czasem, najważniejsze co możemy zrobić dla ukochanej osoby, to pozwolić odejść w spokoju,  w świadomości, że sobie tutaj bez niej poradzimy. Właśnie o tym będziecie mogli przeczytać w tej książki, ale nie tylko. 

Mam świadomość, że nie każdy jest gotowy na te emocje, uwierzcie, są bardzo mocne, chociaż powtarzałam sobie, że na pewno nie będę płakała, bo przecież tyle jest podobnych historii, tak w tym przypadku się nie udało.  Planowałam książkę, która będzie dotykała trudnej tematyki, ale się nie spodziewałam, że emocjonalnie mnie zgniecie. Jeśli zatem nie jesteście w formie, radzę teraz nie czytać.  Niemniej polecam, bo jest wiele ważnych wątków, które warto poznać i mieć świadomość kilku perspektyw. 


Copyright © Niekończące się marzenia , Blogger